„To już nie błąd polityczny, nie warcholstwo, nie zdrada zwyczajna, to już nikczemność bez granic, wynaturzenie, wyparcie się najszlachetniejszych uczuć, jakie Stwórca w serce ludzi włożył”. Tak pisał Bernard Kalicki, dziewiętnastowieczny historyk, o tym zjawisku dotykającym części Polaków, które nazywano scudzoziemczeniem duszy lub zobczeniem.

„Na ogólnej szali narodu – pisał również – zobczenie jest grzechem, który tę szalę najniebezpieczniej przeważa. Tak przynajmniej sądzi instynkt narodu, który zobczałych głębszą spotyka niechęcią, niż bardziej szkodliwych wichrzycieli”. Magdalena Micińska w swojej książce „Zdrada – córka nocy. Pojęcie zdrady narodowej w świadomości Polaków w latach 1861-1914″ określa to zjawisko zobczenia w sposób następujący: „brak poczucia łączności z własnym narodem, jego tradycją i przyszłymi losami”.

Dlaczego „brak poczucia łączności z własnym narodem, jego tradycją i przyszłymi losami” określano zawsze w Polsce jako zdradę narodową i to zdradę największego możliwego kalibru? Odpowiedź na to pytanie jest prosta. „Wszyscy – pisał B. Kalicki – smutnej, a jak dziś ze zrozumiałą goryczą zwykliśmy się wyrażać, nieszczęsnej pamięci wichrzyciele, zdrajcy, wszyscy Zebrzydowscy i Opalińscy byli Polakami złymi, bardzo złymi, ale byli Polakami. Natury to na wskroś polskie, choć ujemne, i serca polskie, choć spaczone i krzywe, i w każdym z nich pod piramidą grzechów, a nawet zbrodni można doszukać się iskierki ducha polskiego. Każdy z nich działał w imię miłości własnej, dla niej klęski zadawał krajowi; ale po przejściu szału miał chwile opamiętania, miał chwile kiedy mu wracało poczucie, że to ojczyzna”. W tych zaś, którzy scudzoziemczeli, „tej iskry Polaka nie było całkiem”. Kto zaś nie miał w sobie „iskry Polaka”, ten oddawał Polskę obcym, wierząc przy tym głęboko, że czyni słusznie.

Zdrada, grzech były tu jakoś nieodwracalne. To zobczała, scudzoziemczała szlachta doprowadziła do rozbioru Polski i ten rozbiór zaakceptowała. Zdrajcy nie poczuwali się wtedy do zdrady. Dla nich był to, w wyniku ich zobczenia, akt rozsądku, dziejowej konieczności, postępu itd. Tak pisał o tym Adam Mickiewicz w „Pielgrzymie Polskim”: „Kiedy haniebnemu sejmowi Ponińskiego radzono podpisać akt samobójstwa (…) zaklinano obywateli aby przestali czuć po obywatelsku. ‚Gdzież rozsądek – wołano – chcieć opierać się woli trzech dworów? Gdzie są środki oparcia się? Czy jest czas po temu? Czy nie lepiej część poświęcić, aby resztę zachować; ze skołatanego statku Rzeczypospolitej wyrzucić dla ulżenia mu kilka województw (…)’.

Poczciwi posłowie, szczególnie z głębi prowincyj przybyli, słuchali z podziwieniem nowych dla Polaka rozumowań; nie umieli, nie chcieli nawet wdawać się w rozprawy, zatykali uszy na podobne bluźnierstwa; polskim rozumem, polskim sercem nie mogli pojąć ani uczuć, jak to sejm miałby Rzeczypospolitą rozdzierać, bliźnich swoich, spółobywateli w niewolę sprzedawać. Odpowiedziano im, że sejm posiada la souverainete! Przybiegli na pomoc ludziom rozsądnym dyplomaci, zbrojni w obosieczne słowa aliansów, gwarancyj, traktatów, kartonów, neutralności, i nareszcie słownik nasz wyrazem kordon, nad którym niegdyś tak dumali politycy nasi, jak potem nad interwencją i nieinterwencją.

Zgraja głupców i ludzi bezdusznych wstydziła się przyznać, że tych wyrazów nie rozumie, rada była popisać się z nauką szermując nimi. Rejtan po raz ostatni przemówił starym językiem, zaklinając na rany boskie, aby takiej zbrodni nie popełniać. Ludzie rozsądni okrzyknęli Rejtana głupcem i szalonym”. „Postępowi” zdrajcy i „wsteczni” patrioci Historia się powtarza. Powtarzają się haniebne Sejmy. Pojawiają się znowu „ludzie rozsądni” oraz „zgraja głupców i ludzi bezdusznych”. Znowu pojawia się w Polsce scudzoziemczenie. Znowu pojawia się „brak poczucia łączności z własnym narodem, jego tradycją i przyszłymi losami”.

Ponownie ukazuje się „nikczemność bez granic, wynaturzenie, wyparcie się najszlachetniejszych uczuć”. Powtarza się zdrada, zdrada największa. Trzeba ją obnażać i bez ogródek nazywać po imieniu. Przeciwnicy przystąpienia Polski do Unii Europejskiej wykazują w dziesiątkach, wręcz setkach materiałów, że nie jest to dla Polski i Polaków decyzja słuszna. I dobrze. Trzeba na wszelkie sposoby ukazywać zło. Trzeba stosować wszystkie możliwe argumenty. Trzeba je powtarzać. Naświetlać zło z różnych stron, przekonywać, unaoczniać itd. Pamiętajmy jednak wciąż i zawsze o jednym, najważniejszym, i mówmy o tym głośno. To zdrada, „nikczemność bez granic, wynaturzenie, wyparcie się najszlachetniejszych uczuć”. To nieważne, ile państw zrezygnowało ze swojej suwerenności, wchodząc do Unii Europejskiej, ile narodów zgadza się na dalsze ograniczanie swojej państwowości i podmiotowości, na wynaradawianie.

To nieważne, ilu Polaków akceptuje wejście Polski do Unii Europejskiej. Zdrada pozostaje zdradą. Polska wartością ponadpokoleniową Media, politycy, niektórzy biskupi, tzw. autorytety mogą sobie mówić, co chcą. Zdrada pozostaje zdradą. Nawet gdyby wszyscy, dosłownie wszyscy Polacy zgodzili się dziś na kolejny rozbiór Polski, byłaby to zdrada. Po latach historycy napisaliby tylko: „Zdradziło całe pokolenie”. Nie wolno nam kupczyć Polską. Nie mamy do tego prawa. Jesteśmy tylko jednym pokoleniem. Polska to coś więcej niż jedno pokolenie.

Polska to skarb i wartość, które tworzyły niezliczone pokolenia przez ponad tysiąc lat, za które oddawały życie, pracując i ginąc po to, by Polska była Polską, tym skarbem i tą wartością. Kolejne pokolenia Polaków przekazywały ją swoim następcom wraz z przesłaniem zapisanym w tym, co nazywa się polskością, przesłaniem, które mówiło: „chronić, pogłębiać, utrwalać, pomnażać, budować i tworzyć”, a nie „niszczyć, spłycać, zubażać, okaleczać, osłabiać”. Kroczymy w sztafecie pokoleń. Po nas przyjdą nasze dzieci, wnuki i prawnuki, ich dzieci, wnuki i prawnuki. Mamy przekazać im Polskę silniejszą i piękniejszą, lepszą, szlachetniejszą, bogatszą. To jest nasz obowiązek. Nie mamy prawa robić niczego, co by w Polskę godziło, umniejszało ją i osłabiało, nie mówiąc już o jej przekreślaniu.

To byłaby zdrada, zdrada największa. To byłaby „nikczemność bez granic, wynaturzenie, wyparcie się najszlachetniejszych uczuć”. Przypomnijmy w tym miejscu odpowiednie zapisy choćby Konstytucji Kwietniowej Rzeczypospolitej Polskiej z dnia 23.04.1935 r.: Art. l.1. Państwo Polskie jest wspólnym dobrem wszystkich obywateli. 2. Wskrzeszone walką i ofiarą najlepszych swych synów ma być przekazywane w spadku dziejowym z pokolenia w pokolenie. 3. Każde pokolenie obowiązane jest wysiłkiem własnym wzmóc siłę i powagę państwa. 4. Za spełnienie tego obowiązku odpowiada przed potomnością swoim honorem i swoim imieniem. Biorę do ręki pierwszy z brzegu podręcznik historii Polski. Jest to akurat „Historia Polski 1492-1864″ Józefa Gierowskiego.

Czytamy tam: „Pierwszy rozbiór nie przesądzał jeszcze ostatecznej likwidacji państwa polskiego, które stało się państwem buforowym między trzema rozbiorcami. Zaciążył jednak bardzo nad możliwościami rozwoju gospodarczego Polski”. Zaborcom otwarto, jak pisze Gierowski, „możliwości szerokiej penetracji gospodarczej”, a „sejm opanowany został przez elementy najbardziej skorumpowane”. Zaborcy ograniczyli władzę ustawodawczą i wykonawczą. „Okrojonej Polsce pozwolono na ograniczone reformy wewnętrzne”. Powtórka z historii W 1994 r. zaczął się pierwszy rozbiór Polski. W 1997 r. zalegalizowała go i przypieczętowała Konstytucja zdrady, Konstytucja, w której pojawiły się takie między innymi artykuły, jak: „Rzeczypospolita Polska może na podstawie umowy międzynarodowej przekazać organizacji międzynarodowej kompetencje organów władzy państwowej w niektórych sprawach (Art. 9, punkt 2); [Zaistniała pomyłka. Prawdopodobnie autor chciał się tu powolać na Rozdział III, Art. 90, punkt 1 Konstytucji RP 1997. Konstytucja Reczypospolitej Polskiej Redakcja Naszej Witryny] „Ratyfikacja przez Rzeczypospolitą Polską umowy międzynarodowej i jej wypowiedzenie wymaga uprzedniej zgody wyrażonej w ustawie, jeżeli umowa dotyczy: – integralności państwa lub zmiany jego granic; – znacznego obciążenia państwa pod względem finansowym” (Art. 84, punkt 1, podpunkty 1/ i 5/). [Zaistniała pomyłka. Prawdopodobnie autor chciał się tu powolać na Rozdział III, Art. 89, Konstytucji RP 1997.

Redakcja Naszej Witryny] Po 1997 r. pierwszy rozbiór Polski zaczął się pogłębiać i rozszerzać. W pewnym momencie Sejm przyjął, że nie będzie uchwalał praw niezgodnych z prawem Unii Europejskiej. Drugi rozbiór Polski będzie miał miejsce, gdy Polska wstąpi do UE. Trzeci nastąpi w kilka lat później, gdy kompetencje organów Unii wzrosną w takim stopniu (co już jest zapowiadane), że przejmą całkowicie wszelkie uprawnienia państw członkowskich. Rzucają sprawę polską Zwolennicy bezwarunkowego wepchnięcia Polski do UE stosują tylko cztery „argumenty”: 1. To konieczność. 2. Jeżeli nie Unia, to co? Białoruś? 3. Będziemy w Europie. 4. Po wstąpieniu Polski do Unii wzrośnie dobrobyt w naszym kraju. Za pierwszym i drugim „argumentem” kryją się te same przesłanki, jakie przyjmowali zdrajcy sprzed ponad 200 lat, przesłanki kolaborantów i tchórzy uznających, że nie ma żadnej szansy na przetrwanie Polski w aktualnej sytuacji politycznej.

Jeżeli wcześniej Polacy rozumowaliby podobnie, Polski dawno by już nie było. Argumentując w ten sposób, Polacy lat trzydziestych XX w. poddaliby się sami władzy Hitlera i Stalina. W jaki sposób Bóg, świat i historia oceniliby wtedy Polskę? Trzeci argument jest śmieszny i żałosny. Nasza europejskość związana jest z naszą spuścizną kulturową i naszą historią, obecnym naszym kształtem cywilizacyjnym i kulturowym, a nie z rezygnacją z bytu państwowego na rzecz wcale nieeuropejskiego w swej istocie tworu zachodnioeuropejskiej lewicy. Czwarty argument można nazwać judaszowym. Ani Polska, ani Polacy nie są na sprzedaż. Nawet gdyby wejście Polski do Unii polepszyło materialny byt wielu Polaków (co raczej należy włożyć między bajki), nie byłaby to godna propozycja; propozycja, którą może przyjąć człowiek uczciwy, człowiek honoru. Byli tacy Polacy, którzy w czasie okupacji hitlerowskiej podpisywali judaszowy papier i zostawali folksdojczami. Ich byt materialny natychmiast się poprawiał. Czy warto ich naśladować? Jest w Polsce wiele młodych żon i matek, które wraz z mężami i dziećmi żyją w skrajnym ubóstwie.

Czy mają wyjść na ulicę lub stanąć na skraju szosy i zostać prostytutkami? To przecież na pewno polepszyłoby ich byt materialny. Zdrada, jak nas uczy nasza własna historia, często rodziła się z egoizmu. Tak pisał ongiś Józef Ignacy Kraszewski: „Szlachta dla ocalenia siebie odstępuje od narodowości, staje po stronie siły a opuszcza szeregi i dla stanowiska a przywileju gotowa sprawę polską rzucić”. Marian Zdziechowski pisał w tamtych czasach w „Głosie Narodu”: „U tylu ziemian śpi na dnie ich sumienia uczucie patriotyczne pogrążone w letargicznym odrętwieniu, że kult Ojczyzny zastąpiony tam został kultem siły i że złowrogim blaskiem tej siły olśnieni, gotowi są tarzać się przed nią w niewolniczym zachwycie”. Czy historia się nie powtarza? Nie dajmy się jej powtórzyć do końca.

Jeśli się jednak do końca powtórzy, musi znowu w Polsce znaleźć się ktoś, kto o nią się będzie aż do zwycięstwa upominał. Ci, którzy dziś będą świadomi tej zdrady, mającej miejsce na naszych oczach, jutro będą zdolni zniweczyć jej skutki albo przynajmniej wychować swojej dzieci i wnuki w taki sposób, aby to za ich sprawą Polska ponownie się odrodziła. dr Stanisław Krajski Rezygnacja każdego stowarzyszonego narodu z części suwerenności własnego parlamentu na rzecz wspólnego dobra da się usprawiedliwić jedynie wówczas, gdy przystępuje on do unii narodów opartej na wspólnie wyznawanych i przestrzeganych wartościach chrześcijańskich oraz równych prawach. Jest oczywiste, że taka zasada nie obowiązuje w stosunkach Polski z Unią Europejską, dlatego dobrowolny udział w demontażu własnej niepodległości na jej rzecz jest zwykłym aktem zdrady.

tower-painting-parliament EU TOWER of BABEL PRINTED PRE-1992 001 eu_eye_horus_all-seeing

PMS ROLA PREZYDENTA

 

 

 

 

PMS ROLA PREZYDENTA2

PMS ROLA PREZYDENTA3

 

http://nowy-porzadek-swiata.blogspot.com/2013/05/protokoy-medrcow-syjonu.html

http://zbrodniarze.wordpress.com/2012/08/28/czy-kwasniewski-to-stoltzman/

http://archiwaipn.wordpress.com/2012/03/21/lech-walesa-archiwa-ipn/

http://zdekonspirowani.blogspot.com/2013/04/podwojne-alibi-komorowski-i-kaczynski.html

http://zdekonspirowani.blogspot.com/2013/04/kamstwa-do-bulu-wyudzone-pochodzenie.html

 

 

Putin Wałesa Bush jr Bush senior Kaczyński Komorowski Kwaśniewski Obama

 

o_jedwabnem_wkoncu_powaznie a117 abc425 bush dRZe1804369 fCxb1804370 jedwabne2001 kaczynski022b1a4dkt1 kaczynski01299330rr1 Kaczynski hanuka kalkenstein kalkstein4 komorowski-i-zydzi komorowskischudrich lech_kaczynski_synagogue_21-12-2008_1 merkel-menora-żydzi obama

sarkozy i jego korzenie bush kaczk

Aleksander Kwaśniewski (PZPR), od 1995 r. prezydent RP, który sfałszował swoje wykształcenie. W 1989 roku ulubieniec lobby żydowskiego OKP na czele z Adamem Michnikiem, i lansowany przez nie jako główny partner przyszłych porozumień z lewicą OKP. Wdzięczny Kwaśniewski deklarował w ramach ankiety, przeprowadzonej wśród polityków, na kogo głosowałby najchętniej poza swoją partią: W pierwszej kolejności głosowałbym na Adama Michnika, ale tylko wówczas, gdyby założył coś własnego (…). To co Michnik myśli i jak myśli, odpowiada mi najbardziej – jako obywatelowi i jako politykowi (…). („Gazeta Wyborcza” z 21 czerwca 1991). Wśród poglądów szczególnie bliskich Michnikowi znajdujemy tak mocno akcentowane przez Kwaśniewskiego potępienia pozostałości narodowego egocentryzmu, zaściankowości, ksenofobii i poczucia dziejowej misji, haseł poloncentrycznych i hurrapatriotycznych emocji (z obszernego dwukolumnowego artykułu A.Kwaśniewskiego na łamach „Gazety Wyborczej” z 1 lipca 1996).

Jako prezydent RP działa dla przyspieszenia przyjęcia przez Sejm ustawy o zwrocie mienia wyznaniowym gminom żydowskim, co uczyniłoby ze Związku Gmin Żydowskich największego finansistę w Polsce. W lipcu 1996 r. podczas spotkania z przedstawicielami organizacji żydowskich w Nowym Jorku Kwaśniewski przyobiecał szybki zwrot mienia Żydom.
Prożydowska tendencyjność prezydenta Kwaśniewskiego spowodowała ostry protest prezesa Kongresu Polonii Amerykańskiej, Edwarda Moskala, który 10 maja 1996 r. wystosował list do Kwaśniewskiego krytykując to, że: Brak stanowczości w działaniach rządu polskiego, a także ewidentne błędy urzędników państwowych powodują, że Żydzi pozwalają sobie na coraz więcej i coraz więcej uzyskują. Kwaśniewski odrzucił krytyczne uwagi Moskala, popierając żydowskie racje. Między innymi podtrzymał dążenie do jak najszybszego zwrotu mienia dla gmin żydowskich oraz wystąpił w obronie krytykowanych przez prezesa Moskala przeprosin wobec Żydów m.in. za tzw. pogrom kielecki, wystosowanych przez ministra Rosatiego w imieniu narodu polskiego. Sekretarz stanu Marek Siwiec występując na konferencji prasowej w imieniu prezydenta Kwaśniewskiego stwierdził, że: Polska i społeczeństwo polskie powinny przeprosić za to, co było niegodziwe w historii Polaków i Żydów po II wojnie światowej.
Postawę Kwaśniewskiego dobrze ilustrowała jego reakcja na dokonaną przez Izraelczyków masakrę 102 Palestyńczyków w Kanie Galilejskiej. Prezydent RP skomentował barbarzyńską napaść słowami, iż jest to chyba zbyt duży koszt uporządkowania stosunków między dwoma krajami.Tylko tyle. Rzeczywiście – komentarz godny Europejczyka.
W 1995 roku Kwaśniewski należał do pierwszych polskich polityków, którzy wystąpili z publicznym potępieniem kilku zdań księdza prałata Henryka Jankowskiego, dziś jak wiadomo spreparowanych przez „Gazetę Wyborczą”. Równocześnie zaś nie zareagował ani słowem na prowokacyjne antypolskie wystąpienie laureata Nagrody Nobla, żydowskiego pisarza Elie Wiesela, wygłoszone 7 lipca br. podczas oficjalnych uroczystości w Kielcach w obecności premiera RP, w tym skrajne uogólnienia „o polskiej nienawiści” (a skrytykował je np. Szymon Wiesenthal oraz przewodniczący Forum Żydowskiego Stanisław Krajewski).
Najnowszy pobyt Kwaśniewskiego w Stanach Zjednoczonych w lipcu br. stał się kolejnym potwierdzeniem jego prożydowskiej tendencyjności i konsekwentnych zabiegów o polityczne poparcie międzynarodowego lobby żydowskiego. W tym samym czasie, gdy widać było brak starań o rozmowy z rzeczywiście reprezentatywnymi przedstawicielami Polonii w Stanach Zjednoczonych prezydent Kwaśniewski poświęcił maksimum uwagi na kolejne spotkania z najbardziej wpływowymi przedstawicielami lobby żydowskiego w USA. Odwiedził m.in. znane z polakożerstwa redakcje zdominowanych przez Żydów gazet: „New York Timesa” i „Washington Post”, odbył rozmowy z radą Muzeum Holocaustu w Waszyngtonie i spotkał się z przedstawicielami 56 największych organizacji żydowskich w Stanach Zjednoczonych. Zyskał ich maksymalną aprobatę po dłuższych rozmowach „za zamkniętymi drzwiami”.
Jako działacz PZPR i SdRP oraz jako prezydent RP Kwaśniewski ani razu nie przeciwstawił się antypolskiej nagonce ze strony kół żydowskich.
Włodzimierz Cimoszewicz, postkomunistyczny premier RP, syn oficera Informacji Wojskowej w latach stalinowskich, dał w lipcu 1996 roku podczas uroczystości w Kielcach jaskrawy dowód tego, do jakiego stopnia nieważna jest dla niego prawda o historii i godność własnego narodu. W sprawach stosunków polsko-żydowskich, tak skomplikowanych i złożonych, po dziesięcioleciach przemilczeń i niedomówień, postkomunistyczny premier pozwolił sobie na publiczne, obelżywe dla Polaków stwierdzenia, jednostronnie obciążające ich winą za wszystkie problemy w stosunkach z Żydami. Głęboko bolejąc z powodu wszystkiego, w czym kiedykolwiek Polacy zawinili wobec Żydów i szczerze za to przepraszając (…). Samobiczowanie premiera Cimoszewicza w imieniu całego narodu polskiego wywołało zdecydowany protest wielu środowisk patriotycznych. W opublikowanym 9 lipca 1996 oświadczeniu porozumienia 21 organizacji kombatanckich i niepodległościowych (m.in. Światowego Związku Żołnierzy AK, Stowarzyszenia Szarych Szeregów i kilku związków więźniów politycznych) stwierdzono: (…) Zamiast niesłusznie oskarżać cały naród o rzekomy antysemityzm i bić się w piersi w jego imieniu, premier Cimoszewicz powinien przeprosić za zbrodnię, której dokonali jego ideowi poprzednicy. Nie uczynił tego, nie wykorzystał znakomitej okazji do odcięcia się od komunistycznej przeszłości, a tym samym zakłamał wyjątkowo bolesną kartę naszej historii.
Podczas uroczystości w Kielcach Cimoszewicz zezwolił Elie Wieselowi na bezkarne obrażanie Polski i Polaków. Zamiast zdecydowanie zareagować na prowokacyjne antypolskie i antyreligijne wystąpienie Elie Wiesela i jego żądanie usunięcia krzyży z Auschwitz-Birkenau, Cimoszewicz obiecał wyjście naprzeciw ich żądaniom w sprawie usunięcia krzyży z terenów byłego obozu Auschwitz-Birkenau. W ten sposób, jak stwierdzili senatorzy NSZZ „Solidarność” premier RPzamierza uzurpować sobie prawo do decydowania o symbolach religijnych w Polsce.
Ksiądz Michał Czajkowski, asystent kościelny „Więzi”, wykładowca na ATK. Najskrajniejszy filosemita wśród polskich duchownych. Łączy promowanie skrajnych zarzutów antysemityzmu wobec Polaków z destrukcyjnymi działaniami dla rozbijania spoistości Kościoła katolickiego od wewnątrz, podważania obrony rzeczy najświętszych. Tak jak choćby w sprawie krzyży w Birkenau, w wystąpieniu na łamach „Gazety Wyborczej” i w rozmowie telewizyjnej. Pomimo jednoznacznego oświadczenia Komitetu Episkopatu Polski do Dialogu z Judaizmem broniącego krzyży, ks. Czajkowski już dzień później wyszedł naprzeciw prowokacyjnym żądaniom Elie Wiesela. Napisał w „Gazecie Wyborczej”: (…) Są pewne wartości, o które należy walczyć, nawet do utraty życia, natomiast gdy rozumie się alergie żydowskie, a także racje religijne, to nie sądzę, że należy walczyć o każdy krzyż w Birkenau. Ksiądz Czajkowski usilnie zachęcał również, by rozumieć, że: niektórych po prostu krzyż w tym miejscu razi.
W wywiadzie dla „The New York Timesa” z 15 sierpnia 1989 r. zapewniał: Jeszcze bardziej będę zwalczał pozostałości polskiego i chrześcijańskiego antysemityzmu. Robi to idąc w sukurs najgorszym kłamstwom antypolonistów.
W lutym 1994 r. na Forum Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, Czajkowski popisał się odosobnionym głosem w obronie opublikowanego w „Gazecie Wyborczej” paszkwilu Michała Cichegona temat Powstania Warszawskiego, uznając oskarżenia o rzekome mordowanie Żydów za godne tego, by stały się chrześcijańskimi rekolekcjami wielkopostnymi.
Ksiądz Michał Czajkowski pisał na łamach „Gazety Wyborczej” z 25 sierpnia 1990 roku, iż:antysemityzm to nie tylko ignorancja, głupota, to także moralne zboczenie. A jak określić skrajny antypolonizm, któremu tak chętnie dawał upust sam ksiądz Czajkowski. Kilkakrotnie na próżno już wzywałem go na łamach „Słowa – Dziennika Katolickiego”, począwszy od numeru z 30 czerwca – 3 lipca 1995 roku o wyjaśnienie obrzydliwego pomówienia pod adresem rzekomo antysemickich Polaków, jakiego dopuścił się na łamach „Więzi” z czerwca 1991 roku. Chodziło o oskarżenie Polaków o rzekomy udział w pogromach na ziemi polskiej w 1905 roku. Pogromy te, jak potwierdzają świadectwa żydowskie i rosyjskie, były w całości organizowane i realizowane wyłącznie przez Rosjan. Polacy nie tylko, że w nich nie uczestniczyli, ale jednoznacznie występowali w różnych w obronie Żydów, jak wynika z wielkiego dwutomowego dzieła wydanego przez specjalną żydowską komisję pt. „Die Juden pogrome in Russland” (Kolonia, Lipsk 1910).Ksiądz Czajkowski, bezskutecznie po wielokroć wzywany przeze mnie na łamach prasy o wyjaśnienie przyczyn obrzydliwego antypolskiego pomówienia i przeproszenia za nie, nie wykazał nawet cienia godności i uczciwości intelektualnej w tej sprawie. I dalej, jak przedtem, szkaluje Polaków i osłabia spoistość Kościoła.
Aleksandra Jakubowska, rzecznik rządu premiera W.Cimoszewicza, w latach 80. prezenterka „Dziennika Telewizyjnego”. W przeszłości jednoznacznie dawała wyraz swemu krytycznemu stosunkowi do polskości w połączeniu z troską o obronę racji Żydów. Jako redaktorka naczelna „Feminy” (dodatku do „Życia Warszawy”) opublikowała na przykład jeden z najostrzejszych ataków na książkę Joanny Siedleckiej Czarny ptasior, która ukazywała prawdziwe oblicze Jerzego Kosińskiego – osławionego żydowskiego hochsztaplera i manipulatora. Znakomita książka Siedleckiej została na łamach „Feminy” potraktowana jako wyraz skandalu, postępowania według bezwzględnych reguł biznesu, pozbawiona rzetelności. W rocznicę 3 Maja w tekście na łamach postkomunistycznego „Wprost” (3 maja 1992) stwierdziła z zadowoleniem:Zużyte, skompromitowane słowa „patriotyzm”, „polskość”, „ojczyzna” nie odrodziły się w III Rzeczypospolitej.
Wiesław Kot, autor licznych oszczerczych antypolskich i antyreligijnych tekstów na łamach postkomunistycznego „Wprost”, przedstawiających Polaków jako grabieżców mienia żydowskiego, antysemitów i ciemniaków. Kot nie oszczędził też wielkiego polskiego męczennika Ojca Kolbe. Są teksty Wiesława Kota, które wprost proszą się o jak najszybszą interwencję prokuratora, z uwagi na ohydne oszczerstwa, godzące w dobre imię narodu polskiego. Na przykład tekst oLiście Schindlera Stevena Spielberga („Wprost” z 6 lutego 1994), stwierdzający, iż: Schindler jest ślepy na teorie rasistowskie, po prostu kocha życie i w zabijaniu swych żydowskich współpracowników dostrzega unicestwianie części Europy – czyli to, co my w Polsce dostrzegliśmy kilka dziesięcioleci później. Pisze to Kot jakby nie było kilkuset tysięcy Polaków bezpośrednio zaangażowanych w ratowanie Żydów, jakby nie było tysięcy Polaków i Polek straconych z tego powodu, jakby nie było największej liczby drzewek „Sprawiedliwy Wśród Narodów Świata”, zasadzonych ku czci 4,5 tysiąca Polaków przed Yad Vashem w Jerozolimie!!!
Marek Król, redaktor naczelny „Wprost”, jednej z głównych trybun prożydowskich racji i ciągłego oskarżania Polaków o antysemityzm (między innymi w szczególnie tendencyjnych tekstach Wiesława Kota i Jerzego Sławomira Maca). Skrajny filosemityzm „Wprost” współgra z ciągłymi atakami na Kościół katolicki w Polsce, podważaniem i ośmieszaniem polskości i patriotyzmu.
Marcin Król, redaktor naczelny miesięcznika „Res Publica” dofinansowywanego przez Ministerstwo Kultury. Zarówno on, jak i redagowany przez niego miesięcznik hołdują poglądom skrajnie filosemickim.
9 lutego 1996 r. Król wystąpił na łamach „Tygodnika Powszechnego” (w artykule Ojczyzna) ze stwierdzeniem: Jakąkolwiek, choćby najbardziej zniuansowaną formę antysemityzmu lub wszelkiej maści ksenofobii uważam za po prostu skandal, który powinien kończyć się w sądzie, a nie być przedmiotem podnoszącej nieuchronnie rangę problemu debaty politycznej.
Król niejednokrotnie wykazywał całkowity brak szacunku dla polskości i patriotyzmu, wypisywał tekściki o niezgułowatej Polsce. Na łamach miesięcznika „Res Publica” (nr 3 z 1991 roku) zabłysnął niebywałym uogólnieniem: Polska nigdy w swej najnowszej historii liczącej dwieście lat krajem normalnym nie była, a więc po to, żeby stać się krajem normalnym – Polska musi zapomnieć samą siebie.
Król, tropiciel „polskiego antysemityzmu”, przy każdej okazji uderza w polskie tradycje narodowa. W „Życiu Warszawy” z 11 marca 1994 roku pisał: tradycja narodowe to rezerwuar mitów, co więcej, polskie mity narodowe są to w większości mity martwe. Któż z nas przejmuje się choćby przez moment Kościuszką pod Racławicami (…). Król wsławił się również skandalicznym porównaniem „Myśli nowoczesnego Polaka” Romana Dmowskiego z Mein Kampf Hitlera.
Bolesław Sulik, przewodniczący (z nadania Unii Wolności) Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, jest jednym z najbardziej spektakularnych symboli siły lobby filosemickiego w Polsce. Syn generała w armii Andersa, Nikodema, w 1946 roku opuścił Polskę jako Żyd Jakub Szteinberg, osiedlając się w Anglii. Jego telewizyjny serial Zmagania o Polskę wywołał kilkaset protestów ze strony środowisk polonijnych. Szczególne oburzenie wywołało wyeksponowanie w filmie różnego typu skrajnych oskarżeń na temat rzekomego polskiego antysemityzmu przy równoczesnym przemilczaniu sprawy antypolskiego zachowania się dużej części Żydów na kresach wschodnich 1939-1941 i roli Żydów w komunistycznym aparacie władzy w Polsce po 1944 roku. Polscy telewidzowie mogli zapoznać się z powstałym po kampanii prezydenckiej 1990 r. jej skrajnie tendencyjnym i zafałszowanym obrazem w filmie Sulika In Solidarity (W „Solidarności”). Panegirycznemu obrazowi czołowych postaci żydowskiej „elitki” m.in. Geremka i Michnika towarzyszyły sceny mające zilustrować najgorsze stereotypy Polaków jako antysemitów. Sulik w wywiadzie dla „Polityki” z 25 maja 1991 r. broniąc dużej roli „wątku antysemickiego” w swym filmie wystąpił z własną, oryginalną definicją antysemityzmu:jak ktoś mi mówi, że w Polsce nie ma antysemityzmu, to myślę, że to jest właśnie antysemita.
Krzysztof Teodor Toeplitz, redaktor naczelny skrajnie deficytowych postkomunistycznych „Wiadomości Kulturalnych”, wydawanych od lat z łaski byłego ministra Dejmka kosztem ogromnych dotacji z pieniędzy polskiego społeczeństwa. Jeden z głównych publicystycznych janczarów jaruzelszczyzny w dobie stanu wojennego przez całe dziesięciolecia należał do autorów najmocniej zaangażowanych w gromieniu Polaków za ich romantyzmy i „bohaterszczyznę”, wyszydzających całą historię Polski jako ciąg bezmyślnych „rzucań się” nacjonalistycznych i anarchicznych tłumów. Uogólnienia o wyjątkowo strasznym charakterze narodowym Polaków łączył ze skrajnymi atakami na „polski antysemityzm” i Kościół katolicki (między innymi osławiony tekst w polemice wokół Shoah Lanzmanna na łamach „Polityki” w 1985 roku. Te tradycje kontynuują redagowane przez niego „Wiadomości Kulturalne” (dalej „WK”). W numerze z 12 listopada 1995 r. Toeplitz powołuje się z aprobatą na stwierdzenie mało znanego w Polsce żydowskiego emigranta-grafomana Andre Kamińskiego: Nawet kiedy zniknie stąd ostatni Żyd, nagonka się nie skończy. Każdy rząd, który chce tu sprawować władzę, musi nas obrzucić błotem. Tego chce hołota. W publikowanych na łamach „Wiadomości Kulturalnych” tekstach broniono np. antypolskiego komiksu „Maus” Spiegelmana, gdzie Żydzi są pokazani jako myszy, Niemcy jako koty, a Polacy jako świnie („WK” z 13 sierpnia 1995 r.). To w „WK” ukazała się chyba jedyna dotąd pochwała skrajnie polakożerczego filmu Sztetl Marzyńskiego (7 lipca 1996). Przypomnijmy, że nawet w „Polityce” zdobyto się w sprawie filmu Sztetl na słowa krytyki nieuczciwych manipulacji reżysera.
Inny jaskrawy przykład hucpy w wykorzystaniu pieniędzy wyciąganych z pieniędzy całego, w przeważającej części katolickiego społeczeństwa. Na pierwszej stronie „WK” z 15 maja 1996 r. widzimy osławiony rysunek żydowskiego karykaturzysty z Francji Rolanda Topora z krzyżem umieszczonym w kroczu kobiety.
Jak długo będzie się to wszystko tolerować?!


Michał Cichykierownik działu kultury w “Gazecie Wyborczej”. Młody niedokształcony publicysta, który postanowił zdobyć herostratesową sławę dzięki zniekształceniu najpiękniejszych tradycji polskiego bohaterstwa – historii Powstania Warszawskiego, i to jeszcze w okresie przygotowań do obchodów jego 50-lecia. Akcję oszczerstw rozpoczął od opublikowania na łamach dodatku “Gazety Wyborczej” – “Gazety o książkach” (nr 11 1993) recenzji ze wspomnień żydowskiego policjanta Calela Pierechodnika. Wyraził w niej zdziwienie, że Pierechodnik “przetrwał nawet Powstanie Warszawskie”, kiedy „AK i NSZ wytłukły mnóstwo niedobitków z getta” (!!!). “Rewelacje” Cichego zostały później szeroko rozwinięte w jego paszkwilu o “czarnych kartach Powstania Warszawskiego”, drukowanym w numerze 24 “Gazety Wyborczej” z 1994 roku. Artykuł roił się od skrajnych łgarstw, zdemaskowanych później publicznie przez wybitnych historyków od prof. Tomasza Strzembosza począwszy po red. Leszka Żebrowskiego. Cichy zarzucał powstańcom warszawskim zamordowanie około 60 Żydów, jako szczególnie ważne “źródło dowodowe” eksponując znanego z łgarstw żydowskiego komunistycznego pseudohistoryka-politruka Bernarda Marka, dyrektora Żydowskiego Instytutu Historycznego w czasach stalinowskich. “Twórczą” działalność naukową B.Marka (m.in. fałszowanie dokumentów przez odpowiednie dopisy) już dawno zdemaskowali nie tylko autorzy polscy (m.in. słynny działacz emigracyjnej PPS Adam Ciołkosz), ale i wybitni historycy żydowscy (żyjący na emigracji w Paryżu Michał Borwicz).
Leszek Żebrowski wydał w 1994 publikację książkową “Paszkwil Wyborczej”, szczegółowo analizującą antypowstańcze i antypolskie fałszerstwa i insynuacje redaktora “GW” M.Cichego, i akcentującą odpowiedzialność szefa “GW”. Redakcja “Wyborczej” całkowicie przemilczała tak poważne oskarżenia, godzące w jej imię – w odrębnej książce – i nigdy nie przeprosiła czytelników za swe fałszerstwa. A nadworny “historyk” “GW” Michał Cichy dalej “tworzy”, zaskakując czytelników rozmiarami swych zmyśleń. W “Magazynie” nr 21 z 1995 Cichy opublikował obszerny tekst 1945: koniec i początek, stanowiący zgodnie z intencjami Michnika wielkie propagandowe łgarstwo, wybielające początki PRL-u i rolę sowieckich “wyzwolicieli”.
Henryk Dasko, redaktor w “Ex Libris” (dodatku do “Życia Warszawy”). Hucpiarsko bronił tego pisma przed krytyką znakomitego pisarza z emigracji Włodzimierza Odojewskiego, zarzucającego “Ex Libris” reklamowanie “ton zagranicznego chłamu jak i nowomowy”. Dasko “wsławił się” jednym z najbrutalniejszych ataków na książkę Joanny Siedleckiej “Czarny ptasior”, demaskującą hochsztaplerstwa żydowskiego pisarza Jerzego Kosińskiego. W tekścieTrucizna (“Ex Libris” z 17 marca 1994) nazwał Czarnego ptasiora książką nikczemną, zarzucając autorce antysemityzm godny dawniejszych kampanii moczarowskich. Jak komentował Piotr Szwajcer na łamach “Nowych Książek” (nr 6 z 1994 r.): (…) Mnóstwo ludzi (…) uważa, że jeśli cokolwiek nieprzychylnego powie się o osobie narodowości żydowskiej, nawet gdy są to rzeczy prawdziwe, to natychmiast trzeba bić na alarm i przywoływać jeśli już nie Holocaust, to przynajmniej Moczara (vide tekst Dasko) (…). Dasko nigdy nie przeprosił Siedleckiej za swój nikczemny atak.
Choć w 1968 roku nie było żadnego przypadku przemocy fizycznej wobec Żydów, Dasko bez żenady zapewniał na łamach “GW” z 8 stycznia 1990 r. o “prawdziwie pogromowej atmosferze wiosny1968”. Przypomnijmy, że nawet taki “europejczyk” jak Jan Kofman, redaktor naczelny KOR-owskiej “Krytyki”, pisał w jej numerze 28-29 (s. 65, 66), iż sąd głoszący, że w Polsce roku 1968 wytworzyła się sytuacja pogromowa nijak miał się do rzeczywistości (…). Przesada ma to do siebie, że przeważnie chybia założonego celu (…).
Alina Grabowska, czołowa tropicielka “polskiego antysemityzmu”. Dziś bryluje jako demokratka, sterana w bojach z komunizmem na falach RWE. Nie wspomina jakoś natomiast o czasach, gdy jako autorka partyjnego “Głosu Robotniczego” w 1967 roku wypisywała najohydniejsze bzdury o RWE, wychwalając reżimowego politruka Janusza Kolczyńskiego (por. tekst P.Skórzyńskiego w “Tygodniku Solidarność” z 23 grudnia 1994). Zanim wyemigrowała z Polski, Grabowska zdążyła jeszcze odpowiednio napiętnować szermowanie hasłami demokracji przez tzw. komandosów (cyt. tamże).
W latach 90. już jako szermierz prawdziwej demokracji Grabowska z pasją atakuje każdego, kto w prasie ośmieli się przypomnieć cokolwiek negatywnego o działaniach jakichś przedstawicieli “narodu wybranego”. Historykowi Andrzejowi Krzysztofowi Kunertowi na przykład dostało się od Grabowskiej w marcu 1994 za przypomnienie prawdziwych imion rodziców sądowej morderczyni bohaterskiego generała Nila (Fieldorfa), Gurowskiej: Ojca Moryca i matki Frajdy. Na łamach postkomunistycznego “Wprost” z 11 grudnia 1994 Grabowska napiętnowała źródłową książkę Petera Rainy o kulisach zbrodni na synu Bolesława Piaseckiego w 1956 roku twierdząc, że w RFN autorzy i wydawca takiej książki stanęliby rzekomo przed sądem za “podjudzanie do nienawiści rasowej”. W “Życiu Warszawy” z 11 lutego 1994 Grabowska napiętnowała publikowane na łamach “Gazety Polskiej” listy w sprawie Żydów, twierdząc, że w kraju demokratycznym nakład takiego pisma byłby skonfiskowany. Jak widać Alina Grabowska, mimo długiego stażu w RWE, dalej hołduje dość szczególnemu modelowi demokracji. Osądzić, ukarać, skonfiskować – oto jej trzy ulubione słowa skrzydlate. Jeszcze w 1990 roku Grabowska wyróżniła się wytropieniem rzekomego antysemityzmu na plakacie wyborczym ZChN. Jak perorowała podczas telewizyjnego “Studia Foksal” z wyraźną zgrozą w oczach: wywożeni na taczkach komuniści mają wybitnie semickie rysy twarzy. Ciekawe, co jeszcze wytropi tego typu tropicielka?
Stanisława Grabska, wiceprzewodnicząca warszawskiego Klubu Inteligencji Katolickiej, znana z wielce nieudolnych, bo opartych wyłącznie na jej domysłach, a nie na faktach, próbach obrony linii “Tygodnika Powszechnego” jako swoistej wyroczni przez całą historię jego istnienia. Córka byłego działacza endeckiego, który poprzez różne zakręty historii zawędrował na stanowisko wiceprzewodniczącego Krajowej Rady Narodowej, swym postępowaniem pod koniec życia skrajnie rozczarowując rodaków (por. np. wspomnienia lwowianki Barbary Mękarsko-Kozłowskiej Burza nad Lwowem, Londyn 1992, s. 238). W polemikach ze Stanisławem Michalkiewiczem i ze mną na łamach “Słowa-Dziennika Katolickiego” Grabska uznała za “rasizm” doszukiwanie się u współobywateli pochodzenia obcego – niemieckiego, żydowskiego, ukraińskiego czy jeszcze innego (!!!). Gdyby przyjąć jej zarzuty za słuszne, to należałoby w pierwszym rzędzie uznać za rasistę jej ojca prof. Stanisława Grabskiego. W zapiskach publikowanych pośmiertnie na emigracji swoiście tłumaczył on swą przedziwną karierę jako wiceprzewodniczącego marionetkowej bierutowskiej Krajowej Rady Narodowej. Pisał, że Polacy muszą wchodzić w służbę nowej władzy, bo inaczej zostanie ona zdominowana wyłącznie przez różnych karierowiczów żydowskiego pochodzenia.
Ostatnio filosemityzm p. Grabskiej znalazł wyraz w dość szczególnym, jak na wiceprzewodniczącą warszawskiego KIK-u, wywiadzie (w “Rzeczypospolitej” z 12 lipca 1996). Opowiedziała się w nim faktycznie za spełnieniem bezczelnych żądań Elie Wiesela, dla którego krzyże w Auschwitz i Birkenau są obelgą. Bo chrześcijanie w Polsce “powinni bardziej uwzględniać wrażliwości żydowskie niż żądać, żeby Żydzi uwzględniali wrażliwości nasze”. A więc liczmy się – zdaniem p. Grabskiej – z tym, że Żydzi “chcą mieć tam tylko symbole żydowskie” i “nie chcą na tym terenie żadnych innych znaków. W tym kontekście nieważne jest oczywiście to, czego chcą potomkowie pomordowanych chrześcijan – Polaków (!).
Małgorzata Niezabitowska, była minister w rządzie T.Mazowieckiego, jego rzecznik prasowy. W przygotowanej wraz z mężem i wydanej w USA, Austrii i Niemczech książce Ostatni Żydzi polscy, jednostronnie przedstawiła Żydów polskich jako biedne, wymierające resztki starych pokoleń, przemilczając prawdę o bardzo dużych faktycznych wpływach lobby żydowskiego w różnych sferach życia w Polsce. Jako rzecznik prasowy rządu Mazowieckiego odpowiedzialna za skandalicznie wręcz słabą oficjalną reakcję strony polskiej na polakożerczą wypowiedź premiera Izraela Icchaka Szamira z 1989 roku, zarzucającą Polakom, że antysemityzm wyssali jako naród z mlekiem matki. “Wrażliwość” Niezabitowskiej na tragedie polskiego losu dobrze ilustruje jej zachowanie po oficjalnej wizycie w Katyniu. Po powrocie z miejsca kaźni tysięcy Polaków “odprężała się” tańcami na balu wraz z premierem T.Mazowieckim.
Andrzej Osęka, publicysta “Gazety Wyborczej”. Krytyk sztuki, który wyspecjalizował się w rozlicznych atakach na “polski antysemityzm”, “zdziczenie i ciemnotę” polskiej prasy patriotycznej etc. Kiedyś posunął się do nazwania Jana Olszewskiego “falangistą”. Szczególnie nienawidzi jakichkolwiek odniesień do słowa “naród”; pragnie, by Polacy się wręcz wyrzekli tego słowa. W “GW” z 21 października 1991 pisał: wszystko niemal, co przedstawia się w polityce jako NARODOWE, jest ponure i syczące nienawiścią. W “GW” z maja 1993 (nr 106) Osęka wystąpił z felietonem pod wymownym tytułem: Boję się słowa naród, tłumacząc swe obawy tym, że słowo “naród” może być wykorzystywane do deprecjonowania “innych”, “obcych”. Tekst Osęki wywołał polemiczne uwagi R.D.Goldsteina z Krakowa, w “GW” z 25 maja 1993 r.: (…) W Izraelu nikt nie śmie napisać, po co używać terminu “naród żydowski”. Zachód daje nam przykłady, dlaczego warto w imię narodu bronić swych interesów (…).
Dariusz Rosati, postkomunista, minister spraw zagranicznych. Wychowanek i zaangażowany pracownik partyjny Szkoły Głównej Planowania i Statystyki, nazywanej w swoim czasie “Czerwoną Oberżą” ze względu na rolę kuźni marksistowskiego myślenia w gospodarce. W PZPR od 1966 roku (miał wtedy 20 lat) do rozwiązania w 1990 r., I sekretarz PZPR na SGPiS w stanie wojennym. Członek Rady Nadzorczej osławionego FOZZ, co było powodem odrzucenia jego kandydatury do rządu Pawlaka przez prezydenta RP. Natychmiast po tym, jak został ministrem spraw zagranicznych w rządzie Cimoszewicza wystąpił ze skierowaną do Światowego Kongresu Żydów prośbą o przebaczenie za wydarzenia kieleckie 1946, oświadczając: Jest nam wstyd za to, że Polacy dokonali tej zbrodni. Przepraszał w imieniu narodu polskiego (!!!) zamiast PZPR, z którą był związany przez ćwierć wieku.
Julian Stryjkowski, typowy przedstawiciel żydowskiej inteligencji, przez dziesięciolecia przeżywającej “przygodę z komunizmem (był łącznie 34 lata w partii komunistycznej, począwszy od skrajnie antypolskiej Komunistycznej Partii Zachodniej Ukrainy w 1934 roku). Dziennikarz kolaboranckiego i polakożerczego “Czerwonego Sztandaru” 1939-1941, członek redakcji targowickiego organu ZPP “Wolna Polska” w latach 1943-1946. Autor socrealistycznej książki Bieg do Fragala (1951). Choć kiedyś przyznał publicznie na spotkaniu promocyjnym w “Czytelniku”, że “czuje się winny” propagowania stalinizmu, dziś dalej mentorsko poucza Polaków. W różnych wypowiedziach atakuje rzekomo niezwykle groźny “polski antysemityzm”, który stał się niezwykle agresywny i wulgarny” (por. “Wprost” z 2 grudnia 1990). Polskę zdecydowanie odrzuca. Jak stwierdził w wywiadzie dla “Rzeczypospolitej” z 2-3 października 1993: (…) ja się teraz czuję proizraelski, izraelocentryczny (…) po wszystkich historiach antysemickich Polska nie jest moją ojczyzną.
Jerzy Tomaszewski – przez parę dziesięcioleci zdobywał ostrogi na deformowaniu historii Polski Niepodległej 1918-1939, przedstawianiu jej jako kraju absolutnej nędzy i stagnacji. W wydanej wspólnie ze Zbigniewem Landau książce Trudna niepodległość (Warszawa 1968, wyd. partyjne KiW, s. 132) pisał, iż “dominującą cechą” gospodarki polskiej w latach 1918-1939 była stagnacja (!!!). Kilka stron dalej (s. 139) dowiadujemy się zaś, że po 1945 r. dzięki wkroczeniu na drogę socjalistycznych przemian nastąpił szybki i wszechstronny rozwój całego kraju. Nowy ustrój wyzwolił w pełni twórcze zdolności – patriotyzm i inicjatywę mas ludowych.Dziesięciolecia kłamstw o stagnacji gospodarki Drugiej Rzeczpospolitej Tomaszewski musiał przerwać w latach osiemdziesiątych – oczernianie dorobku Polski 1918-1939 stało się trochę niemodne (Jaruzelskiemu imponował wzorzec silnych rządów Piłsudskiego). Tomaszewski błyskawicznie przerzucił się na tematykę mniejszości narodowych. Z dnia na dzień stał się głównym specjalistą od badań stosunków polsko-żydowskich. I kłamał dalej. Kto raz przywykł do kłamania o historii… Tym razem główną metodą prof. Tomaszewskiego stało się tendencyjne przedstawianie dziejów stosunków polsko-żydowskich jako jednego ciągu win polskich wobec Żydów, dyskryminowanie biednej mniejszości żydowskiej przy skrajnym wybielaniu roli Żydów-litwaków w rusyfikowaniu Polski, czy Żydów-komunistów w organizowaniu antypolskiej Targowicy.
Szczególne oburzenie w środowiskach patriotycznych wywołała książeczka Jerzego TomaszewskiegoMniejszości narodowe w Polsce XX wieku, zakwalifikowana 14 maja 1991 przez ministra edukacji narodowej do użytku szkolnego. Profesor Leszek Tomaszewski uznał ją jako „antywychowawczą, depatriotyzującą, mniejszościowocentryczną, destrukcyjną, wręcz kłamliwą”. Dr Andrzej Leszek Szcześniak nazwał ją już w tytule swej recenzji Książką ociekającą nienawiścią (“Polska Dzisiaj”, maj-czerwiec 1992, s. 18-19). Uwagi dr. A.L.Szcześniaka na temat kłamstw książki prof. J.Tomaszewskiego posłużyły do złożenia w Sejmie 22 kwietnia 1992 interpelacji przez posła Stefana Pastuszewskiego, po której minister edukacji narodowej Andrzej Stelmachowski poinformował, że nie zakłada się klauzuli przewidującej dalsze wydania tej książki i nie wpisano jej do rejestru podręczników i książek pomocniczych na kolejny rok szkolny. Tak ostro zaatakowana książeczka Tomaszewskiego zawierała niezwykle wiele tendencyjnych banialuk o “polskich nacjonalistach” jako głównych winowajcach złych stosunków z innymi narodami (inne nacjonalizmy były skrajnie wybielane). Wybielane były też rządy sowieckie. Jerzy Tomaszewski pisał, że przy nich młodzież proletariacka (…) zyskała nieznane dawniej szanse awansu społecznego. W szczególny sposób tłumaczył prof. Jerzy Tomaszewski sowieckie represje wobec różnych warstw społeczeństwa na kresach: “Represje spotkały natomiast tych przedstawicieli społeczeństwa polskiego, których uznano za należących do warstw sprawujących władzę i uciskających proletariat, chłopów oraz mniejszości”. W interpelacji poselskiej zapytywano w związku z tym: Czyżby autor przez podanie fałszywych informacji zamierzał przekonać czytelników, że bolszewicy wymierzyli sprawiedliwość i ukarali polskich wyzyskiwaczy? Czy potworna tragedia ludności kresowej (polskiej, żydowskiej, ukraińskiej, białoruskiej) da się sprowadzić do “warstw sprawujących władzę”? Czy do nich zalicza autor także niemowlęta, których zamarznięte trupki wyrzucali enkawudyści z transportów (…).
Pomimo przejściowych niepowodzeń i demaskacji autor tych i licznych innych brecht profesor Jerzy Tomaszewski znakomicie prosperuje na niwie naukowej. Jest czołowym pośród badaczy żydowskich, którzy zmonopolizowali badanie historii stosunków polsko-żydowskich pod jego redakcją ukazała się główna pozycja na ten temat: Najnowsze dzieje Żydów w Polsce, pełna przeróżnych deformacji (zwłaszcza w części opracowanej przez samego J.Tomaszewskiego). Profesor Tomaszewski może liczyć dalej na nieograniczone poparcie “czerwonych” i “różowych” „europejczyków” w swych tendencyjnych uogólnieniach na temat Polski i Polaków; reprezentuje Polskę z odpowiednimi skutkami na posiedzeniach polsko-izraelskiej konferencji podręcznikowej. I nie prostuje nigdy żadnego ze swych jakże licznych “potknięć” badawczych. Na przykład dotąd nie przeprosił czytelników za zawierzenie sfałszowanemu przez żydowskich autorów raportowi o pogromie we Lwowie (por. demaskację fałszu i “potknięcia” J.Tomaszewskiego, który fałszowi zawierzył, bo bardzo chce zawsze uwierzyć we wszystko, co świadczy niekorzystnie o Polakach – “Dzieje Najnowsze” nr 4 z 1993 r., s. 163-173).
Dawid Warszawski (Gebert), publicysta „Gazety Wyborczej”, jest synem starego działacza komunistycznego. Jego ojciec był jednym z czołowych działaczy Komunistycznej Partii Stanów Zjednoczonych, a później między innymi redaktorem naczelnym służalczego organu związków zawodowych „Głosu Pracy” w czasach stalinizmu (jego zastępcą w tym organie był przez kilka lat ojciec Adama Michnika Ozjasz Szechter). W latach 1960-1967 ojciec Dawida Warszawskiego był ambasadorem PRL w Turcji.
W 1989 roku Warszawski odegrał pierwszorzędną rolę w koordynowaniu napaści na Prymasa Polski Józefa Glempa po jego homilii w sprawie oświęcimskiego Karmelu. Między innymi zapoczątkował serię ataków na Prymasa Glempa na łamach „Polityki” (nr 36 z 1989 roku) artykułem Trochę mniej w domu. Zarzucił tam Prymasowi rzekome zburzenie dialogu z Żydami, określając jego homilię jako skrót tego „podglebia, na którym odradza się antysemityzm”. Wystąpił z artykułami-„donosami” na Prymasa również w prasie zagranicznej. Na przykład na łamach amerykańskiego „New Leader” z 4 września 1989 głosił: W ubiegłym miesiącu Prymas Glemp wygłosił antysemicką homilię. Niektórzy obserwatorzy upatrują w wystąpieniu Glempa krok w stronę utworzenia ruchu nacjonalistycznego, bardziej podatnego na sugestie ze strony Prymasa i jego czołowego doradcy, antysemity Macieja Giertycha, niż Solidarność (…).
Warszawski (Gebert) jest podobnie jak Michnik i liczni inni przedstawiciele społeczności żydowskiej w Polsce swego rodzaju obrotowym Żydo-Polakiem. Zależnie od potrzeby przedstawia się raz jako Żyd, raz jako Polak. W Polsce najczęściej funkcjonuje jako członek żydowskiej gminy wyznaniowej w Warszawie. Kiedy jednak chciał szczególnie mocno zaatakować Prymasa Polski J.Glempa na łamach amerykańskiego żydowskiego periodyku „Tikkun”, to podpisał swój artykuł jako „polski dziennikarz” i członek „Solidarności”. Miało to uczynić tym bardziej wiarygodne jego twierdzenie, iż wielu Polaków traktuje Glempa jako aroganta i głupca (por.”Tikkun”, vol. 4, nr 6, s. 92). W tekście nie zabrakło jeszcze gorszych epitetów, godnych „europejczyka” z „GW”).
Antychrześcijański fanatyzm Dawida Warszawskiego jest wręcz przysłowiowy. Kiedy w 1994 roku sam Michnik uznał dalsze popieranie awanturniczego rabina-prowokatora Weissa za niemożliwe i odciął się od jego chęci „sprowokowania awantury”, Warszawski wystąpił w obronie Weissa na łamach „GW”, kompromitując się totalnie. Polemizując ze stwierdzeniem Michnika, że już pierwsza wizyta Weissa doprowadziła do awantury, Warszawski napisał: Awantury polegały na tym, że rabin Weiss został pobity przez robotników remontujących kościół. To troszeczkę tak, jakby napisać, że działalność podziemnej „Solidarności” doprowadziła do awantur z policją.Tak ewidentne bzdury zmusiły Michnika do kolejnego komentarza, głoszącego, że: Rabin Weiss latem 1989 roku wtargnął na teren klasztoru żeńskiego bez zgody właścicieli. Dotąd myślałem, że dla każdego z obserwatorów jest to klasyczny przykład prowokowania awantury. Co to ma wspólnego z policją i podziemną „Solidarnością”? (…).
Innym przejawem skrajnego fanatyzmu religijnego Warszawskiego był jego stosunek do sprawy uboju rytualnego. Ostro wypowiadał się przeciw możliwości wydania przez Sejm zakazu okrutnego rytualnego uboju zwierząt bez oszołomienia, poprzez ich powolne wykrwawianie. Groził, że taki zakaz mógłby być odczytany w świecie jako wybuch polskiego antysemityzmu i mógłby spowodować bojkot Polski ze strony organizacji żydowskich (w tej sprawie polemizowała z nim nawet Alina Grabowska). Przypomnijmy, że w licznych krajach, między innymi w Szwajcarii, Norwegii i Szwecji istnieje od dawna zakaz uboju rytualnego, a w wielu innych krajach ubój ten został bardzo znacznie ograniczony przepisami prawa.
Warszawski niejednokrotnie przedstawiał bardzo kłamliwie obraz stosunków polsko-żydowskich i ich historii. Stawiał na przykład zarzut obojętności większości społeczeństwa polskiego wobec zagłady Żydów. Przypomnijmy, że według źródłowej udokumentowanej pracy Teresy Prekerowej, historyk związanej z Żydowskim Instytutem Historycznym – w ok. 12 proc. mieszkań – co w ósmym polskim mieszkaniu – sublokatorami przez kilka miesięcy lub przez całe lata byli Żydzi (cyt. za recenzją T.Schoena z książki T.Prekerowej, „Znak”, luty-marzec 1983, s. 547). Czy to było mało w warunkach, gdy tylko w Polsce – w odróżnieniu od Francji, Danii, Holandii, Węgier czy Rumunii, za ukrywanie Żyda groziła natychmiastowa śmierć z ręki niemieckich okupantów?! Warszawskiego cechuje swoista mentalność Kalego. W „GW” (nr 125 z 1991 r.) twierdził na przykład w związku z niefortunnymi przeprosinami Wałęsy w Izraelu, iż (…) winy narodu polskiego wobec żydowskiego zostały uznane. Nie było win narodu żydowskiego wobec polskiego – lecz były winy licznych Żydów wobec Polski. Dodajmy, że przy różnych okazjach Warszawski wybielał jak mógł rolę Żydów w komunizmie i w UB, akcentował tezę: „Tańczyliśmy na cudzym weselu”. Nie wyjaśnił tylko ile i jak wielu Żydów-komunistów skorzystało na tych tańcach przez dziesięciolecia kosztem ujarzmionych z ich pomocą narodów Europy Środkowej.
Andrzej Żuławski, reżyser filmowy, przez wiele lat tworzył na Zachodzie, głównie pełne szaleństwa i histerii filmy dla epatowania widzów (film Błękitna nuta etc.). Jego książkęLity bór krytyka uznała w swoim czasie za „ambitną klęskę rozhisteryzowanego artysty”. W telewizyjnym programie Po co nam… Żydzi (wiosną 1996) wystąpił ze skrajnie przejaskrawioną krytyką mniemanego polskiego antysemityzmu. Jego przejawem miało być między innymi niedocenienie pseudoodkryć żydowskiej autorki Jadwigi Maurer na temat rzekomego żydowskiego pochodzenia Adama Mickiewicza. W „Sztandarze Młodych” Żuławski popisał się kolejnym uogólnieniem: Nieprzetłumaczalny Mickiewicz, jeden z najlepszych poetów w ogóle. Mistyk. Żyd(…). Dyrektor Muzeum Literatury w Warszawie Janusz Odrowąż-Pieniążek wyśmiał na łamach „Rzeczypospolitej” z 13-14 lipca 1996 r. dywagacje Żuławskiego jako skrajne nadużycie i przykład koniunkturalnego filosemityzmu, równie odrażającego jak prymitywny antysemityzm. Przypomniał, że wbrew Żuławskiemu i Maurer nie ma żadnego, dosłownie żadnego dowodu żydowskości A.Mickiewicza. Były natomiast w jego twórczości teksty o bardzo antyżydowskim tonie (Pchła i rabin z 1825 roku, Wiersze Franciszka Grzymały Do Franciszka Grzymały z 1832 r., zdanie o dziecku od Żydów kłutym igiełkami w „Panu Tadeuszu”, czy parę bardzo przykrych dla Żydów przypowieści w Księgach Pielgrzymstwa.
„NASZA POLSKA” NR 32/1996


Jerzy Baczyński, redaktor naczelny „Polityki”. Podobnie jak jego poprzednik na tym stanowisku, Jan Bijak, odpowiedzialny za rolę odgrywaną przez „Politykę” jako jednego z czołowych centrum lobby filosemickiego w prasie, za ciągłe podważanie i ośmieszanie polskich tradycji narodowych i wartości chrześcijańskich. Za paszkwilanckie teksty R.M.Grońskiego i L.Stommy, za nagonkę S.Podemskiego na ks. H.Jankowskiego etc.
Beata Chmiel, redaktor naczelna dodatku „Ex Libris” do „Życia Warszawy”, odpowiedzialna za rolę odgrywaną przez to pismo jako jedną z trybun antywartości. Pod jej kierownictwem „Ex Libris” stało się jednym z uczestników nagonki na Jadwigę Siedlecką za Czarnego ptasiora, tu zaatakowano Dzienniki powojenne Marii Dąbrowskiej za rzekomą antyżydowską ksenofobię. Zaatakowano również książkę żydowskiego publicysty Johna Sacka Oko za oko za pokazanie prawdy o Żydach w UB, przypuszczono atak na Wojciecha Cejrowskiego.
Krystyna Kersten – historyk. Od dłuższego czasu jest czołową przedstawicielką lobby filosemickiego w sferze badań nad historią najnowszą. Mogły się o tym naocznie przekonać milionowe rzesze telewidzów oglądających 20 czerwca 1996 r. program Szczepana Żaryna o mordzie kieleckim Kerstenowa nie znając faktów, wykluczyła by były dowody, że w czasie zajść kieleckich ubowcy byli przebrani za andersowców.
W tendencyjności i fałszowaniu historii zaprawiała się za młodu. W 1965 wydała na wiele lat swe najważniejsze „dzieło” – panegiryczną książkę o marionetkowej agenturze Sowietów – PKWN-ie. W książce z werwą wychwalała „mądrą politykę obozu demokratycznego” (!!!) i piętnowała Armię Krajową, która „dyskredytowała politykę władz ludowych w oczach narodu” (K.Kersten:Polski Komitet Wyzwolenia Narodowego 22 VII-31 XII 1944, Lublin 1965, s. 94). Na s. 100 oskarżała podziemie o „podsycanie dezorientacji i nieufności”, na stronie dalej pisała o „zastraszaniu ludności przez polityczne podziemie”. Wszystko to Kersten pisała o czasie, kiedy wojska sowieckie z pomocą NKWD tysiącami wywoziły na Syberię najlepszych patriotów polskich, zdradziecko wyłapywały AK-owców.
Demaskowała „kompleks antyrosyjski” (s. 188), reakcyjny „świat odchodzący w przeszłość” (s. 222). Zapewniała w skrajnym ówczesnym żargonie: Doświadczenia kilkudziesięciu lat historii rewolucyjnego ruchu robotniczego nauczyły polskich komunistów doceniania leninowskiej zasady sojuszników w rewolucji (s. 205).
Prawdziwe ujście dla swej tendencyjności znalazła w odpowiednim przedstawianiu historii stosunków polsko-żydowskich pod kątem ciągłego tropienia „brzydkiej choroby” antysemityzmu (por. tekst Kerstenowej w „Rzeczypospolitej” z 15-16 września 1990). I tropi ten „antysemityzm per fas et nefas”, posuwając się czasami do najskrajniejszych nieprawd. Na przykład w „Polityce” z 8 czerwca 1996 r. artykuł Kerstenowej pt. Ręka Polaka o pogromie kieleckim został zilustrowany kilkoma zdjęciami, mającymi pokazać rzekome okrucieństwo polskiego tłumu. Na nieszczęście dla Kerstenowej czytelnicy szybko zdemaskowali żałosną wpadkę – rzekomo zdjęcie przedstawiające Polaków zabijających Żydów w Kielcach zidentyfikowano jako zdjęcie publikowane już ponad 15 lat temu, w 1979 roku w wydawnictwie „Stein and Day”, z oryginalnym podpisem Litwini mordujący Żydów na ulicach Kowna. Na zdjęciu wyraźnie widać postacie dwóch osób ubranych w niemieckie mundury (por. uwagi Jana Engelgarda:Oblicza antypolonizmu („Myśl Polska” 21 lipca 1996 i pogmatwane, nieporadne tłumaczenie się red. „Polityki” z 15 czerwca 1996, s. 74).
Pospieszne pisanie na akord często już gubiło Kerstenową. Na przykład w książce Polacy, Żydzi, komunizm. Anatomia półprawd 1939-68 (Warszawa 1992), starając się maksymalnie pomniejszyć liczbę Żydów, którzy opuścili ZSRR wraz z armią Andersa, podała ich liczbę na zaledwie 1 300 osób (s. 60). Zapomniała jednak co przekłamała i na s. 67 na pisała już o 3 400 żołnierzach Żydach, na s. 69 o około 4 tysiącach. Książka Kerstenowej to rzeczywiście jedna wielka antologia półprawd i ćwierćprawd, tyle że wyszły spod pióra autorki. Począwszy od przedziwnych proporcji książki. W 185-stronicowej książce o latach 1939-1968 Kerstenowa prześlizguje się na zaledwie trzech stronach nad sprawą antypolskiej kolaboracji z Sowietami wielkiej części Żydów w latach 1939-1941. Za to próbuje gołosłownie sugerować, że w ogóle chodzi tu o jakiś „polski mit o Żydach pod okupacją sowiecką”, o deformację wynikłą z wyolbrzymienia jednych zjawisk, a pozostawienia w cieniu innych. Wszystko wbrew licznym świadectwom dokumentującym fakty kolaboracji Żydów, w tym raportu Jana Karskiego z lutego 1940 roku (w przygotowanej do druku rozszerzonej znacznie wersji moich Dziejów grzechu z „Naszej Polski” na ponad 35 stronach omawiam rozliczne przykłady kolaboracji Żydów na Kresach w latach 1939-1941).
W tej samej książce Kerstenowa robi, co może dla pomniejszenia liczby Żydów w UB, twierdząc, że stanowili oni jakoby tylko 1,7 proc. ogółu pracowników bezpieki. Milczy o faktach dowodzących absolutnego opanowania „wierchuszki” urzędów bezpieczeństwa i samego Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego przez Żydów-ubeków, których liczba lawinowo wzrastała. W tej samej książce na ponad 50 stronach Kerstenowa robi, co może dla zamulenia całej prawdy o mordzie kieleckim, akcentując, że nie ma przekonywających dowodów na temat, kto był rzeczywistym sprawcą wydarzeń. By za to zaakcentować tym silniej, jaką to rolę w wydarzeniach mogły zagrać polskie fobie, zacofanie kieleckiej ludności, „uprzedzenia, mity, korzeniami sięgające średniowiecza”. Polacy są zresztą u Kerstenowej zawsze za wszystko winni. W „Myśli Polskiej” z 16-31 stycznia 1993 pisano o telewizyjnym filmie Akcja Wisła autorstwa K.Kersten jako o filmie „jednostronnym i antypolskim”.
Znając skrajną tendencyjność K.Kersten na niekorzyść Polski i Polaków, jej fanatyczne tropienie „polskiego antysemityzmu”, można tylko ubolewać, że tego typu „badaczka” niejednokrotnie reprezentowała stronę polską w rozmowach z historykami izraelskimi. I to jak „reprezentowała”! Zapytajmy, czy to jest całkiem normalne, kiedy historyk Krystyna Kersten, po powrocie z dwustronnego spotkania historyków polskich i izraelskich w Tel Awiwie publicznie chwaliła się tym, że będąc członkiem polskiej delegacji: nawiasem mówiąc o wiele silniej akcentowałam fakty obciążające Polaków (cyt. za: Anatomia półprawd. Rozmowa z prof. Krystyną Kersten z Instytutu Historii PAN, „Przegląd Tygodniowy”, 2 luty 1992).
Adam Michnik – publicysta, redaktor naczelny „Gazety Wyborczej”, czołowy „grubokreskowicz”, najbardziej odpowiedzialny za ułatwienie drogi powrotu komunistów do władzy. Ciągle za mało mówi się o systematycznych działaniach Michnika dla podważania polskiego patriotyzmu i wartości chrześcijańskich oraz ciągłego zatruwania atmosfery w stosunkach polsko-żydowskich. Przede wszystkim przez ustawiczne demaskowanie rzekomego polskiego antysemityzmu i rzucanie fałszywych oskarżeń o antysemityzm na ludzi o innych poglądach politycznych. Zwracał na to uwagę już kilka lat temu, jako na fatalną cechę działań Michnika, Czesław Bielecki na łamach „Tygodnika Solidarność”, podkreślając, że sam jest z pochodzenia Żydem, ale tym bardziej nie lubi fałszywych instrumentalnych oskarżeń o antysemityzm wobec przeciwników politycznych. Nic nie nauczyło Michnika to, że musiał od czasu do czasu kajać się z powodu fałszywych oskarżeń (np. z powodu niesłusznych oskarżeń pod adresem „prawdziwych Polaków” z regionu Mazowsza etc.). Czy z powodu swych dawniejszych napaści na Kościół (w 1977 roku w wydanej w Paryżu książce Lewica, kościół, dialog Michnik samokrytycznie bił się w piersi z powodu tego, iż: Katolicyzm równał się dla nas z antysemityzmem, z faszyzmem i ciemnogrodem i wszelkimi zjawiskami antypostępowości (…). Bił się w piersi, a potem dalej robił swoje, jak świadczy cała linia „Gazety Wyborczej” od 1989 roku.
Z perspektywy lat coraz bardziej widoczna będzie rola Adama Michnika jako tego, który zrobił niebywale wiele dla sprowokowania antyżydowskości w Polsce przez swój fanatyzm i jawne prowokacje, haniebne ataki na polską historię (w stylu ataku Cichego na Powstanie Warszawskie). Nikt bardziej niż Michnik nie przyczynił się do utrudnienia autentycznego dialogu polsko-żydowskiego, on sam jest jego widocznym przeciwstawieniem. Osobiście dużo bardziej wierzę w możliwość dialogu z Szymonem Wiesenthalem niż Michnikiem.
Rozmowa z Wiesenthalem, choć niełatwa, może bowiem oprzeć się na wymianie poglądów ludzi o stabilnych, ugruntowanych przekonaniach, jakichś podstawach w sferze uznanych wartości. Na każdej wymianie poglądów z Michnikiem można tylko stracić, bo byłaby to rozmowa z cynicznym instrumentalnym krętaczem, dostosowującym swe poglądy wyłącznie do najświeższych potrzeb politycznych. Stąd te tak liczne niespodziewane ewolucje – od potępiania listu biskupów polskich na łamach „Argumentów” do późniejszego kajania się za antyklerykalizm w 1977 roku, czy zabiegania o przyjaźń z księdzem H.Jankowskim w latach 80., by znów dziś powrócić – do maksymalnie podstępnych działań antykatolickich.
Ileż to razy Michnik bił na alarm na temat rzekomych skrajnych zagrożeń nacjonalistycznych i antysemickich w Polsce. Ileż to razy wysmażał skrajne „donosy na Polskę” do różnych gremiów zagranicznych. By przypomnieć choćby dziwnie przemilczane w Polsce wystąpienie Michnika na Uniwersytecie Hebrajskim w Jerozolimie w kwietniu 1990 r. Mówił tam, że w Polsce grozi antykomunistyczna dyktatura, antykomunizm z bolszewicką twarzą, któremu towarzyszyć będzie szowinizm, klerykalizm, populizm i ksenofobia, nie mówiąc o groźbie antysemityzmu (por.Charles Hoffman: Gray Dawn. The Jews of Eastern Europe in the Post-communist Era, New York 1992, s. 302). A potem nagle z głupia frant Michnik występuje z udawaną obroną Polaków przed zarzutami antysemityzmu na spotkaniu z przedstawicielami francuskich Żydów. A w książceMiędzy panem a plebanem przyznaje, że: partie, które startowały pod hasłami antysemickimi, nie dostały ani jednego mandatu. W 1989 roku Michnikowska „Gazeta Wyborcza” maksymalnie nagłaśnia akcję rabina Weissa w Oświęcimiu, popierając ją. W 1994 ten sam Michnik określa akcję rabina Weissa z 1989 roku jako klasyczny przykład prowokowania awantury, jak więc zależnie od potrzeby występuje jako obrotowy Żydo-Polak, odcinając odpowiednio kupony za każdym razem od zamanifestowanej postawy. To przedstawia się jako zatroskany o los Polski patriota, to znów przyjmuje fetowane w Nowym Jorku jako „Żyd Roku 1991”. W wydanej w 1995 roku książce Między panem a plebanem (s. 217) mówi: (…) Kto zajmuje się tym, co mówi Bolesław Tejkowski? Nikt. W rzeczywistości to właśnie sam Michnik był odpowiedzialny za maksymalne nagłośnienie tej szowinistycznej nicości (notabene żydowskiego pochodzenia). Przypomnijmy, że właśnie w „Gazecie Wyborczej” z 4 lipca 1991 ukazał się ogromny wywiad z B.Tejkowskim na dwu kolumnach pt. Żydzi są wszędzie, z wiadomym celem: maksymalnym nagłośnieniem, jaki to groźny antysemityzm pojawia się w Polsce. Krzysztof Wolicki napiętnował publikację wywiadu z Tejkowskim jako „Nieprzyzwoitość” („GW” z 10 lipca 1991), pisząc: Publikując wywiad z Bolesławem Tejkowskim. („GW” nr 154) złamaliście normy przyzwoitości obowiązujące w krajach o demokratycznej tradycji.
Wśród najhaniebniejszych Michnikowskich „donosów na Polskę” swoiste miejsce zajęły oszczercze stwierdzenia w rozmowie z niemieckim socjologiem Jurgenem Habermasem: Zanim tu Hitler przyszedł, myśmy założyli własny obóz koncentracyjny w Berezie Kartuskiej („Polityka” 1993, nr 47). Kiedy takie stwierdzenie Michnika ukazuje się na łamach prasy niemieckiej, a później amerykańskiej (w prestiżowym „New York Times Review of the Book”, sprzyja potwierdzaniu najgorszych oszczerstw o polskich obozach koncentracyjnych. W grudniu 1994 roku Michnik posunął swe tropienie polskiego nacjonalizmu i ksenofobii do najwyższych granic zarzucając, że w październiku 1956 polscy nacjonaliści domagali się usunięcia z aparatu władzy obcych: Ruskich, Żydów etc.
W książce dialogu z ks. Tischnerem: Między panem a plebanem (Kraków 1995, s. 167, 187, 191, 385), Michnik starał się maksymalnie zdemonizować Marzec 1968, jako rzekomo największe nieszczęście polskie po wojnie. Mówił, że: Marzec utytłał polską świadomość, rok ’68 to był horror horrorów, rok 1968 przyniósł wielką rehabilitację polskiej megalomanii narodowej, która owocowała straszliwym spustoszeniem społecznej substancji. I dodawał: Dla mnie Marzec to było rżenie demona. Wtedy – pierwszy raz za mojego życia – w Polsce zarżał przerażający demon nacjonalizmu. Wszystkie te oskarżenia o Marcu 1968 jako „horrorze horrorów” głosił człowiek, którego rodzina żyła na znakomitych „synekurach” w dobie rzeczywiście koszmarnego dla Polaków okresu stalinizmu (brat Stefan Michnik jako morderca sądowy, wydający wyroki śmierci na AK-owców i oficerów WP, matka jako autorka komunistycznych podręczników zalecających, jak zwalczać religię, ojciec – Ozjasz Szechter – od 1 kwietnia 1946 do 31 grudnia 1950 zatrudniony jako kierownik Wydziału Prasowego serwilistycznej Centralnej Rady Związków Zawodowych, od 1 stycznia 1951 do 11 marca 1953 zastępca redaktora naczelnego stalinowskiego szmatławca związkowego „Głosu Pracy”). Adam Michnik, jeden z czołowych współczesnych szermierzy antysemityzmu, odpowiedzialny za haniebne szkalowanie Powstania Warszawskiego, krytykował w cytowanej książce Między panem a plebanem (s. 146) Prymasa Tysiąclecia kardynała Stefana Wyszyńskiego za to, że ani razu nie zdobył się na jednoznaczne potępienie antysemityzmu, istniejącego wśród Polaków i na polskiej ziemi. Nie potępił przedwojennego getta ławkowego, ani pogromów antyżydowskich. Tę krytykę wygłaszał Adam Michnik, człowiek, który nigdy nie zdobył się na potępienie antypolonizmu twórców koncepcji „Judeo Polonii”, działań na szkodę Polski, podejmowanych przez jakże licznych Żydów-działaczy KPP i KPZU, w tym jego ojca Szechtera, w którego gazecie, tak zdominowanej przez autorów żydowskich, nigdy nie zdobyto się na uczciwy samorozrachunek z żydowską antypolską kolaboracją z Sowietami na wschodnich kresach Drugiej Rzeczypospolitej w latach 1939-1941.
Jerzy Urban, redaktor naczelny „Nie”. Przed laty, w powszechnie dziś zapomnianym tekście w „Szpilkach” z 22 marca 1981 r. z jednej strony akcentował, że faktycznie nie czuje się Żydem, stwierdzając w typowej dlań stylistyce: (…) Moje żydowskie pochodzenie zwisa mi między nogami małą nie obrzezaną glistą (…). Równocześnie zaznaczał, że traktuje swoją „polskość” jako przynależność do pewnego klubu z mocy urodzenia, paszportu, miejsca zamieszkania czy języka, bez odczuwania jakichś większych zbiorowych narodowych emocji. Tu mocno podkreślał, że: nieprzylepność do polsko-katolickich tradycji ojczyźnianych, asymilacja kulturalna raczej od strony Brzozowskiego czy Boya, a nie innych infantylnych wieszczów: Konopnickiej i Sienkiewicza, czyni mnie takim, jakim jestem. Właśnie takim na przykład, że nic mnie nie obejdą listy, które przyjdą: „Toś pan właśnie nie Polak, bo Polak łamie się opłatkiem i płacze jak grają Rotę”. Po prostu jestem głuchy na dźwięk tego języka, podobnie jak kanarek na godowe ryki jelenia.
W czasie ponad ćwierćwiecza, jakie upłynęło od tego wyznania, Urban bardzo wyraźnie dowiódł, że rzeczywiście jest głuchy jak spróchniały pień na wszelkie uczucia polskości, czy przeżycia religijne, przeciwnie wręcz marzy tylko o tym, jak je zohydzić i poniżyć. Brukowa pornografia „Nie” szczególnie często uderza w rzeczy drogie Polakom i ludziom wierzącym. Przyznawano to nawet w „Gazecie Wyborczej” z 22 maja 1991, cytując zwroty z „Nie” w stylu: To Piłsudski natchnął nas cipą, czy opisując jak to wizerunek Matki Boskiej Częstochowskiej sąsiadował w „Nie” o 10 centymetrów z ilustracją przedstawiającą sztuczne penisy. Kiedy indziej Urban popisał się zwrotem pieprzona Polska, a prokurator umorzyła śledztwo w tej sprawie, nie widząc w tego typu zwrocie „ustawowych znamion czynu niedozwolonego” (por. H.Pająk: Urbana „Nie” w wojnie z Kościołem katolickim, Lublin 1993, s. 59-61).
W marcu 1993 Urban uczcił 40 rocznicę śmierci wielkiego ludobójcy Josifa Wissarionowicza Stalina, publikując w rosyjskich „Nowoje Wremia” (nr 10 z 1953) artykuł przedstawiający Stalina jako faktycznego dobroczyńcę Polski i Polaków. Pisał, że przestępstwa polskiego stalinizmu miały ograniczony charakter, natomiast w owych czasach biedniejsze warstwy ludności otrzymały szanse socjalnego awansu, co później stworzyło impuls do powstania „Solidarności” i w następstwie ekonomicznego i politycznego przewrotu w Polsce lat 90. To Stalin faktycznie zbliżył Polskę do Europy, przesuwając geograficzne granice Rzeczypospolitej ze wschodu na zachód, dzięki czemu do czasu tych działań Stalina sięgają korzenie „obecnej integracji Polski z Europą”. Tego typu „rewelacyjne” przesłanie adresował Urban do rosyjskich czytelników, wśród których, jak wiemy, bardzo duże wpływy ma ciągle propaganda poststalinowców, akcentująca przeróżne „dobrodziejstwa” Stalina dla Rosji i jej sąsiadów.Andrzej Kern skomentował powyższy artykuł Urbana w rosyjskiej prasie jako głos wyrządzający niewyobrażalne wręcz szkody interesom polskiej racji stanu, akcentując: Czytając te słowa nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że słyszę jakiś szatański chichot unoszący się nad mogiłami pomordowanych Polaków (zwłaszcza Sybiraków i Kresowiaków), rozrzuconymi po całym obszarze byłego Związku Radzieckiego, że mogiły te w sposób bezczelny i brutalny zbezczeszczono. Nie mogłem oprzeć się uczuciu zawstydzenia, bo na moich oczach próbuje się deprecjonować wartość cierpień tych, którzy przeżyli piekło stalinowskich łagrów i ubeckich kazamatów (…)(A.Kern: Szatański chichot, „Słowo-Dziennik Katolicki”, 22 marca 1993).
Kiedy Jerzy Urban skierował pozew przeciw prof. Ryszardowi Benderowi za to, że ten nazwał go„Goebbelsem okresu stanu wojennego”, Bender wyjaśniał, że Urban nie powinien obrażać się za porównanie go z Goebbelsem; ten przynajmniej nie szkalował własnego narodu jak Urban (…)(cyt. za „Nowy Świat” z 18 sierpnia 1992). Uważna lektura tekstów redagowanego przez Urbana brukowca dowodzi, że atakom na polskość i katolicyzm towarzyszy wybranianie różnych filosemickich racji i próby ośmieszenia ich krytyków. Wyraźnie widać to na przykład w sposobie przedstawiania w „Nie” żydowskich roszczeń do mienia w Polsce, a ostatnio w reakcjach na prawdę o kulisach tzw. pogromu kieleckiego z 4 lipca 1946. W „Nie” kilkakrotnie w ogromniastych artykułach wyszydzano wersję Kąkolewskiego o prowokacji NKWD i UB (por. np. teksty Michaela Szota: Kto odżydził Kielce [„Nie”, nr 10 1995], Jak Żydy na złość gojom same się wyrżnęły [„Nie”, nr 27 z 1996 r.], Wrzód na polskiej dupie [„Nie”, nr 28, 1996]).
Powie mi ktoś, że niepotrzebnie poświęciłem aż tyle miejsca na prezentację poglądów cuchnących na odległość, poglądów osobnika, który sam nazywa się „renomowanym chamem” („Polityka” z 30 kwietnia 1994), a na przykład od Macieja Iłowieckiego zyskał wdzięczny przydomek „łachudra”.
Fakty jednak dowodzą, że Urban jest faktycznym mózgiem SdRP, kształtującym całą jej strategię w obliczu bardzo miałkiego i nieporadnego intelektualnie Aleksandra Kwaśniewskiego. Jego tygodnik „Nie” za zasłoną z przekleństw i inwektyw ustala strategię dla setek tysięcy starego post-PZPR-owskiego betonu, setek tysięcy antyPolaków, wyzutych z jakiegokolwiek poczucia wartości i przyzwoitości. Urban daje im sygnały kogo zwalczać, zarówno ze strony prawicy, jak i PSL (bardzo częste ataki i próby skompromitowania chłopskiego „koalicyjnego sojusznika” na łamach „Nie”).
Janusz Zaorski jako przewodniczący Radiokomitetu, a później przewodniczący Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji konsekwentnie promował programy skrajnie filosemickie, nierzadko fałszujące prawdę o stosunkach polsko-żydowskich i historii Polski. Równocześnie blokował przedstawianie w polskiej telewizji filmów o pomocy Polaków dla Żydów, czy w ogóle uczciwych świadectw o stosunkach polsko-żydowskich. Za jego panowania w TVP doszło do przedstawienia w telewizji, i to w czasie Świąt Wielkanocnych, skrajnie bluźnierczego programu Magdy Umer Big Zbig Show.


IZABELLA CYWIŃSKA, była minister kultury w rządzie T.Mazowieckiego. Po jego przegranej w kampanii prezydenckiej uznała Polskę za ten absurdalny kraj (por. “Gazeta Wyborcza” z 21 grudnia 1990). W rzeczywistości to jej kierowanie resortem kultury było jednym ciągiem absurdów, niekompetencji i nieudolności; wielu uważało ją za “grabarkę” kultury polskiej. Później, według NIK-u, odpowiedzialna za fatalne gospodarowanie finansami w Fundacji Kultury, z której prezesostwa odeszła w niesławie. Jeszcze będąc ministrem w rządzie Mazowieckiego popisała się wychwalaniem gen. W.Jaruzelskiego jako patrioty o ogromnej szlachetności (por. J.J.Skorupski: Zrozumieć Polaków, Warszawa 1990, s. 40). W swej polityce personalnej wyraźnie popierała różne osoby z lobby filosemickiego.
17 września 1991 r. Cywińska opublikowała w “Gazecie Wyborczej” ogromniasty tekst: Nadchodzi wielka Mława na tle zajść antycygańskich w Mławie, w którym snuła skrajne uogólnienia na temat tłumu prawdziwych Polaków w Mławie i groźby nacjonalistycznego zdziczenia polskiego społeczeństwa. Tekst Cywińskiej spotkał się z ostrą polemiką przewodniczącego Związku Polskich Artystów Plastyków Zbigniewa Makarewicza (Mława naciera, Brooklyn atakuje, “Gazeta Wyborcza”, z 18 września 1991 r.) twierdzącego, że uogólnienia Cywińskiej są całkowicie bezpodstawne. Zdaniem Makarewicza zgodnie ze stylistyką, zastosowaną przez Cywińską można by było wytknąć zdziczenie całemu społeczeństwu amerykańskiemu (w związku z zajściami w Brooklynie) czy Francuzom w związku z tamtejszymi zajściami lokalnymi.
W 1994 r. Cywińska była autorką powszechnie krytykowanego kiczowatego (nazwanego oberchałturą) spektaklu na 50-lecie Powstania Warszawskiego. Wyraźnie pomyliły się jej uroczystości – w programie powtarzały się żydowskie melodie ze Skrzypka na dachu, a do podniosłych scen patriotycznych wzięto szereg aktorów z wyszydzającego patriotyzm kabaretu Olgi Lipińskiej. Redaktor naczelny paryskiej “Kultury” Jerzy Giedroyć pisał (“Kultura”, nr 9 z 1994 r., s. 179) o zupełnie nieodpowiedzialnym organizowaniu rocznic i obchodów, ilustrując to sprawą obchodu rocznicy Powstania Warszawskiego, tym kompromitującym widowiskiem, zorganizowanym przez p. Cywińską, które pochłonęło ogromne sumy.
BRONISŁAW GEREMEK, członek władz Unii Wolności, przewodniczący sejmowej komisji spraw zagranicznych, główny guru “europejczyków”. Pochodzi z rodziny łódzkich chasydów Lewartowskich, jest synem rabina (por. P.Bączek: Profesor Geremek gracz, “Gazeta Polska” z 20 kwietnia 1995 r.). W czasie wojny znalazł schronienie u państwa Geremków we Wschowie.Zaangażowany komunista, przez wiele lat później tłumaczył swą partyjną gorliwość (był między innymi sekretarzem POP): marksizm dawał mi ogromną wolność myślenia (!!!). Wystąpił z partii dopiero w 1968 roku. W 1981 roku przepadł w wyborach do Komisji Krajowej “Solidarności”. Stan wojenny przyniósł jednak stopniowe systematyczne wzmacnianie pozycji Geremka w “Solidarności”. W warunkach niedemokratycznych okazał się mistrzem zakulisowych rozgrywek. W 1989 roku nadeszła jego chwila – stał się głównym rozgrywającym opozycyjnej lewicy laickiej przy “okrągłym stole”, a później głównym selekcjonerem do wyborczej wyraźnie zdominowanej przez lewicę “drużyny Wałęsy”. Dwukrotnie spaliły jednak na panewce jego plany zostania premierem – najpierw w lipcu-sierpniu 1989, później jesienią 1991 roku. Odegrał jednak ogromną rolę w zablokowaniu autentycznego rozliczenia z komunizmem i utrzymaniu polityki “grubej kreski”. Ponosi szczególną odpowiedzialność za narzucenie OKP antynarodowego planu gospodarczego Sorosa i Sachsa. W swych wystąpieniach za granicą niejednokrotnie występował ze swego rodzaju “donosami na Polskę”, skrajnie eksponując rzekome niebezpieczeństwa “antysemityzmu”, “nacjonalizmu” i “populizmu” (np. w: “Telerama” z 15 września 1990 r., por. “Tygodnik Solidarność” z 5 października 1990 r.). Po klęsce T.Mazowieckiego w wyborach prezydenckich 1990 roku Geremek “wsławił się” diagnozą, że społeczeństwo polskie nie dojrzało do demokracji.
Geremek – skrajny manipulator – znany jest z niezwykle rozwiniętych umiejętności rozmijania się z prawdą. Jest wynalazcą nowego typu dezinformacji, zwanego faktem prasowym, (chodzi o zdarzenie, które nigdy nie zaistniało w rzeczywistości, ale stało się wiarygodne, bo napisano o nim w prasie!!!). Typowym przykładem krętactwa Geremka były jego różne wypowiedzi w sprawie konkordatu. W Polsce publicznie opowiadał się za jego ratyfikacją i krytykował winnych odraczania konkordatu. Na użytek zewnętrzny natomiast (dla irlandzkiej dziennikarki J.Hayden (książka Poles Apart; Solidarity and New Poland) uznawał, że być może konkordat był błędem, uskarżał się na rzekomy triumfalizm Kościoła w Polsce. 16 października 1983 r. w wywiadzie dla francuskiego dziennika “La Croix” ogromnie wychwalał rolę polskiego Kościoła, bo wtedy potrzebował Kościoła i z niego korzystał. Dziesięć lat później w wystąpieniu w telewizji “ARTE” zarzucił Kościołowi polskiemu, że działa szkodliwie, bo pewne kategorie ludzi wyklucza poza nawias (por. Ks. W.Kiedrowski: Geremek konra Geremek, paryski “Głos Katolicki” 4-11 lipca 1993 r.).
Największe szkody polskim interesom narodowym przyniosło wieloletnie kierowanie przez Geremka komisją zagraniczną Sejmu. Pozycję tę Geremek wykorzystał dla faktycznego kierowania polityką kadrową MSZ, starając się o maksymalne dobieranie na placówki różnych kolegów “europejczyków”. Dzięki tego typu podejściu mieliśmy przeróżne specyficzne “michałki” polskiej dyplomacji. Np. ambasadorem polskim we Włoszech został krytyk filmowy Bronisław Michałek, nie mający pojęcia o polityce i nie znający się na gospodarce (a był ambasadorem w jednym z krajów czołowych partnerów gospodarczych Polski). Michałek miał za to inną zaletę – przez lata jako krytyk filmowy popierał jak najskrajniejsze rozrachunki z polskimi powstaniami narodowymi i polską historią, polską “bohaterszczyzną” i atakował obrońców naszych dziejów. W wydanym przeze mnie wyborze węgierskiego eseju (Węgierskie wyznania, Warszawa 1979, s. 126) przytoczyłem opinię węgierskiego eseisty Sandora Fekete, który nijak nie mógł zrozumieć, dlaczego Michałek jako przewodniczący międzynarodowej FIPRESCI krytykuje nawet filmy Wajdy za podtrzymywanie mitu bohaterskiego i szlachetnego Polaka, padającego wprawdzie, ale triumfującego moralnie. Fekete dodawał, że on jakoś nie potrafi uwolnić się od pewnych mitów i nadal wierzy, że bohaterski, odważny Polak Kościuszko i jego żołnierze moralnie triumfowali nad księciem Suworowem. Można sobie wyobrazić jak taki demaskator “mitów” o polskiej historii troszczył się o obraz Polski i Polaków będąc ambasadorem.
Na Węgrzech ambasadorem został protegowany Michnika, mało pracowity, ale za to bardzo “internacjonalistyczny” historyk Maciej Koźmiński, przez lata “wyróżniający się” demaskowaniem rzekomego polskiego i węgierskiego “nacjonalizmu” i “faszyzmu”. W swojej głównej książce Polska i Węgry przed drugą wojną światową, październik 1938 – wrzesień 1939 Koźmiński oskarżał politykę polską przed 1939, że sprawiła, iż wpływy hitlerowskie mogły rosnąć w siłę, a rząd polski częstokroć zawinił okolicznościami, za które Polska zapłaciła utratą niepodległości (por. szerzej J.R.Nowak: Odstraszanie od Polski, “Słowo-Dziennik Katolicki”, 8-10 września 1995 r.).
Tego typu “odbrązowiacz historii Polski”, jak M.Koźmiński, zostawszy ambasadorem Polski w Budapeszcie “wyróżnił się” głównie skrajną czystką ludzi o poglądach patriotycznych, usuwając ich z ambasady i z różnych ośrodków polskich. W pierwszym rzędzie usunął ze stanowiska dyrektora Ośrodka Kultury Polskiej w Budapeszcie, najpopularniejszego polskiego mieszkańca Węgier, poetę i inżyniera Konrada Sutarskiego, odznaczonego medalem Gabora Betlena za zasługi dla węgierskiej kultury, medalem przyznanym dotąd niewielu cudzoziemcom.
Inny ambasador z poręki Geremka Jan Widacki znany jest głównie z nieubłaganej walki z przywódcami polskich organizacji na Litwie, a w szczególności Związku Polaków. “Wsławił się” uogólnieniami, że: Język polski na Litwie jest ubogi, rezerwowaty i tym nie zachwyca. To język archaiczny, nie nadający się do opisu rzeczywistości, do komunikowania się (por. A.Chajewski: Jeszcze o Widackim. Ignorancja?… Nie!!! Intryganctwo, “Myśl polska o kresach”, nr 10, grudzień 1995 r.). Widacki znany jest z rozlicznych wystąpień “demaskujących” rzekomy nacjonalizm wśród polskiej mniejszości narodowej na Wileńszczyźnie i równoczesnego maksymalnego popierania grupek faktycznie prolitewskich.
Z kolei ambasadorem Polski w W.Brytanii mianowano w 1990 roku pod egidą Geremka adwokataTadeusza de Viriona, zupełnie nieprzygotowanego (choćby pod względem znajomości języka) do pracy na takim stanowisku. Jak de Virion rozumie polskie interesy narodowe najlepiej świadczy pierwsza praca, jakiej się podjął natychmiast po zakończeniu ambasadorowania w Wielkiej Brytanii. Były reprezentant III Rzeczypospolitej został adwokatem Bagsika, usilnie zabiegającym o to, aby władze Szwajcarii nie wydały Polsce oszusta, który naraził na taki uszczerbek polski majątek narodowy.
JACEK KUROŃ, kandydat Unii Wolności na prezydenta. Jako zaangażowany, wręcz fanatyczny komunista, lider “czerwonego harcerstwa”, tzw. walterowców, bez reszty angażował się w rozgrywkę frakcji partyjnych “Chamów” i “Żydów” po stronie frakcji żydowskiej („puławian”). We wspomnieniowej książce Wiara i wina (Warszawa 1989 r., s. 15-25), atakując rzekomy polski antysemityzm tendencyjnie eksponował wyłącznie racje żydowskie. Szczególnie skandaliczne były jego uogólnienia o tym, jak to Polacy wzbogacili się w czasie wojny na Żydach: (…) Trzy miliony wymordowanych polskich Żydów to przecież trzy miliony mieszkań, które w większości zajęli Polacy, a do tego dodać trzeba inne mienie: złoto, meble, warsztaty, futra czy choćby stare palta, buty, ubranie itp. Niemcy brali tylko to, co lepsze, a i tak nie do wszystkiego umieli dotrzeć. Nie ulega wątpliwości, że eksterminacja Żydów połączona była z awansem społecznym polskiej biedoty (…) (Wiara i wina, op.cit., s. 20).
Domorosły statystyk Kuroń zapomina, że 3 miliony osób to wcale nie trzy miliony mieszkań, że oprócz polskiej biedoty była również żydowska biedota, i to bardzo liczna (jedna trzecia polskich Żydów, grubo ponad milion osób, utrzymywała się wyłącznie z pomocy żydowskiego Jointu ze Stanów Zjednoczonych). Bardzo wielu Żydów gnieździło się całymi rodzinami w potwornych klitkach. Miliony Polaków utraciły całe mienie i mieszkania (w Warszawie i gdzie indziej) na skutek zniszczeń miast, rabunku przez okupantów etc. To dla polskich czytelników jest na ogół wiadome, ale książkę Kuronia tłumaczono na francuski i niemiecki. Można sobie wyobrazić skutki takiego deformowania obrazu Polaków w książce serwowanej niemieckim czytelnikom (por. J.Kuroń: Glaube und Schuld, Berlin und Weimar 1991, s. 35).
7 listopada 1985 Kuroń wystąpił na łamach “Tygodnika Mazowsze” z panegiryczną pochwałą wspaniałego Shoah i atakiem na jego krytyków. Kuroń bez żenady wychwalał antychrześcijański i antypolski film Lanzmanna, nie widząc w nim jakoby nic obraźliwego dla Polaków (choć sam Lanzmann wyznał w wywiadzie dla “Liberation”, że jego film uderza w Polskę). Dodajmy, że w przeciwieństwie do Kuronia Shoah krytykowali liczni uczciwi intelektualnie Żydzi, jak choćby profesor Israel Shahak.
W 1989 r. Kuroń udzielił na łamach “Gazdety Wyborczej” absolutnego poparcia antypolskiemu awanturnikowi rabinowi Weissowi, stwierdzając: Czuję się głęboko zawstydzony jako Polak tym, co was spotkało, i mówiąc, że Oświęcim jest ziemią żydowską (“GW”, 18 lipca 1989 r.). Stwierdzenie Kuronia zostało uznane za wyraz dziwnej mentalności przez Radę Duszpasterstwa Byłych Więźniów Obozów Koncentracyjnych i Więzień, która przypomniała, że my Polacy nie nazywamy ziemi katyńskiej ziemią polską.
Ze skrajnym filosemityzmem u Kuronia szedł w parze absolutny brak słuchu na wszystko, co dotyczy losów polskich. Gdy 8 września 1990 jeden z posłów wystąpił przeciw dyskryminowaniu Polaków mieszkających na Litwie przez rząd litewski i domagał się od rządu polskiego wystąpienia w obronie praw obywatelskich mniejszości polskiej, spotkał się z natychmiastową gwałtowną ripostą Kuronia. Jego zdaniem wszelkie mówienie, ba, nawet napomykanie o tym, że Polacy są dyskryminowani przez Litwinów, szkodzi przede wszystkim tam mieszkającym Polakom. Zaś najlepiej pomożemy Polakom żyjącym na Litwie, Ukrainie, Kazachstanie czy w Niemczech, jeśli Polacy żyjący tu w Polsce nie będą dyskryminowali mniejszości narodowych (według Westerplatte, nr 1/1993, s. 16). Będąc na Ukrainie Kuroń popisał się dość szczególnym oświadczeniem: Ja Polak ze Lwowa dumny jestem z tego, że Lwów jest ukraińskim miastem (por. ukraińskie pismo “Wysokoj Zamok” z 5 lipca 1992 r.).
Kuroń dopuścił się bezprecedensowego szkalowania legendarnego partyzanta antykomunistycznego J.Kurasia (“Ognia”), zarzucając mu, że jakoby kazał rozstrzelać w 1945 r. grupę chorych na gruźlicę żydowskich dzieci. Tak niesamowity oszczerczy zarzut Kuronia wywołał protest nawet na łamach osławionego pisma “europejczyków” – “Po Prostu” (nr 23 z 1990 roku). Danuta Szczepańska pisała w artykule Kim jest “Ogień”: (…) Zarzut wydaje mi się nieprawdopodobny, wymaga weryfikacji (…). Nie jestem skłonna sądzić, że człowiek, któremu zastrzelono dziecko mógłby powtórzyć taką zbrodnię, zwiększając jej rozmiar. Szczególnie, że nie było mu obce uczucie chrześcijańskiego miłosierdzia.
OLGA LIPIŃSKA, reżyserka. Kierowany przez nią Kabaret Olgi Lipińskiej od lat przewodzi w atakach na domniemany polski antysemityzm i nacjonalizm, polski Ciemnogród, agresywność i panoszenie się KościołaW czasach jaruzelszczyzny Lipińska przodowała w próbach przełamywania bojkotu telewizji przez aktorów. W podziemnym czasopiśmie “Kraj” (nr 2 z lutego 1984 r.) powołano się na informacje z Teatru Narodowego stwierdzające, że Lipińska poinformowała kogo trzeba o nazwiskach inicjatorów akcji wyklaskiwania aktorów-kolaborantów. I dodano: Ta sama aktorka złożyła ostatnio donos na aktorów, którzy odmówili udziału w przygotowanym przez nią programie TVP. Lipińskiej zarzucano w owym czasie również, że sugerowała Rakowskiemu, aby zabrać kartki bojkotującym aktorom. Lipińska wypierała się tego parokrotnie (między innymi w telewizyjnym programie “Bariery” z 27 lutego 1993 r.). Kilka lat temu w wywiadzie dla “Wprost” zaatakowała międlenie oficjalnej hurrapatriotycznej wersji historii, zwłaszcza w działalności partii o charakterze narodowym. W ten sposób nawet Katyń można “zagłaskać na śmierć”. Jestem przekonana, że młody człowiek, który dzisiaj opuszcza szkołę jest zbrzydzony tymi tematami i w ogóle ideologią narodową, preparowaną na użytek półinteligencji (…).
ANTONI MARIANOWICZ, należał do czołowych autorów paszkwilanckiej satyry politycznej PRL (na Andersa, Trumana etc.), zastępca redaktora naczelnego “Szpilek” w czasach stalinowskich, począwszy od 1949 roku. Dziś jeden z tropicieli polskiego “antysemityzmu” (por. tekst Marianowicza w “Życiu Warszawy” z 7 maja 1993 r., “Polityka” z 6 maja 1995 r. i in.).
STEFAN MELLER, ambasador, pierwszy sekretarz Komitetu Uczelnianego ZMS w latach 60.,przyjaciel Michnika z tego okresu. Jego ojca, dyrektora MSZ usunięto w 1968 roku. W 1990 r. po tym, jak został redaktorem naczelnym czasopisma “Mówią wieki”, Meller eksponował w nim szczególnie mocno autorów z lobby filosemickiego wśród historyków typu Kerstenowej, Eislera, Tomaszewskiego, Paczkowskiego, przy równoczesnym przemilczaniu licznych patriotycznych autorów. W artykułach o problematyce żydowskiej w jego czasopiśmie wyraźnie dominowały jednostronnie podawane racje żydowskie. Dowartościowany przez W.Bartoszewskiego nominacją na wiceministra spraw zagranicznych w 1994 roku. Wyjeżdża, aby objąć stanowisko ambasadora do Francji.
JERZY TUROWICZ, redaktor naczelny “Tygodnika Powszechnego”. Pisząc o historii „Tygodnika Powszechnego” trzeba ciągle pamiętać, że mamy tu do czynienia ze szczególnie dużą porcją przekłamań i manipulacji, zmierzających do pokazywania linii „TP” jako zawsze jednolitej, i Turowicza jako jedynego dominującego w „TP” głównego redaktora. Zaciera się w ten sposób rolę, odgrywaną przez założyciela i pierwszego redaktora „TP” ks. Jana Piwowarczyka (por. uwagi na ten temat prof. Z.Żmigrodzkiego: Wielkość i mit, „Nasza Polska” z 9 listopada 1995 i J.Zabłockiego: Dwa „Tygodniki Powszechne” – „Ład” z 30 kwietnia 1995 r.). Zaciera się również chętnie historię różnych skrajnych nieraz zygzaków „TP” pod redakcją Turowicza, choćby jego superpanegirycznego artykułu w XX-lecie PRL. I zaciera się pamięć o tym, dlaczego władze PRL tolerowały „Tygodnik Powszechny”, choć wsadzili do więzienia redaktorów dużo bardziej zdecydowanego pod względem linii i bardzo patriotycznego „Tygodnika Warszawskiego”. Zaciera się pamięć, że dla „internacjonalistów” z elity PRL-owskiej pod pewnymi względami dogodny był antynacjonalistyczny duet Turowicz-Stomma. Turowicz wyróżniał się swymi krytykami polskiego nacjonalizmu i „antysemityzmu” już przed 1939 rokiem.
Wbrew tak często akcentowanej rzekomej ogromnej pryncypialności red. Jerzego Turowicza warto przypomnieć, że także w sprawach stosunków polsko-żydowskich przez dziesięciolecia kluczył na różne sposoby, zależnie od celów bliskiego mu środowiska, by dopiero od 1987 roku począwszy otwarcie zamanifestować „jedyną słuszną” skrajnie filosemicką linię. Przypomnę, że jeszcze 17 marca 1957 roku J.Turowicz tak pisał w „Tygodniku Powszechnym” o sytuacji w czasie wojny: Ta ówczesna wspólnota prześladowanych, cierpiących i walczących zmieniła dość zasadniczo stosunki polsko-żydowskie w naszym kraju. W ogromnej części społeczeństwa polskiego zniknęły ślady antysemityzmu (podkr. J.R.N.), a na jego miejsce pojawiło się poczucie solidarności, zjawiła się – szeroko wprowadzona w czyn – wola pomocy ludziom prześladowanym (…). W tymże artykule Turowicz pisał: Twierdzę, że w latach powojennych antysemityzm – w zasadzie w Polsce nie istniał (…).
W „Tygodniku Powszechnym” (nr 25 z 1967 r.) Turowicz recenzując książkę Bartoszewskiego iLewinówny Ten jest z ojczyzny mojej, ostro przeciwstawiał się powstałej po wojnie na Zachodzie legendzie obciążającej Polaków odpowiedzialnością za tragiczny los Żydów w czasie wojny. A od 9 lat – począwszy od haniebnego tekstu Jana Błońskiego w „TP” z 1987 roku – ta kłamliwa legenda jest z coraz większą werwą upowszechniana na łamach „Tygodnika Powszechnego”.
I to wszystko wbrew dawniejszym tekstom samego Turowicza o zachowaniu się ogromnej części społeczeństwa polskiego w czasie wojny. Czyżby Turowicz teraz dużo lepiej widział, co się naprawdę działo w Polsce w czasie wojny, niż w 1957 roku? A może łatwiej kłamać, gdy zaciera się pamięć.
Typowym dla dzisiejszej postawy Turowicza był jego artykuł Obojętność nasza powszednia w „GW” z 1-2 lipca 1995, gdzie w sposób skrajny rozpisywał się o rzekomym zagrożeniu antysemityzmem w Polsce, podając jako koronny dowód, że np. Bronisław Geremek, który jest w moim przekonaniu jednym z najmądrzejszych, najświetniejszych umysłów politycznych, nie mógłby dziś w Polsce zostać prezydentem, a nawet i premierem – tylko dlatego, że jest z pochodzenia Żydem.
Można by długo wyliczać różne przykłady skrajnego filosemityzmu „Tygodnika Powszechnego” typu nadania specjalnego wyróżnienia antypolskiej książce Henryka Grynberga Dziedzictwo („TP” z 2 stycznia 1994) czy entuzjastycznej recenzji z polakożerczej książki Thomasa Kenneally’egoLista Schindlera (o wiele bardziej polakożerczej od filmu Spielberga i pełnej błędów merytorycznych i przekłamań (por. „Tygodnik Powszechny” z 13 marca 1994).
Trzeba przyznać, że J.Turowicz w kształtowaniu linii swego pisma ma prawdziwie mocne oparcie w odpowiednio dobranym zespole swej redakcji. By wymienić tylko niektóre z bardziej wpływowych osób. Począwszy od zastępcy red. naczelnego „Tygodnika Powszechnego” Józefy Hennelowej, byłej posłanki UW. Patriotyczna polska Żydówka z Drohobycza Dora Kacnelson mówiła z oburzeniem w „Ładzie” (z 26 czerwca 1994 r.) w oparciu o stenogramy Komisji Sejmowej, zajmującej się Polakami poza granicami, że Hennelowa zawsze blokowała, gdy tylko ktoś w komisji stawiał sprawę pomocy dla Polaków dyskryminowanych na Kresach. Hennelowa twierdziła w „Tygodniku Powszechnym” z uporem godnym lepszej sprawy, że w Polsce mamy do czynienia z antysemityzmem w skali masowej, dziwnie przemilczając antypolonizm, któremu ulegają między innymi niektóre osoby w jej własnej redakcji (vide omawiany już w „Naszej Polsce” Marcin Król). Hennelowa od dawna znana jest jednak z faryzejskiego rozmijania się z prawdą (kiedyś jaskrawy przypadek tego typu wytknął jej własny kolega redakcyjny Maciej Zięba OP (por. „Gazeta Wyborcza” z 1-2 sierpnia 1992). Trudno mówić o uczciwości p. red. Hennelowej w sytuacji, gdy jako posłanka wraz z dwoma innymi posłami udeckimi wykorzystała pocztę biura poselskiego do bezprawnego rozsyłania propagandowych zachęt na rzecz kandydatury T.Mazowieckiego na prezydenta (po oburzeniu, jakie cała sprawa wywołała i odpowiednim werdykcie musiała zwrócić bezprawnie oszczędzone pieniądze). Dodajmy, że Hennelowa od dawna była równie „postępowa”, jak Jerzy Turowicz (w 1989 r. w pryncypialnej dyskusji na temat przyszłości Polski z niepokojem pisała, że przecież chyba nie będziemy zaprowadzać u nas kapitalistycznych stosunków (por. uwagi J.Majcherka o „Tygodniku Powszechnym” – Między Kurią a „Piwną”, „Życie Warszawy” z 24 marca 1995 r.).
Inny filar „Tygodnika Powszechnego” – Stanisław Stomma, członek zespołu tygodnika od kilku dziesięcioleci znany jest ze skłonności do pomawiania o antysemityzm i nacjonalizm. W latach 90. przy różnych okazjach ostrzegał, że w Polsce jakoby dominują czynniki sprzeczne z porządkiem zachodnioeuropejskim i panującymi tam kierunkami rozwoju, stwierdzając expressis verbis: (…) Czynnik pierwszy to panoszenie się tendencji skrajnie nacjonalistycznych (…) (cyt. za „GW” z 5 lutego 1991 r.). Warto przypomnieć, że Stomma w styczniu 1963 roku w swoisty sposób „uczcił” stulecie Powstania Styczniowego na łamach „TP”, przedstawiając je podobnie jak inne polskie powstania narodowe jako wyraz anachronicznego, zapiekłego kompleksu antyrosyjskiego. Wywołało to gwałtowny protest Prymasa Tysiąclecia Stefana Wyszyńskiego, który dosłownie zdruzgotał wywody Stommy w kazaniu 27 stycznia 1963 r., mówiąc, że w Powstaniu Styczniowym chodziło o niezbywalne prawa Narodu do wolności, a nie o żaden kompleks (por. P.Raina: Stefan Kardynał Wyszyński Prymas Polski, Londyn 1988, tom III, s. 164-165).
Z potępieniem tradycji powstań narodowych szły u Stommy wyraźne skłonności do kolaboracji z reżimem komunistycznym, tworzenia czegoś w rodzaju polskie Vichy (mówił o Stommie w tym kontekście słynny emigracyjny sowietolog Leopold Łabędź („Arka” 1991, nr 36, s. 96). Znany z różnych oportunistycznych kompromisów Stomma (por. „Gazeta Polska” z 21 września 1993 r.) z tym większą radością przyjął za to odwołanie rządu Olszewskiego (por. „GW” z 9 czerwca 1992).
Czołowi redaktorzy „Tygodnika Powszechnego” odznaczali się podobnie jak Turowicz, Hennelowaczy Stomma skłonnością do maksymalnego montowania za wszelką cenę sojuszu „europejczyków” z tygodnikowej katolewicy z laickimi „europejczykami” z „GW”. Jej szczególnym symbolem jestRoman Graczyk, były sekretarz redakcji „TP” i srogi cenzor Kisiela, któremu strasznie uprzykrzył ostatnie lata w „TP” dziś publicysta „GW” z werwą dokładający Kościołowi, by za to tym mocniej idealizować PRL-owską przeszłość. Innym symbolem tych związków katolewicy i lewicy laickiej jest były zastępca redaktora naczelnego „TP” przez wiele lat Krzysztof Kozłowski, były minister spraw wewnętrznych w rządzie T.Mazowieckiego. Ten, który wsławił się rewelacyjnym odkryciem, że: Kuroń ma chrześcijańską duszę. Inny były zastępca redaktora naczelnego „TP” Andrzej Romanowski, również wielki zwolennik Kuronia, wydał w 1995 r. wielką cegłę publicystyczną – tj. dokonany przez siebie wybór publicystyki A.Michnika z lat 1985-1994 pt. Diabeł naszego czasu. Kiedyś na łamach „Znaku” Romanowski proponował Polakom całkowitą bezbronność we wszelkich dyskusjach z Żydami, wręcz przyjęcie postawy „przepraszam, że żyję”. Według Romanowskiego bowiem: (…) mam zasadnicze wątpliwości, czy w obliczu zagłady polskiego żydostwa (…) czy w obliczu ostatniej emigracji Żydów z Polski (…) mam w ogóle prawo upominać się obsesyjnie o uszanowanie polskiego punktu widzenia (…). Konsekwentnie taką właśnie postawę reprezentują liczni inni redaktorzy „Tygodnika”, wciąż upominając się jak Turowicz o żydowski punkt widzenia. Por. np. atakujący polskie stanowisko w sprawie oświęcimskiego Karmelu haniebny wręcz tekst obecnego kierownika działu politycznego „TP” Adama Szostkiewicza na łamach „Świata” (nr z 18 września 1989 r.). Inny, aż nazbyt znany z dialogu z „michnikowcami” redaktor „TP” ksiądz Józef Tischner doczekał się ostatnio pochwał nawet na łamach „Playboya” za swe skrajne drwiny z polskiego katolickiego zaścianka (por. J.Miliszkiewicz: Kapłan na luzie, „Playboy” z grudnia 1995, s. 132-134). Ulubiony ksiądz „GW” i „Wprost” Józef Tischner doszedł aż do oskarżeń, że Polska grzęźnie w antysemityzmie, jak stwierdził we wspólnej z Michnikiem książce Między Panem a Plebanem.
Dodajmy jeszcze niektórych stałych współpracowników „Tygodnika Powszechnego”, jak skrajną filosemitkę Stanisławę Grabską (por. „Nasza Polska” z 8 sierpnia 1996 r., czy stałego felietonistę „TP” Stanisława Lema, konsekwentnego ateusza, ale za to tropiciela polonocentryzmu. I wielbiciela Urbanowego „Nie”, który posunął się aż do zaatakowania w „Tygodniku Powszechnym” (!!!) (nr 25 z 1996 r.) wydawnictwa PWN za to, że nie umieściło osobnego hasła „Nie” w 4 tomie Nowej Encyklopedii. Pominięcie to Lem uznał jako przejaw praktyk totalitarnych (!). Czyżbyśmy byli już na etapie przechodzenia „Tygodnika Powszechnego” od sojuszu z „Gazetą Wyborczą” do sojuszu z „Nie”?! I to ma być pismo katolickie!


Władysław Bartoszewski, historyk, były minister spraw zagranicznych. Przez lata stanowczo bronił najnowszej historii przed oszczerstwami i demaskował próby oczerniania Polaków dla wybielenia Niemiec w sprawie eksterminacji Żydów (np. w głośnym referacie w dyskusji w Klubie Krzywego Koła). Współautor znakomitego wyboru świadectw o ratowaniu Żydów przez Polaków w czasie wojny Ten jest z ojczyzny mojej (1996 r.). W „Trybunie Ludu” z 2 kwietnia 1968 r. przedstawiono tekst ówczesnego obszernego wywiadu W.Bartoszewskiego dla PAP-u, uderzającego w kłamstwa antypolskiej propagandy i przedstawiającego ogromne rozmiary pomocy polskiej dla Żydów w czasie drugiej wojny światowej. Także w późniejszych latach Bartoszewski niejednokrotnie bronił racji polskich za granicą (m.in. na polsko-żydowskiej konferencji w Oxfordzie), w licznych tekstach przypominał rozmiary pomocy polskiej dla Żydów, wskazywał na fatalną rolę Judenratów etc.
W latach 70. Bartoszewski stopniowo zaczął ewoluować w stronę coraz większej akceptacji argumentacji żydowskiej w różnych sprawach. Wpłynęło na to kilka czynników. Z jednej strony uleganie wpływom Turowiczowskiej opcji w „Tygodniku Powszechnym” (Bartoszewski był związany z redakcją tego tygodnika od bardzo długiego czasu), jak i filosemickiej elitki PEN-Clubu (od 1972 r., gdy Bartoszewski został sekretarzem generalnym tej organizacji). Swoje zrobiły konsekwentne zabiegi ze strony żydowskiej o pozyskanie Bartoszewskiego, granie na jego próżności przez bardzo mocne fetowanie go w Izraelu (Bartoszewski został m.in. Honorowym Obywatelem Izraela). Ewolucja Bartoszewskiego w kierunku filosemickim wyraźnie nasiliła się w czasie pobytu na stanowisku ambasadora w Wiedniu od 1990 roku. Jako minister spraw zagranicznych w postkomunistycznym rządzie Józefa Oleksego od 1994 roku Bartoszewski maksymalnie rozczarował entuzjastów jego dawnej działalności naukowo-publicystycznej. Był ministrem dość nieudolnym, a sprawując swą funkcję w wystąpieniach publicznych bardzo często mówił o wiele szybciej niż myślał.
28 kwietnia 1995 wystąpił na forum Bundestagu z bardzo niefortunnym przemówieniem – przeprosinami za wysiedlenie Niemców z Polski, w którym zaniżył liczbę polskich ofiar wojny z 3 milionów do dwóch. I to na forum niemieckiego parlamentu (!!!) (por. szerzej moją polemikę z dyrektorem gabinetu ministra spraw zagranicznych Tomaszem Lisem – „Słowo-Dziennik Katolicki”, 21-23 lipca 1995 r.).
Jako szef polskiego MSZ-u nie zrobił niczego istotniejszego dla napiętnowania coraz haniebniejszych wybryków antypolonizmu w świecie. „Wsławił się” natomiast niechlubnym „donosem na Polskę” w przemówieniu w izraelskim Knesecie (mówił w nim o antysemickich „ciemniakach” na polskiej prowincji, dziwnie zapominając o antypolskich wypowiedziach „jaśnie oświeconych” premierów Bergina i Szamira. 
Bartoszewski podjął także szereg niefortunnych decyzji personalnych, wzmacniających filosemickie lobby w MSZ, m.in. poprzez mianowanie wiceministrem Stefana Mellera, poprzez wyznaczenie na specjalnego pełnomocnika do stosunków z żydowską diasporą, która przecież „nie jest podmiotem prawa międzynarodowego”, znanego ze skrajnie prożydowskiej tendencyjności byłego współredaktora „Gazety Wyborczej” Krzysztofa Śliwińskiego (w 1989 roku popisał się brutalną napaścią na Prymasa Polski w związku ze sprawą oświęcimskiego Karmelu).
Zbigniew Bujak, polityk, działacz podziemnej „Solidarności”. W 1990 roku jeden z przywódców skrajnie lewicowego ugrupowania dawnej lewicy laickiej ROAD. Polityczny wychowanek Kuronia, wyróżniał się skrajną gorliwością w tropieniu rzekomego „polskiego antysemityzmu”, nacjonalizmu, ksenofobii etc. Poświęcił tym sprawom prawie połowę swego wystąpienia 22 kwietnia 1990 r. na II Zjeździe „Solidarności” (por. „GW” z 25 kwietnia 1990 r.). Skrajny manipulator. Kiedyś wyznał, że Manipulacja jest podstawą demokracji („Tygodnik Gdański” z 13 maja 1990). Wsławił się swoistym „donosem na Polskę” w wystąpieniu na Światowym Kongresie Studiów Sowietologicznych i Wschodnioeuropejskich w Hurrogate (W.Brytania). Twierdził tam, że w „Solidarności” nurtowi liberalnemu i obywatelskiemu, otwartemu na Europę przeciwstawia się nurt autorytarny, bazujący na nienawiści do komunizmu, populizmie i szowinizmie,instrumentalnie posługujący się autorytetem Kościoła (wg „Życia Warszawy” z 23 lipca 1990 r.). W wywiadzie dla „Konfrontacji” z 10 sierpnia 1990 r. zademonstrował skrajne lekceważenie polskich tradycji narodowych, mówiąc: (…) ROAD jest miejscem, w którym my wartości narodowe chcemy podporządkować właśnie zasadzie wejścia do Europy. Wiele różnych ugrupowań dla sukcesu wyborczego odwołuje się do tych najgorszych pokładów świadomości, które w nas drzemią. Właśnie odwołuje się do naszego przywiązania do polskiej tradycji, które przeradza się w narodowy szowinizm.
W ciągu następnych miesięcy Bujak z zapałem kontynuował akcję przedstawiania ludzi z innego nurtu „Solidarności” jako szowinistów i antysemitów. Zrobił to między innymi w skandalicznej wypowiedzi na łamach „Moskowskich Nowosti” z 9 września 1990 r., powiększającej i tak już niemałe uprzedzenia wobec Polaków w rosyjskiej opinii publicznej. Stwierdził tam: (…) W latach 1980-1981 nie było w „Solidarności” miejsca dla antysemityzmu, dla fobii antyniemieckich, antyrosyjskich czy antyukraińskich. Nie było też poczucia wyższości nad Czechami czy Słowakami. A teraz wypłynęły nastroje szowinizmu, już nawet wiara i krzyż służą jako oręż w walce. Kiedyś nacjonaliści musieli podporządkować się tradycji „Solidarności” i nie śmieli mówić, o czym naprawdę myślą. Po dokonaniu rozłamu przestali się jednak powstrzymywać. Poczuli się jakby poza obszarem „Solidarności”…
Nie grzeszący oryginalnym intelektem Bujak był typem działacza-papugi, o poglądach stanowiących lustrzane odbicie poglądów Kuronia, Geremka czy Michnika. „Gazeta Samorządowa” z 2 września 1990 r. odnotowała dość znamienny głos czytelnika: Bujak tańczy jak mu Geremek zagra, już nawet jęczy jak Geremek. Po stworzeniu Ruchu Demokratyczno-Społecznego oparł jego działanie głównie na propagandzie proaborcyjnej. Po klapie tego Ruchu znalazł schronienie w Unii Pracy.
Waldemar Dąbrowski, były prezes Komitetu Kinematografii w randze wiceministra. Został nim we wrześniu 1990 roku dzięki poparciu minister Cywińskiej, zgodnie z tak modną wówczas polityką „grubej kreski”. W.Dąbrowski był w latach 70. i 80. „ulubieńcem komuny”, przyjacielem Świrgonia. Były działacz ZSMP, został w 1979 r. rekomendowany przez PZPR na stanowisko wicedyrektora Wydziału Kultury m.st. Warszawy. Według artykułu przewodniczącego Sekretariatu Kultury i Środków Przekazu w NSZZ „Solidarność” Jacka Weissa na łamach „Tygodnika Solidarność” Dąbrowski, „ulubieniec komuny”, po tym, jak został prezesem Komitetu Kinematografii przez cztery lata niszczył kinematografię.
W.Dąbrowski maksymalnie zaangażował się w poparcie dla realizacji filmu Lista SchindleraStevena Spielberga i w jego ogromnie nagłośnioną promocję w Polsce. Ani przez chwilę nie zatroszczył się przy tym o wyeliminowanie z tego filmu scen szkalujących Polaków, czy wręcz deformujących historię (polskie komendy w obozie zagłady, podanie liczby zaledwie 4 tys. ocalonych w Polsce Żydów, wstępna informacja, że Niemcy rzekomo rozbili Polskę w dwa tygodnie etc.). Przypomnijmy, że film Spielberga był kręcony w koprodukcji z polskim przedsiębiorstwem filmowym Heritage Films, kierowanym przez Lwa Rywina, że trzon ekipy filmującej stanowili Polacy (75 osób), że w filmie występowało 10 polskich aktorów i aktorek, a zdjęcia kręcono w Krakowie. Wiceminister Dąbrowski zamiast wyeliminować te fałszerstwa, brał udział w bezkrytycznym fetowaniu filmu Spielberga podczas jego krakowskiej premiery, a samego Spielberga określił jako największego reżysera świata. Dzięki wiceministrowi Dąbrowskiemu Polska jeszcze znacząco dopłaciła do reklamowania Spielberga z wyraźnymi akcentami antypolskimi. By przypomnieć choćby informacje podane w artykule K.Bielas i J.Szczerby na łamach „GW”: (…) Przewodniczący Dąbrowski, chcąc wyrazić swą wdzięczność dla autora Listy Schindlera (za co? za oszczercze uwagi o Polakach? – J.R.N.) opublikował w amerykańskich pismach branżowych „Variety” i „Hollywood Reporter” kilka ogłoszeń. W ostatnim (…) po rozdaniu Oscarów, napisał: We are proud to have shared in your experience, STEVEN (jesteśmy dumni z udziału w Twoim przedsięwzięciu, Steven). Jednak podczas oscarowej gali Spielberg nawet się nie zająknął o polskim tak przecież znaczącym, udziale w tym filmie (…). W raporcie NIK krytycznie oceniono ogromne wydatki Komitetu Kinematografii na akcję promocyjną za Oceanem (2,5 mld starych złotych!!!). NIK w ogóle bardzo ostro oceniła lekceważenie prawa i nonszalancję w wydawaniu pieniędzy przez urzędników kierowanego przez Dąbrowskiego Komitetu Kinematografii. Kiedy Dąbrowski złożył na ręce premiera rezygnację ze swej funkcji (29 września 1994 r.) następnego dnia nagrodzono go z inicjatywy ministra przekształceń własnościowych Wiesława Kaczmarka nowym, bardzo dochodowym stanowiskiem prezesa zarządu Państwowej Agencji Inwestycji Zagranicznych SA.
Kinga Dunin, dziennikarka, pracownik redakcji „Ex Libris”, dodatku do „Życia Warszawy”.Fanatyczna feministka, tropicielka „polskiego antysemityzmu bez Żydów”, była autorką skrajnego ataku na Dzienniki powojenne Marii Dąbrowskiej za ich rzekomą antysemicką „ksenofobię”. W 48 numerze „Ex Libris” z 1994 r. wystąpiła za odrzuceniem całej literatury polskiej jako niepotrzebnego, bezużytecznego balastu, pisząc expressis verbis: (…) przestańmy uważać, że literatura polska musi istnieć. Nie musi. Nawet jeżeli zniknie – i tak będzie w Polsce istniała jakaś literatura. Każdy będzie mógł sobie coś wybrać z ogromnej światowej oferty (…). Zdaniem Dunin literatura polska to patos, nuda i troska, bez żadnego rezonansu społecznego, i trzeba przestać się nią zajmować, zanurzając się bez reszty wbogactwie literatury światowej. Co dla Kingi Dunin oznacza bogactwo światowej oferty, można się domyślić czytając reklamowane na łamach „Ex Libris” różne Harlequiny.
Poglądy „europejki” z „Ex Libris” na temat literatury rodzimej spotkały się z ostrą krytykąWłodzimierza Odojewskiego, znakomitego polskiego pisarza, żyjącego od wielu lat na emigracji. W tekście Czy literatura polska jest niepotrzebna („Tygodnik Powszechny” z 3 kwietnia 1994), Odojewski polemizował ze stanowiskiem tych, którzy nie rozumieją znaczenia własnej literatury dla przetrwania narodu, i za wszelką cenę reklamują światowy chłam. Jego zdaniem są oni tak jak exlibrisowa autorka – nie wiem, czy świadomie kontynuatorami poglądów i haseł internacjonalistycznych, lansowanych w niedalekiej przeszłości przez komunistyczne partie, zmienili oni tylko barwę swych sztandarów i kierunek ze wschodniej na zachodnią adorację. Być może nie zdają sobie też sprawy, że maszerując pod tymi sztandarami do Wspólnoty Europejskiej – sztandarami upodobnienia, ujednolicenia, stopienia się z resztą Europy, robią fatalną przysługę naszemu społeczeństwu, nie wprowadzają tam bowiem nacji, bo nacja musi mieć swoją odrębną kulturę, swoje zakorzenienie, swoją duchowość, ale grupę regionalną, a jako grupa regionalna tak naprawdę nikogo we Wspólnocie Europejskiej nie interesujemy, interesująca jest osobność nadająca narodowi osobowość, odrębność, specyficzność, które mogą być owymi cennymi kamykami dorzuconymi do mozaiki Europy Ojczyzn (…).
Kazimierz Dziewanowski, publicysta, były ambasador w USA. W 1987 roku autor jednego z najgwałtowniejszych ataków na Władysława Siłę-Nowickiego za jego obronę polskich racji w polemice z Janem Błońskim na łamach „Tygodnika Powszechnego” Dziewanowski wychwalał antypolskie oszczerstwa Błońskiego, sławiąc go za to, że wreszcie, nazwał rzeczy po imieniu. Twierdził, że Błoński miał prawo, a nawet obowiązek (!!!) napisać taki artykuł. Swój tekst Dziewanowski zatytułował: Proszę nie mówić za mnie, zarzucając Sile-Nowickiemu, że śmie wypowiadać się w imieniu milionów Polaków, urażonych przez antypolskie pomówienia Błońskiego. W nagrodę za taką postawę, obcą jakiemukolwiek poczuciu polskiej godności narodowej, Dziewanowskiego mianowano, z poręki Geremka, ambasadorem za rządów Mazowieckiego w tak kluczowym dla polskich interesów państwie, jak Stany Zjednoczone. Nic nie wiadomo by na tym stanowisku zrobił cokolwiek istotnego dla obrony dobrego imienia Polski. A zwłaszcza dla przeciwstawienia się tak przybierającemu na sile właśnie w Stanach Zjednoczonych najjadowitszemu żydowskiemu antypolonizmowi.
Henryk Grynberg, pisarz, wyemigrował z Polski pod koniec 1967 r. W licznych książkach wydanych w Polsce w ostatnich latach (m.in. Dziedzictwo), artykułach i wywiadach, dawał wyraz fanatycznej, zapiekłej nienawiści do Polski i Polaków. W „Naszej Polsce” z 27 czerwca 1996 r. przytaczałem już „odkrywcze” teorie Grynberga, jak to Polacy znakomicie dorobili się w czasie drugiej wojny światowej (na majątkach Żydów). U Grynberga, podobnie jak u Edelmana i Turowicza, obserwujemy z biegiem lat ten sam schemat skrajnego pogarszania ocen zachowania Polaków wobec Żydów. Jeszcze w listopadzie 1968 roku Grynberg pisał na łamach paryskiej „Kultury” o potrzebie pamiętania również o aktach szlachetności, ofiarności, odwagi i braterstwa Polaków w niesieniu pomocy Żydom. Teraz w jego książkach, artykułach i wywiadach wyraźnie dominuje krańcowe przyczernianie obrazu Polski i Polaków. Grynberg kreśli wizje krwiożerczych Polaków, którzy zawsze zdradzali Żydów, rabowali ich i mordowali. W amerykańskim czasopiśmie „Midstream” z kwietnia 1991 r. Grynberg postawił już nawet znak równania między AK i stalinowską bezpieką.
Ojciec Grynberga został zamordowany – według jego relacji – przez polskiego chłopa, któremu w swoim czasie zostawił dwie krowy. Stąd źródło ciągłej nienawiści, i to nie tylko do tego chłopa, ale generalnie do Polaków, chrześcijan. Pisał w DziedzictwieNie potrafię przebaczyć. Nie chcę. Nie czuję się upoważniony (…). Uważam, że sprawiedliwe jest potępienie. Wieczne bez przedawnienia. Komentując te słowa Grynberga o wiecznym potępieniu krytyk Tadeusz Drewnowski zapytywał w „Polityce” (z 11 grudnia 1993): Potępienie całego wschodniego Mazowsza? Całego – prócz rodaków – świata? I opowiedział się za czymś wręcz odmiennym od Grynbergowskiego przesłania – za potrzebą ludzkiego wybaczenia. Dodajmy, że zastygły w nienawiści Grynberg, wciąż tę nienawiść rozpamiętujący, ciągle wypomina Polakom śmierć ojca, zabitego przez prymitywnego, pazernego chłopa, a coraz bardziej zapomina o tym, że on sam i jego matka uratowali się właśnie dzięki Polakom. Dzięki człowieczeństwu takich osób, jak Pszczółkowska czy Orlińscy, o których jeszcze pisał w „Twórczości” z 1965 roku (nr 6, s. 52-60) w utworze Wojna żydowska, a o których teraz wyraźnie już nie chce wspominać. Teraz woli tworzyć antychrześcijańskie uogólnienia: Dobrzy chrześcijanie chętnie i szczerze współczują żydowskiemu losowi. Nie mogą się tylko pogodzić z równouprawnieniem Żydów(H.Grynberg: Życie osobiste, wyd. podziemne „Fakt”, Łódź 1988, s. 23).
Grynbergowska obsesja wiecznej nienawiści, bez przedawnienia, wydaje się szczególnie szokująca dla narodów, tak jak polski wychowany we wręcz przeciwstawnej tradycji chrześcijańskiej. Tradycji, która stała się źródłem płomiennego apelu polskich biskupów z 1965 roku do Niemców: „Przebaczamy i prosimy o przebaczenie”. Dodam, że osobiście nigdy nie przestałem odczuwać tak bolesnej straty ojca, zamordowanego przez Niemców, gdy miałem tylko cztery lata. A jednak już jako początkujący publicysta (w wieku dwudziestu trzech lat) zamieściłem w „Polityce” w 1963 roku artykuł apelujący o to, abyśmy opisując historię stosunków z Niemcami nie pisali tylko o ciemnych stronach wzajemnych stosunków, ale szukali również innych tradycji – pamięci o zbliżeniach typu wspaniałego przyjęcia polskich powstańców 1831 roku w Nadrenii. W stosunkach między narodami trzeba zachowywać pamięć, ale też i umieć wybaczać.
Wypowiedzi Grynberga to ciągłe absolutyzowanie jako jedynej i wyłącznej tragedii narodu żydowskiego i zupełna niewrażliwość na tragedię innych narodów, śmierć milionów Polaków, Rosjan etc. Grynberg zaatakował na przykład zdanie Nałkowskiej z MedalionówLudzie ludziom zgotowali ten los, wykrzykując – to nieprawda. To ludzie Żydom zgotowali ten los. Polemizując z tą tak uproszczoną wizją Grynberga, pisarz Andrzej Braun stwierdził: Holocaust to było coś, co tylko Żydzi przeszli. Jak gdyby innych narodów nie wymordowano. Przepraszam, a Indian, Azteków nie wymordowano? I wielu innych społeczności, narodowości, kultur? (cyt. za My – w smudze czasu… Rozmowa z Andrzejem Braunem, „Literatura” 1989, nr 7, s. 16). Przypomnijmy, że A.Braun w 1968 roku oddał legitymację partyjną w 1968 roku na znak protestu przeciw urzędowej fali antyżydowskości.
Grynberg milczy o antypolskim zachowaniu się dużej części Żydów na kresach wschodnich w latach 1939-1941, o roli Żydów jako czołowych katów w UB, ale za to tym chętniej porównuje polskie wydarzenia marcowe 1968 roku do Holocaustu (zrobił to w przemówieniu w PEN-Clubie). Jeszcze 7 marca 1992 r. w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej” stwierdził o marcu 1968 r., że były to najhaniebniejsze prześladowania Żydów od upadku III Rzeszy (por. „Rzeczpospolita” 7-8 marca 1992 r.). W tekstach Grynberga nie ma natomiast nawet cienia refleksji o rzeczywistych zbrodniach, popełnionych przez niektórych Żydów, jak choćby wymordowania ponad 250 Arabów, w tym kobiet i dzieci, w 1948 roku w wiosce Deir Jassin, które uroczyście pobłogosławił przyszły izraelski premier – „humanista” Menachem Begin.
Najbardziej szokuje niebywały tupet, z jakim pisarz i aktor Henryk Grynberg kreuje się na historyka stosunków polsko-żydowskich i domorosłego historyka literatury. W artykule dla „Wprost” z 31 maja 1992 r. pt. Zagadka Mickiewicza, Grynberg oskarżył wybitnych polskich historyków literatury typu Stanisława Pigonia o antysemityzm ze względu na odrzucanie przez nich mitu o żydowskim pochodzeniu Mickiewicza. Według Grynberga odrzucanie to dowodzi, jakgłębokie są korzenie antysemityzmu w polskiej filozofii (!!!). Nie przeszkodziło to Grynbergowi w tym samym artykule ubolewać na tym, że Mickiewicz przejściowo uległ presji antysemickiej w „Księgach pielgrzymstwa i narodu polskiego”. Zaraz znalazł wytłumaczenie, że Mickiewicz potrzebował antysemickiego alibi, co świadczy jak przemożna była presja antysemityzmu. W tym samym artykule Grynberg zaatakował prof. Pigonia za to, że twierdził, iż Żydzi popierali w 1812 roku Rosję przeciw Napoleonowi, szpiegowali na rzecz Rosji. Zdaniem Grynberga takie twierdzenie zostało wyssane przez prof. Pigonia z antysemickiej wyobraźni, bo Żydzi mieli o wiele więcej powodów, żeby sprzyjać Napoleonowi – który w podbitych krajach dawał im prawa obywatelskie, a kolaboracjonistów miał carat zawsze więcej wśród Polaków bez żadnych „przymieszek”. Niedouczek Grynberg nie doczytał licznych historyków, w tym M.Handelsmana, Kutrzeby, rosyjskiego historyka Schildera, żydowskich historyków S.Hirszhorna i J.Schalla, którzy zgodnie pisali o maksymalnym poparciu Żydów dla Rosji przeciw Napoleonowi. Żydzi gremialnie poparli cara przeciw Napoleonowi, ponieważ przewodzący im skrajnie konserwatywni rabini chasydzcy bali się jak ognia nowoczesnych praw Napoleona. Żydowski historyk Jakub Schall pisał w Dziejach Żydów na ziemiach polskich, że w 1812 rokuChasydzi garną się do ciemnej Rosji i do cara jako do wrogów postępu i Napoleona. W wielu książkach m.in. u rosyjskiego historyka Schildera, czy w Listach litewskich J.U.Niemcewicza można przeczytać znamienne fakty o szpiegostwie Żydów na rzecz Rosji. Gdy zaś chodzi o kolaboracjonistów, to przypomnijmy znów, że w czasie Powstania Listopadowego Żydzi wyraźnie dominowali wśród prorosyjskich szpiegów (pisze o tym M.Mochnacki), że Żyd, właściciel winiarni Rosenthal wydał carskiej policji słynnego emisariusza Szymona Konarskiego, że Artur Goldman wydał Traugutta etc.
Ireneusz Krzemiński, socjolog wyspecjalizowany w badaniu tzw. antysemityzmu w Polsce. Jego badania na ten temat finansuje Komitet Badań Naukowych (KBN) – (por. „Rzeczpospolita” z 28-29 listopada 1992). Pytanie, czy KBN w obecnym składzie kiedykolwiek zdobędzie się na finansowanie badania problemów antypolonizmu za granicą i u nas w kraju, problemów o ileż bardziej nabrzmiałych, jak wskazuję w swoim cyklu. O ile wiem Ireneusz Krzemiński jest jak dotąd jedyną osobą pośród polskich środowisk filosemickich, która zdobyła się na publiczne przeproszenie z powodu fałszywego pomówienia o rzekomy antysemityzm. Pomówienie odnosiło się do Tomasza Wołka, przez kilka lat redaktora naczelnego „Życia Warszawy”. Wymowny był sam tekst przeproszenia pt. Przepraszam Pana Wołka („Gazeta Wyborcza” z 21 listopada 1990 r.). Krzemiński pisał tam: Mniej więcej rok temu w czasie II Kongresu Gdańskich Liberałów zarzuciłem p. Tomaszowi Wołkowi posiadanie i głoszenie antysemickich przekonań. Czyniłem to w dobrej wierze, wiedziony poglądami tzw. środowiska (podkreślenie J.R.N.). Jednakże mimo lektury Jego licznych artykułów nie udało mi się znaleźć tekstu, który byłby świadectwem antysemickiego poglądu na świat. Niniejszym więc chciałbym przeprosić Pana Wołka. Ciekawa była w ogóle sama metoda – najpierw zaatakowanie publiczne w czasie Kongresu pod zarzutem antysemityzmu, a potem szukanie na to dowodów.
Mieczysław F.Rakowski, polityk PZPR. Jako redaktor naczelny „Polityki”, a później wicepremier i w końcu premier PRL, główny protektor publicystycznego lobby filosemickiego od Urbana po KTT i Kałużyńskiego. „Wsławiony” rozlicznymi „donosami na Polskę”, skrajnymi uogólnieniami negatywnymi o polskich cechach narodowych, m.in. w niemieckiej prasie. Obecnie redaktor naczelny skrajnie nudnego marksistowskiego periodyku „Dziś”.
Dariusz Szymczycha, dziennikarz. Redaktor naczelny SDRP-owskiej „Trybuny”. Utrzymuje ją w stanie krańcowej nudy, że odstrasza najwytrwalszych czytelników. Decyduje o tym prezentacja licznych skompromitowanych dziennikarzy czasów minionych w stylu starego stalinowcaKazimierza Koźniewskiego, dziś tropiciela „polskiego antysemityzmu”. Trudno byłoby w „Trybunie” szukać obrony polskich interesów narodowych, choćby w gospodarce czy polityce zagranicznej. Wystąpienia w obronie tych interesów dla Szymczychy oznaczają „zapach zaścianka, smrodek za mocno narodowy” (por. jego tekst w „Trybunie” nr 54 z 1995 r., s. 6). Znamienna była pełna pasji replika Szymczychy z 4 lipca 1995 r. na artykuł w „Słowie – Dzienniku Katolickim”, krytykujący jednostronność polemiki z ks. Prałatem Jankowskim i domagający się, by raz wreszcie zabrać się za rozliczenie z antypolonizmem. Szymczycha natychmiast uznał to za próbę odwrócenia uwagi od „najważniejszego” problemu owych dni – obrazu „narodu wybranego”, jaką przypisano księdzu Jankowskiemu.
Krzysztof Turowski, dziennikarz, realizator wyjątkowo partacko robionego programu telewizyjnego pt. Godzina szczerości, popularnie zwanej „Godziną wazeliny”. Częstokroć w programie tym dochodziło do eksponowania antypolonizmu i skrajnego filosemityzmu. Tak jak to miało miejsce w niedawnej Godzinie szczerości Janem Karskim. Poglądy „europejczyka” Turowskiego dobrze ilustrowała jego wypowiedź w jednym z programów Godziny szczerości o patriotyzmie: To dziś trąci staroświeckością (cyt. za tekstem T.Kraśki w „Globie” z 30 lipca 1992 r.).
„NASZA POLSKA” NR 35/1996.


Stanisław Barańczak, poeta i krytyk, jeden z ulubionych idolów michnikowców. Przebywa od kilkunastu lat w Stanach Zjednoczonych, gdzie wykłada na uniwersytecie. Odpowiadając w ankiecie „Polityki” (z 9 kwietnia 1994) na pytanie: Wracać czy nie wracać do kraju? odpowiedział, że pytanie to niecałkiem stosuje się do niego. Ono stosuje się jedynie do mojego „ja” fizycznego, którego miejsce przebywania w danym momencie w danym punkcie kuli ziemskiej jest sprawą drugorzędną i zależną od trywialnych okoliczności, takich jak miejsce zatrudnienia i sposób zarabiania na życie, dom, sprawy rodzinne, przyzwyczajenia itp. Wyraźnie upodobawszy sobie Stany Zjednoczone i amerykańską pensję dla rozwoju swojego „ja” fizycznego, Barańczak nie zapomina jednak o rodakach rozwijających swe „ja” fizyczne w kraju między Odrą a Bugiem. Robi, co może, by obrzydzić im właśnie to, co ich najmocniej podtrzymuje na życiu w pobalcerowiczowskiej Polsce – etos polskości, najpiękniejsze symbole polskiego życia duchowego. W 1995 roku Barańczak wydał w Krakowie skrajnie partacką parodię różnych słynnych polskich wierszy patriotycznych, wzbudzając powszechne oburzenie wśród ludzi czujących i myślących po polsku (por. np. tekst Elżbiety Morawiec: Paskudna książka Barańczaka, „Tygodnik Solidarność” z 15 września 1995 r.).
Barańczak umieścił w swym tomie pozbawione choćby krzty smaku i przyzwoitości szydercze przeróbki różnych wierszy patriotycznych. Oto charakterystyczna przeróbka zwrotki wiersza J.Kasprowicza:
Rzadko na moich wargach. Niech dziś to warga ma wyzna
Gości krwią przepojony najdroższy wyraz ojczyzna.

U Barańczaka zwrotka ta, poddana odpowiedniej satyrycznej przeróbce brzmiała:
Rzadko na moich wargach zjawia się święta jedyna
w dymie pożarów wędzona Najdroższa nazwa słonina.

Przejmujący wiersz Mickiewicza Śmierć pułkownika został przerobiony u Barańczaka na Kieł Pułkownika ze „Słonicą Bohater Trąbonosą Emiliją Plater”. Szczególnie oburzające dowcipy Barańczaka z przepowiedni Słowackiego na temat Papieża-Polaka z odpowiednim „komentarzem” do pontyfikatu Jana Pawła II – ilustracją papieża ze słoniową trąbą zamiast twarzy. I to wszystko wydano w „mieniącym się katolickim” wydawnictwie „Znak”. Zdumiewali się komentatorzy, omawiając znajdujące się wyraźnie na granicy grafomanii antypatriotyczne i antyreligijne parodie Barańczaka.
Wiosną 1996 roku Barańczak był autorem obrzydliwego listu, atakującego prezesa Kongresu Polonii Amerykańskiej Edwarda Moskala za jego stanowcze, pełne godności wystąpienie przeciw ciągłym polskim ustępstwom wobec lobby żydowskiego. Barańczak twierdził w swym liście, że premier Moskal nie ma jakoby prawa występować w imieniu Polaków w tej sprawie, bo On, Barańczak, ma zupełnie odmienną opinię na ten temat. I tak mamy nowy swoisty model patriotyzmu a la Barańczak: Do kraju nie wracać, by nie poniosło uszczerbku fizyczne „ja” autora, bo tam Ojczyzna, gdzie dobrze. Więź z Krajem wyrażać przez wyszydzanie najdroższych dla Polaków symboli, a więź z emigracją poprzez ataki na jej przywódców, broniących dobrego polskiego imienia.
Wojciech Giełżyński, dziennikarz. Typowy przykład filosemickiego koniunkturalizmu, tym gorliwszego, że musi odrabiać stare grzechy z 1968 roku. Giełżyński należał bowiem do „rycerzy” pomarcowej kampanii moczarowskiej. W paszkwilanckiej broszurze „Oko w oko z polityką” (wyd. „Iskry”, Warszawa 1968), Giełżyński z furią demaskował między innymi byłego członka bandy Łupaszki, Jasienicę, piewcę „zachodniego liberalizmu” Antoniego Słonimskiego, wojującego katolika Kisielewskiego, czołowego adwokata dobrych przedwojennych czasów (s. 27 broszury). Piętnując kapitalizm i wściekłość propagandy syjonistycznej, młodych wichrzycieli antysocjalistycznych (s. 9) wysławiał niebywałe jego zdaniem osiągnięcia demokracji socjalistycznej, wzoru wolności dla gniecionej przez imperializm reszty świata.
Piętnując imperialistycznych i syjonistycznych wrogów ludu, Giełżyński powoływał się na odpowiednie „autorytety”: K.Kąkola (s. 5), W.Machejka (s. 11), W.Gomułkę (s. 9 i 25),J.Cyrankiewicza (s. 16). W tymże 1968 roku w odrębnej książce Demokracja socjalistyczna Giełżyński zapewniał już na jej pierwszej stronie: (…) zdezorientowani studenci w dniach wydarzeń marcowych domagali się demokracji, czyli tego właśnie, co ustrój socjalistyczny zrealizował już w sposób pełniejszy niż jakikolwiek z dotychczasowych ustrojów znanych dziejom ludzkości (…). Ciekawe, z jakim uczuciem czytali te wyznania Giełżyńskiego studenci ze świeżą pamięcią milicyjnych pałowań czy osoby wyrzucone w pomarcowych czystkach.
Minęły lata, przyszła inna koniunktura. I oto Giełżyński odżywa w roli tropiciela polskiego „antysemityzmu”. W 1989 z hukiem ogłasza zaprzestanie publikowania na łamach „Ładu”, by zaprotestować przeciw drukowi na jego łamach „antyżydowskich” tekstów J.Korwin-Mikke. Stara się jak może, by przypodobać się dominującemu filosemickiemu lobby. Ostatnio na łamach „Rzeczypospolitej” z 24-25 sierpnia, atakując ROP jako rzekomy obóz populistów-ksenofobów, który twórczo przetworzył fenomen tymińszczyzny.
Agnieszka Holland, reżyser filmowy. Przebywa od 1981 roku za granicą (od lat jej stałym miejscem pobytu stała się Francja). Podobnie jak Barańczak, nie wyraża skłonności do szybkiego powrotu do Polski. Tłumaczy to tym, że parę rzeczy przeszkadza jej w Polsce w sposób dojmujący. A konkretnie: Przeszkadza mi antysemityzm oraz głupota, cynizm i korupcja polityków. Przypomnijmy więc, że we Francji nie brakuje ani antysemityzmu, ani korupcji polityków (sławna historia samobójstwa premiera, przyłapanego na korupcyjnej aferze etc.).A.Holland jest córką znanego komunistycznego dziennikarza Henryka Hollanda, którego aresztowano w 1961 roku za ujawnienie partyjnych tajemnic francuskiemu korespondentowi (w czasie rewizji w jego mieszkaniu Holland wyskoczył z okna). Udział wpływowych przedstawicieli („puławian” – frakcji żydowskiej KC PZPR) w pogrzebie Hollanda, Gomułka potraktował jako antypartyjną manifestację. Po śmierci Hollanda esbecja prześladowała jego córkę, która związała się z ruchem dysydenckim.
Utalentowana reżyserka filmowa A.Holland ma niestety zbyt wiele uprzedzeń wobec Polski i Polaków, tak jak świadczy cytowana na wstępie wypowiedź. W wywiadzie dla „Super Expressu” z 23-24 września 1995 wyznała: Nie mam specjalnych sympatii ani dla katolicyzmu, ani dla Kościoła, ani tym bardziej dla kleru. Mimo to zdecydowała się na zrobienie filmu na „modny” w swoim czasie temat o zamordowaniu księdza Popiełuszki. Nie czując polskiego katolicyzmu poszła zupełnie na komercję, w której nieważne były prawdziwe fakty o męczeństwie księdza.Centralną postacią jej filmu Zabić księdza była nie ofiara – ksiądz Popiełuszko, lecz jego zabójca, kat, kapitan Piotrowski (por. recenzja M.Pawlickiego Zabić znaczy przegrać, „Tygodnik Kulturalny” z 26 lutego 1992).
Starając się o komercyjność Holland tworzyła odpowiednią aurę erotyczną wokół postaci księdza (wątek zakochanej w Popiełuszce Ewy) (por. szerzej recenzję Stefana Muchy: Zabić księdza Agnieszki Holland, „Ład”, 12 listopada 1989). Nawet komentatorka z miesięcznika „europejczyków” – „Respublica” (nr 2 z 1989) Małgorzata Dziewulska uskarżała się na rażące nasze uczucie prawdziwości wątku masowego kina zachodniego w filmie Holland, stwierdzając m.in.: (…) zaakceptowałam ten film, choć i mnie na początku przeszły ciarki na widok hollywoodzkiej wersji nocy trzynastego grudnia (…). Ksiądz wygląda jak reklama rakiet tenisowych – w najlepszym wypadku – a pasty do zębów w najgorszym (…). Agnieszka Holland nie tylko przedstawiła nieprawdziwie Polskę stanu wojennego, lecz w ogóle, jak to się mówi, odwróciła kota ogonem. Zaprzeczyła naszemu pojęciu o tym, kim był ojciec Popiełuszko i kim jest Grzegorz Piotrowski (…). Maciej Pawlicki zaś konkludował, komentując skutki współpracy Holland z komercyjnymi producentami zachodnimi: (…) Wyraźnie widać, że Holland wielokrotnie iść musiała na kompromisy, które niekiedy niebezpiecznie zbliżają się do granicy dobrego smaku.
Ta skłonność do ciągłych wielkich kompromisów z komercją cechuje ciągle filmy Holland, choćby jej najbardziej okrzyczany film Europa, Europa, tworzony wyraźnie według różnych uproszczonych stereotypów. Obok ciekawej postaci głównego bohatera Szymona Perela, młodego Żyda ratującego się dzięki udawaniu Niemca i działającego w Hitlerjugend, obserwujemy obraz młodego Polaka-„antysemity”, który płaci w końcu śmiercią za swą antysemicką zajadłość i obraz dobrego Niemca. W „Przeglądzie Tygodniowym” z 29 marca 1992 r. komentowano film Europa, Europa jako kolejny dowód na to, że Agnieszka Holland (…) idzie na bardzo poważne kompromisy z koniunkturalnie reagującym tzw. widzem masowym (…).
Andrzej Jonas, dziennikarz „nawrócony” na „Solidarność”, były pracownik tygodnika „Tu i Teraz” (w latach 1982-1984), kierowanego przez osławionego janczara stanu wojennego Kazimierza Koźniewskiego. Założyciel i redaktor naczelny wpływowego pisma polskiego w języku angielskim „The Warsaw Voice”. Jego postawę dobrze ilustrują słowa wypowiedziane w nocnej dyskusji o patriotyzmie (w styczniu 1995 roku), którą prowadził w telewizji: Mamy wiele kłopotów z patriotyzmem. W czasie, gdy powszechnie się widzi, jak wielkim problemem jest słabnięcie polskiego patriotyzmu, podważanie polskich tradycji narodowych, p. Jonas et consortes mają wciąż „wiele kłopotów” z polskim patriotyzmem.
Krzysztof Skubiszewski, były minister spraw zagranicznych, założyciel Rady Polityki Zagranicznej. Jako szef MSZ-u w rządzie T.Mazowieckiego był od początku całkowicie uzależniony od kierownictwa lewicy OKP, które wiedziało o niechlubnych kartach z jego przeszłości. Chodziło nie tylko o dziwnie mało wspominane członkostwo Skubiszewskiego w Radzie Konsultacyjnej przy Jaruzelskim, ale o długotrwałą karierę w roli TW pod pseudonimem „Kosk”. Tylko absolutne poparcie udecji uratowało Skubiszewskiego przed skutkami publicznego ujawnienia faktów jego tajnej współpracy z reżimem – najpierw przez doradcę premiera Olszewskiego Krzysztofa Wyszkowskiego, a później w związku z ogłoszeniem tzw. Listy Macierewicza. Przeszłość Skubiszewskiego nie pozostała bez wpływu na jego fatalne z punktu widzenia polskich narodowych interesów zachowanie w decydującym momencie finalizowania traktatu z Rosją w maju 1992 – katastrofalnym ustępstwom Skubiszewskiego wobec Rosjan zapobiegła w ostatniej chwili bezpośrednia interwencja Olszewskiego. Podatność Skubiszewskiego na podaże w związku z jego przeszłością wpłynęła przypuszczalnie również na jego skrajny serwilizm wobec Amerykanów.
Znany z niebywałego nadęcia Skubiszewski był swoistym Profesorem Pimko polskiej dyplomacji. Największy samochwał wśród ministrów III RP, starał się jako sukces przedstawić najbardziej oczywiste nawet fiaska swej polityki, vide np. przedstawienie jako sukcesu fatalnego blamażu w związku z oficjalną wizytą szefa polskiego MSZ-u w Białorusi, katastrofalnie nieprzygotowaną (Białorusini wystąpili podczas tej wizyty(!!!) z roszczeniami terytorialnymido Polski!).
Fetowany przez udecką prasę jako pewny kandydat na fotel sekretarza generalnego ONZ, Skubiszewski znalazł się na 11 miejscu wśród 14 rozpatrywanych kandydatów, z zaledwie dwoma głosami oddanymi na jego kandydaturę (por. „Życie Warszawy” z 30 listopada 1991).
Niezwykle pyszałkowaty, wręcz despotyczny wobec podwładnych, Skubiszewski dosłownie jadł z ręki Geremkowi. Wiedział, że przy takich „hakach”, jakie ma w swym życiorysie, musi posłusznie słuchać wszechwładnego guru udecji. Przy serwilizmie Skubiszewskiego, człowiekiem, który faktycznie decydował o wszystkich nominacjach nowych ambasadorów, był filar lobby filosemickiego Bronisław Geremek. I tak to formalnie pod batutą Skubiszewskiego wciąż wzrastała liczba ambasadorów, nie mających nic wspólnego z obroną polskich interesów narodowych, za to tym wrażliwiej reagujących na postulaty żydowskiej diaspory.
Za kadencji Skubiszewskiego równolegle do skrajnych zaniedbań w polityce wschodniej i w ogóle w stosunkach z sąsiadami, za ministerium Skubiszewskiego nadano szczególnie wysoką rangę stosunkom z Izraelem. Na łamach periodyku „Puls” zdumiewano się: (…) Prezydent Wałęsa składa wizytę w Izraelu w pół roku zaledwie od rozpoczęcia swej kadencji i przed ważnymi wizytami w krajach sąsiednich: Związku Sowieckim, Czecho-Słowacji i Niemczech. Oznacza to, że do wizyty tej przywiązuje się w Belwederze szczególne znaczenie: bieżące stosunki polsko-izraelskie nie uzasadniają jednak takiej oceny (…). Dodajmy, że fatalnie przygotowana przez resort Skubiszewskiego wizyta Wałęsy w Izraelu skończyła się zupełnym blamażem. Wałęsa wystąpił z przeprosinami pod adresem Żydów, które duża część prasy światowej zaakceptowała jako przepraszanie przez Polaków za wymordowanie Żydów w czasie wojny. Przyczyniło się do tego ordynarne zachowanie premiera Izraela Szamira, który w odpowiedzi na przeprosiny Wałęsy wygłosił obraźliwe dla Polaków przemówienie, w którym znalazł się skandaliczny pasus o polskich obozach koncentracyjnych. Strona polska ciężko zapłaciła za absolutne nieprzygotowanie programu wizyty i brak uzgodnienia tekstów przemówień Wałęsy i Szamira (o ileż zręczniej postąpili np. dyplomaci Egiptu, którzy przed wzajemnym spotkaniem głów państwa Egiptu i Izraela dokładnie uzgodnili teksty przemówień, które mieli obok siebie wygłosić). W zamian za obelżywe poszturchiwania Szamira (wsławionego już w 1989 publicznym atakiem na Polaków, którzy jakoby wyssali antysemityzm z mlekiem matki), Skubiszewski robił, co mógł dla spełniania postulatów Izraela kosztem naszych narodowych interesów gospodarczych. Tak było na przykład z rezygnacją pod presją Stanów Zjednoczonych i Izraela z wielkiego kontraktu na sprzedaż polskich czołgów do państw arabskich po zobowiązaniach, złożonych przez prezydenta Wałęsę w Izraelu (por. tekst S.Grzymskiego o Iranie, „Rzeczpospolita” z 5 sierpnia 1991 r.). Redaktor naczelny paryskiej „Kultury”, tak fetowany w kręgach „europejczyków”, Jerzy Giedroyć, nie ukrywał w tej sprawie swego skrajnego potępienia dla głupoty polskiej decyzji, mówiąc w wywiadzie dla „Polityki” z 19 października 1991: (…) Weźmy choćby aferę z czołgami. Polska miała sprzedać w rejon Zatoki Perskiej tysiąc czołgów, co było operacją dość istotną, biorąc pod uwagę stan naszego przemysłu wojskowego. Attache amerykański dał do zrozumienia, że jego rząd jest przeciwny tej transakcji i Polacy się podporządkowali. Kontrakt przejął Havel oświadczając, że interesy czeskie są dla niego najważniejsze. I okazało się, że Amerykanie doskonale to przełknęli. Nie było żadnych sankcji w stosunku do Pragi. Ale władzom polskim wystarczyło zmarszczenie brwi drugorzędnego urzędnika departamentu stanu. Jednostronna postawa proizraelska i skrajne lekceważenie stosunków Polski z krajami arabskimi zaprowadziły resort Skubiszewskiego do nieszczęsnego dla polskich interesów gospodarczych na Bliskim Wschodzie pomysłu reprezentowania przez Polskę interesów amerykańskich w Iraku w czasie Wojny Pustynnej.
„Zaszczyt” reprezentowania interesów amerykańskich w Iraku oznaczał faktyczne zerwanie realnych polsko-irackich kontaktów gospodarczych, które zapewniały pracę tysiącom polskich techników i robotników oraz wielkie pieniądze dla polskiego eksportu. Dodajmy, że fatalne błędy antyarabskiej polityki resortu Skubiszewskiego wzmocnione zostały dodatkowo przez działania ówczesnego ministra spraw wewnętrznych Krzysztofa Kozłowskiego (przez lata redaktora naczelnego „Tygodnika Powszechnego”). Na jego polecenie polski wywiad z Iraku pomógł tam w ratowaniu Amerykanów powiązanych z CIA, i co najgorsze – Kozłowski później tym się publicznie pochwalił. (Wbrew wszelkim zasadom pracy wywiadu i kontrwywiadu, umacniając nieufność i niechęć do Polski w krajach arabskich). Dodajmy, że Polska – bez żadnych rekompensat – choćby poprzez bardziej przyjazną politykę Izraela – pomogła w tranzycie kilkudziesięciu tysięcy Żydów z Rosji przez teren Polski, co też wpłynęło na pogorszenie stosunków z państwami arabskimi. Zawsze skrajnie spolegliwy wobec Izraela i żydowskiej diaspory minister Skubiszewski okazał się za to niebywale twardy w reakcji na propozycje arabskie. Stanowczo odrzucił prośbę kierowanej przez Arafata Organizacji Wyzwolenia Palestyny o pośredniczenie Polski we wzajemnych pertraktacjach między Palestyńczykami i Żydami. Okazało się później, że i tak doszło do nich – z pomyślnym skutkiem – bez skorzystania przez polskie MSZ z szansy poprawienia swego image’u w krajach arabskich.
Paweł Smoleński, dziennikarz „Gazety Wyborczej”, jeden z najskrajniejszych tropicieli „polskiego antysemityzmu” i „nacjonalizmu” na łamach „GW”. Między innymi autor skrajnej paszkwilanckiej napaści na generała Stanisława Skalskiego („Magazyn GW” z 29 października 1993), napaści na poznański – ZChN pt. Nam fanatyk nie przeszkadza, na łódzki ZChN i Łódzkie Porozumienie Obywatelskie („GW” z 25 sierpnia 1990), na Zygmunta Wrzodaka („GW” z 25 maja 1993). „Popisał się” również tekstem z jakiejś anonimowej wioski, w której Polacy rzekomo mordowali niegdyś Żydów („GW” z 14-15 sierpnia 1990) i atakiem na prawdziwych Polaków – chrześcijańskich „nacjonałów” w Przemyślu („GW” z 20 kwietnia 1991) oraz atakiem „narodowców” (Przymierze ludu z narodem, „GW” z 28 kwietnia 1990). W wydanej w 1989 roku w Paryżu książce Pokolenie kryzysu, Smoleński poświęcił osobny rozdział Twierdza nienawiści (s. 91, 102) atakowi na warszawską parafię przy ul. Zagórnej za dopuszczenie do sprzedaży literatury o antyżydowskiej wymowie. W 1991 roku Smoleński wydał po francusku w Paryżu książkę o „Gazecie Wyborczej” jako rzekomym zwierciadle demokracji, ze wstępem Michnika. Był to jakby książkowy odpowiednik tendencyjnego filmu B.Sulika In Solidarity (vide np. szczególnie zakłamane rozdziały o konflikcie polsko-żydowskim wokół oświęcimskiego Karmelu czy o „wojnie na górze”).
Niechęć do różnych polskich środowisk narodowych i obsesyjne tropienie „polskiego antysemityzmu” idą u Smoleńskiego w parze ze skrajną niechęcią do wszelkich idei głębszej dekomunizacji (por. np. tekst Smoleńskiego Łowcy głów, „GW” z 24 kwietnia 1991 czy atak na były zespół lustracyjny Macierewicza pt. Czas patriotów, „GW” z 13-14 czerwca 1992). Głośny stał się pełen przekłamań tekst Smoleńskiego Dzieci rewolucji („GW” z 15-16 lipca 1995), ogromny publicystyczny pomnik dla „czerwonego harcerstwa” walterowców Kuronia. Oto charakterystyczna próbka tekstu Smoleńskiego: (…) Mówiono o nich: czerwone, komunistyczne, żydowskie pionierstwo. Lecz to ich nie mogła strawić władza, a nie harcerzy w szarych mundurach. To ich zlikwidowano; byli zbyt groźni dla systemu (…). Kłamstwo Smoleńskiego polega na przemilczeniu faktu niezwykle wielkiej roli, jaką odegrali właśnie czerwoni walterowcy w rozbiciu tradycyjnego harcerstwa, kierowanego przez słynnego twórcę Kamieni na szaniec Aleksandra Kamińskiego. Przyznawał to nawet w swych wyznaniach autobiograficznychJacek Kuroń, despotyczny guru walterowców (Kuroń był naszym guru, lepił z nas nowych, lepszych ludzi – wyznawał Smoleńskiemu dawny czerwony walterowiec, a później wiceminister spraw zagranicznych III RP za Bartoszewskiego Robert Mroziewicz).
Jerzy Sosnowski, publicysta „Gazety Wyborczej”, tropiciel „polskiego antysemityzmu” i „nacjonalizmu”. Pisząc o polskim myśleniu o ojczyźnie w „GW” z 5 sierpnia 1991, Sosnowski stwierdził, że: (…) Nad Polskością otwartą na różnorodność, wzięło górę Polactwo: patriotyzm znerwicowany, ksenofobiczny, autorytarny (…). Charakterystyczną cechę Polactwa stanowi przekonanie, że w Polsce nie ma antysemityzmu, są natomiast Żydzi (…). Prawdziwy Polak dostrzega boleśnie ich obecność na eksponowanych stanowiskach (…). Ideałem dla Sosnowskiego byłoby jak najpełniejsze zerwanie z narodowymi tradycjami w Polsce, uwolnienie się od obciążenia bogoojczyźnianym fatum, garbem historii.
Edmund Szot, publicysta „Rzeczypospolitej”, autor stałego cotygodniowego przeglądu prasy „Na zdrowy rozum”. Znany ze skrajnego filosemityzmu i ataków na polski patriotyzm, tradycje narodowe i Kościół katolicki. Atakom na „polski antysemityzm” towarzyszy w jego tekstach uporczywe powtarzanie banialuk, że Mickiewicz był Żydem z pochodzenia, i tym podobne „odkrycia” (por. np. „Rzeczpospolita” z 2 kwietnia 1994 i 6 lipca 1994). Szot ciągle tropi „dowody” mniemanego polskiego „antysemityzmu”. Nie przepuści na ten temat żadnej informacji w najodleglejszym organie prasy terenowej. 30 kwietnia 1993 z ogromnym szumem powoływał się na przykład na informacje „Gazety Nowej” o antyżydowskich napisach w zielonogórskim osiedlu „Słoneczne”.
Szczególnym hobby Szota stało się wyszydzanie różnych cech narodowych Polaków. Czytając jego teksty, wciąż dokładające Polakom – przedstawianym jako mało okrzesany i zdolny naród, wyraźnie wyczuwa się sugestię, że Polacy egzystują głównie dzięki ratującemu nas, nieszczęsnych, zbawczemu zastrzykowi z krwi obcej. Vide np. rozważania Szota w „Rzeczypospolitej” z 6 lipca 1994 r. o tym, że nie ma żadnych dowodów, że Kopernik mówił po polsku i tym chętniej przypomnijmy, że największy poeta polski był synem Żydówki, największego polskiego muzyka spłodził Francuz, najwybitniejszy polski rzeźbiarz pochodził z Norymbergi, a najdzielniejszy polski król (Batory) znał tylko parę słów w naszym języku. Szot „wsławił się” haniebnym porównaniem żałoby w Polsce po klęsce po Maciejowicach do żałoby w Korei Północnej po śmierci KimIrSena („Rzeczpospolita” z 8-9 października 1994).
W Szotowym przeglądzie prasy wciąż natykamy się na skrajnie agresywne tony antychrześcijańskie, a przede wszystkim antykatolickie. Raz jest to wyeksponowanie brecht z jakiegoś terenowego dziennika o tym, że Jezus jakoby nie umarł na krzyżu, lecz żył długo z Marią Magdaleną. Innym razem katolicyzm jest przedstawiany jako symbol biedy, w przeciwieństwie do bogactwa protestantów (Szot wyraźnie jakby nic nie wiedział o bogatej katolickiej Bawarii czy Belgii!). W jednym z numerów „Rzeczypospolitej” (z 26 sierpnia 1995) Szot przykładnie „dołożył” biskupowi S.Głodziowi, przedstawiając go jako symbol Wszechpolactwa za krytykę takich „polskojęzycznych” czasopism jak „Wprost”. Jako wzór szczególnie godnej postawy Szot wybrał uczennicę liceum Anetę Grudzień, która napisała w „Kurierze Lubelskim”: Moim zdaniem, co najmniej nietaktem jest kreowanie w młodych ludziach postawy antyrosyjskiej i antyniemieckiej, a brak mi słów na określenie tego, że prawie każdy przedstawiciel innego państwa, odwiedzający nasz skądinąd piękny kraj, jest zapraszany na zwiedzenie obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu. Szot przyklaskuje pannie Grudzień i woła: Znamienny jest ten głos młodej Polki, gdyż dowodzi on, że polska młodzież dość ma już potępieńczych swarów oraz rozpamiętywania się w martyrologii. Zaduszki są raz w roku i chwatit. W tym szaleństwie jest metoda. Szotowi i jego kolegom zależy bowiem, żeby cały monopol na martyrologię mieli Żydzi i oni byli postrzegani jako jedyne ofiary drugiej wojny. A ci starannie już zabiegają, żeby zwiedzający Polskę przedstawiciele obcych państw zwiedzali głównie tereny getta warszawskiego lub żydowską ekspozycję w Oświęcimiu (vide naciski na odpowiedni program wizyty królowej Anglii Elżbiety II w Polsce). Poprzednicy Szota wcześniej zadbali, żeby przez dziesięciolecia w Warszawie był tylko pomnik Bohaterów Getta, a nie było pomnika Bohaterów Warszawy.
Wojciech Tochman, publicysta „Gazety Wyborczej”, który „wsławił się” skrajnymi napaściami na Związek Polaków na Litwie. Por. teksty Tochmana o wymownych tytułach: Raz na narodowo („GW” z 20 marca 1995), Polskość – co to znaczy? („GW” 29 marca 1995). W tym ostatnim tekście Tochman wyrażał zadowolenie, że „na szczęście” Polacy nie wygrali w wyborach w Wilnie, i atakował obciążone fobiami narodowe polskie getto na Wileńszczyźnie. Tochman jest zawziętym „tropicielem” dyskryminacji wobec Murzynów, Żydów, homoseksualistów i chorych na AIDS (por. tekst Tochmana: Z nimi nie tańczę, „GW” z 4 listopada 1994 r.).
„NASZA POLSKA” NR 36/1996


Seweryn Blumsztajn (przez przyjaciół Blumem nazywany), dziennikarz. W młodości jeden z komunistycznych walterowców z “czerwonego harcerstwa”, przedstawił ich panegiryczny obraz w książce Je rentre au pays (Paris 1985). Później jeden z przedmarcowych “komandosów” z grupy Michnika. Autor polakożerczych stwierdzeń: Przez setki lat Żyd nie był traktowany w Polsce jak bliźni i przez ogromną część społeczeństwa nie był też tak traktowany w czasie okupacji (“Gazeta Wyborcza” z 8 marca 1991 r.). Przypomnijmy więc znów kilka uparcie przemilczanych faktów. Słynny myśliciel żydowski, rabin krakowski Mojżesz Isserles pisał w XVI wieku, że jeśliby Bóg nie dał Żydom Polski jako schronienia, los Izraela byłby rzeczywiście nie do zniesienia (według książki znanego żydowskiego historyka B.Weinryba: The Jews of Poland. A Social Economic History of the Jewish Community in Poland from 1100 to 1800, Philadelphia, The Jewish Publication Society of America, 1972 r., s. 166). W monumentalnym dziele innego żydowskiego historyka Barneta Litvinoffa: The Burning Bush: Antisemitism and World History,London 1988, s. 92, czytamy że: Polska prawdopodobnie ocaliła żydostwo przed wytępieniem, ocaliła od zupełnego zaniku. Nawet tak lubiący perorować o polskim antysemityzmie Stefan Bratkowski przyznawał w “GW” z 18-19 sierpnia 1990 r.: Do XVIII wieku zwano Polskę w Europie “paradis Judaeorum” (tak nas określała jeszcze Wielka Encyklopedia Francuska). Paradis Judaeorum – raj dla Żydów, tak pisano o kraju, który Blumsztajn oskarża o niechęć do Żydów.
Faktem jest, że ogromna część Żydów nie zintegrowała się ze społeczeństwem polskim, wśród którego żyła. Tylko kto za to odpowiadał? Na pewno nie maksymalnie otwarte wobec innych społeczeństwo polskie, w którym z łatwością integrowali się Niemcy, Tatarzy, Ormianie. Istnieje na to ogromnie wiele przykładów. Przeszkodą w integracji byli przede wszystkim konserwatywni żydowscy rabini, którzy jak ognia bali się zintegrowania Żydów z Polakami, ich polszczenia, uważając, że poznanie języka polskiego przez ich wiernych spowoduje natychmiast ich przechrzczenie i odejście od wyznania żydowskiego ku katolicyzmowi. Istnieje aż nadto wiele świadectw autorów żydowskich od Leona Hollenderskiego po FeldmanaKorenfeldaLangego,SegalaHirszfelda, nawet Singera, pokazujących jak bardzo silna była niechęć do integrowania się z bliźnimi polskimi właśnie wśród Żydów. Nawet XX-wieczny przywódca syjonistów w Polsce W.Żabotyński pisał w książce Państwo Żydowskie (Warszawa 1937, s. 29): Getta tworzyliśmy sami, dobrowolnie.
Trudno ocenić czy to, co wypisywał Blumsztajn wynikało z totalnej niewiedzy, czy ze złej woli (ta ostatnia na pewno miała miejsce w przypadku publikujących jego banialuki redaktorów “GW”). Blumsztajnowi radzę przysiąść fałdów i zabrać się do studiów nad wyjaśnieniem źródeł skrajnego odizolowywania się od innych przez bardzo wielką część Żydów. Na początek radzę mu, by zabrał się do przestudiowania mądrej książki izraelskiego profesora Israela Shaka Jewish History, Jewish Religion (London, Boulder Colorado, 1994). Zwłaszcza tego, co znakomity naukowiec izraelski pisze o współczesnej ksenofobii w Izraelu i o sile oddziałujących tam dziś jeszcze pełnych nienawiści do chrześcijan zapisów z Talmudu, zalecających, aby nie-Żydów w żadnym razie nie traktować jako bliźnich.
Andrzej Drawicz, rusycysta, dziennikarz, były szef Radiokomitetu. W 1988 roku opublikował ogromniasty artykuł atakujący pomarcową kampanię propagandową 1968 roku, zarzucając jej propagowanie kryteriów rasistowskich etc. (por. “Tygodnik Powszechny”, nr 14-15 z 1988 r.). Artykuł Drawicza należał do najbardziej tendencyjnych i zakłamanych artykułów o marcu 1968 roku. Całkowicie przemilczał np. fakt wzajemnego zderzenia się wówczas dwóch PZPR-owskich frakcji partyjnych czy jakiekolwiek wcześniejsze błędy i świństwa żydowskiej frakcji PZPR-u, odpowiedzialność wielkiej części Żydów-komunistów za stalinizm. Co więcej, Drawicz starał się zaakceptować “wyjątkowość” marca 1968 r. i występujących wówczas partyjnych “egzekutorów” twierdząc, że oni nie mieli żadnych okoliczności łagodzących w postaci niewiedzy czy niepełnego zrozumienia tego, co czynili. Inaczej było natomiast w przypadku stalinistów. Według Drawicza: Ich poprzednicy w krzywdzeniu (czyli staliniści – J.R.N.) mogą przywoływać na swe usprawiedliwienie ideowe zaślepienie, wiarę w wyższe racje.Drawicz nie zająknął się tylko ani słowem nad różnicą w krzywdzeniu w czasach stalinizmu (gdy ludzie Bermana i Fejgina z zimną krwią zamordowali tysiące Polaków) a tym, co dotknęło wielu Żydów i Polaków żydowskiego pochodzenia po marcu 1968 roku. Pomija również zasadnicze różnice między grupami osób, które opuściły Polskę po marcu. Z jednej strony nagonka moczarowska dotknęła liczne osoby, najczęściej prostych ludzi, w pełni zintegrowanych z polskością i nagle padających ofiarą starcia gangów wewnątrzpartyjnych. Takich jak Klara Mirska, Polka żydowskiego pochodzenia, która jeszcze w 12 lat po wyemigrowaniu z Polski w 1968 roku, pisała o Polakach z tkliwością, bez negatywnych uogólnień, stwierdzając w kontekście losu Żydów w drugiej wojnie światowej, że nie wie, czy w jakimkolwiek innym narodzie znalazłoby się tylu romantyków, tylu ludzi bez skazy, tylu aniołów, którzy by z takim poświęceniem, z takim lekceważeniem własnego życia tak ratowali obcych (K.Mirska: W cieniu wielkiego strachu, Paryż 1980, s. 457). I właśnie takie świadectwa żydowskie o Polakach są konsekwentnie przemilczane przez ludzi z filosemickiego lobby. I była inna, bardzo znacząca grupa, złożona z dawnych stalinowskich krzywdzicieli, oficerów bezpieki, informacji wojskowej, zaciekłych antypolskich politruków. Dla nich wszystkich pomarcowa czystka stała się głównie okazją do wyjazdu na doskonałe synekury na Zachodzie (por. cytowaną w “Naszej Polsce” z 6 czerwca 1996 r. opinię Leopolda Tyrmanda).
Usprawiedliwianie stalinowskich “poprzedników w krzywdzeniu” przez Drawicza nie budzi szczególnego zdziwienia, gdy zważymy, że sam Drawicz należał w swoim czasie do fanatycznych stalinowców. Radośnie opiewał śmierć mieszczucha oraz konanie kapitalizmu (w wierszu na łamach czasopisma “Wieś” w 1952 roku) i wypisywał prawdziwe peany na cześć czołowej prosowieckiej targowiczanki Wandy Wasilewskiej (por. “Pokolenie” z 12 października 1952 r.). Komentując obraz przedstawionych w powieściach Wasilewskiej losów małej poleskiej wsi Olszyny, Drawicz pisał: (…) Polityka rządu sanacyjnego stworzyła między nimi a napływową ludnością polską mur nienawiści. Panowały wyzysk i ciemnota. Toteż wkroczenie Armii Czerwonej we wrześniu 1939 roku przyjęli olszyniacy z ogromnym entuzjazmem. Wyzwoleni od policyjnych pałek i ucisku, ocaleni przed hitlerowskimi bandytami – rozpoczynają nowe, lepsze życie (…). Książka (…) demaskuje przy tym z zawziętością i pasją urzędników i oficerów Andersa, obnaża mechanizmy zdrady, kierującej oddziały polskie w piaski Iranu zamiast na front stalingradzki i rozpętującej powstanie w Warszawie dla swych brudnych, politycznych celów. I wszystko to pisał syn wyższego urzędnika przedwojennego MSW, rozstrzelanego przez Rosjan w 1941 roku w Łucku na Wołyniu. Uprawianie serwilistycznej antypolskiej publicystyki łączył ze żmudną pracą komunistycznego agitatora, który objeżdżał różne regiony Mazowsza, by zaagitować chłopów do tworzenia spółdzielni produkcyjnych.
W latach 60. Drawicz był propagatorem “rozumnego konformizmu” na łamach “Radaru”. Ten “rozumny konformizm” interpretował, jak się zdaje, w sposób nieograniczony (vide informacja o Drawiczu jako TW, ps. Kowalski, “Zbigniew”; “Nasza Polska” 7 grudnia 1995 r.).
Po tym, jak został szefem Radiokomitetu za rządów T.Mazowieckiego, Drawicz robił wszystko, co tylko było możliwe dla uratowania przed usunięciem z Telewizji osób najbardziej nawet skompromitowanych w stanie wojennym. Pod jego egidą dalej doskonale prosperowali Tumanowicz, Małczyński etc. Co najlepsze, niechęć do głębszych zmian osobowych Drawicz tłumaczył swym respektem wobec etyki chrześcijańskiej, nakazującej unikania zemsty (por. “GW” z 30 stycznia 1990). Andrzej Wajda oburzał się wspominając w “Polityce” z 9 marca 1996 r., jak napotkał na totalny opór Drawicza wobec żądania usunięcia dawnych skompromitowanych twarzy z dzienników i programów politycznych telewizji. Według Wajdy, Drawicz wszedł do Telewizji po to, by nic nie zmieniać i tylko tak widział swoją rolę, uzgodnioną pewnie z Tadeuszem Mazowieckim. Jako szef Radia i Telewizji Drawicz maksymalnie popierał lobby filosemickie i kontynuował tak silny już za prezesury Urbana zalew telewizji przez różne programy i filmy o tematyce żydowskiej, nieproporcjonalny do ich wartości merytorycznej i artystycznej. To za urzędowania Drawicza jako prezesa wprowadzono również stałą audycję “Foksal 90”, popularyzując w skali całej Polski i maksymalnie nagłaśniając marginalne pod względem znaczenia środowisko we spotkania warszawskiej “elitki” przy ul. Foksal, utrzymane na niewielkim poziomie intelektualnym. Za prezesury Drawicza urządzono telewizyjną superpromocję żydowskiego pisarza-hochsztapleraJerzego Kosińskiego.
Na tle całej przeszłości Drawicza nie dziwi to, że ostatecznie zdjął przyłbicę w 1965 roku i otwarcie poparł Aleksandra Kwaśniewskiego w kampanii prezydenckiej (lizus Drawicz nazwał go Aleksandrem Znaczącym). Wspaniałą symbiozę z komunistami Drawicz ukoronował zamieszczoną w “GW” z 9-10 marca 1996 r. pochwałą Urbanowego “Nie” jako pisma zdrowego ze względu na swe funkcje wentylacyjne, przydającego się do higieny, żeby nie wszystko było nasycone kadzidłem.Największe szkody przynosi jednak działalność Drawicza jako skrajnego rusofila, z ogromną werwą atakującego na różnych łamach “obrażających Rosjan” oszołomów. Rusofilstwo Drawicza nie ma dosłownie żadnych granic. Do tego stopnia, że kiedy rozeszły się pogłoski, iż Drawicz ma zostać ambasadorem Polski w Moskwie, złośliwi mówili, że nie warto go wysyłać, gdyż jest sto razy lepszym ambasadorem Rosji w Warszawie (por. tekst K.Czabańskiego w “Rzeczypospolitej” z 16-17 grudnia 1995 r.).
Zofia Kuratowska, lekarz, polityk – wicemarszałek Senatu, radykalna działaczka lewicy Unii Wolności. Jak się zdaje wiele nauczyła się od swego męża – Grzegorza Jaszuńskiego, niegdyś jednego z najbardziej kłamliwych dziennikarzy-politruków żydowskiego pochodzenia. (Np. w książce Amerykańska odmiana faszyzmu, Jaszuński sugerował, że najaktywniejsi w upowszechnianiu faszyzmu w Stanach Zjednoczonych są bankierzy z Wall Street. Bankierzy-faszyści!!!). Kuratowska okazała się równie gorliwą w tropieniu faszystów. Porównała uczestników antybelwederskiej manifestacji w lutym 1992 r. z Ku-Klux-Klanem i dojściem Hitlera do władzy (!) ze względu na palenie kukieł, głoszenie antysemickich haseł (por. “Sztandar Młodych” z 26 lutego 1993 r.). W październiku 1991 r. Kuratowska zaatakowała biskupa Józefa Michalika za stwierdzenie: (…) Nieraz powtarzam i będę powtarzał, katolik ma obowiązek głosować na chrześcijanina, muzułmanin na muzułmanina, Żyd na Żyda, mason na masona, każdy komunista na komunistów (…) (por. “GW” z 2 października 1991 r.). W wywiadzie dla “Polityki” z 14 grudnia 1991 r. ostrzegała przed rzekomymi “nacjonalizmami” w programach niektórych partii, współtworzących “piątkę” partii centrowych i prawicowych. Wielu zaszokowało zachowanie Kuratowskiej podczas telewizyjnej dyskusji w magazynie “Luz” o patriotyzmie 21 lutego 1994 r. Jakiś nastolatek perorował w nim, że nie uważa się za patriotę i mógłby stąd wyjechać, bo to, co teraz się dzieje w Polsce to nacjonalizm, bo teraz wszyscy(podkr. J.R.N.) wołają, żeby bić Żydów, żeby bić Murzynów, a w Polsce nie ma faktycznie patriotyzmu. Zamiast sprostować tego typu skrajnie przesadne uogólnienia, Kuratowska skomentowała to słowami: Nie ma nic gorszego, i to nie jest patriotyzm ten Polak katolik i ten Polak nacjonalista. I tak to dzięki Kuratowskiej nagle wszedł do dyskusji dziwny znak równości katolik-nacjonalista (por. J.Pobóg: Zapiski doświadczonego telewidza, “Ład” z 6 marca 1994 r.).
W latach 80. Kuratowska korzystała ze schronienia pod opiekuńczymi skrzydłami Kościoła, działała w Prymasowskim Komitecie Pomocy Pozbawionym Wolności i Ich Rodzinom i w Duszpasterstwie Służby Zdrowia przy kościele św. Krzyża w Warszawie. Wówczas prezentowała się jako natchniona obrończyni wartości. Po 1989 roku agresywnie antyklerykalna. Powieszenie krzyża w Senacie przez jednego z senatorów porównała z czasami wojen krzyżowych i uznała zapróbę uczynienia kolejnego kroku w kierunku państwa wyznaniowego (por. O jeden krzyż bliżej, “Rzeczpospolita” z 12 grudnia 1992 r.). Ostro krytykowała wprowadzenie nauczania religii do szkół i stała się bardzo aktywną uczestniczką ruchu na rzecz legalizacji aborcji.
Kuratowska niejednokrotnie występowała za zapewnieniem maksimum praw dla mniejszości seksualnych, nie wyjaśniając konkretnie, jak ma wyglądać w praktyce egzekwowanie praw tych mniejszości. Czy na przykład przy doborze delegacji na wyjazdy zagraniczne trzeba zabezpieczyć odpowiednio równy udział także pedofilów, nekrofilów, zoofilów i sadystów, bezdyskryminowania żadnej grupy kochających inaczej? Kuratowska bojowniczka o prawa do legalizacji małżeństw homoseksualistów, opowiadała się między innymi za prawem par seksualnych do adopcji dzieci, które powinny ustabilizować ich życie uczuciowe i odwieść ich od niewierności. Nie zastanawiała się tylko, jak wpływ takich “rodziców” odbije się na psychice adoptowanych dzieci (por. komentarz paryskiego “Głosu Katolickiego” z 27 marca 1994 r.).
Kuratowska ma typową dla “Homo Sovieticus” skłonność do tropienia wrogów za wszelką cenę. W 1990 roku np. uznała konflikt wokół chorych na AIDS w Głoskowie za wynik działań wrogów rządu premiera Mazowieckiego (por. komentarz Stanisława Szareckiego: Wrogowie ludu, “Młoda Polska” z 7 lipca 1990 r.). Kuratowska wsławiła się wówczas stwierdzeniem, że sprawa AIDS w Polsce to trudny egzamin z demokracji dla naszego społeczeństwa. Jak komentowano – zdaniem Kuratowskiej to społeczeństwo powinno zdawać przed rządem egzamin ze swego demokratyzmu, a nie odwrotnie. W 1996 r. pod patronatem arcyliberalnej p. Kuratowskiej zorganizowano seminarium “Karać czy nie karać” (za narkomanię). Spotkanie “uświetnił” zaproszony przez p. Kuratowską specjalny amerykański ekspert Ethan A.Nadelmann, gorący przeciwnik karania za posiadanie narkotyków, bojest to nie do przyjęcia z punktu widzenia praw człowieka. Zdumiewa taka obrona narkomanów w czasie, gdy w przeciwieństwie do Polski w USA i w większości krajów Europy Zachodniej istnieją bardzo surowe kary za posiadanie narkotyków, a wprowadzenia takich kar wymaga od nas prawo międzynarodowe – konwencja wiedeńska (por. “Niedziela” nr 31 z 1996 r.).
Kuratowska, niegdyś jedna z założycielek skrajnie lewicowego ROAD, po 1993 roku atakowała prawicę jako “politycznych bankrutów”, równocześnie gorąco popierając wchodzenie UW w sojusze z radnymi postkomunistycznymi (między innymi w SdRP-owskiej “Trybunie” z 28 listopada 1995 r.). Już wcześniej (w wypowiedzią radiowej dla pr. III z 7 maja 1992 r.) popisała się wypowiedzą, że: Prawa komunistyczne były bardzo dobre, tylko ich nie przestrzegano. Celnie skomentował ją Tomasz Kałużny w “Najwyższym Czasie” z 30 maja 1992: Teraz już wszystko jasne, dlaczego tak wielu dzisiejszych członków UD wyrzucono z PZPR w różnych okresach PRL-u, oni po prostu chcieli te wspaniałe prawa wprowadzać w życie.
Daniel Passent, dziennikarz, felietonista “Polityki”. Wychowanek bardzo wpływowego w początkach stalinizmu w Polsce komunistycznego generała Jakuba Prawina. Wyrafinowany chwalca stanu wojennego. Porównywano jego pisarstwo do ciągłego boksowania na dwie strony, raz w lewo, raz w prawo, aby się nadmiernie nie wychylić. Felietonom-ciosom lewym prostym w ludzi betonu towarzyszyły zaraz potem felietony – prawe sierpowe, w ludzi z opozycji:Bratkowskiego, Maziarskiego, Wierzyńskiego, Holoubka, Hannę Krall, Osmańczyka, czy nawet w popularyzującego polską “Solidarność” słynnego angielskiego dziennikarza Timothy Garton Asha(por. felieton Passenta: Pół uczony, pół dziennikarz, “Polityka” z 8 czerwca 1985 r.). Jeszcze w 1989 roku Jerzy Szperkowicz zadziwiał się zajadłością, z jaką red. Passent wyszydza i pomniejsza wszelkie akty niezależności duchowej, wszelkie odruchy niepogodzenia, wszelkie zwycięstwa godności osobistej nad uległością. Po wznowieniu “Polityki” w stanie wojennym Autor oddawał się wyśmiewaniu własnych kolegów, którzy wzgardziwszy szansą bezpiecznej egzystencji pod skrzydłami współsprawcy stanu wojennego Mieczysława F.Rakowskiego, opuścili redakcję (por. J.Szperkowicz: Dlaczego Passent to robi? “GW” 7 grudnia 1989 r.). Ciekawe, że “reformator” Passent jeszcze w “Polityce” (nr 13 z 1988 roku) ostrzegał władzę przed zbyt pospiesznym zawieraniem kompromisów z opozycją, pisząc: To, co w polityce liczy się naprawdę, to władza i walka o nią (…) proponowane neokompromisy i pakty nic by nie pomogły w realizacji niepopularnych posunięć w rodzaju podwyżek cen, zamrażania płac, dociskania pasa itp., itd. (…) powinni to zrozumieć zwłaszcza ci obserwatorzy krajowi i zagraniczni, którzy stwierdzają jednym tonem – władza nie ma żadnego oparcia i dlatego powinna wprowadzić demokrację, czyli założyć sobie stryczek na szyję (…). W swej zajadłości publicystycznej Passent częstokroć skrajnie rozmijał się z faktami (vide głośny protest słynnej włoskiej dziennikarki Oriany Fallaci przeciw zafałszowaniu jej tekstu przez Passenta; “Polityka” z 18 września 1993 r.).
Przez wiele lat zastępca redaktora naczelnego “Polityki”. Po odejściu z niej M.F.Rakowskiego, faktyczny “mózg” tej redakcji w latach 80. i na początku lat 90., odpowiedzialny za kontynuowanie antynarodowej linii w “Polityce”, rozliczne publikacje tropicieli polskiego “nacjonalizmu” i “antysemityzmu” typu Kałużyńskiego, Grońskiego, KTT czy Koźniewskiego. To Passent, od lat zaprzyjaźniony z autorem antypolskiego Malowanego ptaka – żydowskim pisarzem-hochsztaplerem Jerzym Kosińskim, zrobił najwięcej dla jego skrajnego rozreklamowania w Polsce (por. osławiony tekst w “Polityce” z 30 maja 1987: Życie dziękuję ci za Kosińskiego. (Trzeba przyznać, że Passent bronił Kosińskiego wciąż uparcie i w latach 90., pomimo zdemaskowania jego oszustw (por. np. pełny tupetu tekst Passenta: Zamach na Kosińskiego, “Polityka” z 6 maja 1995 r.). Passent należał do panegirycznych chwalców skrajnego tropiciela “polskiego antysemityzmu” Jana Błońskiego. Wysławiał go za jego haniebny atak na Zofię Kossak-Szczucką(por. Sprawiedliwy z Krakowa, “Polityka” z 3 września 1994 r.). Z werwą przeciwstawiał się sugestiom, by deportować z Polski chorego z nienawiści do Polaków rabina Weissa, twierdząc, że ludzi o odmiennej tradycji niekoniecznie trzeba zaraz odstawiać na Okęcie i deportować z Polski. Mimo że chodziło o nie posiadającego polskiego obywatelstwa amerykańskiego rabina, awanturnika-recydywistę. Dużo wcześniej, w 1985 roku, ze względów politycznych ten sam Passent nie miał żadnych skrupułów w poparciu zablokowania wjazdu do Polski dla posiadającego obywatelstwo polskie, ale narażającego się wówczas komunistycznej władzy, Seweryna Blumsztajna (por. tekst Leszka Maleszki z 5 września 1994 r. w “GW”, przypominający, jak Daniel Passent bronił decyzji o deportacji Blumsztajna w “Polityce” z kwietnia 1985 roku).
Passent skrajnie wychwalał Urbana (tekst Polska walcząca, “Polityka” z 20 sierpnia 1994 r.), pisząc, że: Urban, będąc całkowicie pokonany i wzgardzony, rzucił wyzwanie trzem największym siłom w Polsce, kiedy były u szczytu potęgi: Kościołowi, “Solidarności” i Wałęsie. Krętaczunio Passent przemilczał prosty fakt, że właśnie cała działalność Urbana po 1989 roku dowodzi nie potęgi, a wielkiej słabości i arcypobłażania “Solidarności” dla wrogów demokracji. W normalnie funkcjonującym demokratycznym państwie prawa przykładnie rozliczono by Urbana za wszystkie jego podłości z lat jaruzelszczyzny, począwszy od stanu wojennego, a przede wszystkim za podjudzanie nienawiści przeciw bezbronnym ofiarom (w sprawie księdza J.Popiełuszki, matki G.Przemyka etc.). I nie tylko, że nie miałby możliwości wydawania tygodnika i niebywałej łatwości uzyskania nań taniego lokalu, ale otrzymałby co najmniej dziesięcioletni zakaz druku za zbrodniczą kolaborację (za de Gaulle’a niektórych kolaborantów dziennikarzy i pisarzy potraktowano jeszcze o wiele ostrzej!).
Tak zasłużony dla zręcznej obrony okopów komunistycznej władzy przez dziesięciolecia Passent dziś nagle twierdzi, że “Polityka” pismem komunistycznym nie jest i niektórzy zauważyli to już kilkadziesiąt lat temu (“Polityka” z 9 listopada 1991 r.). Pytanie, czy zauważyli to wtedy, gdy “Polityka” powstała w 1957 roku jako bastion skrajnego dogmatyzmu partyjnego, specjalizując się w nagonce na odwilżowe “Po Prostu”? Czy może zauważyli to w czasie, gdy redaktor naczelny “Polityki” M.F.Rakowski, będąc równocześnie wicepremierem PRL-u w stanie wojennym firmował najnikczemniejsze nawet działania generałów wojujących ze swym narodem? Jednego nie można zaprzeczyć Passentowi, tj. skrajnego cynizmu i dezynwoltury, z jaką uderzał w ludzi, którzy znaleźli się w innym obozie politycznym, choćby nawet kiedyś łączyła go z nimi przyjaźń (vide ataki Passenta na D.Fikusa i innych byłych członków redakcji “Polityki”). Sam bezpośrednio odczułem Passentową hipokryzję w całej pełni. W 1981 roku, kiedy Passentowi zależało na utrzymaniu mojej współpracy z jego pismem, nawet polemizując pisał, że: Ozdobą bieżącego numeru jest artykuł Jerzego Roberta Nowaka (…) znakomitego – skądinąd, jak wszystko, co wychodzi spod pióra Nowaka (…) (“Polityka” nr 38 z 19 września 1981 r.). W 1993 roku ten sam Passent, reagując na moje felietony w katolickim “Ładzie” w miejsce dyskusji na argumenty wymyślał mi od oszołomów (“Polityka” z 22 maja 1993 r.). Niżsi zaś od niego pretorianie “Polityki” Groński, Henzler etc. zaczęli wypisywać teksty podważające moje jakiekolwiek umiejętności dziennikarskie czy naukowe. Taki typowy dla “Polityki” sposób “merytorycznej” dyskusji z inaczej myślącymi.
Stanisław Podemski, publicysta “Polityki” od spraw sądowych. Ostatnio wyspecjalizował się w skrajnej nagonce na ks. Prałata Henryka Jankowskiego, domagając się jak najszybszego przykładnego skazania go za rzekome obrażenie Żydów. Nic nie wiadomo o tym, by Podemski wykazał równą gorliwość w żądaniu ukarania osób winnych rzeczywistego obrażenia Polaków jako narodu, choć część z nich ma pod bokiem we własnej redakcji. Dodajmy, że Podemski jest przy tym od dawna gorącym rzecznikiem abolicji dla autorów stanu wojennego (por. np. jego artykuł:Szansa na przebaczenie, “Polityka” z 22 maja 1993 r.).
Tomasz Wróblewski, dziennikarz “Życia Warszawy”. Syn omawianego już na tych łamachAndrzeja Krzysztofa Wróblewskiego z “Polityki” i Agnieszki Wróblewskiej, zaciekłej przeciwniczki “oszołomów” broniących polskiego interesu narodowego (vide jej nagonka w “GW” i “ŻW” przeciw Elżbiecie Jaworowicz. Zdążył się już wsławić wielu prasowymi manipulacjami, między innymi skrajnym nagłaśnianiem “rewelacji” niejakiego Bernsteina o rzekomym spisku papieża Jana Pawła II z Reaganem przeciw Związkowi Sowieckiemu. W swoim czasie (jesienią 1991) Tomasz Wróblewski rozpętał falę oskarżeń (“faktów prasowych”) przeciw ministrowi Zalewskiemu, zarzucając mu, że jakoby sondował reakcje strony amerykańskiej na odejście Balcerowicza. Stara się maksymalnie ośmieszyć wszelkie protesty strony polskiej przeciw fałszowaniu obrazu stosunków polsko-żydowskich (np. w sprawie Listy Schindlera). W tegorocznym “Wprost” można było znaleźć próbkę stylistyki T.Wróblewskiego. W czasie rozmowy z prezesem Kongresu Polonii Amerykańskiej Edwardem Moskalem powiedział: Nie tylko Żydzi, ale także wielu Amerykanów polskiego pochodzenia uważa pana za antysemitę i – co więcej – są zdania, że pańska postawa może zaszkodzić Polsce w zabiegach o amerykańskie poparcie dla rozszerzenia NATO.


Stefan Bratkowski, publicysta. Obserwowanie dzisiejszego Bratkowskiego, naładowanego fobiami i agresją, jest sprawą ogromnie przykrą dla wielu z tych, którzy go dawniej znali. Kiedyś bardzo przyjaźniliśmy się. On pisał entuzjastycznie o moich “węgierskich” książkach w “Polityce” i w “Życiu i Nowoczesności”. Ja ceniłem go jako kogoś, kto starał się wciąż godzić, łączyć, integrować. Całym sercem byłem z nim, gdy toczył boje z różnymi “Siwakami” z betonu. Podziwiałem określone przez niego wizje samoorganizującego się społeczeństwa i jak najefektywniejszego współczesnego modelu pracy organicznej, przypominanie tradycji zwycięstwa Polaków w “najdłuższej wojnie nowoczesnej Europy”. Tym bardziej zaszokowało więc mnie nowe oblicze Bratkowskiego, wyłaniające się po 1989 roku, obraz skrajnego udeckiego zadufka i nienawistnika, z furią atakującego wszystkich inaczej myślących. Tak, jak to robi w najnowszym tekście w “Rzeczypospolitej” (z 31 sierpnia – 1 września 1996 r.), gdzie nie przebierając w słowach atakuje “Ciemnogród”, endecję (…) podchodzącą faszyzmem i agresją zawistnych frustratów. 
W tym kuriozalnym tekście Bratkowskiego, Cejrowski urasta do roli prawdziwego monstrum politycznego, porównywanego z antyżydowskimi “prowokatorami” z 1956 roku (aluzja do Natolina!). Według Bratkowskiego w 1956 roku ochroniliśmy się przed tragedią Węgier, nie dając się sprowokować. Mimo roli odgrywanej w naszym stalinizmie przez Fejginów, Różańskich, Bermanów itp. nie udało się wywołać hec antysemickich, choć ówcześni Cejrowscy robili co mogli, by nas w oczach świata załatwić – pisze Bratkowski. Jak określić takie pomówienie? Dodajmy do tego tak znamienny czas ataku Bratkowskiego na Cejrowskiego. Akurat w czasie, gdy telewizyjna cenzura starała się raz na zawsze zadławić “WC Kwadrans”, Bratkowski, niegdysiejszy obrońca wolności słowa, spieszy w sukurs cenzorom z telewizyjnego betonu. Wcześniej – w “Rzeczypospolitej” z 6-7 lipca 1996 r.) Bratkowski oskarżył Cejrowskiego o blokowanie wejścia Polski do NATO (!!!), pisząc: (…) Cejrowski, hańbiący antysemickimi popisami święte miejsce, świątynię ks. Jerzego Popiełuszki, pracuje dla Primakowa, byłego szefa KGB, a dziś rosyjskiego ministra spraw zagranicznych, przeciwnego naszemu wejściu do NATO.
Zadziwiała fantazyjna różnorodność opluwanek słownych, którymi Bratkowski obrzucał znienawidzoną przez niego prawicę i “narodowców”, oskarżając ich o “latrynizm polityczny”, choroby psychiczne, faszyzowanie etc. Bardzo różnorodne było też grono atakowanych, od sędziwego Władysława Siły-Nowickiego i Chrzanowskiego poprzez Jana Olszewskiego iMacierewicza, Maziarskiego i Wierzbickiego po Radio Maryja i Prymasa Polski Józefa Glempa.Bratkowski, który lubił gromko wzywać do ochrony przed nadużyciami wolności słowa i zniesławieniami (np. w “Gazecie Wyborczej” z 13 marca 1991 r.) sam jest najskrajniejszym przykładem takich właśnie nadużyć. By przypomnieć choćby nazwanie przez niego Wiesława Chrzanowskiego Fuhrerem (“Po Prostu” z 5 czerwca 1990), a Zjednoczenia Chrześcijańsko Narodowego Zjednoczeniem Chrześcijańskiej Nienawiści (“Gazeta Wyborcza” nr 85 z 1991 roku). Rzecznik ZChN komentował w liście do “Gazety Wyborczej” (z 10 maja 1991): Kojarzenie słowa “nienawiści” ze słowem “chrześcijaństwo” to doprawdy nikczemność. Szczególną nienawiścią Bratkowski zapałał do rządu Jana Olszewskiego. Zaledwie w parę tygodni po jego obaleniu postulował, by były premier przeprosił Sejm i społeczeństwo za świństwa, którym patronował(“GW” z 19 czerwca 1992 r.). Jeszcze 20 lutego 1993 Bratkowski z furią piętnował rząd Olszewskiego, nazywając go rządem psychicznych.
Znakomitego publicystę Jacka Maziarskiego poczęstował gradem inwektyw zamiast argumentów, zarzucając mu Alzheimer kulturowy, pisanie felietonów nie piórem, lecz pałką, tak, że coś zaczęło wonieć, że z pałki spływa nie atrament, lecz… Przytaczam te próbki stylu Bratkowskiego z prawdziwym zażenowaniem i odrazą – jako kolejną ilustrację skrajnego faryzeizmu i hipokryzji ludzi powiązanych z udecką “warszawką”. Bo przecież piszący te wyzwiska Stefan Bratkowski tak lubi apelować o kulturę słowa, a siebie samego określił jakoczłowieka gołębiego serca, który wszystkich, jak wiadomo, lubi i wszystkim wszystko darowuje(“GW”, 20 lutego 1993 r.). Bratkowskiemu, rzekomemu “człowiekowi dialogu”, który tak zapewnia o swym szacunku dla poglądów innych, jakoś nie przeszkadzały drwiny z uczuć religijnych (choćby w rysunkach Juliana Bohdanowicza, zamieszczanych w redagowanej przez Bratkowskiego rubryce miesięcznika “Wiedza i Życie”). Jeden z rysunków przedstawiał np. kapłana, który przy ołtarzu podnosił do góry w czasie Przeistoczenia zamiast Hostii – błyszczącą monetę (por. uwagi w “Niedzieli” z 30 października 1994 r. w dziale “Rozmaitości”).
Stopniowo Bratkowski stał się jednym z najbardziej widomych symboli niebywałego nadęcia warszawskiej “elitki” udeckiej, “autorytetów” nie mogących się pogodzić z jakąkolwiek konkurencją. W “Po Prostu” z 7 czerwca 1990 r. (nr 17) pouczał: (…) My naprawdę tych “prawicowców” i “narodowców” bierzemy zbyt poważnie. Przecie dla nich “lewica” to nie są inne poglądy. “Lewica” to są faceci, którzy powinni oddać swoją władzę, swoje pozycje społeczne i sławę, bo to mają – czego “prawica” jako proletariat życia umysłowego i towarzyskiego nie ma. Ci biedacy nawet nie wiedzą, że sława i pozycja społeczna nie pochodzą z rozdziału przy zielonym stoliku, że nie wystarczy się razem podpisać, by stać się kimś (…).
Jad nienawiści do “narodowców” i prawicy, tropienie rzekomych “antysemitów” idzie w parze u Bratkowskiego z konsekwentnym rozgrzeszaniem twórców stanu wojennego i działań postkomunistów, ciągłym wybielaniem ich intencji. Już w kilka dni po obaleniu rządu Olszewskiego, Bratkowski gorączkowo zapewniał, że dekomunizacja jest czymś nonsensownym i niemożliwym, bo przecież: Połowa kraju ma kogoś w rodzinie, kto dzierżył jakieś stanowisko(“GW” z 9 czerwca 1992 r.). Wkrótce później (23 czerwca 1992 r.) pisał w “GW” w panegiryku o umowach “okrągłego stołu”, że Polacy przyszłości będą dumni także z tych polskich generałów, którzy potrafili przełożyć dobro Polski nad korzyści swej władzy (por. również tekst Bratkowskiego w “GW” z 3 listopada 1992 r., wychwalający gen. Jaruzelskiego jako “bohatera pozytywnego” za “pokojowe przekazanie władzy” w roku 1989). W czasie, gdy postkomuniści przegrupowywali siły do decydującej ofensywy politycznej, Bratkowski dalej w najlepsze kierował cały swój jad inwektyw na faszyzującą w stylu prawicę. I zapewniał naiwnych czytelników “GW”, iż: (…) Wśród byłej komuny jest komunistów jedynie na lekarstwo, a z tych jedynie chorzy roją o powrocie. Pisał tak 3 listopada 1992 r., na niecały rok przed wyborczym triumfem komuny (!!!). Swą niechęć do dekomunizacji Bratkowski połączył z wezwaniem do rezygnacji z rozliczania nawet zbrodni stalinowskich, ostrzegając, że nazwanie winnych zbrodni stalinowskich mogłoby doprowadzić niemal do wojny domowej (por. interesującą polemikę Bronisława Wildsteina z tego typu wywodami Bratkowskiego w tekście Spór o dekomunizację, “Res Publica” nr 4, 1993 r., s. 29).
Kazimierz Dejmek, reżyser, były minister kultury. Od pierwszego okresu po wojnie entuzjastycznie poparł nową władzę komunistyczną. Jako 25-latek został dyrektorem i kierownikiem artystycznym Teatru Nowego w Łodzi. Z całym zaangażowaniem wystawiał tam stalinowskie sztuki socrealistyczne, na czele z Brygadą szlifierza Karhana. Wstąpił do PZPR w najgorszym okresie polskiego stalinizmu – w 1951 roku. W 1968 roku nagle zyskał opozycyjną sławę dzięki politycznej roli, odegranej przez reżyserowane przez niego przedstawienieDziadów Mickiewicza. Sądząc po wcześniejszych i późniejszych działaniach i wystąpieniach Dejmka, nieprawdziwe byłoby przedstawienie go jako twórcy przeciwnego komunistycznej władzy, był on raczej związany z jednym z odłamów PZPR-owskiej władzy – „puławianami”. Do dziś w pełni nie pokazano kulisów decyzji PZPR-owskich decydentów, którzy ochoczo zaakceptowali pomysł wystawienia sztuki o takiej, jak Dziady wymowie w stosunku do Rosji akurat na 50-lecie obchodów bolszewickiej rewolucji październikowej w 1967 roku, i nawet przyznali na nią specjalną dotację (5 mln złotych) (według “Res Publica”, nr 3 z 1988 r., s. 29). Sztukę oceniał, puszczając ją bez trudu – według Dejmka trzeciorzędny cenzor, w dodatku syjonista (tamże, s. 30), który wkrótce potem wystąpił o papiery emigracyjne.
Nimb rzekomej opozycyjności Dejmka całkowicie przygasł w stanie wojennym. Dejmek uparcie przeciwdziałał aktorskiemu bojkotowi telewizji, a w jego wystawieniu Wyzwolenia znalazły się antysolidarnościowe akcenty. W 1993 roku, gdy został zostawszy ministrem kultury w rządzie koalicji SLD-PSL przeznaczył hojną ręką kosztem społeczeństwa wielomiliardowe sumy na finansowanie skrajnie deficytowego tygodnika “Wiadomości Kulturalne” (już na wstępie wydano na to pismo około 22 miliardy złotych). Tygodnik ten, przez wielu zwany “kulturalną gadzinówką”, pod redakcją Krzysztofa Teodora Toeplitza zmienił się w trybunę prymitywnych ataków na polskość, polski patriotyzm i Kościół katolicki przy równoczesnym tendencyjnym popularyzowaniu różnorakich żydowskich uprzedzeń antypolskich. Pomimo licznych protestów przeciw subsydiowaniu z kasy państwowej antynarodowego i niszczącego wartości chrześcijańskie deficytowego tygodnika o bardzo niskim poziomie artystycznym, Dejmek konsekwentnie ładował kolejne sumy pieniędzy, by zapobiec upadkowi pisma Toeplitza, zaprzyjaźnionego z nim od dziesięcioleci. Głośno chlubił się tą swą postawą w wywiadzie dla “Wiadomości Kulturalnych”. Trudniej zrozumieć natomiast postawę PSL-u, tak często lubiącego akcentować swą pełną identyfikację z ideami patriotyzmu, a mimo to tolerującego wyrzucanie w błoto polskich pieniędzy na antynarodowe pismo przez ministra, który wszedł do ławy poselskiej i do rządu z ramienia PSL-u. Dodajmy, że Dejmek jako jeden z nielicznych (pięciu) posłów z PSL wpisał się na listę hańby głosując w Sejmie przeciw potępieniu zbrodniczych działań aparatu bezpieczeństwa państwowego w latach 1944-1956.
Piotr Gadzinowski, dziennikarz, zastępca redaktora naczelnego “Nie” J.Urbana, starający się maksymalnie go naśladować jako swego idola. W swoim czasie wychowanek A.Kwaśniewskiego, pod którego batutą terminował w “itd” w latach 80. Już w czasie pracy w “itd” jako felietonista “wyróżniał się” zamiłowaniem do malowania w jak najczarniejszych barwach Polaków jako narodu. Maksymalnie poparł publikowaną po węgiersku antypolską książkę żydowskiego pisarza z Węgier Gyorgya Spiró Iksowie, choć węgierskiego nie znał i książki nie czytał. Wiedział jednak nieomylnie, że to pisarz wielki, bo odpowiednio dosala Polakom, równo mieszając z błotem luminarzy polskiej nauki i kultury, od Staszica po Niemcewicza, i wielkim polskim wodzom, od Kościuszki po księcia Józefa Poniatowskiego. A w błocie Gadzinowski wielce taplać się lubi.
W 1990 roku na krótko został redaktorem naczelnym “itd”. W grudniu 1994 “wsławił się” wynurzeniami na łamach SdRP-owskiej “Trybuny”, przeciwstawiającymi “dobrego” gen. Jaruzelskiego maksymalnie oczernionej “Solidarności”, posuwając się do stwierdzenia: (…) na tle tego, co etosiacy zrobili ze swoimi ideałami, co zrobili z obietnicami składanymi ludziom za nich strajkującym, nawet pracownicy stalinowskiego UB stają się sympatyczni (…).Wcześniej, na łamach tejże postkomunistycznej “Trybuny” pod światłym kierownictwemD.Szymczychy, Gadzinowski napisał z całą powagą (!) w styczniu 1994 r., że ludzie pracy wprost tęsknią za restytuowaniem partii w zakładach pracy, za tym, żeby było choć po jednym sekretarzu w każdym zakładzie pracy, na dzielnicy, osiedlu. – Obiecywali pieniądze, dadzą sekretarzy – skomentował błagalny apel Gadzinowskiego Grzegorz Sieczkowski w “Życiu Warszawy”.
Jako zastępca naczelnego “Nie”, Gadzinowski należy do najgorliwszych niszczycieli polskiego patriotyzmu i najfanatyczniejszych wrogów Kościoła katolickiego. Spod jego pióra wyszedł jeden z najhaniebniejszych tekstów w całej historii “Nie” – Polsko, Macioro Nasza (“Nie” z 11 września 1993 r.). W tym paszkwilu na Polaków na Wileńszczyźnie Gadzinowski zaprezentował postawę pełną skrajnego cynizmu i pogardy wobec problemów jakichś tam biednych wileńskich aborygenów, przypadkowo mówiących po polsku. Oto typowa próbka “gadzinowskiego” stylu z tego artykułu: (…) Siedziba Związku Polaków na Litwie przypomina dekoracje radzieckich filmów wojennych. Jakby godzinę wcześniej zakończył się ostrzał. To zrozumiałe, bieda. Był system radziecki. Związek nie ma funduszy (…). A może ta bieda jest pokazowa? Żeby Polakom z Polski, Polakom z Zachodu zrobiło się smutniej i polska maciora podstawiła dodatkowy cycek? (…). A dalej znajdujemy swoistą puentę, włożoną w usta rzekomego anonimowego rozmówcy Gadzinowskiego – K.L.: (…) Polska, ta śniona legendarna macierz, okazała się zwykłą maciorą. I teraz wielu Polaków marzy, aby dorwać się do jednego z jej cycków (…).
W innym tekście, łkając nad losem przepędzonego przez tłum robotników Ursusa, Gadzinowski przyrównał zebranych w ursuskim domu kultury jako “prawdziwych Polaków” do prawdziwych nazistów (“Nie” z 9 lutego 1994 r.). Zarzucił Kościołowi katolickiemu, że na skutek jego “agresywnej ewangelizacji” wytwarza się podział na “Ciemnogród” i “Jasnogród”, wyjaśniając odpowiednio, co tym Ciemnogrodem jest: To obóz monopolizujących patriotyzm “prawdziwych Polaków”. Żarliwych, choć często nie doczytanych, obrońców Hetmanki – Królowej Polski. Węszących spiski żydo-komuno-masońskie (…). Marzących o jednolitym, karnym, korporacyjnym narodzie polskim (…) (“Nie” z 9 lutego 1994 r.). Ostatnio Gadzinowski popisał się kolejnym godnym gadzinówki tekstem atakującym Kościół katolicki i polski “antysemityzm” – Niech żyje mord (“Nie” z 22 sierpnia 1996 r.). W ogromniastym tekście, rozpoczętym na pierwszej kolumnie Urbanowego brukowca, Gadzinowski przedstawił skrajny obraz Rzeczypospolitej obojga narodów jako krainy rytualnych mordów na Żydach, całkowicie przemilczając tak dominujące w ówczesnej Polsce tradycje ogromnej tolerancji dla Żydów, “żydowskiego raju”. Tradycje, które zmieniły Polskę w schronienie dla przeważającej części Żydów świata.
Ludwik Stomma, felietonista “Polityki”, etnograf. Syn znanego działacza katolickiegoStanisława Stommy, od dziesięcioleci związanego z “Tygodnikiem Powszechnym”. Ultraczerwony w poglądach, poszedł na maksymalną identyfikację z postkomunistami, posuwając się aż do publikacji w Urbanowym “Nie” (por. “Nie” nr. 51-52 z 1993 roku). Z zapałem wychwala różne postacie postkomunistyczne, z Leszkiem Millerem na czele, i gromi antykomunistycznych oszołomów. Wyróżnia się przy tym swoistą odmianą chuligaństwa prasowego (vide np. pogróżka L.Stommy pod adresem Janusza Korwina-Mikke, “Polityka”, nr 35 z 1992 roku): Sądzę, że jako były bokser nie miałbym większych kłopotów w konfrontacji fizycznej z Korwinem-Mikke. To MY dalibyśmy mu w mordę, a nie on NAM. Kiedy indziej stwierdził, że Giertychowi jakoantysemicie, powinno się dać po mordzie (cyt. za tekstem R.Ziemkiewicza, “Najwyższy Czas”, nr 1 z 1992 r.). Dodajmy, że tego typu pogróżki miota Stomma, wciąż przedstawiający się jako „europejczyk”, który nawet swój felieton zatytułował Widziane z Szampanii. Rzeczywiście, szampańskie maniery. Już jesienią 1990 r. L.Stomma zabłysnął gromkim pokrzykiwaniem przeciwko “ferworowi” zmieniania nazw ulic (“Polityka”, nr 46 z 1990 roku), oponując między innymi przeciw odejściu od nazwy ku czci znanej młodzieżowej działaczki komunistycznej Hanki Szapiro (Sawickiej).
W tekstach Stommy można nierzadko znaleźć skrajną wręcz odmianę rusofilstwa. Kiedy na przykład w “Polityce” z 21 stycznia 1995 r. jak mógł minimalizował tragedię Czeczenii, podkreślając, że przecież Rosjanie załatwiają sprawę Czeczenii wewnątrz swoich własnych granic. Co innego Amerykanie, i tu nastąpiło bezwzględne potępienie najbrutalniejszych interwencji amerykańskich w Grenadzie, na Haiti czy w Nikaragui. W “Polityce” z listopada 1994 r. Ludwik Stomma oskarżył naród polski o ksenofobiczną, ordynarną antyrosyjskość, tym samym dzielnie wspierając rozhuśtane napaści antypolskie ze strony różnych rosyjskich szowinistów. Jak widać, Ludwik Stomma od lat godnie kroczy śladami ojca – który w styczniu 1963 roku zaatakował Powstanie Styczniowe jako wyraz chronicznego polskiego kompleksu antyrosyjskiego.
Parę lat temu Stomma wyspecjalizował się w swoistej metodzie odbrązowienia (czytaj “zafałszowania”) historii Polski. Polegała ona na apoteozowaniu największych niedołęgów i głupców lub szkodników z historii Polski typu Władysława Hermana, Michała Korybuta Wiśniowieckiego czy Augusta II Sasa i równoczesnego starannego mieszania z błotem największych władców polskich typu Bolesława Chrobrego, Krzywoustego czy Łokietka. Jak to trafnie podsumował Bronisław Wildstein w “Rzeczypospolitej” z 6-7 listopada 1993 r.: (…) Metoda Stommy jest prosta. Jeśli monarcha jakiś jest w historii powszechnie uznany za gnuśnego, nieudolnego czy wręcz zbrodniczego, Stomma prezentuje go jako wzór cnót; i na odwrót: jeśli wydarzenie jakieś uznane zostaje za brzemienne w złowrogie konsekwencje, Stomma robi wszystko, aby ukazać, że było dokładnie przeciwnie. Nie licząc się absolutnie z udokumentowanymi faktami. Wildstein uznał taką metodę pisania za jaskrawy przejaw nihilizmu historycznego, buszowania w historii, byle tylko dowieść z góry wymyślonych tez. Takich na przykład jak w opowieści o Władysławie Hermanie (“Polityka”, nr 42 z 1993 r.), dowodzącej, że trucicielscy włoscy Borgiowie różnili się od polskich Piastów wyłącznie brakiem hipokryzji.
Typowe dla metody pisania L.Stommy, skądinąd gorliwego tropiciela “polskiego antysemityzmu”, było przedstawienie wydarzeń z czasów buntu niemieckich mieszczan w Krakowie za Łokietka. L.Stomma fałszując historię, przedstawił tłumienie tego buntu niemieckich mieszczan jako okrutny pogrom Żydów. Zmuszanie przez Polaków do wypowiadania przez mieszczan słów “soczewica, koło, miele młyn” (których niepoprawne wymówienie karano śmiercią) było według Stommy świadomym morderczym testem polskich czternastowiecznych rasistów dla Żydów. Niemieccy mieszczanie bowiem byli, według Stommy, już dobrze zasymilowani, i potrafili bez trudu przejść przez niebezpieczną próbę. A ofiarą polskiej “krwiożerczości” padali jak zwykle biedni Żydzi (!). Dodajmy, że Stomma niejednokrotnie korzystał z łamów “Polityki” dla zajadłego tropienia objawów mniemanego “polskiego antysemityzmu”. “Popisowy” wprost pod tym względem był jego numer z atakiem na Łysiaka (“Polityka” z 18 marca 1995 r.). Oskarżeniom o antysemityzm towarzyszyła typowa dla Stommy stylistyka wyzwisk – nazwanie Łysiaka przypadkiem patologicznym, klinicznym przykładem… samousprawiedliwienia przez agresję, ćwierć talencikiem etc. S.Bratkowski pisał, że: zawistnych frustratów można spotkać tylko na prawicy, i to narodowej (!).
Maria Szyszkowska, filozof. Związana z SLD, z którego kandydowała do Sejmu w 1993 roku.Kierowniczka Zakładu Filozofii Polityki ISP PAN, sędzia Trybunału Stanu z rekomendacji SLD. Już w 1985 r. w czasie dyskusji o filmie Shoah wystąpiła publicznie z próbą minimalizowania zagrożeń płynących dla Polski z powodu niekorzystnego urabiania obrazu Polski i Polaków w świecie przez filmy typu Shoah. Według Szyszkowskiej, Lanzmann rejestruje stosunek pewnej części Polaków zgodnie z rzeczywistością. A w ogóle zaznaczyła to: (…) Mamy niezdrową tendencję traktowania wszystkiego w tonacji “słoń a sprawa polska” i chyba niepotrzebnie przypisujemy filmowi możliwość uogólnienia. „Shoah” można zestawić z „Fuchą” Skolimowskiego. Tu także pojawiły się głosy obrażonych, iż Skolimowski szkaluje dobre imię Polaków (cyt. za: „Shoah” znaczy zagłada, “Antena” z 13 listopada 1985 r.).
Szyszkowska była w ostatnich latach bardzo często nagłaśniana w telewizji, radiu i magazynach prasowych typu “Twój Styl”. “Europejczykom” odpowiadają jej “nowoczesne” poglądy filozoficzne, podważające rolę wartości etycznych czy rodziny. Według Szyszkowskiej: W polskim społeczeństwie za bardzo gloryfikuje się rodzinę (…). Nic bardziej nie zniewala niż rodzina (…). Niesłusznie traktuje się rodzinę jako składnik życia społecznego czy nawet państwowego (…). Rodzina to więzy krwi, czyli coś zupełnie przypadkowego. Powinniśmy zaś cenić więzy duchowe, a więc przyjaźń (cyt. za M.Miszalskim: Więcej Szyszkowskiej! I już bez Stępnia!… (“Najwyższy Czas”, 19 marca 1994 r.). Zgodne z tym antyrodzinnym przesłaniem jest stanowisko Szyszkowskiej w sprawach płci. Uważa ona, że w związkach homoseksualnych, ponieważ nie ma w nich przepaści pomiędzy płciami, istnieje głębsza więź uczuciowa i psychiczna niż w związkach heteroseksualnych (cyt. za A.Dobrochną: Don Kichot w spódnicy, “Express Wieczorny”, nr 163 z 1995 r.).
Kobieta-filozof z SLD ma dość szczególnie nowatorski typ spojrzenia na etykę generalnie. Akcentuje, że bliższe są jej wartości estetyczne niż moralne, twierdzi: Wmawia się nam, że powinniśmy oceniać wszystko w kategoriach dobra i zła moralnego. Tymczasem jest wiele innych wartości, według których można kształtować swe życie: harmonia wewnętrzna, piękno, sprawiedliwość (cyt. za: M.Miszalski, op.cit.). Przy takim lekceważeniu znaczenia kategorii dobra i zła moralnego jako podstawowych, a zaakcentowaniu np. znaczenia wartości estetycznych czy piękna, można sobie wyobrazić w przyszłości pełną rehabilitację Nerona. Znany artysta Neron, który nawet w chwili śmierci pamiętał o swym artystycznym powołaniu…
Na nieszczęście dla Szyszkowskiej wielu ludzi w Polsce nie podziela jej “odkrywczych” poglądów na etykę, a nawet je ostro krytykuje. Efekt, Szyszkowska głosi wszem i wobec, żejesteśmy narodem nietolerancyjnym (por. np. uwagi w cytowanym artykule z “Expressu Wieczornego”, nr 163 z 1995 r.). W 1993 roku Szyszkowska była jedną z sygnatariuszek podpisanego przez grupę skrajnych “europejczyków” tzw. Listu otwartego do polskiej inteligencji, głoszącego m.in., że w Polsce jakoby: Krzewi się fanatyzm religijny i nacjonalizm wraz ze źle maskowanym antysemityzmem, podsyca się obsesję lustracyjno-dekomunizacyjną i neurozę domniemanych zagrożeń (powrotu komunizmu z jednej, a rozgrabiania majątku narodowego przez Zachód z drugiej strony) (por. “Wprost” z 13 czerwca 1993 r.).
Ryszard Zając, poseł z SLD. Po wprowadzeniu stanu wojennego nader aktywny działacz śląskiego ZSMP, między innymi wiceprzewodniczący Zarządu Miejskiego ZSMP w Sosnowcu. W czerwcu 1985 roku nagle wstępuje do zgromadzenia franciszkanów reformatorów. Po ponad rocznym pobycie nie zostaje jednak dopuszczony przez prowincjała do odnowienia ślubów. Później nawiązuje kontakt z solidarnościową opozycją. Zaczął wydawać podziemne pismo “Bajtek”. Wzbudził jednak nieufność M.Krzaklewskiego, który w pewnym momencie odmówił zgody na dalszą sprzedaż pisma. Zając szybko zyskał jednak protekcję Jana Lityńskiego i został przez niego w 1989 roku ściągnięty nawet do Warszawy do pracy w Stołecznym KO “S” w “Niespodziance”. Zaprzyjaźnił się z Lityńskim, Wujcem i Kuroniem. Później skrupulatnie wyszydził w “Nie” poznanych w “Niespodziance” “solidaruchów”. O swym dawnym protektorze Lityńskim dalej mówił jednak: mój przyjaciel z czasów konspiry. Lityński dziś określa jednak Zająca mianem “łobuz” i przeprasza wszystkich, którzy kiedykolwiek zetknęli się poprzez niego z Zającem (por. tekst Rafała Geremka w “Życiu Warszawy” z 20-21 stycznia 1996 r. Według wspomnianego tekstu, dziś Zając żali się często, że ludzie w “Solidarności” uważają go za esbeka). W 1992 r. Zając przesiedział 74 dni w więzieniu za nawymyślanie wojewodzie katowickiemu i związkowcom od “palantów” z “Solidarności”. Został natychmiast za to gorąco rozreklamowany na łamach Urbanowego “Nie”. Stał się jednym z liderów urbanowej “Niezależnej Inicjatywy Europejskiej” Urbana. Kilkakrotnie próbował ukończyć eksternistycznie maturę, lecz bez powodzenia. Dużo lepiej powiodło mu się w SLD, w 1993 roku został posłem z jego listy.
W tekstach na łamach “Nie” i w przeróżnych wystąpieniach z furią atakuje “Solidarność” i Kościół katolicki. 22 czerwca 1995 r. w wystąpieniu sejmowym, Zając nazwał Kościół najbardziej niedemokratyczną instytucją na świecie. Ze szczególną pasją atakował bardzo przez niego znienawidzonych franciszkanów. Wyraźnie nie może im darować tego, że się na nim dość szybko poznali.
W początkach 1995 r. głośne stało się wyrażenie przez Zająca w odrębnym liście za Ocean ogromnego uwielbienia dla rabina Abrahama Weissa wraz z pełnym poparciem dla żądań usunięcia Krzyża ze wszystkich możliwych miejsc w obozie w Oświęcimiu. W liście do Weissa, nagłośnionym przez Zająca z trybuny sejmowej (!!!), wyraził on również szczery żal, że on, poseł Zając, nie ma niestety wpływu na wybór Prymasa Polski, którym jest obecnie Prymas Glemp. I zapewnił, że żywi do obecnego Prymasa Polski dokładnie takie same uczucia, jak rabin Weiss (por. S.Biskupski: Oświadczyny Zająca, “Myśl Polska” z 25 marca 1995 r.).
Marcin Piasecki, dziennikarz. Jeden z najskrajniejszych zagończyków lobby filosemickiego. Ze szczególną zajadłością atakował (na łamach „Gazety Wyborczej” z 4 sierpnia 1994 r. i „Polityki” z 16 kwietnia 1994 r. książkę Joanny Siedleckiej Czarny ptasior, demaskującą oszustwa znanego pisarza-hochsztaplera żydowskiego pochodzenia Jerzego Kosińskiego oraz wysługiwanie się NKWD przez jego ojca. Piasecki oskarżał Siedlecką o rzekomą nierzetelność, pomówienia i oszczerstwo. Podobnie jak Passent, Groński, Toeplitz etc. nigdy nie przeprosił Siedleckiej po potwierdzeniu jej informacji przez badaczy. Prawdziwymi peanami obdarzył za to Piasecki twórczość Henryka Grynberga, jednego z najbardziej fanatycznych rzeczników antypolonizmu. Szczególne pochwały zyskała pod piórem Piaseckiego najostrzej szkalująca Polaków książka Grynberga Dziedzictwo, ukazująca skrajnie zdeformowany obraz dziko-antyżydowskiej wsi polskiego, rzekomo „powszechnego donosicielstwa” na Żydów. Przesycona antypolonizmem książka Grynberga urosła pod piórem Piaseckiego donajwybitniejszych pomników pamięci, stworzonych w historii polskiej kultury (!!!) (por. M.Piasecki: Wstyd, nasze dziedzictwo, dodatek do „Życia Warszawy” – „Ex Libris” z listopada 1993 r.). Powołując się na wymowę książki Grynberga, w której nie ma ofiarnych bohaterów-Polaków, jest za to tym więcej donosicieli lub osób biernie obserwujących wydarzenia. Piasecki sugeruje, że w rezultacie „wstyd jest naszym dziedzictwem”.
I tak to wciąż odżywa u nas dziedzictwo stalinowskiej publicystyki, starającej się upokorzyć Polskę i Polaków, zohydzając naród bez Quislingów, kraj, który najwięcej ucierpiał od hitlerowskich okupantów i najdłużej stawiał heroiczny opór przemocy.


Jerzy Diatłowicki, socjolog, dziennikarz telewizyjny. Twórca cyklicznego programu “Rzeczpospolita druga i pół”, wyspecjalizowanego w konsekwentnym wybielaniu postaci z komunistycznego PRL-u od Rakowskiego aż po Szyra. W 1991 roku w kilka miesięcy po ucieczce z Polski do Izraela żydowskich hochsztaplerów Bogusława Bagsika i Andrzeja Gąsiorowskiego wraz z pieniędzmi ukradzionymi Polsce, Diatłowicki opublikował panegiryczną książkę o tych panach i ich umiejętnościach finansowych (por. Bagsik and Gąsiorowski. Jak ukradliśmy księżyc. Jerzy Diatłowicki rozmawia z Bogusławem Bagsikiem, Andrzejem Gąsiorowskim i innymi, Tel Aviv 16 sierpnia-1 września 1991 r., Wrocław 1991). Zbiegli żydowscy oszuści prezentowali w książce Diatłowickiego ogromny zestaw pogardliwych określeń o Polsce i Polakach. Na s. 112 np. Bagsik twierdził, że: Polska nie dorosła do demokracji i należy wziąć Polaków za mordę. Ten sam Bagsik ostro atakował Kościół katolicki i wybielał SdRP. Najskrajniejsze były jednak zamieszczone bez komentarza uwagi izraelskiego wspólnika Bagsika i Gąsiorowskiego Meira Bara:Polacy są to dzisiaj najgorsi ludzie na świecie (…) do takiego skurwysyństwa nie przyjadę. Jak będę widział Polaka, a Polak będzie zdychał na ulicy, nawet mu ręki nie podam, żeby więcej pomóc. Nie przyjadę do Polski; bye, bye (por. s. 45 cytowanej książki).
Diatłowicki odegrał znaczącą rolę w nagonce na Wojciecha Cejrowskiego. Już w inaugurującym nagonkę artykule Anny Bikont (“Gazeta Wyborcza” z 4-5 marca 1995) oskarżył Cejrowskiego, mówiąc, że telewizja nadaje program faszystowski. Złożył w sądzie pozew przeciw Cejrowskiemu, oskarżając go o przestępstwo zawarte w paragrafie o nawoływaniu do waśni na tle narodowym, religijnym lub rasowym. Z kolei Cejrowski złożył w sądzie pozew przeciw Diatłowickiemu o zniesławienie. Postawę Diatłowickiego dobrze ilustrowało wyrażone przez niego w rozmowie z redaktorem “Życia Warszawy” (nr z 18-19 marca 1995) domniemanie nt. Cejrowskiego: Warto sprawdzić, kim są jego mocodawcy. Słyszałem, że przychodzą tam do studia jacyś księża w charakterze “opiekunów”. W “Gazecie Wyborczej” z 7-8 września 1996 r. Diatłowicki wystąpił ze skrajnym atakiem na zjazd fanów Wojciecha Cejrowskiego w Kociewiu, uskarżając się na sposób ustosunkowania się tam do Żydów i personalnie atakując Cejrowskiego, Kąkolewskiego (za sposób przedstawienia źródeł prowokacji kieleckiej w 1946 roku) i Michalkiewicza.
Roman Graczyk, dziennikarz. Szczególnie widomy przykład symbiozy duchowej redakcji “Tygodnika Powszechnego” i “Gazety Wyborczej”. Mało się dziś pamięta, że Graczyk, dziś najbardziej zagorzały zagończyk antykościelny w “GW”, rozpoczął karierę publicystyczną na łamach katolickiego “Tygodnika Powszechnego” i szybko zdobył w nim bardzo wpływowe stanowisko sekretarza redakcji, ku zaskoczeniu starych redaktorów tygodnika. Graczyk uzyskał bardzo silną pozycję w kształtowaniu linii politycznej “TP” (a robił to wyraźnie w duchu bardzo lewicowym). Cieszył się przy tym wyraźnym poparciem naczelnego redaktora “TP” Jerzego Turowicza (!) W przeciwnym razie nie do pomyślenia byłoby to wszystko, co robił Graczyk dla cenzurowania tekstów Stefana Kisielewskiego, od dziesięcioleci najbardziej popularnego autora “TP”, skrajnie obrzydzając mu współpracę z tygodnikiem w 1989 roku. Tym, którzy próbują jeszcze dziś zafałszować historię “Tygodnika Powszechnego” i przedstawić go jako niezmienny monolit (np. skrajna filosemitka Stanisława Grabska, wiceprzewodnicząca warszawskiego KIK-u), radzę zajrzeć do rocznika “TP” z 1989 roku i bardzo uważnie go przestudiować. Odkryją wtedy rzeczy dość szokujące. Zobaczą jak nagle spadły wówczas długo i cierpliwie noszone maski. I jak błyskawicznie zwyciężył duch absolutnego progeremkowskiego i promichnikowskiego “upartyjnienia” za wszelką cenę w duchu lewicowym. Na próżno protestował przeciwko temu zawsze konsekwentnie konserwatywny Kisiel.
Mających krótką pamięć odsyłam do numerów “Tygodnika Powszechnego” z drugiego kwartału 1989 roku. Znajdą tam zapomniane dziś protesty Stefana Kisielewskiego przeciw przyspieszonemu “glajszachtowaniu” linii “TP” i ciągłemu cenzurowaniu jego własnych tekstów w redakcji “TP” (por. teksty Kisiela w numerach “TP” z 28 maja, 11 czerwca, 18 czerwca i 25 czerwca 1989 roku). W tym cenzurowaniu Kisiela, konfiskatach jego felietonów przez redakcję “TP” (sroższych od państwowych, bo nie zaznaczonych – jak podkreślił Kisiel w “TP” z 18 czerwca 1989 roku), szczególnie negatywną rolę odegrał Roman Graczyk. Kisiel oskarżył go wręcz o “namiętną niechęć do ludzi inaczej myślących czy zajmujących się sprawą “Solidarności” w inny sposób niż on. I konstatował: “kto mówi inaczej, ten szkodnik i zatkać mu gębę! – oto credo Graczyka”(felieton Kisiela: Złe ptaki i prorocy przy urnie, “Tygodnik Powszechny” z 18 czerwca 1989). Zdegustowany Kisiel, po bezskutecznych ponawianych błaganiach, by w redakcji przestano cenzurować i konfiskować jego felietony, odszedł z bólem pod koniec swego życia z redakcji, do której był tak przywiązany przez dziesięciolecia. (Jak wybielacze “TP” wyjaśnią rolę naczelnego Jerzego Turowicza, bez którego aprobaty „cenzorskie” działania Graczyka byłyby niemożliwe?!).
Spełniwszy swą rolę w boju o odpowiednie umocnienie progeremkowskiej i michnikowskiej lewicowej linii w “TP”, Graczyk wylądował w “GW”, stając się tam głównym specjalistą od czarnej roboty na odcinku walki z Kościołem katolickim. Były sekretarz redakcji najbardziej wpływowego katolickiego tygodnika, teraz bez ogródek i zahamowań wciąż atakował w sążnistych tekstach i to niejednokrotnie w bardzo ostry sposób, Prymasa Polski i biskupów katolickich in gremium, liczne katolickie autorytety intelektualne, a w razie potrzeby i Ojca Świętego. By przypomnieć choćby wystąpienia Graczyka z krytyką “Słowa biskupów” z 27 listopada 1992 (“GW” z 19-20 grudnia 1992 r.), atak na list pasterski Episkopatu z 27 grudnia 1992 (“GW” z 21 marca 1993), ataki na komunikaty z kilku Konferencji Plenarnych Episkopatu Polski w latach 1990 i 1991 roku (“GW” z 14 listopada 1992 r.), atak na “Słowo z Jasnej Góry” z 26 sierpnia 1995 r. (“GW” z 8 listopada 1995 r.). Te i dziesiątki innych antykościelnych publikacji Graczyka na łamach “Gazety Wyborczej” cechowały wciąż zawsze ta sama jednoznaczna ostrość oraz złośliwość antykościelnego ataku i skrajne deformowanie przedstawianego w nich obrazu Kościoła.
Fałsze i deformacje Graczyka wywoływały w końcu nawet protest członka redakcji “Tygodnika Powszechnego” o. Macieja Zięby, który stwierdził w polemice z Grazykiem (“GW” z 23 maja 1994 r.): (…) Jeśli świat opisuje się tylko czarnym i białym kolorem, można dojść do wniosku, że tzw. linia Jana Pawła II jest kwestionowana przez obecnego papieża (…). I dodawał: (…) trzeba Panu Bogu podziękować, że to nie Roman Graczyk rozstrzyga o ortodoksyjności poglądów w świętym Kościele (…). Graczyk wciąż upowszechniał nieprawdy o Kościele, straszył jego rzekomą zaborczością i zachłannością. 1 lipca 1995 r. zaatakował “Niedzielę”, “Ład” i “Radio Maryja”, twierdząc, że suma słownej agresji ze strony katolickiej co najmniej dorównuje agresji z drugiej strony (i tu wymienił m.in. “NIE” i “Wprost” jako media, którym co najmniej dorównują agresją wspomniane media katolickie. Publicysta, który jeszcze nie tak dawno mienił się katolickim, występował przeciwko temu, żeby krzyże wisiały na ścianach szkół, twierdząc, że krzyż może być symbolem obcym, nawet raniącym dla jednostek nie chodzących na religię(“GW” nr 181 z 1995 r.). Nie stronił przed żadnym kłamstwem. W artykule w “GW” (nr 2 z 1995 roku), Graczyk twierdził, że wprowadzenie religii do szkół spotkało się jakoby z powszechnym oporem. Polemizując z tym kłamstwem ks. Tadeusz Panuś zapytywał: Jak więc wytłumaczyć informację Głównego Urzędu Statystycznego ze stycznia ‘91, że na religię zapisało się 95,8 proc. uczniów szkół podstawowych i średnich? (”GW” 18 stycznia 1995 r.).
Jesienią 1995 spadły maski z niektórych zakamuflowanych “przebierańców” w “Solidarności” na czele z Drawiczem, Milewskim i Labudą, którzy uznali, że teraz już można wystąpić z otwartą przyłbicą – pod sztandarami postkomunisty Kwaśniewskiego. Wywołało to zrozumiały wielki szok i oburzenie. Czemu jednak wcześniej nie zauważono działań innych “przebierańców” typu Graczyk? Dlaczego Jerzy Turowicz, redaktor naczelny tygodnika zwącego się katolickim, ani słowem nie zająknął się na temat tej tak dziwnej “ewolucji” (czy to była ewolucja?) w duchu skrajnie antykościelnym i nawet antychrześcijańskim swego tak niegdyś wpływowego i hołubionego podwładnego. Kiedy ujawniona zostanie pełna prawda o infiltrowaniu środowisk katolickich od wewnątrz przez ludzi im całkowicie obcych, a nawet wręcz wrogich? Z czyjej poręki przyszedł Graczyk do Turowicza, i kto zadecydował o jego tak przyspieszonym awansie na kluczowe stanowisko sekretarza redakcji “Tygodnika Powszechnego”?
Skrajny tropiciel “zacofania” Kościoła katolickiego w Polsce, Graczyk, z równą pasją tropi polski Ciemnogród nacjonalistyczny, “demaskuje” ksenofobię i antyżydowskość. Szczególnie ohydny był artykuł Graczyka: Drugie dno kresowej nostalgii (“GW” z 10 sierpnia 1994 r.) o “niebezpiecznych tęsknotach “Kresów”, dodatku do “Słowa-Dziennika Katolickiego”. Graczyk oskarżał tam środowiska kresowe o przemawianie językiem “narodowej wyższości”, ocierającym się o rewizjonizm geopolityczny, o bezrefleksyjne “nostalgie”, sprzeczne z duchem europejskiej integracji. Zaś sam dodatek do “Słowa” uznał za niebezpieczne narzędzie nacisku kresowego lobby na władze RP. Artykuł Graczyka pisany był jak na zamówienie przeciwników Polski z krajów ościennych, by dać im dogodny pretekst do ataków na rzekomy niebezpieczny polski rewizjonizm terytorialny wobec sąsiadów. Znamienne jest, za co Graczyk najostrzej zaatakował redaktora dodatku “Słowa” Janusza Olejnika. Otóż za to, że Olejnik powoływał się na prawa polskiej mniejszości narodowej na Wileńszczyźnie do zachowania własnej tożsamości narodowej z racji tego, że są to Polacy żyjący na własnej ziemi, na ojcowiźnie, od pokoleń. Graczyka obruszyło, że Olejnik żąda praw dla Polaków na Wschodzie nie “z tytułu człowieczeństwa” jako dla osób ludzkich, ale ze względów narodowych jako dla tych osób, “które mogą się wylegitymować zasiedzeniem, bądź związkami krwi” (zwrot Graczyka). Jak wiemy, redaktorzy “Gazety Wyborczej” jak ognia boją się słów naród czy narodowość. Tekst Graczyka spotkał się z zasłużonymi polemikami. Oskarżono go o dążenie do wymazania polskiej pamięci narodowej o dawnych Kresach wschodnich. H.Jakubowicz napiętnował go jako wyraz myśleniakosmopolitów, którym się wydaje, iż posiedli prawo nieomylnych sędziów dziejów narodu i państwa (H.Jakubowicz: Wyrzec się swej tożsamości i przeszłości?, “Słowo-Dziennik Katolicki”, 24 sierpnia 1994 r.).
W równie tendencyjny sposób podchodził Graczyk do spraw stosunków polsko-żydowskich. W artykule na łamach “Gazety Wyborczej” z 8 maja 1993 r. sugerował, pisząc o sporze o oświęcimski Karmel, iż: intencje obrońców klasztoru nie zawsze są kryształowe. Zdumiewał się nad uporem 14 kobiet zabarykadowanych jak w oblężonej twierdzy, zapytując: Dlaczego trzeba było aż interwencji głowy Kościoła, żeby skłonić je do ustąpienia? I dlaczego wciąż się nie przeprowadzają do gotowego już klasztoru po drugiej stronie drogi? W tym samym tekście Graczyka agresywna postawa rabina Weissa, jego wdarcie się wraz z grupą zwolenników na teren klasztoru zostały określone jako proste przeskoczenie płotu. Według Graczyka nowojorski rabin z siedmiu uczniami przeskoczył płot(!), żeby modlić się właśnie tutaj.
Z kolei w tekście atakującym krakowską “Arkę” (“Gazeta Wyborcza” z 16 lutego 1995), Graczyk oburzał się na publikowanie w niej tekstów krytykujących pomniejszanie duchowego dziedzictwa polskości i zachwiania tożsamości narodowej. Opublikowanie w “Arce” protestu patriotycznych środowisk intelektualnych po haniebnym ataku Cichego na Powstanie Warszawskie w “Gazecie Wyborczej”, Graczyk określił jako przykład uproszczeń i egzaltacji na łamach tego periodyku.Tym chętniej za to wybraniał przed krytyką “Arki” redaktorów kolaboranckich “Nowych Widnokręgów”, wydawanych we Lwowie w 1940-1941 pod sowiecką okupacją. Na dowód zasług redaktorów tej gadzinówki przytaczał popularyzowanie w “Nowych Widnokręgach” Mickiewicza (odpowiednio zafałszowanego jako “propagatora rewolucji proletariackiej”). Zafałszowanie to nie przeszkadzało Graczykowi. Pytał: Czy jednak próba “przechowania” Mickiewicza za każdą cenę – w państwie Stalina nie zasługuje na chwilę refleksji?
Nieubłagany wobec Kościoła i różnych “niebezpiecznych” polskich “nostalgii” narodowych, Graczyk równocześnie aż szokuje niebywałą wręcz troskliwością o to, by nie przesadzano z krytyką postkomunistów będących u władzy. Jest u nich bowiem tyle racjonalizmu w sprawach gospodarczych i nie tylko. Bo na przykład w sporze z prezesem Moskalem to postkomunista Kwaśniewski broni tu naszej międzynarodowej reputacji, a antykomunista Moskal utrwala obraz Polski jako kraju notorycznych antysemitów (R.Graczyk: Syndrom historycznej prawdy, czyli kryzys państwa, “Tygodnik Powszechny” z 21 lipca 1996 r.). I konkluduje: Ale jeśli nowy rząd miałaby utworzyć koalicja PSL-u z ROP-em i “Solidarnością”, to już można się zastanawiać czy ważniejsze są względy symboliczne, czy elementarny rozsądek gospodarczy, który ta koalicja (przecież dzięki SLD, a nie PSL) jednak zachowuje.
Ryszard Marek Groński, kabareciarz i felietonista “Polityki”. Typowy prorządowy kabareciarz (dość banalne połączenie najgorszego gatunku żydowskiego szmoncesu z politycznym koniunkturalizmem, staraniem, by być zawsze “na fali”). Dowiódł tego już wyraźnie w najgorszych czasach jaruzelszczyzny, gdy w felietonach na łamach “Polityki” zajadle janczarsko gromił przeciwników reżimu. Waldemar Łysiak wspominał Grońskiego w “Najwyższym Czasie” z 10 marca 1995 r. w artykule Tragarz historii, opisując dawną napaść Grońskiego na niego i na znakomitego historyka Jerzego Łojka: (…) Egzekutorem wyroku był znany humanista pierwszej połowy lat osiemdziesiątych, Ryszard Marek Groński, który w owym czasie – w dobie junty Jaruzelskiej – flekował na łamach “Polityki” każdego malkontenta olewającego rządy prosowieckich jenerałów (…). Groński znany jest ze skrajnie fanatycznej zajadłości w tropieniu domniemanych antysemitów polskich. Nawet po dziesięcioleciach potrafi wykryć domniemane ślady “antysemityzmu”. W wydanej w 1991 roku w Łodzi Puszce Pandory w rozdziale:Kartki z dziejów antysemityzmu (s. 73), oskarżył o antysemityzm nawet dawną inscenizacjęLalki Prusa, dokonaną przez Adama Hanuszkiewicza. Równocześnie dziwił się (s. 69), jak mogą Polacy oburzać się na Leona Urisa (najskrajniejszego żydowskiego pisarza polakożercę – por. uwagi w “Naszej Polsce” z 20 czerwca 1996 r.).
Groński wyspecjalizował się w atakach na polityków z obozu niepodległościowego (odOlszewskiego po Kaczyńskich, Parysa i Macierewicza) i patriotycznych pisarzy, historyków i publicystów. Ma na swoim koncie ataki między innymi na Łojka, Herberta, Trznadla, Urbankowskiego, Michalkiewicza, Siedlecką, świetnego polskiego historyka z emigracji Józefa Garlińskiego i… najwybitniejszego zagranicznego historyka piszącego o Polsce na ZachodzieNormana Daviesa (dostało mu się od Grońskiego za zbyt duże zrozumienie dla polskich racji w kwestii stosunków z Żydami). Szczególnie obruszył się Groński na redaktora Stanisława Michalkiewicza za tekst w “Naszej Polsce’, zwłaszcza za uwagę, że: Nie jest dobrze z Narodem, w którego armii większość korpusu oficerskiego regularnie czytuje jedną z dwóch żydowskich gazet dla Polaków. Groński był tym, który najgwałtowniej zaatakował Joannę Siedlecką za słynnego Czarnego ptasiora o Kosińskim. Jak pisał Marian Miszalski w “Najwyższym Czasie” z 30 kwietnia 1994 r. o tym ataku Grońskiego: P.Groński w “Polityce” najbardziej wybiegł przed orkiestrę – wprost zapluł się inwektywami, no ale jemu akurat trudno się dziwić. Z furią zaatakował autorkę “Solidarności” za krytykę paszkwilu Barańczaka Bóg, trąba i ojczyzna. W parze z tymi atakami szły różne felietonowe opluwanki Grońskiego na temat Ojca Rydzyka i “Radia Maryja”, Prymasa Polski Józefa Glempa, “Niedzieli”, “Słowa-Dziennika Katolickiego” czy “Ładu”.
Szczególna wściekłość ogarnęła Grońskiego, gdy zabrał się za lekturę Dzienników Marii Dąbrowskiej, jak wiadomo szokująco krytycznej w stosunku do żydowskich ubeków i politruków panoszących się w Polsce w dobie stalinizmu. Groński z miną superznawcy konstatuje, że nieocenzurowana wersja Dzienników Marii Dąbrowskiej pokazuje całą małość wielkości. Pokłady kołtuństwa i kobiecych zawiści, drzemiące w duszy moralistki (“Polityka”, 15 czerwca 1996 r.). Na tle małości Dąbrowskiej tym mocniej zachwala Leca, z którym było inaczej, którypozostał wierny racjonalistycznej i sceptycznej tonacji swego pisarstwa. Bo po hebrajsku Lec, to tyle co trefniś. A więc Lec to Mądry Błazen, daremnie szukający mądrego władcy.Przypomnijmy więc, że “mądry błazen” Lec wsławił się już w latach 1939-1940 jako jeden z najgorszych prosowieckich kolaborantów ze stalinizmem, występując z wierszydłami, wychwalającymi między innym podbój Polski przez bolszewików (“poezją zdrady” nazwał te “utwory” Bohdan Urbankowski w słynnej Czerwonej mszy. W wierszu Stalin Lec tak oto pisał o Związku Sowieckim, rozszerzonym o zdradziecko podbitą Polskę:

Którą poeci wyśpiewali
ojczyzna, co to od Kamczatki
po szynach pędzi aż po San,
którą jak mleka pełny dzban
podają dzieciom czułe matki,
– to Stalin! (…)
i moja lira z nowej stali
i dumnie przemieniona muza,
obywateli jasny wzrok
I głos, i oddech, myśl i krok
i wolność, która nas odurza,
– to Stalin!

Inny wiersz “mądrego błazna” Leca wysławiał zdradziecką napaść na małą Finlandię (już w dwa dni po rozpoczęciu agresji). Wołał w tekście Do ludu fińskiego:
Wbij rewolucjo, oto pora
W pierś burżuazji fiński nóż.
Dodajmy do tego liczne powojenne fraszki Leca, godzące w “pogrobowców” przedwrześniowej Polski, w emigrantów, sklepikarzy, imperialistów, a przede wszystkim w religianctwo i ciemnotę (por. B.Urbankowski: Czerwona msza, Warszawa 1995, s. 314). A wśród nich najbardziej chyba głupawy tekst Leca, atakujący polskie tendencje do podtrzymywania ścisłych związków z kulturą Zachodu:

O pewnych tendencjach
Znów słyszę znany od młodu
faszystów śpiew ponury:
“My chcemy kultury Zachodu”.
A chcą zachodu kultury.
(Wg “Antologii satyry”, Warszawa 1955, s. 118).

Wszystkie te panegiryki, deformacje i zafałszowania zawsze były konstruowane według ulubionego stereotypu Grońskiego, prezentującego Polaków dziwnie złych, ułomnych moralnie nacjonałów i antysemitów, a w najlepszym razie “zawistnych” jak Maria Dąbrowska; i Żydów, jakże innych, pięknych duchowo, nieskazitelnych, niemal świętych.
Jakby przypadkiem wszyscy ci, których Groński wysławia panegirycznie i w ekstazie, przy których nagle zatraca całą swą paszkwilancką wenę, mają na ogół jedną wspólną cechę – są osobami pochodzenia żydowskiego – od Leca po Marianowicza, Kaczmarskiego i Bardiniego. Wobec nich pochwały Grońskiego nie znają już żadnych granic. Np. już na otwarcie felietonu Grońskiego o reżyserze Aleksandrze Bardinim Pan Profesor (“Polityka” z 12 sierpnia 1995) czytamy: Taką twarz mógłby mieć Bóg.


Tomasz Jastrun, poeta i felietonista. Syn Mieczysława Jastruna, jednego z poetów najbardziej obciążonych “hańbą domową” w czasach stalinizmu. M.Jastrun był jednym z najbardziej wojowniczych członków redakcji “Kuźnicy”, pisma marksistowskich fanatyków, walczących z tradycjami narodowymi i wartościami humanistycznymi. Pomimo zaangażowania szeregu Polaków w ratowaniu Jastruna w czasie wojny, gdy ukrywał się “na aryjskich papierach”, po 1944 roku należał on do czołowych tropicieli “polskiego antysemityzmu”. W publikowanym 17 czerwca 1945 r. w krakowskim “Odrodzeniu” tekście Potęga ciemnoty twierdził, że za wymordowanie ponad trzech milionów Żydów ponosi odpowiedzialność na równi z hitlerowskim okupantem całe bez mała polskie społeczeństwo. W czasie, gdy do ujarzmiania Polski w interesie Sowietów przystępowały całe falangi żydowskich ubeków i politruków na czele z Bermanem, Zambrowskim, Różańskim, Brystygierową i Fejginem, Jastrun piętnował polskie zbrodnicze reakcyjne organizacje, które jakoby wciąż “kontynuują krwawą robotę hitlerowską, dybiąc na ocalałą z zagłady “grupkę inteligencji pochodzenia żydowskiego”. M.Jastrun był również autorem licznych wierszy, pisanych zgodnie z wymogami stalinowskiej poetyki (np.Ballady o puszczy Świętokrzyskiej), dyskredytującej polskich powstańców, którzy zmienili się jakoby we wrogów własnego narodu, czy wyrafinowanego ataku na papiestwo w wierszu W bazylice św. Piotra (por. uwagi B.Urbankowskiego Czerwona msza, Warszawa 1995 r., s. 326).
Jego syn Tomasz wyróżnia się głównie pełnymi agresywnej hucpy felietonami, atakującymi narodowych i prawicowych “oszołomów”. Już w Złotej klatce. Notatnik amerykański (Warszawa, czerwiec 1988 r., wyd. podziemne) dał karykaturalny obraz Polonii amerykańskiej, zarzucając jej ciągłe szukanie Żydów i masonów, skrajny antykomunizm. Pisał, kto nie krzyczy “bić czerwonych” brany jest z miejsca za lewicę (s. 84). “Europejczyk” Jastrun nie sili się nawet na próby ukrywania swego obrzydzenia do wszystkiego, co polskie. W “Res Publice” (nr 8/89) pisał: Wynurzywszy się z naszego ojczystego bałaganu, wygodnie czułem się w Szwecji (…). W samolocie siedziała obok mnie ładna dziewczyna (…). Wyemigrowała z Polski kilka lat temu (…). Nie mieliśmy żadnych znajomych, a jednak wydawało się, że znamy się od zawsze. Bo przecież jedliśmy razem piasek w naszej brudnej, ale bardzo osobliwej polskiej piaskownicy (…) (s.74).
Ataki na polski “Ciemnogród” przeprowadza Jastrun w stylistyce pełnej wyzwisk i epitetów w stylu: palanty patriotyczne, palanty martyrologiczne, patriotyczno-narodowe gnioty. Ulubione oceny Jastruna to zarzuty spiskowej wizji historii, zaściankowości i prowincjonalizmu. Z jakąż lubością cytował Jastrun w “Życiu Warszawy” z 27 stycznia 1995 r. słowa Jerzego Giedroycia: Polacy – to okropny naród. Podobnie jak ojca wyraźnie nęka go obsesyjna wręcz gorączka tropienia domniemanego “polskiego antysemityzmu”. W “Res Publice” (z czerwca 1991 r.) na przykład omawiając wyniki ankiet w dwóch liceach ze szczególnym zapałem eksponował znajdowane w nich możliwie najbardziej absurdalne stwierdzenia i hipotezy. Typu dowodzeń, że wynik wyborów prezydenckich i w 1990 r. oraz usunięcie Mazowieckiego są dowodem na to, żeŻydzi są ogólnie znienawidzeni. Tekst zamykało Jastrunowe podsumowanie: Mamy oto w Polsce antysemityzm bez Żydów. Nasze społeczeństwo zdaje się być ciężko chore, a ksenofobia to tylko jeden z tych objawów (…) prezydenckie wybory przedłużyły “życie” trupowi, który tak uparcie psuje się, a zamknięty w naszym narodowym tapczanie kompromituje nas we własnych i cudzych oczach. Jastrun jest przy tym typowym przedstawicielem mentalności Kalego. Najmniejszą krytyczną uwagę o Żydach traktuje jako gorszący przejaw dzikiego polskiego antysemityzmu. Kiedy zaś Polacy reagują na antypolskie oszczerstwa, piętnuje to jako wyraz narodowych kompleksów, dziwaczny lament z powodu nadepnięcia na polski narodowy odcisk. (Tak zareagował na przykład na krytykę antypolskich scen w filmie Lista Schindlera Spielberga.) W “Rzeczypospolitej” z 11-12 maja 1996 r. Jastrun uskarżał się na to, że jego znajomi, często nawet ludzie bliscy mu w czasach opozycji, teraz sieją szczękościk i ksenofobię. Pytanie: kiedy Jastrun, wyraźnie chory z nienawiści, zabierze się wreszcie za leczenie samego siebie? Zgodnie ze starym łacińskim przysłowiem Medice, cura te ipsum.
Atakom na polskość i Polaków towarzyszy u Jastruna gorączkowa pasja wybielania innych na czele z Krzyżakami, jakoby niegodnie zniesławionych przez polską historiografię i literaturę. W “Res Publice” z czerwca 1990 r. Jastrun w imieniu redakcji (wraz z W.Zajączkowskim) z zapałem celebrował obronę biednych oczernionych Krzyżaków, którzy stali się ofiarą polskiej “manipulacji historycznej”. Z kierowanej przez Jastruna dyskusji można było się “dowiedzieć”, że my, Polacy, mamy tę samą mentalność co Niemcy, kontynuowaną przez rozkołysany nacjonalizm, że “Krzyżacy” Sienkiewicza to jego najgorsza powieść historyczna, a “Wiatr od morza” Żeromskiego to tylko zwykła “szmira”. I usłyszeć o obawach, że społeczeństwo polskie jest bardzo podatne na antysemityzm, antysowietyzm i antyniemieckość i grupy głośno krzyczących ideologów “mogą łatwo rozkołysać te nastroje.
W “Rozmaitościach” na łamach “Niedzieli” (nr 42 z 1995 r.) nazwano Tomasza Jastruna czołowym przywracaczem PRL-u. I nie bez uzasadnienia. Jastrun ze szczególną wrogością reagował na każde przypominanie łajdactw różnych pseudoautorytetów w czasach stalinowskich, tłumacząc:Czasy takie, że chwile upadku miał każdy. Nikt jednak nie przyznaje się do tych chwil słabości, każdy natomiast jak na komary poluje na słabości innych. I z lubością rozmazuje je na ścianie, pokazując potem ślady krwi (“Rzeczpospolita” z 24 czerwca 1995 r.). W myśl takiej poetyki pisania każdy był winien, a więc nikt nie był winien, i nie ma sensu żadne rozliczanie. Trzeba przyznać, że w tej sprawie jego ojciec, dawny stalinista, był o wiele uczciwszy. Jak przyznał Tomasz Jastrun na łamach “Res Publiki”, jego ojciec z obrzydzenia swą działalnością i moralnego kaca za lata 1944-1945 nie otrząsnął się aż do śmierci.
W polemikach z inaczej myślącymi Jastrun nie waha się przed sięganiem nawet po broń najbardziej obrzydliwych oszczerstw. Spowodowało to ostrą reakcję Anatola Arciucha, który napisał wręcz o połączeniu przez Tomasza Jastruna koncepcji goebbelsowskich na temat polemiki z niewygodnymi poglądami z koncepcjami komunistycznymi (“Gazeta Polska” 8 września 1994 r.). Wyzwiska, wręcz chamskie słownictwo Jastruna, które przyrównywano już do wymachiwania cepemsłużą naszemu “europejczykowi” do prób całkowitego równania z ziemią inaczej myślących. Dość typowy pod tym względem był atak Jastruna na książkę Krystyny Czuby Media i władza, jedną z najwybitniejszych książek napisanych w duchu obrony wartości chrześcijańskich w ostatnich latach. Jastrun zaatakował Czubę na odlew, oskarżając ją o rzekomy prowincjonalizm i niską klasę myślenia. Jak “wysoka” jest klasa myślenia samego Jastruna, choćby w spojrzeniu na religię, dobrze ilustruje jego publikowana w “Res Publice Nowej” (nr 7-8/96) chełpliwa opowiastka o tym, jak zwyciężył w starciu z Bogiem o pozyskanie bardzo wierzącej dziewczyny:Najbardziej religijna scena z mojego życia erotycznego. Była bardzo młoda, bardzo wierząca i bardzo ładna. – Jak ty się teraz z tego wyspowiadasz? – zapytałem z nieszczerą troską (…). W odpowiedzi zasłoniła moje oczy dłonią. Patrzyłem nadal – w jej dłoni nie było ani piekła, ani czyśćca, było ciemno, ciepło, pachniało mlekiem i macierzanką.
W “Res Publice” z lutego 1996 r. Jastrun zwierzał się, że ciarki przechodzą go na myśl ilu bęcwałów o niezłych biografiach zajmowało wysokie stanowiska tylko dlatego, że ich nazwiska znajdowały się w czyimś notesie. Zwierzenia skomentował “Tygodnik Solidarność” (nr 13 z 1996 r.) przypomnieniem, jak to Jastrun dzięki wyjęciu go z notesu minister kultury Izabelli Cywińskiej wylądował na stanowisku dyrektora Instytutu Kultury Polskiej w Sztokholmie. I dodał o roli Jastruna w czasie pobytu na sztokholmskiej synekurze: Jego osiągnięcia na polu krzewienia kultury polskiej nie są Szwedom znane. Ale żeby od razu: “bęcwał”?
Ewa Berberyusz, dziennikarka. W lutym 1987 roku jedna z uczestniczek zmasowanego ataku w “Tygodniku Powszechnym” na artykuł Władysława Siła-Nowickiego broniącego Polaków przed oszczerstwami artykułu Jana Błońskiego. Solidaryzujący się z Błońskim artykuł kończyła słowami pełnymi narodowego masochizmu: (…) przestańmy się targować o okoliczności łagodzące, przestańmy argumentować, ale pochylmy głowę (…) (E.Berberyusz: Wina przez zaniechanie, “Tygodnik Powszechny” z 22 lutego 1987 r.). Wielokrotnie skrajnie wyolbrzymiała siłę nastrojów antyżydowskich w Polsce, jako dowód ciągle powołując się na antyżydowskie napisy na murach (por. np. teksty E.Berberyusz: Jude, raus!, “GW” z 8 czerwca 1990 r.).Chcieliście Polski, no to ją macie… (“GW” z 20 listopada 1990 r.), Klincz (16 listopada 1991 r.). Atakowała biskupa Michalika za rzekomą antyżydowskość po jego znanej homilii wyborczej z 1991 r., sugerującej niech każdy głosuje na osoby mu najbliższe duchowo, Polak na Polaka, etc.
Jerzy Eisler, historyk. Jeszcze w 1989 roku niewiele znany szerszym kręgom doktor historii, w ostatnich latach został skrajnie rozreklamowany przez “europejczyków”. Urósł do jednego z filarów polskiej historiografii o latach powojennych, szczególnie nagłaśnianego w “różowych” przekaziorach. Reklamowano go nieprzypadkowo. Eisler stał się bowiem najbardziej panegirycznym piewcą frakcji „puławian” i Marca 1968 r. Jego książka Marzec 1968 (Warszawa 1991 r.) przynosiła obraz wydarzeń marcowych 1968 roku, maksymalnie przesadzający znaczenie i zasługi michnikowców. Nawet recenzje, publikowane na łamach tak skądinąd pobłażliwej dla ludzi z lobby filosemickiego “Res Publiki” (nr 7-8 z 1991 roku) zwróciły uwagę na skrajną tendencyjność książki Eislera i jej jaskrawe braki warsztatowe. Justyna Duriasz w recenzji pt. Warsztat? pisała, że książka reprezentuje zły model uprawiania historiiAndrzej Chojnowski pisał z kolei o stronniczości Eislera, iż: Jest to spojrzenie uczestnika grupy politycznej, szukającego swej tradycji, nie zaś historyka. Dodajmy do tego ogrom błędów i przekłamań faktograficznych. Rozliczne informacje Eislera cechował ciągły brak sprawdzenia. Znany kombatant żydowski z czasów wojny Arnold Mostowicz w liście do “Polityki” z 6 kwietnia 1991 r. pisał o niektórych informacjach, przytoczonych przez Eislera: Obawiam się, że Jerzy Eisler nie bardzo przyłożył się do sprawdzenia tego faktu (…). Informacja ta jest równie liryczna, co kłamliwa. Ja sam występuję 3 razy w książce Eislera i z tego dwa razy w kontekście błędnych informacji faktograficznych. Autor powołuje się na moją relację o referacie, który tłumaczyłem jakoby na język węgierski na Kongresie Związków Zawodowych, choć jako żywo nie tłumaczyłem na żadnym tego typu kongresie. Drugi raz wymienia mnie wśród “trzonu” grupy młodzieży “bogoojczyźnianej”, obok między innymi ekonomisty Stanisława Gomułki. Nigdy nie należał on ani do naszej grupy, ani do jej “trzonu” (!!!).
Liczne krytyki wyrażane pod adresem przekłamań książki Eislera nie skłoniły go do ani trochę do bardziej zobiektywizowanego pisania. W jednej sprawie wykazuje on wręcz żelazną konsekwencję – w maksymalnym wybielaniu grupy “puławian”, czyli frakcji żydowskiej w PZPR (por. np. J.Eisler: Zarys dziejów politycznych Polski 1944-1989, Warszawa 1992 r.), czy wybielania roli Żydów w bezpiece (“Tygodnik Kulturalny” z 3 grudnia 1989 r.). W tym ostatnim artykule Eisler robił, co mógł dla maksymalnego pomniejszenia roli Żydów w bezpiece, oskarżając głoszących inne opinie w tej sprawie o to, iż bezwiednie powtarzają rasistowskie slogany.
Jak wygląda eislerowska wizja historii, można się szczegółowo przekonać czytając przygotowany przez niego wraz z dwu mniej znanymi autorami (R.Kupieckim i M.Sobańską-Bondarczuk) podręcznik Świat i Polska 1939-1992. W podręczniku tym próżno szukać nazwiska wielu słynnych polskich patriotów, takich jak kontradmirał J.Unrug, major Dobrzański “Hubal”, rotmistrz W.Pilecki, K.K.Baczyński, M.O.Kolbe, A.Kamiński czy Zofia Kossak-Szczucka. Za to w przypadku komunistów wprost szokuje niebywała wprost szczodrość Eislera i jego współautorów. Czytamy np. o zupełnie skądinąd nieznanym M.Lewińskim i I.Fiku z grupy “Polska Ludowa”, o A.Fiderkiewiczu, J.Turlejskim czy F.Zubrzyckim. Podobna szczodrość wobec różnych michnikowców. Nie zapomniano np. wymienić Szlajfera (dwa razy), Deutschgewandta, Blumsztajna, Smolara, Lityńskiego, Kuczyńskiego, Toruńczyk etc. Podobna zadziwiająca szczodrość w wyliczaniu nazwisk KOR-owców.
Zdumiewa przemilczanie nazwisk takich osób, jak Baczyński, Dąbrowska, Jasienica, a nawetSłonimski (który wszak odegrał sporą rolę polityczną – List 34 etc.), a równoczesne eksponowanie Baczki, Brusa, Barańczaka, Cohna czy Szczypiorskiego. Eisler i współautorzy, tak skąpi w informacjach o słynnych patriotach czasu wojny czy wybitnych twórcach nie żałują miejsca dla poinformowania, że w 1962 roku utworzono na UW z inicjatywy Komitetu Uczelnianego ZMS Polityczny Klub Dyskusyjny na czele z K.Modzelewskim i z takimi członkami, jak: J.Kuroń,W.Kuczyński i A.Smolar. Dodajmy, że z fragmentów książki o systemie stalinowskim w Polsce nie dowiemy się ani słowem o zbrodniach Bermana, Różańskiego, Fejgina, Światły etc. Te nazwiska są po prostu całkowicie przemilczane z wyjątkiem Bermana, który pojawia się tylko raz w książce jako współzałożyciel Kominformu. I cóż sądzić o takim doborze nazwisk? I taka książka została zalecona w 1993 r. przez ministra edukacji narodowej jako książka pomocnicza do nauki historii (!).
Janusz Głowacki, prozaik, autor sztuk i scenariuszy filmowych. Od kilkunastu lat przebywa w Nowym Jorku. Swą więź z krajem podtrzymał przez paszkwilancki obraz Polaka w sztuce Antygona w Nowym Jorku. Jak komentował wymowę tej sztuki Głowackiego w rymowanym felietonie Wojciech Młynarski:
Grają Ruski, Polak i Portorikanka
Ruski – miły, ona słodka czarownica.
Polak za to mniej przyjemny
łach i szmondak, typ nikczemny
i to właśnie recenzentów wprost zachwyca.
Głowacki tworzył swą karykaturalną postać Polaka-szmondaka głównie z myślą o sukcesie wśród amerykańskich widzów. Jak sam mówił w naszej TVP (20 marca 1993 r.) w sztuce swej pokazuje nie Polaka, a raczej Polaczka. Troszcząc się o odpowiednią jaskrawość negatywnego stereotypu takiego “Polaczka”, nie zapomniał oczywiście o wyposażeniu go w antyżydowskość. Według recenzji Piotra Gruszczyńskiego w “GW” (15 lutego 1993 r.): (…) Bawi zwłaszcza postać Pchelki – polskiego emigranta (…) antysemity z imieniem Maryi na ustach i flaszką wódki w kieszeni (…). Ciekawy zestaw stereotypów na eksport do Stanów Zjednoczonych, kraju “Polish Jokes” (!). W Warszawie za wystawienie sztuki Głowackiego jako pierwsza zabrała się oczywiście Izabella Cywińska, znana z lekceważenia tego absurdalnego kraju. Przedstawienie pod jej batutą stało się jednak dramatycznym fiaskiem.
Hanna Krall, reporterka. Przed kilkunastu laty w głośnej książce o Edelmanie Zdążyć przed Panem Bogiem prezentowała stosunkowo obiektywny obraz spraw żydowskich. Cytowała opinie Edelmana, sprzeciwiające się przedstawianiu jako powstania niewielkich rozmiarami walk w Getcie Warszawskim, czy jego uwagi odbrązowiające przywódcę Żydów walczących w getcie –Mordechaja Anielewicza. Edelman opisywał np. jak to w dzieciństwie Anielewicz starannie farbował skrzela ryb czerwoną farbą, by robiły wrażenie świeżych. W ostatnich latach Krall, podobnie jak Edelman czy Grynberg, wyraźnie zmieniła postawę, stając się ucieleśnieniem coraz silniejszego żydowskiego triumfalizmu wobec słabo broniących się przed atakami, czy nie broniących się w ogóle Polaków. Typowy pod tym względem był wywiad z Krall w “Polityce” z 26 stycznia 1991 r., wypominający Polakom utrzymywanie się “antysemityzmu” i uskarżający się na to, że rzekomo “nie ma komu pisać” o żydowskich losach. W czasie gdy od kilkunastu lat trwa prawdziwy zalew tematyki żydowskiej w wydawnictwach i na półkach księgarskich, gdy najskrajniejsi żydowscy hochsztaplerzy i polakożercy są wydawani z ogromnym luksusem “na klęczkach” (vide wydanie książki Marka Haltera, dawno zdemaskowanego jako oszusta przez żydowskiego historyka M.Borwicza, nakładem “Iskier”, kierowanych przez Wiesława Uchańskiego). Gdy z różnych stron daje się szczególnie wielkie dotacje na książki o tematyce żydowskiej (por. politykę wydawniczą p. Rosnera).
Ernest Skalski, dziennikarz “Gazety Wyborczej”. Syn funkcjonariusza Komunistycznej Partii Polski Jerzego Wilkera (po wojnie Skalskiego), po 1945 roku szefa personalnego Komendy Wojewódzkiej MO w Krakowie, i Zofii Nimen (Skalskiej), byłej sekretarz technicznej KC Międzynarodowej Organizacji Pomocy Rewolucjonistom (MOPR) – przybudówki partii komunistycznej (por. L.Żebrowski: Ludzie UD. Trzy pokolenia, “Gazeta Wyborcza” 30 września 1993 r.). Był jednym z najbardziej zajadłych obrońców monopolu warszawskiej “elitji” na rządzenie. 7-8 kwietnia 1990 r. opublikował na łamach “GW” znamienny artykuł Bieda-partie, wyszydzający tworzące się partie prawicowe i postulujący utrzymanie pełnego monopolu na rządzenie w ręku geremkowskich mędrców z OKP. W czasie kampanii prezydenckiej 1990 roku oskarżał Wałęsę o “ostrożne” granie na nastrojach “antysemickich” przez wielokrotne podkreślanie, że on sam jest od pokoleń czystym Polakiem (por. “GW” z 12 listopada 1990 r.). We wcześniejszym artykule z “GW” z 15 września 1990 r. uskarżał się na ciągłe tropienie lewicy i “wmawianie” lewicowości Michnikowi, choć on się już od niej dawno odżegnał. Według Skalskiego: Określenie “lewica” pełni podobną rolę jak na znacznie niższym szczeblu kulturowym pojęcie “Żyd”. Kto zły – ten Żyd, ewentualnie lewicowiec. Zaniepokojony możliwością radykalnych zmian przeciwstawiał się Janowi Olszewskiemu od początków jego kandydowania na premierostwo w grudniu 1991 r.
Skalski od początku należał do skrajnych panegirystów Balcerowicza. Wykpiwał rzemieślników, uskarżających się na upadanie polskiego rzemiosła, zyskując od jednego z nich mistrza brązownictwa Ryszarda Szczepaniaka kuszącą ofertę “Skalski na Kubę?” (“GW” z 18 lutego 1991 r.). W sążnistym artykule Sami swoi we własnym domu (“GW” z 2-3 października 1993 r.) z furią wyszydzał ludzi zatroskanych o los interesów narodowych w polskiej gospodarce, jej konkurencyjność – zagrożenia dla polskiego przemysłu. Szczególnie ostro atakował krytyków polityki IMF i Banku Światowego wobec Polski oraz koncepcji euroregionów, napadał na J.M.Rymkiewicza za jego zatroskanie o polską tożsamość narodową.
Krzysztof Śliwiński, dziennikarz. Były działacz warszawskiego Klubu Inteligencji Katolickiej. Współpracował ze “Znakiem”, “Więzią” i “Tygodnikiem Powszechnym”. W 1989 roku zastępca redaktora naczelnego “Gazety Wyborczej”. W czasie konfliktu wokół oświęcimskiego Karmelu grubiańsko zaatakował Prymasa Polski Józefa Glempa, zdecydowanie stając po stronie rabina Weissa – por. tekst Śliwińskiego (“GW” z 28 sierpnia 1989 r.) i polemizujący z nim tekst Andrzeja Siemianowskiego Pan Śliwiński poucza Prymasa (“Ład” 10 września 1989 r.). Stronniczo prożydowski Śliwiński, członek Prezydium Zarządu Towarzystwa Przyjaźni Polsko-Izraelskiej, został skierowany w nagrodę za jednoznaczność swej postawy na ambasadora w arabskim Królestwie Maroka w 1990 roku. Po powrocie z placówki został rzecznikiem MSZ, a później pełnomocnikiem MSZ ds. kontaktów z diasporą żydowską. Odpowiedni człowiek na odpowiednim miejscu (!!!).
Kazik Staszewski, wokalista zespołu “Kult”. Autor ohydnego nawiązania “do polskiego hymnu narodowego w nazwie swego utworu Jeszcze Polska, stanowiącego skrajny atak na Polskę, polski patriotyzm i tradycje, między innymi w zwrotce:
Głupia duma narodowa
i kompleksy od stuleci
Brudne twarze z wąsikami
– ci agresywni frustraci.
W tekście piosenki powtarzał się niewybredny refren: Coście skurwysyny uczynili z tą krainą.Wśród oskarżeń pod adresem różnych polskich “zeł” nie zabrakło napiętnowania polskiego antysemityzmu w słowach:
Coście skurwysyny uczynili z tą krainą.
Pomieszanie katolika z mafią postkomunistyczną
Ci modlący się co rana i chodzący do kościoła
Chętnie by zabili ciebie tylko za kształt twego nosa.
Leszek Miller, polityk, szef URM. Przedstawiany czasem jako rzekomo jeden z liderów bardziej “polskiego” skrzydła w SLD. Przypomnijmy więc ocenę Polski jako “dużej myszy”, daną przez tego postkomunistycznego “patriotę” w wywiadzie dla francuskiego “La Liberation” w 1989 r. Odpowiadając na pytanie francuskiej redakcji na temat roli Polski i wpływu jej doświadczenia na cały blok socjalistyczny, L.Miller odpowiedział: Niejednokrotnie uważamy się tutaj za Mesjaszy, tak jakby wszystko kręciło się wokół nas. W rzeczywistości nie jesteśmy nawet małym słoniem, jesteśmy raczej dużą myszą (cyt. za “Forum” z 17 września 1989 r.). 2-3 maja 1996 r. Miller gorąco fraternizował się z Michnikiem podczas zorganizowanego przez Instytut Polski w Sztokholmie seminarium “Chrześcijanie i Żydzi” z udziałem przedstawicieli Polski, Izraela, USA, Niemiec i Szwecji. Zarysowała się tak ogromna zbieżność poglądów Millera i Michnika na temat stosunków polsko-żydowskich, że ktoś z sali zaskoczony zapytał:Czy panowie w ogóle czymkolwiek się między sobą różnicie? Miller odpowiedział, iż tym, że Michnik ma większe powodzenie u kobiet. Żydowskim uczestnikom sesji bardzo spodobała się stanowczość, z jaką spadkobierczyni SLD – SdRP potępiła ustami Millera kampanię pomarcową 1968 r. (śladem uchwały SdRP z marca 1990 r.). Ktoś z sali zapytał jednak Millera: Dlaczego pańskie ugrupowanie nie widzi innych, którym uczyniło krzywdy? Dlaczego widzi tylko pokrzywdzonych w Marcu ‘68 Żydów, a nie widzi tego, że pokrzywdzonym bliźnim jest również Polak? (cyt. za B.Sułek-Kowalską: Michnik tubą Millera, “Tygodnik Solidarność” z 24 maja 1996 r.). Przypomnijmy, że tak fraternizujący się dziś z przedstawicielami Żydów w świecie towarzysze Miller, Rosati, Kwaśniewski czy Cimoszewicz, bijący się za “grzechy” wobec Żydów, i to nie tylko w swoim imieniu, ale całego narodu polskiego (!!!), jakoś nie zdobyli się dotąd na przeproszenie np. choćby Kościoła polskiego za rozliczne krzywdy i prześladowania, zgotowane mu w okresie powojennym. Przeciwnie, SdRP dziś nadal kontynuuje deformowanie obrazu Kościoła i próby izolowania go do spółki z przedstawicielami dawnej tzw. opozycji laickiej.
18 września 1996 r. “Gazeta Wyborcza” błyskawicznie opublikowała tekst wygłoszonego zaledwie dzień wcześniej wystąpienia Leszka Millera na spotkaniu w Tel Awiwie z członkami Żydów łódzkich. W wystąpieniu Miller pozwolił sobie na swoisty “donos na Polskę”, twierdząc, że w społeczeństwie polskim jakoby nacjonalistyczna prawica wsącza jad rasizmu i szowinizmu. Piętnując występujący w Polsce jakoby “antysemityzm bez Żydów”, Miller między innymi niedwuznacznie, choć bez wymieniania nazwiska, zaatakował ks. Prałata H.Jankowskiego oraz nie wymienionych też z nazwiska autorów, piszących kłamstwa o pogromie kieleckim.
Jan Kott, krytyk literacki. W czasach stalinizmu jeden z najskrajniejszych politruków kultury żydowskiego pochodzenia, “inkwizytorsko” zwalczający przeważającą część tradycyjnej polskiej literatury narodowej jako “reakcyjną”. Nawet znany żydowski luminarz paryskiej “Kultury” Zygmunt Hertz przyznawał w liście do Czesława Miłosza z 2 lutego 1965 r. w kontekście Jana Kotta: bardzo Janka lubię, ale był kurwa, oj był (por. Z.Hertz: Listy do Czesława Miłosza 1952-1979, Paryż 1992, s. 207-208). Jeszcze długo po październiku 1956 r. przy różnych okazjach popisywał się proreżimowymi służalstwami, doczekując się u Jerzego Giedroycia wdzięcznego określenia “szmata”. W 1963 r. Giedroyć napisał w związku z jednym takim służalczym wystąpieniem Kotta: Ci ludzie zupełnie zwariowali. Stali się szmatami i bezwolnymi narzędziami nieinteligentnego systemu (…), a jednocześnie uważają siebie za jedynych reprezentantów, wieszczów etc. (…) (“Rzeczpospolita” z 6-7 listopada 1993 r.). Swoje stalinowskie wyczyny Kott próbował maksymalnie wybielić w pełnej kłamstw książcePrzyczynek do biografii. Dawny inkwizytor kultury nie zrezygnował z mentorskich pouczeń wobec Polaków, oskarżając ich o antysemityzm podczas wypadów ze Stanów Zjednoczonych do Polski (por. np. wywiad z J.Kottem: Kiedy skończy się mgła, “Polityka” z 6 października 1990 i komentarz polemiczny do tego wywiadu AL: Antysemityzm polski, “Niedziela” 28 października 1990 r.).


Andrzej Friszke, historyk. Przez wiele lat związany z katolicką “Więzią” pod redakcją T.Mazowieckiego. W swoim czasie zdobywał się na zrozumienie polskich racji. Po 1989 roku całkowicie poszedł za modą na chłostanie polskiej historii, narzuconą przez “europejczyków”, i stał się jednym z głównych filarów ich historiografii. W tej postawie doszedł do uznania haniebnego paszkwilu Michała Cichego na Powstanie Warszawskie w “Gazecie Wyborczej” za “ważny przyczynek” do historii Powstania (por. “Gazeta Wyborcza” 12-13 lutego 1993 r.). Wcześniej, w listopadzie 1992, komentując część raportu Jana Karskiego o stosunkach polsko-żydowskich na Kresach wschodnich po 17 września 1939 podważał dane o probolszewickim i antypolskim zachowaniu wielkiej części tamtejszych Żydów. Stwierdzenia na ten temat interpretował jako dowód zachowania żywotności negatywnych emocji i schematów myślenia. Prawdziwym skandalem wydawniczym była w 1994 roku w Londynie napisana przez Friszkiego obszerna syntetyczna historia powojennej opozycji, pełna skrajnych zakłamań i deformacji – Opozycja polityczna w PRL 1945-1980. W tej natychmiast panegirycznie rozreklamowanej przez warszawską “elitkę” książce zostały rozdęte na niebywałą skalę “opozycyjne” zasługi różnych, czasem wręcz marginesowych grup dysydentów wewnątrz partii komunistycznej lub ze środowisk z nią związanych typu “czerwonego harcerstwa” („walterowców”). Równocześnie zaś ogromnie zawężone, a częstokroć wręcz przemilczane były różne działania faktycznie największej siły opozycyjnej w PRL-u – Kościoła katolickiego. Podobną stylistykę pominięć i przemilczeń zastosował Friszke w odniesieniu do konspiracyjnych odłamów harcerstwa, ruchu oazowego, różnych anty-PRL-owskich nurtów niepodległościowych.
Szczególnie wiele miejsca poświęca Friszke na reklamowanie “opozycyjnej” działalności marksizujących młodych “komandosów” typu Michnika, Deutschgewandta, Szlajfera. Tak skąpy w informacje o pozytywnej roli Kościoła, chrześcijańskich i patriotycznych nurtach opozycji, Friszke wykazuje niezwykłą hojność w przedstawianiu wszelkich niby-opozycyjnych działań swych ulubionych “komandosów”. Prawie całą stronę (s. 238) poświęca na przedstawienie wielkiego czynu opozycyjnego – kolportażu w 1967 roku na Uniwersytecie tzw. ulotki wietnamskiej, wyrażającej solidarność z komunistycznym Wietnamem przeciw Stanom Zjednoczonym. Cóż za opozycyjna odwaga?! Czytamy o innych wielkich czynach “opozycyjnych” komandosów (o pochodzie 1 maja 1966 r. pod ambasadę amerykańską z protestem w obronie komunistycznego Wietnamu, o podobnym pochodzie pod ambasadę USA w lutym 1967, o demonstracji pod ambasadami Grecji i Stanów Zjednoczonych w maju 1967 (s. 232). Friszke nie podaje tylko, ile dokładnie osób uczestniczyło w tych wielkich czynach “opozycyjnych” – pięć czy piętnaście? Friszke szczegółowo wylicza różne inne dzielne dokonania „michnikowców” i grupy Deutschgewandta. Podkreśla, że młodzi z grupy Deutschgewandta uważali się tak, jak „michnikowcy” za nonkonformistycznych lewicowców. Należeli do ZMS, chodzili na pochody 1-majowe (s. 231). Tak więc teraz już wiemy na czym polegał nonkonformizm w czasach Gomułki – należeć do ZMS i chodzić na pochody 1-majowe!!! Friszke uspokaja jednak nieco zaskoczonych czytelników, żechoć większość komandosów pochodziła z rodzin komunistycznych, to jednak tylko niektórzy byli dziećmi wysoko postawionych urzędników partyjnych lub rządowych (s. 230). Sam Friszke przyznaje, że wielce opozycyjnych komandosów łączył wyraźnie krytyczny, “szyderczy” stosunek do polskich “tradycji”, lekceważenie i całkowite niemal pomijanie roli katolicyzmu w kulturze narodowej, traktowanie wielkiej akcji milenijnej nowenny jako wyrazu zabobonnej religijności,to, że byli na ogół przeciw Prymasowi w konflikcie, jaki wybuchł po liście biskupów polskich do niemieckich (s. 235). Za wielki czyn opozycyjny traktowali odśpiewanie Międzynarodówki po wydaniu wyroku skazującego na Kuronia i Modzelewskiego za przygotowanie ich trockistowskiego “Listu Otwartego” (s. 229).
Książka Friszkego spotkała się z prawdziwie miażdżącą oceną jednego z najwybitniejszych współczesnych polskich historyków prof. Tomasza Strzembosza w szkicu Historia oglądana z okna salonu (“Tygodnik Solidarność” 9 grudnia 1984 r.). W szczegółowo udokumentowanym szkicu Strzembosz zarzucił Friszkemu skrajny daltonizm historyczny, dostrzeganie z łatwością w “polskim zoo” różnych kolorowych papużek, koliberków, motyli i małpeczek, a niedostrzeganie wielkiego, potężnego słonia, jakim jest w tym ogrodzie Kościół katolicki, oraz różnych innych nieefektownych polskich jeleni i wilków oraz mnóstwa innych “zwykłych” zwierząt.
Wiesław Górnicki, dziennikarz, pułkownik. Przeważająca część czytelników pamięta go jako jednego z najskrajniejszych janczarów stanu wojennego. Jak wspominał Andrzej Kaczyński w “Rzeczypospolitej” (z 17 marca 1994 r.): (…) kto pamięta ówczesne występy pułkownika w kraju – w tv i prasie: zakneblowani rozmówcy, z widmem weryfikacji przed oczami, i mocny człowiek Jaruzelskiego, który sam sobie stawia “drażliwe” pytania i udziela na nie miażdżącej odpowiedzi. Te miny marsowe, nieokiełznane wybuchy pasji (…). Mniej pamięta się o wcześniejszych harcach “pułkownika” Górnickiego jako dziennikarza szkalującego narodową historię. By przypomnieć choćby haniebny antypatriotyczny wypad W.Górnickiego na łamach czasopisma “Świat”. Górnicki wsławił się tam artykułem poniewierającym księcia Józefa Poniatowskiego, pisząc o niejakim, który prawdopodobnie po pijanemu utopił się w Elsterze, wydając przy tym kabotyńskie okrzyki (chodziło o przedśmiertne zdanie wypowiedziane przez umierającego z ran księcia – bohatera Polski i Francji: Bóg mi powierzył honor Polaków!).Jeszcze bardziej hańbiący był “wyczyn” W.Górnickiego z 1988 roku. Urządził on wówczas skrajną awanturę “Konfrontacjom” za umieszczenie w kwietniu, Miesiącu Pamięci Narodowej, na okładce miesięcznika zdjęcia pomnika katyńskiego na Powązkach, sprzeciwiając się oddaniu hołdu ofiarom Katynia, bo nie jest prawdą, że każdego z nich uważam za niewinnego. Polski autor uzasadniający, że kaci katyńscy nie wszystkich zamordowali tak całkowicie bez uzasadnienia (!!!). Była to tak skrajna nadgorliwość w owym czasie, że redakcja “Konfrontacji” musiała opublikować szereg listów, piętnujących obrzydliwy tekst płk. Górnickiego.
Dziś w epoce wybielań dawnych politryków w pismach postkomunistycznych typu “Polityki” zapomniano o dawnych “hańbach” Górnickiego. Przeciwnie, fetuje się go jako bohaterskiego nonkonformistę, który zaryzykował swą karierę dziennikarską, by bronić Izraela po jego ataku na państwa arabskie w wojnie sześciodniowej 1967 roku (por. tekst Dyskretne odwołanie Górnickiego, “Polityka” 7 kwietnia 1990 r.). “Nonkonformizm” w obronie Izraela i skrajny konformizm w atakowaniu polskich bohaterów i ofiar męczeństwa(!). A dawny politruk dalej kłamie jak kłamał, pełen hucpy. W “Magazynie Gazety Wyborczej” z 17 marca 1995 r. ktoś z czytelników wytknął Górnickiemu, że w swej książce Teraz już można zmyślił rzekome wypowiedzi nieboszczyka, opisując aktywny udział Michaiła Susłowa w dyskusji z polską delegacją na czele z gen. Jaruzelskim 1 marca 1982 r., podczas gdy Susłow nie żył już od końca stycznia tegoż roku. Górnicki tłumaczył się błędami pamięci (“nieuświadomioną projekcją wsteczną”), dając gwarancję, że już takich pomyłek w przyszłości nie popełni, bo nie zamierza pisać dalszych książek. Wszystko to nie przeszkadza mu w publikowaniu kolejnych kłamstw i wyzwisk. Na przykład na łamach “Wiadomości Kulturalnych” z 21 stycznia 1996 r. w artykule Złodzieje naszej pamięci napisał, że chłopcom Walendziaka chodzi o rehabilitację postendeckiej szumowiny, która obecnie pełni w telewizji obowiązki narodu, i dodawał uwagi o oprychach z NSZ, o antysemickich obsesjach “Małego Dziennika”.
Jan Rutkiewicz. Przez kilka lat burmistrz warszawskiego Śródmieścia w okresie posocjalistycznych transformacji gospodarczo-społecznych. Jako burmistrz najbogatszej dzielnicy Warszawy miał ogromne możliwości rozstrzygania w sprawach budynków o wielkiej wartości materialnej. Jego ojciec był znanym działaczem komunistycznym, który zginął w czasie wojny. Matka Maria, żarliwa komunistka, w 1943 roku została zrzucona z samolotu w grupie inicjatywnej Marcelego Nowotki. Jako radiotelegrafistka była odpowiedzialna za kontakt z Moskwą. Zaprzyjaźniona z jednym z czołowych dygnitarzy żydowskiego pochodzenia, Romanem Zambrowskim, opublikowała w 1947 roku w Łodzi hagiograficzną broszurę na jego temat pt. Roman Zambrowski. Więzień sanacji, żołnierz, działacz partyjny. Po wojnie wyszła za mąż za jednego z najbardziej wpływowych działaczy partyjnych żydowskiego pochodzenia Artura Starewicza, w latach 1949-1953 kierownika Wydziału Propagandy KC PZPR, w okresie 1954-1956 sekretarza CRZZ, od 1963 do 1970 roku sekretarza KC PZPR. Trzeba przyznać, że Rutkiewicz nie ukrywał swego rodowodu. Na sesji rady poinformował, że pochodzi z rodziny najwyższych komunistycznych notabli. I żeby nie było żadnych nieporozumień dodał, że w tej rodzinie jest także wielu Żydów (według: S.Mizerski: Wszyscy wrogowie burmistrza, “Życie Warszawy” 18 lutego 1994 r.). Uskarżał się natomiast (por. S.Mizerski, op.cit.), iż: Przeżywanie dzieciństwa i młodości w rodzinie należącej do partyjnej elity było dla mnie niezwykle krępujące. Biedaczyna musiałbowiem należeć do uprzywilejowanego świata, musiał jeździć na wakacje do specjalnych ośrodków, musiał jadać w specjalnych stołówkach, musiał chodzić do specjalnych kin.
Chyba wtedy właśnie ukształtowały się w nim też specjalne cechy charakteru. Jak sam przyznawał (por. S.Mizerski, op.cit.): Chamstwo przychodzi mi bez specjalnego trudu.Wychowanie pod egidą ojczyma-prominenta, przez wiele lat faktycznego dyktatora komunistycznych mediów, miało jak się zdaje także różne inne efekty. Rutkiewicz chyba nieprzypadkowo odznaczał się taką awersją do rozwiązywania spraw różnych naruszeń własności prywatnej w dobie PRL-u i zwrotu mienia wówczas zagrabionego prawowitym właścicielom. Tym bardziej był za to skory do załatwiania spraw byłych reżimowych prominentów. Karyna Andrzejewska wspomina w książce Urban… byłam jego żoną (Gdańsk 1993 r., s. 268), iż: Urząd Śródmieście, gdzie funkcjonował burmistrz Rutkiewicz, bardzo chętnie podpisał z nim (Urbanem) umowę wieloletniej dzierżawy (chodziło o lokal dla “NIE” przy ulicy Poznańskiej, a początkowo wyznaczone czynsze były bardzo niskie, co wywołało prasowe protesty).
Tak spolegliwy wobec ludzi dawnego reżimu Rutkiewicz stawał się maksymalnie arogancki w rozmowach lokalowych z ludźmi z innych środowisk (vide skrajny konflikt z Janem Pietrzakiem, tak nie lubianym przez “europejczyków” za swą hymniczną pieśń Żeby Polska była Polską).
Jako burmistrz Śródmieścia Rutkiewicz ponosi odpowiedzialność za decyzję, przyznającą żydowskiej Fundacji im. Nissenbauma za śmiesznie niską cenę (1 miliard 590 tys. zł) gmach “PASTY” – słynny symbol bohaterskich walk Powstania Warszawskiego. Mówiono, że dzięki decyzji władz śródmiejskich Fundacja Nissenbaumów zrobiła interes stulecia. Nawet w “Polityce” pisano: Upór, z jakim śródmiejski urząd chce sprzedać “PASTĘ” Nissenbaumom jest godny podziwu, ale i zastanowienia. Ostatecznie Sąd Administracyjny uchylił decyzje władz administracyjnych stolicy jako bezprawne, ale po tylu latach nie doszło ani do ostatecznego przekreślenia roszczeń Nissenbaumów do budynku, ani też nie uwzględniono postulatów środowisk patriotycznych w sprawie przekazania “Domu PASTY” Kombatanckim Organizacjom AK-owskim.
Podwładni burmistrza Rutkiewicza w Śródmieściu doprowadzili do postawienia haniebnego namiotu cyrku w pobliżu Grobu Nieznanego Żołnierza, zwiniętego dopiero po długotrwałych protestach społecznych. Jak komentował Jeremi T.Królikowski na łamach “Tygodnika Solidarność” (nr z 23 września 1994 r.): świątynią dla niego (Rutkiewicza) jest plac Defilad i ulica Marszałkowska. Tam – jego zdaniem – nie powinno być miejsca na handel uliczny. Natomiast dla wielu miejskich decydentów rzeczą normalną jest handel, cyrk i mecze koszykówki na placu Marszałka Józefa Piłsudskiego przed Grobem Nieznanego Żołnierza. W każdej kulturze cmentarz, grób to miejsca święte, tyle że nie dla wyznawców socrealizmu i sockapitalizmu (…).
Henryk Szlajfer, pracownik naukowy. Syn PRL-owskiego cenzora. W okresie przedmarcowym główny kompan Michnika. Po uwięzieniu załamał się i złożył bardzo wyczerpujące zeznania, później odpowiednio wykorzystane przez władze komunistyczne do propagandowego ataku przeciw uczestnikom ruchu marcowego 1968 r. Nie zdobył się na odwołanie swych zeznań w sądzie, z czego bardzo mętnie tłumaczył się po latach w “Krytyce” (nr 28-29). W rezultacie był potem wyraźnie bojkotowany przez byłych kolegów. Jak sam przyznał: Z Adamem, z którym byłem najbardziej zaprzyjaźniony, nie spotkałem się do 1980 roku. Po 1989 roku darowano mu dawne słabości i mianowano w końcu p.o. dyrektora Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych, choć był tylko doktorem o niezbyt dużym dorobku naukowym. Pełniąc to stanowisko “wyróżnił się” opublikowanym w wydawanym na Węgrzech czasopiśmie w języku angielskim ataku na polski Kościół katolicki, zarzucając mu rzekomy katolicki triumfalizm, stanowiący zagrożenie dla demokracji. Jako posłuszne narzędzie ministra Skubiszewskiego umożliwił przekształcenie Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych z odrębnego instytutu naukowego w kolejny departament Ministerstwa Spraw Zagranicznych, niszcząc w ten sposób wszelkie potencjalne szanse publikowania tam rzeczywiście śmiałych, niezależnych opracowań i ekspertyz o polskiej polityce zagranicznej.
Marian Turski, od dziesięcioleci kierownik działu historycznego w “Polityce”. W 1975 roku “wsławił się” wydaną (wraz z H.Zdanowskim) propagandową książczyną Ruch pokoju; ludzie i fakty, określającą tę komunistyczną ekspozyturę jako szóste mocarstwo (gniot tłumaczony był na szereg języków). W “Polityce” nr 51 z 1987 roku wyróżnił się pociskiem na teksty J.Korwina-Mikke, “wystrzelonym z Grubej Berty anty-antysemityzmu”. Jacek Bartyzel określił stylistykę ataku Turskiego jako przykład “nosa węszącego” nieubłaganych i dociekliwych kontrantysemitów (“Ład” z 31 stycznia 1988 r.). Przy innej okazji Turski wyraził na łamach “Polityki” radość z bojkotowania przez “warszawkę” pisarza Jerzego Narbutta po jego odważnym wystąpieniu na forum ZLP w grudniu 1980 roku o potrzebie pamiętania również o “morzu polskiej krwi”, wylanej przez żydowskich ubeków. Ze skrajnym “nosem węszącym” w poszukiwaniu potencjalnych “antysemitów” u Turskiego idzie w parze maksymalna pobłażliwość dla czołowych zagończyków antypolonizmu. 18 listopada 1989 r. Turski wystąpił w “Polityce” wielkim panegirycznym artykułem na temat Leona Urisa, najbardziej polakożerczego pisarza świata. Dodajmy, że w kilka lat później ten sam Turski “wsławił się” ogromnie pochlebną opinią na temat wartości “Mausu” Spiegelmana, żydowsko-amerykańskiego komiksu, w którym Żydzi są przedstawieni jako myszy, Niemcy jako koty, a Polacy jako świnie. Przypomnijmy, że wyrażający takie upodobania i fobie Marian Turski jest od trzech dziesięcioleci kierownikiem działu historycznego w “Polityce”, działu mającego wpływ na renomowane nagrody tego tygodnika za popularyzację historii Polski.
Andrzej Szczypiorski, pisarz. „Intelektualista” – konfident od lat pięćdziesiątych, kryptonim „Mirek” („Gazeta Polska”, czerwiec 1993 r.). Skrajny koniunkturalista i kameleon, swą łatwość zmieniania barw i przekonań tłumaczył w radiowej audycji „Muzyka i Aktualności” (z 14 maja 1994 r.) tym, że tylko krowy nie zmieniają poglądów. Nie zmieniali ich – według Szczypiorskiego także – SS-mani, którzy wierność przekonaniom mieli wygrawerowaną na pasach. Człowiek myślący ma zaś prawo zmieniać poglądy nawet kilka razy w życiu. To usprawiedliwianie zmian poglądów Szczypiorski w praktyce rozszerza również na podawanie całkowicie odmiennych, wręcz sprzecznych ze sobą, danych faktograficznych na te same tematy. Zależnie od tego, co warto eksponować w danym czasie. Widać to szczególnie wyraźnie w różnych koniunkturalnych „ewolucjach” poglądów Szczypiorskiego na stosunki polsko-żydowskie. W 1968 roku stanowczo występował na łamach opanowanego przez moczarowców organu ZBOWiD-u „Wolność i Lud” przeciw antypolskim oszczercom, stwierdzając: Od pewnego czasu krążą po świecie osobliwe opowieści, mity, legendy, a mówiąc precyzyjnie – zwykłe oszczerstwa na temat szerzącego się rzekomo w Polsce antysemityzmu. Dziś, zgodnie z przybierającym na sile w Polsce filosemickim koniunkturalizmem, Szczypiorski należy do czołowych głosicieli tez o skrajnie niebezpiecznym polskim antysemityzmie. Co więcej, upowszechnia w świecie najskrajniejsze donosy na Polskę i Polaków (por. osławioną wypowiedź Szczypiorskiego w Niemczech wiosną 1993 r. o tym, że Polacy również współdziałali w wyniszczeniu Żydów, przytoczoną w niemieckim periodyku „Das Parlament” z 7 maja 1993 r.). Przekonuje Niemców (np. we „Frankfurter Allgemeine Zeitung” z 4-5 marca 1995 r.), iż: polski nacjonalizm był młody, hałaśliwy, antysemicki i jednocześnie bardzo wyraźnie antyniemiecki (…) polska tradycja była narodowa, katolicka, antyrosyjska, a także antypaństwowa i anarchiczna (zob. tekst tego artykułu po polsku w „Gazecie Wyborczej” z 11-12 marca 1995 r.). Siedem lat wcześniej Szczypiorski zapewniał w wypowiedzi dla katolickiego „Ładu”: Z perspektywy lat uważam, że spotkały nas krzywdzące opinie, dotyczące antysemityzmu (…) („Ład” z 17 kwietnia 1988 r.).
Jeszcze w 1979 roku Szczypiorski pisał na łamach paryskiej „Kultury” (nr 5, s. 5), iż: (…) W kierowniczych ośrodkach polskich, które wówczas (w latach 1944-1945 – J.R.N.) deklarowały wierność ideałom komunistycznym i Stalinowi osobiście, dominowali działacze partyjni pochodzenia żydowskiego, którzy przetrwali w głębi Rosji, często zresztą w warunkach bardzo ciężkich. Jest tajemnicą poliszynela, że bardzo wiele stanowisk w aparacie państwowego przymusu obsadzili właśnie ci ludzie. Na str. 9 tego samego tekstu Szczypiorskiego czytamy, iż: Spora grupa przybyszów z ZSRR odgrywała znamienną i mało chwalebną rolę w stalinowskim aparacie władzy (…). I dalej na s. 13: Jeśli ci właśnie ludzie, którzy wczoraj zajmowali wpływowe stanowiska w partii i policji, dzisiaj głoszą na Zachodzie, że Polacy są krwiożerczymi antysemitami – to winni pamiętać, że stali się ofiarami własnych metod (…). To nie Polacy, lecz aparat polityczny, którzy oni sami własnymi rękoma tworzyli przed laty i w którego imieniu sprawowali władzę nad milionami ludzi – przypomniał im w roku 1968 ich żydowskie pochodzenie, naznaczył piętnem syjonizmu i na koniec wygnał z kraju, którego dość często – niestety! – nie uważali za ojczyznę, lecz za obszar rewolucyjnego eksperymentu (…). Jedenaście lat później w tekście Szczypiorskiego partyjni działacze pochodzenia żydowskiego, dominujący w kierowniczych ośrodkach polskich i zajmujący bardzo wiele stanowisk w aparacie przymusu, nagle stopnieli do pewnej drobnej garstki Żydów, którzy poprzednio jako funkcjonariusze odgrywali marną rolę (por. A.Szczypiorski: Umieraliśmy oddzielnie w sygnalnym numerze tygodnika „Po Prostu” z 1990 r.). W tymże tekście dowiadujemy się, że Żydzi tu i ówdzie jakąś rolę także odgrywali w służbach policyjnych.
Jeszcze w 1968 roku Szczypiorski gromko oburzał się na wysuwanie przeciw Polakom jakichkolwiek zarzutów zacofania i prowincjonalizmu. Pisał: Weryfikowanie Polski poza Polską jest bardzo starą i brzydką chorobą polskości. Kilku czy kilkunastu przedsiębiorczych cudzoziemców wmówiło nam kiedyś w zamierzchłych czasach, że jesteśmy prowincjonalni i nawet jeszcze dzisiaj dajemy niekiedy wiarę tym dyrdymałkom (A.Szczypiorski: Niedziela, godzina 21.10. Wybór felietonów radiowych 1964-1967, Warszawa 1968, s. 167). Dziś tenże Szczypiorski jest głównym upowszechniaczem żałosnych dyrdymałek o polskim skrajnym zacofaniu i prowincjonalizmie, Polsce jako „egzotycznych i jednocześnie przerażających dzikich polach Europy” („Polityka” 1 lipca 1995 r.). I co najgorsze: mnoży podobne oskarżenia w kierowanych na zewnątrz „donosach na Polskę i Polaków”. I jest za to odpowiednio honorowany nagrodami niemieckimi, państwową nagrodą austriacką za demaskowanie antysemityzmu (oczywiście w Polsce!).
Pisałem już, że Szczypiorski należy do tych „autorytetów”, które przeraźliwie lamentują nad zbyt nikłą liczbą osób z wyższym wykształceniem w Polsce, same posiadając tylko wykształcenie średnie (wykształcenia wyższego nie mają między innymi takie autorytety, jak Turowicz, Mazowiecki czy posiadacz „konspiracyjnej matury” Bartoszewski). Brak pogłębionego wykształcenia nie przeszkadza Szczypiorskiemu w wypisywaniu banialuk na wszelkie możliwe tematy z pozycji rzekomego znawcy. Na przykład w przeznaczonym dla niemieckiej prasy, a przedrukowanym w paryskiej „Kulturze” z 1979 r. artykule, przypuszczalnie ze skrajnej ignorancji minimalizował znaczenie polskiej tolerancji w przyznaniu schronienia dla Żydów, „odkrywczo” tłumacząc ją słabościami Polski. Według Szczypiorskiego: (…) Żydzi pojawili się w Polsce w wiekach średnich (…). W Polsce znaleźli warunki bardziej godziwe. Nie dlatego, że ówcześni Polacy byli wyjątkowo porządnymi ludźmi i ukochali Żydów, ale z powodu słabości władzy królewskiej i republikańskiego charakteru państwa (…). Gorszej bzdury nie można było wymyśleć. Otóż Żydzi znaleźli w Polsce warunki bardziej godziwe wcale nie z powodu słabości władzy królewskiej, ale dzięki humanistycznym królom, którzy byli ich zdecydowanymi opiekunami. I to wcale nie dzięki słabym królom. Czy można nazwać słabym władcą Kazimierza Wielkiego, który krnąbrnego wojewodę poznańskiego Maćka Borkowicza bez wahania skazał na śmierć morząc głodem w wieży? Czy słaby był nie malowany król Stefan Batory, który przyznał Żydom ich własny sejm-waad, a zarazem król, za którego rządów stracono magnatów Samuela Zborowskiego i Hrehory Ościka.
Przypomnijmy, że nawet jeden z czołowych niemieckich wrogów Polski feldmarszałek Helmut von Moltke (1800-1891), twórca potęgi militarnej Prus, w przeciwieństwie do Szczypiorskiego potrafił się zdobyć na docenienie ogromnej roli polskiej tolerancji w tym, że Polska stała się na stulecia schronieniem dla Żydów. H.Moltke pisał w książce O Polsce (Lipsk 1885 r., s. 30, 43), iż: Przez dłuższy czas przewyższała Polska wszystkie inne kraje Europy swoją tolerancją (…). Pierwsi Żydzi, którzy tu osiedli, byli wygnańcami z Czech i Niemiec. W roku 1096 schronili się oni do Polski, gdzie wówczas daleko większa tolerancja panowała niż we wszystkich innych państwach Europy. Dziś „polski” pisarz Szczypiorski przekonuje niemieckich czytelników, że zasługi Polaków w udzieleniu schronienia Żydom nie były wcale aż tak wielkie, jak kiedyś przyznawali nawet niemieccy wrogowie Polski typu Moltkego.
Szczypiorski jest dziś odpowiedzialny za nagłaśnianie antychrześcijańskiego oszczerstwa, sugerującego, że eksterminacja Żydów przez nazistów miała swą genezę w postawach chrześcijańskich. Według artykułu Szczypiorskiego z sygnalnego numeru „Po Prostu” w 1990 roku: (…) Kościół rzymski nie był bez ciężkiej winy. Jeśli istnieje w ogóle jakaś dialektyka historii, to w jej świetle można by zaryzykować pogląd, że naród niemiecki wziął na siebie wykonanie tej zbrodni, która się przewijała przez stulecia w brudnych, złych snach chrześcijańskiej Europy.


c.d.n

komorowskischudrich a56 abc425 b1 kaczynski022b1a4dkt1 kaczynski01299330rr1 Kaczynski hanuka komorowski-i-zydzi

26 marca 1937 roku

SŁOWO WSTĘPNE
Ostatnimi czasy coraz więcej i częściej mówi się o planach i dążeniach żydowskich, zmierzających do podboju całego świata przez żydów i podporządkowania wszystkich narodów świata władzy narodu żydowskiego. Równocześnie ze strony żydów czynione są próby zaprzeczenia temu, próby mało przekonujące; niepoważne.
Jak więc jest w istocie?
Otóż stwierdzić należy z naciskiem, że plany podboju całego świata przez żydów i podporządkowanie ich władzy wszystkich narodów świata nie są żadną nowością. Znane są już one nie od dziś, ani nie od wczoraj, ani nawet nie od stu, czy dwustu ale od lat tysięcy. A pierwsze wskazówki i dowody ich istnienia i nurtowania wśród żydostwa znajdą się w żydowskich księgach świętych.Rzecz zrozumiała, że cytaty, wzięte z ksiąg Mojżesza i innych żydowskich ksiąg świętych, miały pewne znaczenie i moc obowiązującą wobec żydów dopóty, dopóki żydzi nie sprzeniewierzyli się Bożemu posłannictwu; kiedy nie tylko odrzucili naukę Jezusa, jako naukę zapowiedzianego im Mesjasza, ale nawet okrutnie go zamordowali, wówczas wszelkie przyrzeczenia i zapowiedzi Boskie, zawarte w księgach Mojżesza i innych, straciły swe znaczenie i swoją moc obowiązującą. Dlatego też dalsze powoływanie się na nie żydów, jest karygodnym z ich strony nadużyciem, za które też Bóg spuszcza na nich od czasu do czasu srogie kary, jakich od prawie dwóch tysięcy lat, społeczeństwa narodów nieżydowskich są świadkami.

Zauważyć przy tym jeszcze należy, że, aczkolwiek Jezus, jako Mesjasz, spełnił wszystko co przepowiedzieli o Nim Prorocy, żydzi jednak, jak nie uznali w Nim wysłannika Bożego, tak i nie uznają Go do dziś, wierząc uparcie, że zapowiedziany im niegdyś Mesjasz będzie potężnym królem, mającym za zadanie zaprowadzić na całym świecie królestwo mesjańskie, będące właściwie królestwem żydowskim. W królestwie tym żydzi, jako ,,naród wybrany” będą warstwą panującą, a reszta narodów ma być ich niewolnikami.

Jezus nie ziszczał przecież tych ściśle materialistycznych nadziei i oczekiwań żydowskich. Nie był wojownikiem i potężnym władcą ziemskim. Dlatego też został przez żydów odtrącony, a nawet, jak już wyżej powiedziałem, potwornie zamordowany. Za co? Za to, że głosił hasło: ,,Miłujcie nieprzyjaciół waszych; dobrze czyńcie tym, którzy was nienawidzą i módlcie się za prześladujących i oczerniających was”.

Tak wzniosłe hasło nauki Chrystusowej było czymś niepojętym dla żydów, narodu na wskroś zmaterializowanego i dyszącego straszliwą nienawiścią do innych narodów. Nie dość na tym. Było ono także kamieniem obrazy dla żydów, oczekujących Mesjasza, jako pogromcy narodów nieżydowskich, mściciela krzywd rzeczywistych i urojonych, jakich żydzi doznali od nich, odnowiciela królestwa Izraelskiego i budowniczego nowego potężnego państwa żydowskiego na całym świecie. O tak właśnie pojmowanym Mesjaszu żydzi mówią bardzo wiele w całym szeregu różnych pseudo proroczych pism swoich, których tutaj nie sposób wyliczyć, tak wielka jest ich liczba.

Najciekawsze i najcharakterystyczniejsze we wszystkich tych pismach jest to, że prawie jednogłośnie przedstawiają one czasy przyjścia Mesjasza, jako epokę powszechnych walk, zaburzeń, wojen i przewrotów rewolucyjnych, a samego Mesjasza, jako mściciela i pogromcę narodów nieżydowskich oraz twórcę wszechświatowego państwa żydowskiego, w którym żydzi będą narodem panującym nad pozostałymi. Równocześnie żydzi sądzą, że na nadejście czasów mesjańskich nie powinni cierpliwie wyczekiwać z założonymi rękoma, lecz przeciwnie, powinni dążyć wszelkimi siłami do przyspieszenia ich nadejścia, by tym samym niejako zmusić Mesjasza do wcześniejszego pojawienia się na ziemi.

W tym też celu żydzi już w pierwszych wiekach chrześcijaństwa wywołali cały szereg wojen i zamieszek w państwie rzymskim. Wojen i zamieszek, które miały po pierwsze: osłabić i zniweczyć państwo rzymskie (co zresztą w końcu V-ego wieku osiągnęli), po drugie: zniszczyć chrześcijaństwo, jako twór znienawidzonego i zamordowanego przez nich Jezusa, czego jednak nie udało się im przeprowadzić, gdyż chrystianizm szczęśliwie zniósł i przezwyciężył wszelkie prześladowania i zadawane mu rany, by wreszcie w wiekach średnich ku niesłychanej wściekłości żydów, dojść do wspaniałego rozkwitu. Wówczas to kościół wprowadził do życia społecznego wiernych zazdrości godną harmonię i jednocześnie doskonalił ich duchowo w myśl zasad i wskazań nauki Chrystusowej.

Wspaniały rozkwit chrześcijaństwa oraz powstanie i rozwój całego szeregu nowych państw w świecie, opartych o kulturę i cywilizację chrześcijańską, w najwyższym stopniu niepokoiło żydostwo, które w tym czasie, po klęskach, jakie nań spadły wraz z upadkiem państwa rzymskiego, leczyło zadane mu rany, równocześnie przebudowując się wewnętrznie, według zasad i wskazań Talmudu, który też swoimi niezliczonymi nakazami i zakazami, niczym żelaznymi obręczami, ściskał i zamykał coraz bardziej żydostwo, czyniąc je społeczeństwem niesłychanie zwartym i posłusznym woli i rozkazom jego ,,nieznanych naczelników”.

Wprawdzie w międzyczasie żydzi próbowali za pomocą mahometanizmu zwalczać chrześcijaństwo, ale to trwało niedługo, bo po pierwsze: mahometanizm uwolnił i uniezależnił się od wpływów żydowskich i mimo bezsprzecznego sprzyjania żydostwu zawiódł także jego nadzieje i oczekiwania: nie stał się po prostu narzędziem tajnych zamierzeń i celów żydowskich, czym był właśnie w pierwszym okresie swego rozwoju; po drugie: narody chrześcijańskie, wzmógłszy się na siłach, wystąpiły wreszcie zaczepnie do walki z islamem, zadając mu cały szereg poważnych klęsk i zmuszając go do cofnięcia się z zajętych pozycji nie tylko w Europie, ale nawet i w Azji (wyprawy krzyżowe).

Klęski islamu żydostwo odczuło bardzo boleśnie, bowiem zniweczyły one jego ówczesne plany podboju całego świata, poważnie przy tym osłabiając jego potęgę i znaczenie w Europie, a nawet grożąc mu całkowitą zagładą.

Wobec takiego stanu rzeczy należało szybko zmienić ówczesne metody działania i przystosować się do nowych warunków, skierowując żydostwo na nowe tory rozwoju. Na rozkaz „nieznanych naczelników” narodu żydowskiego dzieła tego podjęli się: Mojżesz Majmonides i współcześni mu kabaliści. Na czym polegała ich praca? Na ponownym nawiązaniu ścisłej łączności pomiędzy żydostwem, a światem chrześcijańskim, łączności, która wskutek ogarnięcia żydów przez Talmud, została w średniowieczu zerwana i pozbawiła przez to samo żydów bezpośredniego wpływu na ogół państw chrześcijańskich, tworząc jednocześnie wśród nich dla żydów faktyczne ghetto już na długi czas przed jego prawnym powstaniem.

Podczas gdy Majmonides dziełami swymi oddziaływał głównie na inteligencję żydowską, kabaliści pracowali nad żydowskimi masami. Pod wpływem ich wspólnego, pozornie niezgodnego z sobą wysiłku, pękły wreszcie organizacyjne okowy Talmudu, niepotrzebne już żydostwu, które wówczas było już tak wytresowane, że bez żadnych trudności, dostosowywało się posłusznie do wskazówek i poleceń swoich ,,nieznanych naczelników”.

Odtąd też rozpoczyna się nowy okres przygotowawczy żydów dookoła przyśpieszenia nadejścia czasów mesjańskich, okres w którym kolejno mamy reformację, ten wytwór ducha i mózgu żydowskiego, która spowodowała rozłam w dotychczas jednolitym chrześcijaństwie zachodnim i wstrząsnęła potężnie jego podwalinami, oraz szereg poreformacyjnych ruchów rewolucyjnych, opartych o podłoża sekciarskie i wojen religijnych, w których inspirowaniu i kierownictwie udział żydów został już niezbicie dowiedziony.

W pierwszych latach poreformacyjnych (mniej więcej pomiędzy 1517-1540) żydzi do tego stopnia wierzyli w swoje zwycięstwo nad kościołem katolickim, że nawet publicznie określali już czas, w którym ,,Izrael zostanie wywyższony i zapanuje nad światem”. Jednocześnie zapowiadali nadejście Mesjasza raz na rok 1529, innym razem na rok 1530, 1531, 1532, 1534, przy czym dodawali, że nastąpi to nie później jak do 1540 roku, mianowicie jeszcze przed upływem 5300 roku według kalendarza żydowskiego.

Jednak te żydowskie nadzieje i rachuby zawiodły na całej linii. Zamiast bowiem Mesjasza, pojawiły się antysemickie pisma Marcina Lutra, który wreszcie przejrzał, do czego go żydzi użyli i używać nadal zamierzali i gwałtownie przeciwko nim wystąpił. Wystąpienie Lutra przeciwko żydom musiało na nich podziałać jak grom z jasnego nieba, tym więcej, że było ono niesłychanie gwałtowne:

,,Nigdy nie było pod słońcem narodu krwi żądniejszego i mściwszego – pisał Luter – niż ci, którym zdaje się, że są narodem przez Boga wybranym, aby obowiązani byli i musieli mordować pogan.

Największą rzeczą jakiej spodziewają się od swego Mesjasza jest to, że powinien swym mieczem wymordować i zatracić cały świat.

Żyd to jest serce żydowskie, jest drewniano-kamienno-diabelsko-stalowo twarde, niczym niewzruszalne… gdy przyjdzie Mesjasz, to on ma zabrać całemu światu złoto i srebro i pomiędzy nich rozdzielić…”.

,,Pod ich boźnice i szkoły należy podkładać ogień, a kto może, niech dorzuca do niego smoły i siarki. Kto dorzuciłby do tego piekielnego ognia uczyniłby dobrze. A czego nie chwyci ogień, potrzeba posypać grubo ziemią, ażeby żaden człowiek nigdy nie zobaczył kamyka lub żużla z tego. Tak samo potrzeba połamać i zniszczyć ich domy, a ich samych jak cyganów pozamykać pod dachem lub w chlewie, aby wiedzieli, że nie są panami świata.

Potrzeba żydom odebrać urzędową opiekę i zamknąć przed nimi drogi, bo nic na wsi nie mają do szukania. Potrzeba zakazać wszelkiej lichwy i odebrać i wszelki majątek, klejnoty, złoto i srebro, bo wszystko, co posiadają ukradli swoim rozbojem lichwiarskim, bo w inny sposób żyć nie umieją… Bogacą się naszym potem i naszą krwawicą, my stajemy się coraz biedniejsi wskutek wyzysku. Wysysają nas jak pijawki, jak zmora leżą nam na piersiach te próżniacze szelmy i leniwce; te brzuchacze chlają i żrą i dobre czasy spędzają w naszym domu, za to wszystko bluźnią jeszcze panu Jezusowi, kościołom, książętom i nam wszystkim grożą i życzą śmierci i wszelkiego nieszczęścia.”

Rzecz zrozumiała, że następstwa wystąpienia Lutra przeciwko żydom były dla nich opłakane: nastały znowu czasy strasznych pogromów.

W ogóle zaznaczyć należy, że niemal cały wiek XVI i pierwsza połowa wieku XVII były okresem niezliczonych prób żydowskich do wywołania w Europie powszechnej zawieruchy, która miała w zakończeniu oddać władzę nad narodami europejskimi w ręce żydostwa. Czasy te są także okresem pojawienia się wśród żydów całego szeregu fałszywych ,,mesjaszów”, którzy na polecenie ,,nieznanych naczelników” podniecali ciemne masy żydowskie i zachęcali je do ponoszenia coraz to nowszych ofiar na rzecz maniackich planów podboju całego świata przez ,,naród wybrany”.

Ale te wszystkie wysiłki się nie udały: żydostwo znowu spotkał sromotny zawód. Mimo to nie zrezygnowało ono ze swoich tajemnych planów. Po krótkim bowiem leczeniu otrzymanych ran przystąpiło do ponownej reorganizacji wewnętrznej, mającej na celu przygotowanie się do świeżej akcji. I znowu mamy przygotowania na dwa fronty: na zachodzie Mojżesz Mendelssohn wykreśla – głównie inteligencji żydowskiej – nowe drogi postępowania i penetrowania w głąb społeczeństw rdzennych; na wschodzie zaś przygotowuje i tresuje ciemne, fanatyczne masy żydowskie do wydatnego poparcia wysiłków ,,nieznanych naczelników” – Izrael z Międzyborza, a po jego śmierci Dob Beer z Międzyrzecza, organizując, je w związki chassydzkie, które nawiązują tradycją do dawnych historycznych związków chassydzkich, znanych w czasach rzymskich ze swojej rewolucyjnej działalności.

Jednocześnie ,,nieznani przełożeni” światowego żydostwa dochodzą do wniosku, ze bez oparcia się o jakoweś terytorium, które by na stałe było w niepodzielnym władaniu żydów, nie uda im się opanować pod swoją władzę narodów europejskich.

A że wówczas najwięcej żydów było skupionych na ziemiach polskich i że wszystkie czynniki społeczne były na ich usługi oraz że Polacy ze wszystkich narodów europejskich najłagodniej obchodzili się z żydami, przeto ,,nieznani naczelnicy” przeznaczyli ówczesną Polską na ,,ziemię obiecaną” żydów w Europie i polecili Jakóbowi Frankowi założyć na jej terytorium coś w rodzaju niepodległego państwa żydowskiego, na wzór dawnych zakonów rycerskich.

Zresztą nie było wówczas podatniejszego terenu w świecie na założenie królestwa żydowskiego nad Polskę, której szlachta, ,,czego wam właśnie trzeba – mówił Frank do żydów – jest dobra i głupia, jej królowie nie byli nigdy od niej mędrsi, dla was zaś byli zawsze jeszcze lepsi, niż ona. Gdy wypędzonych z ziem zachodnich przodków naszych przyjęła szlachta polska na swoją ziemię, wnet poznali w tej ziemi nową, obiecaną”.

Udała się nowa akcja żydowska na zachodzie Europy, głównie we Francji, gdzie żydzi w imię rzekomej wolności, równości i braterstwa wszystkich ludzi, rozpalili pochodnię rewolucji, która wprawdzie nie spełniła także w całej pełni rachub żydowskich, bo poprzestała tylko na Francji, resztę Europy pozostawiając we względnym spokoju. Jednak przyniosła ona od razu żydom wielkie korzyści najpierw we Francji w postaci równouprawnienia oraz utorowała ścieżki dla nadania żydom równouprawnienia w całej Europie, a tym samym przyczyniła się niesłychanie do wzrostu ich potęgi i znaczenia w świecie w ciągu XIX i XX wieku.

Ten wzrost znaczenia i potęgi żydów w świecie przypominał im marzenia mesjańskie, tj. od tysięcy lat snute skrycie plany opanowania pod swoją władzę całego świata. I znowu żydzi w ciągu XIX wieku rozpoczęli zręcznie siać niepokoje między narodami rdzennymi i pobudzać je do coraz to nowych wojen, które przyniosły żydostwu olbrzymie korzyści, wzmacniając go wydatnie zarówno gospodarczo, jaki i politycznie i kulturalnie. Dzięki właśnie tej powszechnej niezgodzie narodów-gospodarzy, żydzi umacniali w ich krajach swoje stanowisko, zdobyli równouprawnienie, ba, nawet przywileje, i chwycili w swe ręce rządy na światem. Kapitał zrabowany podstępnie narodom rdzennym dał im do tego siłę. Opanowawszy następnie przy pomocy wolnomularstwa ruch nacjonalistyczny XIX stulecia i zakaziwszy go materialistycznym, handlarsko-przemysłowym światopoglądem i kabalistyczną filozofią, żydzi uczynili europejską myśl nacjonalistyczną narzędziem własnych celów.

Dla żydowskich bowiem celów wywołano w Europie w 1848 roku ruchy ,,wolnościowe”, rewolucje oraz wojny: austriacko-pruską w 1866 i francusko-pruską w 1870 roku; dla żydowskich handlarzy diamentów prowadzili Anglicy wojnę z Burami; dla handlarzy opium, głównie żydów, zbombardowano bezbronne miasta chińskie; dla wzmocnienia pozycji żydów w Rosji, celem łatwiejszego przygotowania przez nich późniejszej rewolucji bolszewickiej, pchnięto Rosję w 1904 roku do wojny z Japonią, a w dziesięć lat potem – dla umocnienia pozycji żydów w całym świecie i przygotowania gruntu już pod jawne ich panowanie nad narodami nieżydowskimi, sprowokowano wojnę wszechświatową, która co prawda, nie spełniła wszystkich marzeń Izraela: następstwami swymi nie wszędzie zmusiła narody rdzenne do oddania władzy w ręce żydowskie lub żydowskich pachołków, przyniosła jednak olbrzymie korzyści finansjerze żydowskiej, wojnę bowiem wygrała nie koalicja francusko-angielsko-włosko-amerykańska, tylko żydowscy kapitaliści.

Dla ścisłości zauważyć należy, że do drugiej połowy XIX wieku, mianowicie do czasu, dopóki żydostwo nie wzmogło się potężnie na siłach i nie doszło niemal wszędzie do wielkich wpływów i wielkiego znaczenia, przywódcy jego w sposób bardzo oględny i niewyraźny mówili o planach i dążeniach żydów do opanowania całego świata pod swoją władzę. W roku 1859 zostało to już wypowiedziane jasno i wyraźnie na cmentarzu w Pradze przy mogile wielkiego mędrca syjońskiego, rabina Symeona-ben-Juhudy, wobec zgromadzonych tam z całego świata najbardziej wpływowych rabinów i mędrców syjońskich, kierujących losami żydostwa, przez znakomitego mędrca syjońskiego rabina Reichhorna. Rabin Reichhorn powiedział wówczas, co następuje:

„- Bracia! Nasi Ojcowie zawarli związek, wymagający od wszystkich wybrańców pokolenia Izraelskiego, aby się zbierali przynajmniej raz w każdym stuleciu przy mogile wielkiego mistrza Kalady, świętego Rabbi Symeona-ben-Jehuda, którego nauka nadaje wybranym potęgę na ziemi i władzę nad wszystkimi rodzajami Izraelskiego potomstwa.

Tysiące lat już ciągnie się walka narodu Izraela o wszechwładzę, która była obiecaną Abrahamowi, a która wydarta mu została przez Krzyż.
Nasi uczeni przez całe setki lat z niezrażającą ich niczym wytrwałością, prowadzą święty bój; lud nasz stopniowo podnosi się z upadku. Potęga jego wzmaga się i rozszerza. Do nas należy ten bóg ziemski, którego z taką niechęcią i smutkiem ulał nam Aaron na puszczy… ów złoty cielec, któremu się teraz wszyscy kłaniają i którego wszyscy ubóstwiają.

Gdy raz więc złoto ziemskie stanie się wyłącznie naszą własnością, władza przejdzie w nasze ręce, a wtedy spełni się owa obietnica dana Abrahamowi… Złoto! To wszechwładztwo na ziemi; ono jest siłą, rozkoszą i wynagrodzeniem; tym wszystkim, czego się człowiek lęka, a czego pragnie! Oto jest tajemnica kabały… oto najgłębsza nauka o duchu, który rządzi światem… oto jest cała przyszłość.

Osiemnaście wieków należały do wrogów naszych, lecz następne będą już należały do nas!

Po dziesiąty już raz schodzą się na tym cmentarzu ci, którzy w czasie tysiącletniej walki ludu Izraela z Krzyżem, w każdej nowej generacji wtajemniczeni bywają w ten związek skryty, mający na celu naradzenie się nad sposobami, dającymi możność korzystania z błędów wrogów naszych. Każdym razem nowy Sanhedryn zapowiedział coraz gwałtowniejszą walkę z tymiż wrogami, ale w żadnym stuleciu nie przyszliśmy do takiej potęgi, do tak świetnego powodzenia, jak w obecnych czasach.

Możemy więc słusznie pochlebiać sobie, że to, do czego dążymy, jest już bardzo bliskim, a przyszłość nasz jest zapewniona… minęły bowiem na szczęście owe czarne i smutne chwile, w jakich żydzi byli prześladowani. Postęp cywilizacji w narodach chrześcijańskich jest dla nas najlepszą tarczą obronną i nie przeszkadza w niczym dążeniom naszym.

Rozpatrzmy się tylko i rozbierzmy uważnie środki materialne, jakimi pokolenie żydowskie władać może, i tak: w Paryżu, Londynie, Wiedniu, Hamburgu, Neapolu, Rzymie, Amsterdamie, u wszystkich Rotszyldów i w wielu innych większych miastach, a zatem w całej Europie, żydzi są posiadaczami kilku miliardów franków, a przy tym w każdej mniejszej miejscowości są także żydzi, którzy trzymają w swym ręku całkowity obrót monety krążącej, a ożywiającej przemysł, handel i rolnictwo tejże miejscowości oraz przyległej okolicy.

Dzisiaj królowie i książęta panujący są zadłużeni po uszy na utrzymanie armii wojska. Giełda reguluje te długi; jeśli więc zapanujemy na giełdzie, zbliżymy się znacznie do władzy w państwie. Potrzeba zatem ułatwić pożyczki dla rządów, abyśmy coraz bardziej i więcej trzymali w naszych rękach. Za kapitały, dawane przez nas, trzeba o ile możliwości, brać w zastaw koleje żelazne, administracje podatków, lasy, fabryki i wszelkie dominia.

Ziemiowładztwo pozostanie zawsze żelaznym, długowiecznym majątkiem każdego kraju. Stąd wypada, iż potrzeba o ile możliwości nabywać posiadłości ziemskie, a im bardziej potrafimy wpłynąć na podział większych majątków, tym łatwiej dostają się one do rąk naszych.

Pod pretekstem ulg dla kas ubogich, potrzeba cały ciężar podatków i gminnych zwalić na posiadaczy ziemi, a skoro tylko będziemy jej właścicielami, cała praca robotników chrześcijańskich dostarczy nam dochodów nadzwyczaj korzystnych.

Praca jest niewolniczą sługą spekulacji, eksploatacja zaś jej i z tego pochodzące wpływy, są sługami rozumu… a któż może zaprzeczyć żydom, że nie posiadają rozumu, przebiegłości i chytrości?

Lud nasz jest ambitny, chciwy, skłonny do niepohamowanej pychy i miłujący rozkosze. Gdzie światło, tam cień; nie bez racji nasz Bóg nadał swemu wybranemu ludowi wolność węża, chytrość lisa, sokoli rzut oka, pamięć psa, pracowitość mrówki, stowarzyszanie się i solidarność – dobra. Byliśmy w niewoli babilońskiej, a staliśmy się potęgą. Świątynia nasza upadła, a tysiące innych świątyń podźwignęliśmy. Tysiąc osiemset lat byliśmy w niewoli, a dzisiaj przerośliśmy nad wszystkie te ludy, które nami pogardzały.

Powiadają, że mnóstwo żydów przystępuje do chrztu. To wcale nie szkodzi. Ochrzczeni posłużą nam właśnie i będą dla nas stopniami, po jakich wejdziemy na drogi nowo-odkryte, obecnie jeszcze nam nie znane; albowiem neofici trzymają się zawsze nas i mimo chrztu ich ciała, duch i umysł zostają prawie zawsze żydowskimi.

Nadejdzie czas, – za sto lat najpóźniej – że żydzi będą przechodzili na wiarę chrześcijańską, lecz w skutku połączeń fizycznych, chrześcijanie będą starali się zostać żydami, ale wówczas Izrael z pogardą ich odepchnie.

Naturalnym dla żydów wrogiem jest Kościół chrześcijański, powinniśmy – zatem ze wszystkich sił naszych wszczepiać weń wolnomyślność, sceptycyzm, niewiarę, schizmę, a podniecać wszelkie kłótnie i swary między rozmaitymi sektami chrześcijańskimi. W logicznym porządku rzeczy, zacznijmy od księży, głośmy przeciwko nim otwartą wojnę, otaczając ich podejrzeniami i drwinkami, śledząc pilnie i wyjawiając skandal prywatnego ich życia.

Powinniśmy się starać pozyskać wpływ na młodzież. Pretekst postępu cywilizacji, pociąga za sobą równouprawnienie wszystkich religii, a zatem wystarczy najzupełniej do wykreślenia nauki religii z programu chrześcijańskich szkół. Żydzi zaś potrafią otrzymać katedry nauczycielskie we wszystkich tychże chrześcijańskich szkołach i zakładach wychowania. Wypłynie stąd, że religijne wykształcenie pozostać musi w zakresie domowego wychowania; a ponieważ na to nie starczy czasu w największej części familii chrześcijańskich, rzecz naturalna, że duch religijny stopniowo upadać będzie, aż do zupełnego zatracenia.

Wywłaszczenie Kościoła z posiadłości ziemskich sprawi to, iż w krótkim bardzo czasie posiadłości te, jako należące do rządów, przejdą w nasze ręce za pożyczki, jakich tymże rządom czynić nie przestaniemy, a wszystkie te okoliczności wyjdą na naszą korzyść i potęgę, do której dążymy.

Wszelki handel połączony ze spekulacją i wypływającymi z nich korzyściami, nie powinien wychodzić z rąk naszych, boć to przecież – że tak powiem – jest wrodzonym prawem żydów. Najpierw powinniśmy zawładnąć handlem spirytusu, masła, ziarna i sierści, a wtedy będziemy posiadali w naszych rękach rolnictwo i całe gospodarstwo wiejskie. My potrafimy dostarczać zawsze ziarna dla wszystkich, lecz jeżeli by powstały jakieś nieukontentowania między ludem, wypływające z drożyzny i z niej pochodzącej nędzy – z łatwością możemy zwalić winę na rządy i wzniecić jakieś zamieszanie, co każda rewolucja, każde wstrząśnięcie, przysparza nam kapitału i zbliża do wytknięcia tego celu.

Wszelkie posady rządowe muszą nam być dostępnymi, a skoro tylko je otrzymamy, przebiegłość i pochlebstwa żydowskich faktorów z rozmaitych klas i postaci dopomogą nam dojść tam, gdzie są prawdziwe wpływy i prawdziwa potęga. Rozumie się samo przez się, że mowa jest o takich posadach tylko, które przynoszą ze sobą zaszczyty, władzę, przywileje i z tego wszystkiego wypływające zyski, albowiem te posady, których udziałem jest wiedza i praca, a mierne wynagrodzenie, mogą pozostać przy chrześcijanach.

Prawnictwo jest dla nas bardzo ważną rzeczą. Adwokatura to wielki krok naprzód, bo fach ten, prowadzący do najwyższych szczebli godności, najwięcej idzie w parze z chytrością i krętactwem, jakie są w nas od dzieciństwa wpajane i uważane za zalety, a które tak potężnie mogą dopomóc nam wznieść się do władzy i do wywierania wpływu na stosunki naszych naturalnych, a śmiertelnych nieprzyjaciół… chrześcijan.

I czemuż żydzi nie mogliby być ministrami oświaty publicznej, kiedy tyle razy byli już ministrami skarbu? Żydzi muszą również stanąć wszędzie jako pracodawcy, aby znieść prawa Goimów (niewiernych, grzeszników*), wymierzone przeciw dzieciom Izraela. My zaś z naszej strony, zostańmy wiernymi na wieki prawom, przekazanym nam przez ojców naszych, to jest: przechowaniu w sercach naszych nieprzebłaganej nienawiści dla wrogów i nieprzyjaciół Izraela.

Zresztą, już nie potrzebujemy praw dla ochrony naszej, bo takowe z tzw. postępem cywilizacji zostały prawie wszędzie w Europie już nam nadane. W obecnej więc chwili powinniśmy się starać o nabycie takich jeszcze praw, które wyłącznie mogą byś korzystnymi dla naszego ludu, jak na przykład: łagodne prawo o bankructwie, uchwalone w celu humanitarnym stałoby się w naszym ręku bogatszą kompanią złota, aniżeli niegdyś owe nieprzebrane kopalnie Kalifornii.

Żydzi powinni stanąć na czele wszystkich towarzystw spekulacyjnych, nie narażając się jednakże na żadne niebezpieczeństwo, które by mogło powstać z nadużycia praw krajowych, jakie przez swą przebiegłość powinni zręcznie omijać, i dlatego powinni się oddawać takim tylko naukom, które idą w parze z chytrością i przebiegłością im wrodzonymi, a które z tego powodu są dla nich łatwiejszymi.

Najporęczniejszym jest dla żydów kierować się na doktorów prawa i medycyny, kompozytorów muzyki, autorów w rozmaitych przedmiotach ekonomicznych, a to z przyczyny, że wszystkie te powołania i zajęcia nierozłączne są ze spekulacją.

Co do sztuk pięknych nasi wynajdą rozmaite sposoby na dobre przyjęcie debiutanta i chociażby ten był zwykłą marnością, potrafią otoczyć go pewnym kadzidłem pochlebstw i zachęty.

W naukach znowu medycyna i ekonomia polityczna należą do naszego plemienia. Doktor medycyny dopuszczonym bywa do najskrytszych tajemnic familijnych: w jego rękach jest życie naszych wrogów. O doktorach prawa, już wspomnianym było… W ekonomii zaś politycznej bardzo łatwo jest zamącić głowę i wykazać, że białe jest czarnym, a czarne białym.

Powinniśmy popierać starania chrześcijan o zastąpieniu aktu ślubnego, odbywanego w kościele, prostym kontraktem przed urzędnikiem cywilnym, bo wówczas ujrzeć będzie można żony i ich córy zdążające do naszego obozu, gdzie złoto przyciągać je będzie.

Jeżeli złoto jest pierwsza potęgą tego świata, to niezawodnie drugą jest prasa, lecz cóż ona może znaczyć bez współudziału pierwszej? Wszystkie zatem wyżej przytoczone zasady, rady i myśli wówczas dopiero się zrealizują, gdy prasa będzie nam podwładną. Nasi więc powinni i muszą objąć kierownictwo prasy codziennej w każdym kraju. Jesteśmy chytrzy, zręczni i władamy groszem, potrzeba zatem za pomocą wielkich dzienników politycznych kształcić i kierować opinię publiczną, według naszych wyłącznie interesów; krytykować dzieła i scenę i uzyskać wpływ na publiczność, czyli na proletariat.

Takimi drogami postępując krok za krokiem, odeprzemy chrześcijan od wszelkiego wpływu i podyktujemy światu to wszystko, w co ma wierzyć, co szanować, czym pogardzać i co przeklinać. Powtórzymy żałobny płacz Izraela i skargę na ucisk, który tak długo nas dławił!… Wtedy pojedynczo występować będą nasi nieprzyjaciele, atakując dążności nasze; lecz masy głupie i ciemne będą po naszej stronie.

My zaś, dzierżąc prasę w naszych dłoniach, będziemy mogli zmienić prawość w nieprawość; bezcześć podnieść do prawdziwej czci, będziemy mogli wstrząsnąć nietykalną dotąd instytucją rodziny i rozbić jej członków na oddzielne cząstki… Będziemy mogli wykorzenić to wszystko, w co dotychczas wrogowie nasi wierzyli… Będziemy mogli zrujnować kredyt, podburzyć drażniące namiętności, wydać wszystkiemu i wszystkim wojnę otwartą, narzucić sławę lub pogrążyć w otchłań bezcześci kogo i co tylko chcemy!…

Wszystko to, niechaj wyrytym zostanie w pamięci każdego Izraelity!…

Potęga nasza rozwinie się w olbrzymie drzewo, którego konarami będą; szczęście, bogactwo, potęga i rozkosz używania.

Każdy więc Izraelita powinien nieść pomoc drugim. Skoro tylko jeden kroczy naprzód, niechaj ciągnie i innych za sobą, a jeżeli mu się noga poślizgnie, niechaj wszyscy biegną mu na pomoc. Jeżeli który z naszych jest pociągnięty przez sąd chrześcijański za przekroczenia praw w kraju w jakim zamieszkuje, inni żydzi powinni mu dopomagać, lecz tylko w takim razie, jeżeli obwiniony postępował zgodnie z prawami, jakimi się rządził lud Izraelski.

Lud nasz jest zachowawczym, konserwatywnym, pielęgnującym i ochraniającym obrządki religijne i ustawy od początkowych; źródeł ich pochodzenia. Silnie stoi on przy prastarym; lecz w interesie naszym trzeba się starać przyjąć udział, a nawet przyjąć kierownictwo w reformach, które stają na porządku dziennym, to jest polepszeniu bytu materialnego klas roboczych i ubogich. Powinniśmy więc przyjąć udział w tym ruchu, ale tylko pozornie; bo w rzeczy samej starania nasze dążyć do skierowania całego prądu tych reform, czyli podziału pracy – na drogę polityczną.

Masy same przez się głupie i ślepe dają się zawsze powodować i prowadzić krzykaczom – a któż lepiej i głośniej od żyda hałasować i blagą omamiać potrafi?… Dlatego też nasi wiodą rej w prasie i na trybunach we wszystkich chrześcijańskich narodach.

Im więcej gromad i zebrań, tym więcej powodów do niezadowolenia, a lenistwa do pracy, z czego koniecznie musi nastąpić zubożenie ładu i poddanie go tym, którzy władają groszem, czyli dźwigną do pomnożenia proletariatu. Wszelki ruch, mający na celu zmianę wzbogaca nas, rujnując drobne majątki, które muszą brnąć w długi.

Kruchość podstawy nasze wpływy i naszą potęgę i dlatego popierać wypada wszelkie niezadowolenia, wypływające stąd wstrząśnięcia, bo te przysparzają nam bogactw i przyspieszają chwile dojścia do naszego jedynego celu… to jest do panowania na ziemi…”.

Tak mówił mędrzec żydowski, rabin Reichhorn. Mowa jego odsłania nam już całą duszę żydowską i kreśli cały program narodu żydowskiego, dlatego też zasługuje ona na poznanie, jako najlepsze studium psychologii żyda.

Ale na zjeździe praskim nie tylko został wyraźnie sprecyzowany plan podboju świata przez żydów, ale także postanowiono powołać do życia jawną organizacją żydowską, która by zajęła się praktycznym wcielaniem go w życie i która by równocześnie opiekowała się żydami na całym świecie udzielając im potrzebnych rad, pomocy i wskazówek, jak postępować mają. Tak więc powstał w Paryżu w 1860 roku, a więc w rok po zjeździe praskim, ,,Wszechświatowy Związek Żydowski” (Alliance Israelite Univeréslle), założony przez Adolfa Crémieux’ego.

Że ,,Wszechświatowemu Związkowi Żydowskiemu” ,,nieznani przełożeni” poruczyli zadanie praktycznego wcielania w życie programu podboju świata przez żydów, świadczy o tym najlepiej manifest, jaki Adolf Crémieux ogłosił przy założeniu tegoż ,,Związku”. W manifeście tym czytamy:

,,Wszyscy żydzi za jednego i każdy za wszystkich; nauka żydowska powinna zapanować na całym świecie; największy nasz wróg, chrześcijaństwo – rozkłada się, trafione w głowę; nasza narodowością jest religia ojców naszych i nie uznajemy innej, nasza sprawa jest wielka i świata, jej pomyślne zakończenie jest zapewnione, sieć pajęcza, którą Izrael zarzucił na całą kulę ziemską powiększa się i rozszerza z dniem każdym, a proroctwo naszych ksiąg świętych nareszcie się spełnia, bliski jest czas, w którym Jeruzalem stanie się domem modlitwy wszystkich narodów i ludów, tam flaga jedynego Boga żydowskiego powiewać będzie, i zatknięta zostanie na najdalszych krańcach świata, umiejmy wykorzystać nadarzające się sposobności, nasza potęga jest ogromna, uczmy się używać jak ku chwale zwycięstwa naszej sprawy. Czego mamy się obawiać? Niedalekim jest dzień, w którym wszystkie bogactwa, wszystkie skarby ziemi będą w rękach dzieci Izraela.”

Na zebraniach związku Crémieux głosił:

,,Musi powstać nowe państwo mesjańskie, nowe Jeruzalem musi wznieść się w miejsce cesarzy i papieży.”

Powyższe tłumacząc na język prostszy, bardziej zrozumiały, wyrazić należy następująco:

,,Nadszedł już czas na rozpoczęcie bezwzględnego niszczenia wszystkich dotychczasowych odrębnych państw i królestw, na zniesienie wszystkich religii, ma się rozumieć za wyjątkiem talmudowej (żydowskiej) i na ustanowienie na całym świecie jednego państwa żydowskiego, w którym naród żydowski będzie żywiołem panującym i w którym będzie obowiązywała tylko jedna religia, mianowicie żydowska.”

Ale przytoczony powyżej tekst mowy mędrca syjońskiego Reinchhorna, odsłaniający ostateczny cel dążeń narodu żydowskiego, dość jednak ogólnie mówi o sposobach, za pomocą których cel ten (podbój świata przez żydów) na być osiągnięty. Te jednak zostały już wypowiedziane dokładnie w pięć lat po tym, mianowicie w 1864 roku, przez innego mędrca syjońskiego, niejakiego Maurice (Mośka) Joly’ego, rzekomo Francuza, a w istocie marrana (żyda hiszpańskiego), którego przodkowie kiedyś ochrzcili się dla interesu lub z konieczności życiowych, spokrewnionego z wielu domami szlachty francuskiej różnego autoramentu (pokroju) i pochodzenia, nie wyłączając żydowskiego.

Joly, podobnie jak i jego przyjaciel Adolf Crémieux, mason najwyższych stopni, mimo chrześcijaństwa, które wyznawał pozornie, a więc oszukańczo, był żydem z krwi, kości i wiary. On to właśnie w 1864 roku napisał głośną swego czasu książkę, pt. ,,Dialogues aux Enfers sentre Macchiavel et Montesquieu ou la politique de Macchiavel aux XIX siecle par un zontemporaine” („Rozmowy Makiawela i Monteskiusza w piekle, albo polityka makawielska w XIX-ym wieku przez współczesnego”), skierowaną rzekomo przeciwko rządom Napoleona III-go we Francji, z którymi jako czynny polityk był w zatargu, a w istocie będącą technicznym doradcą uzurpatorów żydowskich, wskazującym im środki i sposoby, za pomocą których można będzie osiągnąć i utrzymać władzę w swym ręku nad narodami rdzennymi nawet wbrew ich woli.

Sztuczka, mistyfikacja (oszustwo*) żyda Mośka Joly’ego udała się znakomicie. Francuzi w książce jego widzieli najwyższego gatunku polityczny pamflet (utwór złośliwy) całym swym ostrzem skierowany przeciw rządom Napoleona III-go i za to samo uważał ją także rząd cesarski, a tymczasem żydzi śmieli się w kułak, że im tak łatwo udało się wywieść w pole głupich ,,gojów” i jawnie pouczyć swych współwyznawców o tym, w jaki sposób i jakimi środkami, ,,nieznani naczelnicy” Izraela, zamierzają osiągnąć i utrzymać władzę ,,narodu wybranego” nad całym światem.

Nie dość na tym. Doszło nawet do tego, że wielu Francuzów jak i cudzoziemców uważało i uważa jeszcze do dziś dnia Maurice (Mośka) Joly’ego za wielkiego (tak!) patriotę francuskiego, ,,kochającego gorąco (tak!*) swój kraj” (jaki, czy Palestynę?*), który na próżno, z narażeniem się cesarzowi – siedział nawet w więzieniu za swoją prawdomówność (???) i akcję polityczną !!! (co za wzruszające bohaterstwo!*), ostrzegał naród francuski przed rządami Napoleona III-go, które prowadziły Francję do nieuchronnej klęski (co też nastąpiło w 1870 roku*). Tak mówił w 1927 roku w Paryżu na jednym ze swoich wykładów Jean Izoulet, profesor Collége de France o rzekomych zasługach dla Francji Maurice (Mośka) Joly’ego.

Ale piewca ,,patriotycznych czynów” Joly’ego zapomniał widocznie przez ,,roztargnienie” dodać, że zarówno Maurice Joly, jak i Adolf Crémieux, Rotszyld francuski, słynny baron Hirsch, Józef Reinach, Victor Saint-Paul, Hippolyte Rodrigues, Jules Oppert (Blowitz) i inni żydzi przygotowywali Francję za czasów Napoleona III-go na zgubę, pchając ją z jednej strony do wojny z Prusakami, wojny, do której prowadzenia Francja nie była zupełnie przygotowana, z drugiej zaś strony dokładnie informując Prusaków o zasobach skarbu francuskiego, o stanie kraju i jego obrony, o nastrojach ludności itp. sprawach.

Wprawdzie niesłychanie ciekawe materiały dowodowe, świadczące niezbicie o tych haniebnych czynach żydów francuskich i niefrancuskich, których cała masa pętała się wówczas po Francji, za sprawą Adolfa Crémieux’ego w dziwny sposób ,,zniknęły” z francuskiego ministerstwa spraw zagranicznych, niemniej jednak o tym wszystkim wiadomym jest dość dobrze prawdziwym, patriotom francuskim.

Ale wracam do tematu.

Zarówno mowa rabina Reichborna jak i ,,Rozmowy Makaviela z Monteskiuszem w piekle” Joly’ego były jeszcze niedoskonałym żydowskim programem podboju świata. Ten został należycie odtworzony i wypracowany, po prostu z drobiazgową ścisłością dopiero w tzw. ,,Protokółach Mędrców Syjonu”, które duchowo, ideologicznie i stylistycznie łączą się ściśle z mową rabina Reichhorna i ,,Rozmowami” Joly’ego, jako że wypływają z jednego i tego samego źródła i środowiska, mianowicie – żydowskiego. Są więc bezsprzecznym tworem ducha i mózgu żydowskiego, czego w żaden sposób zaprzeczyć nikt nie jest w stanie.

Historia tzw. ,,Protokółów Mędrców Syjonu” jest niesłychanie romantyczna. Źródło ich pochodzenia nie jest ściśle znane i wątpliwym jest czy kiedyś nawet, w przyszłości, zostanie ujawnione. Nawet sprawa opublikowania ich zarówno po raz pierwszy w Petersburgu przez Butmiego, w grudniu 1901 roku pt. ,,Protokoły izwleczennyje iż tajnych chraniliszcz Sionskoj gławnoj kancelarii” („Wyderzki iż drewnich i sowremjonnych protokołow sionskich mudrecow w wsiemirnawo Obszczestwa franc-masonow”) [„Protokóły wybrane z tajnych schowków głównej kancelarii Syjońskiej” („Wyjątki z dawnych i współczesnych protokółów mędrców Syjonu Towarzystwa wszechświatowego masońskiego”)], jak po raz drugi w 1904 roku także w Petersburgu w wyjątkach przez Hipolita Lutostańskiego w jego dziele pt. ,,Talmud i jewrej” (Talmud i żydzi) i po raz trzeci w 1905 roku przez Sergiusza Nilusa w dziele pt. ,,Wielkie w małym, albo antychryst jako blisko nadchodząca polityczna możliwość”, w którym, jako dodatek zamieszczono rozprawę; pt. ,,Protokóły Mędrców Syjonu”, nie jest dokładnie wyświetlona.

Skąd i od kogo tekst ,,Protokółów” otrzymał Butmi – nie wiemy. Co do Lutostańskiego to prawdopodobnie swoje ,,wyjątki z masońsko-syjonistycznych protokółów, żydowskie tajemnice”, zaczerpnął od Butmiego. Jedynie Nilus podaje źródło, z którego otrzymał ich tekst rękopiśmienny w języku francuskim, mianowicie Aleksego Mikołaja Autchotina, marszałka szlachty gubernii czernichowskiej, późniejszego wicegubernatora Stawropola.

Skąd i od kogo zaś je otrzymał Suchotin – tego już nie wiemy. Wiemy tylko, że drugi egzemplarz tegoż samego rękopisu wręczono Sipiaginowi, rosyjskiemu ministrowi spraw wewnętrznych, który wkrótce potem został zamordowany.

,,Protokoły” wydawane były w Rosji kilkakrotnie zarówno przez Butmiego, jak i przez Nilusa. Ale nie dostawały się nigdy do rąk szerszej publiczności. Wykupywano je zaraz po wyjściu z druku. Fakt ten wyjaśnia niezrozumiałe na pozór zjawisko, dlaczego o ,,Protokółach” zarówno przed wojną, jak i w czasie wojny nic niemal w świecie nie wiedziano, mimo ich 9 wydań.

,,Protokóły Mędrców Syjonu” stają się dopiero głośne w całym świecie po roku 1919 mianowicie wtedy, kiedy to Godfried Beck przetłumaczył je z rosyjskiego wydania Nilusa w 1911 roku na język niemiecki, dając im tytuł: „Tajemnice Mędrców Syjonu”. Z tłumaczenia tego skorzystały prawie wszystkie narody świata: odtąd o ,,Protokółach” wszędzie jest głośno.

W tłumaczeniu polskim po raz pierwszy wydano ,,Protokóły” w grudniu 1919 roku pt. ,,Protokóły posiedzeń Mędrców Syjonu”. Jest to tłumaczenie wydania Nilusa z roku 1917 pt. ,,Bliz jest pri dwieriech” („Jest tuż u drzwi”). Według tego wydania ukazało się też w następnych latach bez żadnych niemal zmian, szereg nowych wydań, odznaczających się bezkrytycznym powtórzeniem tego, co podał do wiadomości publicznej Nilus.

Opracowując niniejsze wydanie, odrzuciłem cały balast różnych przedmów i ,,Objaśnień Nieodzownych”, a zatrzymałem tylko sam tekst. Jednakże i tekstu nie pozostawiłem bez zaprowadzenia w nim drobnych wprawdzie, ale według mojego zdania nieodzownych zmian. Przede wszystkim poszczególne ustępy ,,Protokółów” zwane przeze mnie ,,Wykładami”, które tworzą jedną myślową całość, zaopatrzyłem w paragrafy, poprawiając przy tym niejedne ich tytuły, jako niezgodne z treścią, oraz rozbijając niektóre większe ustępy dla jasności myśli przewodniej na mniejsze, a mniejsze znów, tworzące ze sobą całość myślową, łącząc w jedna grupę.

Dzięki tym drobnym zmianom tekst ,,wykładów” zyskał na przejrzystości. Poza tym zaopatrzyłem ,,Wykłady Mędrca Syjonu” (tak bowiem nazywam ,,Protokóły” co uzasadniam poniżej) ,,Nieodzownym objaśnieniem” i „Zakończeniem”.

W ,,Nieodzownym objaśnieniu” mówię krótko o istnieniu wśród żydów od niepamiętnych czasów tajnego planu podboju świata, którego tzw. ,,Protokóły Mędrców Syjonu” są właśnie najkapitalniejszym wyrazem i o dotychczasowych etapach realizacji światoburczych, a zarazem maniackich dążeń żydowskich.

W ,,Zakończeniu” zaś omawiam autentyczność tzw. ,,Protokółów”, której żydzi za wszelką cenę, starają się zaprzeczyć, dowodząc gołosłownie i kłamliwie, że ,,Protokóły” są fałszerstwem oraz zwracam się z apelem do polskiego czytelnika, by to, co wyczyta w niniejszej książce, gruntownie przemyślał i zastanowił się nad tym, co czeka nasz kraj w przyszłości, gdyby istotnie żydom udało się kiedyś nim zawładnąć. A do tego właśnie oni wytrwale dążą i z dążeniem tym już wcale się nie kryją. Dla tego też należy nam wszystkim mieć się na baczności i czuwać pilnie, bo wróg nie śpi!

Na zakończenie powyższej przemowy daję jeszcze jedno wyjaśnienie:

Powyżej mówię ,,tak zwane Protokóły Mędrców Syjonu”. Mówię to celowo, gdyż dokument ten będący istotnie żydowskim programem podboju świata, opublikowany i znany jest powszechnie pod mylną nazwą ,,Protokółów Mędrców Syjonu” nie jest właściwie żadnym protokólarnym sprawozdaniem z obrad czy dyskusji tajnego zebrania przywódców narodu żydowskiego, jakie istotnie odbyło się w 1897 roku w Bazylei podczas obrad pierwszego kongresu syjonistycznego, ale jest tylko ściśle, wprost drobiazgowo przemyślanymi notatkami wykładów, wygłaszanych w niewiadomym miejscu i w niewiadomym czasie przez jakiegoś wybitnego żyda (mędrca syjońskiego), według wszelkich prawdopodobieństw przez znanego rabina, głowę międzynarodowego żydostwa pod koniec XIX-go i na początku XX-go wieku Aszera Gincberg (pseudonim Alhad Haam), który powszechnie uchodził za niekoronowanego króla żydowskiego i cieszył się, u wszystkich bez wyjątku żydów, wielką czcią i poważaniem.

Za tezą, że tzw. ,,Protokóły” nie są żadnymi protokółami, ale ,,Wykładami”, względnie notatkami z wykładów, które nie mogły jednak odbyć się tylko w ciągu trzydniowych obrad pierwszego kongresu w Bazylei, przemawiają:

1. fakt, że dokument ten w budowie nie ma wcale ani początku, ani końca; że robi wrażenie strzępa wyrwanego z jakiejś większej całości, o czym możemy przekonać się z toku myśli, zawartych w ,,Wykładzie IX-ym”, w którego zakończeniu ustępu drugiego (§ 2) czytamy:

,,Antysemityzm bowiem jest nam potrzebny dla rządzenia naszymi braćmi młodszymi.”

A dalej ustęp trzeci (§ 3) tegoż wykładu brzmi:

,,Wyjaśniać tego nie będę, bowiem było to już niejednokrotnie tematem konferencji naszych.”

Jakich konferencji? Tego już znikąd dowiedzieć się nie możemy. Bowiem ani przedtem, ani potem nie znajdujemy już ani słowa o antysemityzmie. Stąd nasuwa się logiczny wniosek, że wykłady omawiane są tylko częścią, ,,jakiejś większej całości”.

2. fakt, że początek niektórych rozdziałów omawianego dokumentu, rozpoczyna się od takich słów, które wskazują na większą ilość i dłuższą ciągłość tychże. I tak na początku „Wykładu X-go”; w ustępie pierwszym (§ 1) czytamy:

,,Dziś rozpoczniemy od powtórzenia rzeczy już powiedzianej i proszę, abyście pamiętali, że rządy i narody w polityce zadowalają się pozorami…” itd.

I znowu to, co zawarte jest w tym wykładzie nie było przedtem powiedziane. Mamy więc tu sprzeczność będącą zarazem dowodem, że to, o czym ponownie mędrzec syjoński mówi w ,,Wykładzie X-ym”, musiało być wypowiedziane kiedyś, w innym zupełnie nam nieznanym wykładzie.

Albo w ,,wykładzie XX-ym” w ustępie pierwszym (§ 1) czytamy:

,,Dziś zajmiemy się programem finansowym, który umieściłem na końcu referatu mego, jako najtrudniejszy, ostateczny i zdecydowany punkt planów naszych”.

A więc wszystkie wykłady stanowiły jedną zwartą całość; były wygłaszane przez jedną osobę i to nie w jednym czy w dwóch dniach ale w przeciągu kilkunastu nawet lub więcej dni, na odbywających się gdzieś tajnych zebraniach. To przypuszczenie co do wielkości zebrań, na których wykłady niniejsze były wygłaszane, potwierdza ustęp pierwszy (§ 1) ,,wykładu XXI-go”, w którym czytamy:

,,Do powiedzianego na poprzednim zebraniu dodam jeszcze wyjaśnienie co do pożyczek wewnętrznych…”

A że forma stylowa całego dokumentu ma charakter zapisów robionych przez wykładowcę do wygłoszenia poważnego referatu czy wykładu, przeto też należy stwierdzić z naciskiem, że dokument, znany pod nazwą ,,Protokóły Mędrców Syjonu”, nie jest żadnym protokółem, ale tylko i wyłącznie notatkami do wygłaszanych wykładów lub notatkami wygłoszonych wykładów.

Skłaniam się raczej do twierdzenia, że jest on notatkami do wygłaszanych wykładów, robionych przez jakiegoś Mędrca żydowskiego, w tym wypadku, jak już zaznaczyłem, prawdopodobnie zmarłego w 1927 roku rabina Aszera Gincberga.

Wysuwając powyższą tezą, wypowiadam się tym samym przeciwko twierdzeniu, jakoby ,,Wykłady Mędrca Syjonu” były wygłoszone w 1897 roku podczas pierwszego Kongresu Syjonistycznego w Bazylei. Biorąc jednak pod uwagę wersję, co do drogi, jaką one dostały się w odpisie do rąk nieżydowskich, mianowicie rzekomo w czasie przewożenia ich oryginału z Bazylei do Frankfurtu nad Menem, celem złożenia tegoż dokumentu w archiwum tajnego żydowskiego rządu, mieszczącego się we Frankfurcie, dopuszczam jedynie możliwość tylko odczytania dokumentu w Bazylei w formie referatu, celem zapoznania i przedyskutowania jego treści z obecnymi wówczas na kongresie ,,mędrcami syjońskimi”. Zaznaczam jednak, że ta możliwość zupełnie nie przemawia mi do przekonania, jak i nie przemawia mi do przekonania wersja co do sposobu zdobycia odpisu.

Moim zdaniem notatki ,,Wykładów Mędrca Syjońskiego” musiały w licznych odpisach krążyć pomiędzy żydostwem. Ale jak to zwykle i wszędzie bywa i co zresztą u żydów, specjalnie na złoto chciwych, niejednokrotnie miało miejsce, znalazł się ktoś, kto odpis ,,Wykładów” w tej formie, jaką znamy, sprzedał jakiemuś przedstawicielowi rządu rosyjskiego we Francji, zobowiązując go do ścisłej dyskrecji, odnośnie do tego, jaką drogą i od kogo ten odpis otrzymał.

Ów zaś przedstawiciel, czy nawet niższej rangi funkcjonariusz rządu rosyjskiego, przesłał jeden egzemplarz otrzymanego dokumentu rosyjskiemu ministrowi spraw wewnętrznych Sipiaginowi, drugi Aleksemu Suchotinowi i trzeci może jeszcze komuś innemu, nie przywiązując jednakże doń zbyt wielkiej wagi. Równocześnie, być może, żydzi dowiedzieli się, o zdradzie, popełnionej względem nich, przez jednego z ich współwyznawców. Natychmiast więc odszukali go i zgładzili ze świata, jako niebezpiecznego dla ich zamierzeń człowieka; to samo zapewne uczynili z tym funkcjonariuszem rządu rosyjskiego, któremu ów delator (zdrajca) żydowski sprzedał odpis ,,wykładów” oraz ten sam los zgotowali ministrowi Sipiagionowi.

Widocznie jednak nie udało się im wyłowić wszystkich odpisów ,,wykładów”, będących w rękach nieżydowskich, skoro zostały one opublikowane i dziś znane są w całym świecie, jako dokument najlepiej odsłaniający istotne plany i dążenia żydów i najbardziej przekonywująco ostrzegający narody całego świata przed ich szatańskimi zamysłami.

Bolesław Rudzki

26 marca 1937 roku

Wykład I

Słuszny sąd o ludziach – Prawo polega na sile – Wolność jest ideą; wolnomyślność – Złoto i wiara – Samorząd, a despotyzm kapitału – Wróg wewnętrzny – Tłum i anarchia – Polityka, a moralność – Syjońskie zasady rządzenia – Prawo silniejszego – Niezwalczona władza syjońska – Cel uświęca środki – Ślepy tłum – Abecadło polityczne – Waśnie partyjne – Samowładztwo najwłaściwszą formą rządu – Alkoholizm, klasycyzm, prywata – Zasady i podstawy rządu syjońskiego – Terror – Wolność, równość, braterstwo – Zasada rządu dynastycznego – Zniesienie przywilejów arystokracji i gojów – Nowa arystokracja – Wychowanie psychologiczne – Abstrakcja wolności – Możność zmiany przedstawicieli narodu

§ 1. Słuszny sąd o ludziach

Ludzie o popędach złych są znacznie liczniejsi od zacnych, toteż najlepsze wyniki w rządzeniu ludźmi osiągnąć można przy pomocy gwałtu i strachu, nie zaś w drodze rozpraw akademickich. Każdy człowiek dąży do władzy, każdy pragnąłby zostać dyktatorem, gdyby tylko mógł, lecz jednocześnie rzadko kto nie byłby gotów poświęcić dobra ogólnego dla celów osobistych.

§ 2. Prawo polega na sile

Co poskramiało zwierzęta drapieżne, zwane ludźmi? Co kierowało dotychczas nimi? W okresie kształtowania się ustroju społecznego ludzie ulegali sile ślepej i brutalnej, następnie zaś prawu, które nie jest niczym innym, jak tąż samą siłą, lecz zamaskowaną. Stąd wniosek, że według praw natury istotą prawa jest siła.

§ 3. Wolność jest ideą; wolnomyślność

Wolność polityczna jest ideą, nie zaś faktem. Ideę tę trzeba umieć stosować wówczas, kiedy zachodzi potrzeba zjednania dla swojej partii sił narodu przy pomocy przynęty ideowej, o ile partia ta zamierza zwalczyć inną, stojącą u steru władzy. Zadanie staje się znacznie łatwiejsze, jeżeli przeciwnik zarazi się również ideą wolności, czyli tak zwaną wolnomyślnością, dla której czyni ustępstwa kosztem siły. Wówczas uwydatnia się triumf teorii naszej: natychmiast ręka nowa według praw natury chwyta porzucone wodze władzy, bowiem ślepa siła narodu nie może się ani dnia jednego obyć bez kierownictwa, nowa zaś władza tylko zajmuje miejsce dawnej, zwątlałej wskutek wolnomyślności.

§ 4. Złoto i wiara

W naszych czasach miejsce władców liberalnych zajęła władza złota. Były czasy, kiedy rządziła wiara.

§ 5. Samorząd, a despotyzm kapitału

Idea wolności jest niezniszczalna, bowiem nikt nie umie korzystać z niej w sposób umiarkowany. Wystarczy dać narodowi na czas pewien prawo rządzenia sobą, by naród rozpuścił się zupełnie. Z tą chwilą zaczynają się waśnie wewnętrzne, nabierające wkrótce formę walk socjalnych, w których państwa spalają się, a znaczenie ich obraca się w popiół.

Czy dane państwo niszczeje wskutek wstrząśnień własnych, czy też waśnie wewnętrznie oddają to państwo pod władzę wrogów zewnętrznych, należy w każdym razie uważać je za zgubione; jest ono w naszej mocy. Despotyzm kapitału, pozostającego wyłącznie w naszym ręku, podaje słomkę, której państwo to, chcąc nie chcąc, trzymać się musi, bowiem w razie przeciwnym stacza się w przepaść.

§ 6. Wróg wewnętrzny

Gdyby ktoś z głębi swej duszy liberalnej powiedział, że rozumowanie podobne jest nienormalne, zapytam wówczas: jeżeli państwo posiada dwu wrogów i jeżeli w stosunku do wroga zewnętrznego wolno mu i nie jest uważane za nienormalne używanie wszelkich środków walki, jako to: nie wtajemniczać przeciwnika w plany ataków, czy obrony, napadać nań w nocy, lub przy użyciu sił przeważających, to na jakiej zasadzie można uważać za niedopuszczalne lub niemoralne używanie tych samych środków walki w stosunku do gorszego wroga, gwałcącego ustrój społeczny i pomyślność?

§ 7. Tłum i anarchia

Czy logika i rozum pozwalają mieć nadzieję pomyślnego rządzenia tłumami przy pomocy perswazji rozsądnych i porozumienia, jeżeli istnieje możność opozycji nawet bezmyślnej, lecz dogadzającej narodowi, rozumującemu powierzchownie? Rządząc się wyłącznie poziomymi namiętnościami, zwyczajami, tradycjami oraz teoriami sentymentalnymi, ludzie z tłumu i tłum ludzki ulegają herezji partyjnej, stojącej na przeszkodzie wszelkiemu porozumieniu, nawet opartemu na gruncie perswazji najrozsądniejszych. Wszelka decyzja tłumu zależna jest od przypadkowej lub sztucznie stworzonej większości, nieświadomej tajników polityki i zdolnej powziąć decyzję, będącą zarodkiem anarchii w rządzeniu.

§ 8. Polityka, a moralność

Polityka nie ma nic wspólnego z moralnością. Władca, powodujący się moralnością, nie jest politykiem i jako taki nie może być pewny swego tronu.

§ 9. Syjońskie zasady rządzenia

Kto pragnie rządzić, musi tym samym uciekać się do podstępów i obłudy. Wielkie cnoty narodu – szczerość i uczciwość – są wadami w polityce, bowiem łatwiej i pewniej, niż wróg najpotężniejszy, strącają władców z tronu. Cnoty te powinny być właściwością państw gojów, my zaś w żadnym razie nie powinniśmy powodować się nimi.

§ 10. Prawo silniejszego

Prawo nasze polega na sile. Wyraz ,,prawo” zawiera w sobie myśl abstrakcyjną i niczym nie dowiedzioną. Wyraz ten nie oznacza nic innego jak tylko: dajcie mi, czego chcę, bym w ten sposób posiadł dowód żem silniejszy od was.

Gdzie się zaczyna prawo? Gdzie się ono kończy? W państwie o źle zorganizowanej władzy, o prawach bez wyrazu, rządzonym przez władcę pozbawionego indywidualności wskutek nadmiaru praw, powstałego z powodu liberalizmu, znajduje się źródło nowego prawa, a mianowicie: rzucenia się na zasadzie prawa silniejszego, rozbicia całego istniejącego układu, pogwałcenia praw przebudowy gmachu społecznego, by wreszcie stać się władcą wszystkich, którzy oddali na użytek mój swe prawa siły, zrzekłszy się ich dobrowolnie w myśl zasad liberalnych.

§ 11. Niezwalczona władza syjońska

Władza nasza przy obecnym chwianiu się wszystkich władz, stanie się więcej od nich niezwalczona, bowiem pozostanie niewidoczna aż do chwili, kiedy umocni się o tyle, że żaden postęp nią nie zachwieje.

§ 12. Cel uświęca środki

Chwilowe zło, które obecnie zmuszeni jesteśmy popełniać, stanie się źródłem dobra, a mianowicie – władzy niezachwianej. Ona przywróci prawidłowy bieg mechanizmowi życia narodów, zepsutemu przez liberalizm. Wynik uświęca środki. W planach naszych winniśmy zwrócić uwagę nie tyle na to, co dobre i moralne, ile na to, co potrzebne i użyteczne. Mamy do wykonania plan, określający zgodnie z zasadami strategii linię, od której odstąpić nam nie wolno bez ryzyka narażenia na ruinę pracy wielowiekowej.

§ 13. Ślepy tłum

Aby opracować plan działań celowych, należy z jednej strony wziąć pod uwagę podłość, niestałość i chwiejność tłumu, jego niezdolność pojmowania, z drugiej zaś – szanować warunki życia własnego i pomyślności własnej. Należy zrozumieć, że potęga tłumu jest ślepa, nierozumna, niezdolna do rozważania, nasłuchująca na wszelkie strony. Ślepy nie może prowadzić ślepych i nie zawieść ich na brzeg przepaści, a więc jednostki spośród tłumu, parweniusze z ludu, nawet genialnie mądrzy, lecz nie znający się na polityce, nie mogą występować w charakterze kierowników tłumu bez prowadzenia do zguby całego narodu.

§ 14. Abecadło polityczne

Jedynie osobnik, przygotowany od dzieciństwa do samowładztwa, zdolny jest pojąć wyrazy, zbudowane z liter politycznych.

§ 15. Waśnie partyjne

Naród pozostawiony samemu sobie, czyli parweniuszom z własnego społeczeństwa, sam siebie doprowadza do ruiny wskutek waśni partyjnych, wywołanych przez ubieganie się o władzę i godności oraz wskutek wypływających z tego zaburzeń. Czyż możliwe jest, by masy ludowe spokojnie, bez zawiści, rozważyły i załatwiły sprawy kraju, których nie wolno łączyć z widokami osobistymi? Jest to nie do pomyślenia, bowiem plan rozbity na tyle części, ile głów liczy tłum, przestaje być całością i wskutek tego staje się niezrozumiały i niewykonalny.

§ 16. Samowładztwo – najwłaściwszą formą rządu

Tylko w umyśle samowładcy mogą wytworzyć się plany rozległe i jasne w kolejności regulującej cały mechanizm maszyny państwowej. Z powyższego wywnioskować należy, że celowe w sensie dobra kraju rządy, winny być skoncentrowane w ręku jednej osoby odpowiedzialnej. Bez despotyzmu bezwzględnego nie może istnieć cywilizacja, wprowadzona nie przez masy lecz przez ich kierownika, ktokolwiek byłby nim. Tłum, to barbarzyńca, ujawniający przy każdej sposobności swe barbarzyństwo. Skoro tylko tłum zdobędzie wolność, przemienia się ona wkrótce w anarchię, która w istocie swej jest stopniem najwyższym barbarzyństwa.

§ 17. Alkoholizm, klasycyzm, prywata

Spojrzyjcie na odurzone wódką zwierzęta, do której użycia nadmiernego prawo otrzymywane jest razem z wolnością. Czyżbyśmy mieli pozwolić, by i ,,nasi” doszli do podobnego stanu? Narody gojów odurzone są przez napoje wyskokowe. Młodzież ich zatraciła inteligencję wskutek klasycyzmu i wczesnej rozpusty, do której podjudzana była przez agentów naszych w postaci guwernerów, lokajów, guwernantki w domach zamożnych, kelnerów i kobiet naszych w miejscach rozrywek gojów. Do liczby ostatnich włączam również tak zwane ,,damy z towarzystwa”, które są dobrowolnymi naśladowczyniami tamtych pod względem zbytku i rozpusty.

§ 18. Zasady i podstawy rządu syjońskiego

Hasłem naszym jest siła i podstęp. W sprawach polityki zwycięża tylko siła, zwłaszcza jeśli ukryta jest poza zaletami, niezbędnymi dla mężów stanu. Gwałt powinien być zasadą, złożyć korony u stóp przedstawicieli jakiejś nowej potęgi jest to zło, stanowiące jedyny środek osiągnięcia celu, którym jest dobro. Toteż nie powinniśmy się cofać przed korupcją pieniężną, oszustwem i zdrada, o ile ma to dopomóc do osiągnięcia celu naszego. W polityce należy umieć brać bez wahania własność cudzą, jeżeli przy jej pomocy zdobędziemy uległość i władzę.

§ 19. Terror

Państwo nasze, krocząc drogą podboju pokojowego, ma prawo zastąpienia okropności wojny przez mniej dostrzegalne, ale więcej celowe egzekucje, przy których pomocy należy podtrzymywać terror, uosabiający do ślepego posłuszeństwa. Sprawiedliwa, lecz nieubłagana surowość, stanowi najważniejszy czynnik siły dla państwa; nie tylko dla zysku, lecz również w imię obowiązku, dla zwycięstwa przyszłego, musimy być wierni programowi gwałtu i obłudy. Zasada wyrachowania jest o tyle silna, o ile i środki, których używa. Dlatego też nie tyle przy pomocy samych środków, ile dzięki doktrynie bezwzględności osiągniemy triumf i oddamy wszystkie rządy we władanie pańszczyźnie naszego ,,nadrządu”. Wystarczy, by wiedziano, że jesteśmy nieubłagani, a ustaną zaraz wypadki nieposłuszeństwa.

§ 20. Wolność, równość, braterstwo

Było to jeszcze w czasach starożytnych, kiedy to po raz pierwszy rzuciliśmy narodowi wyrazy: ,,wolność, równość, braterstwo”, wyrazy od tej chwili tyle razy powtórzone przez papugi bezmyślne, które ze wszystkich stron zleciały się na tę przynętę. Wraz z nią uniosły dobrobyt świata, istotną wolność jednostki, tak chronioną dawniej od ucisku tłumu. Rozumni rzekomo, inteligentni goje, nie wyczuli abstrakcyjności wyrazów wypowiedzianych, nie spostrzegli, że w naturze nie ma również i nie może istnieć wolność, że natura sama ustaliła nierówności rozumów, charakterów i zdolności, jak równości i podległości prawom swoim. Nie rozumieli, że tłum to potęga ślepa, że parweniusze, wybrani spośród tłumu do objęcia rządów, w dziedzinie polityki są również ślepi jak i tłum, że człowiek nawet ograniczony, lecz świadomy jej tajników, może rządzić; nie wtajemniczony zaś, nawet geniusz, nie jest w stanie zrozumieć nic z polityki.

§ 21. Zasada rządu dynastycznego

Wszystkiego powyższego goje nie wzięli pod uwagę, a tymczasem na tym zasadzały się rządy dynastyczne: ojciec wtajemniczał syna w bieg spraw politycznych lecz w ten sposób, by nikt prócz członków dynastii nie znał tego biegu i nie mógł zdradzić jego tajników narodowi rządzonemu. Z czasem zapomniano o istotnej treści dynastycznego przekazywania rzeczywistej sytuacji spraw politycznych, co dopomagało do powodzenia sprawy naszej.

§ 22. Zniesienie przywilejów arystokracji gojów

Wyrazy: ,,wolność, równość, braterstwo” głoszone przez agentów ślepych, ściągały do szeregów naszych z całego świata legiony, które z zapałem niosły sztandary nasze. A tymczasem wyrazy te były to czerwie, toczące pomyślność gojów, niszczące wszędzie pokój, spokojność, solidarność, burzące wszelkie podstawy ich państw. Zobaczycie następnie, że to sprowadziło triumf nasz: dało nam to między innymi możność zdobycia najważniejszego atutu – zniesienia przywilejów, innymi słowy, samej istoty arystokracji gojów, która była jedyną osłoną narodów i krajów przeciwko nam.

§ 23. Nowa arystokracja

Na gruzach arystokracji rodowej umieściliśmy na czele wszystkiego arystokrację pieniężną spośród inteligencji naszej. Jako cenzus dla tej arystokracji nowej ustanowiliśmy bogactwo, zależne od nas oraz naukę, szerzoną przez mędrców naszych.

§ 24. Wychowanie psychologiczne

Triumf nasz stał się tym łatwiejszy, że w stosunkach z ludźmi, niezbędnymi dla nas, oddziaływaliśmy zawsze na najczulsze struny ludzkiego jestestwa, na chciwość, na wieczyście niezaspokojone potrzeby materialne. Każda z wymienionych słabości ludzkich, wzięta oddzielnie, zdolna jest zabić wszelką inicjatywę, oddając wolę ludzi do dyspozycji nabywcy ich działalności.

§ 25. Abstrakcja wolności

Abstrakcja wolności dała możność przekonania tłumu, że rząd jest niczym innym, jak tylko administratorem z ramienia właścicieli kraju, czyli – narodu, oraz że można to zmieniać, jak rękawiczki zniszczone.

§ 26. Możność zmiany przedstawicieli narodu

Możność zmiany przedstawicieli narodu oddała ich do dyspozycji naszej i niejako naszemu przeznaczeniu.

Wykład II

Wojna ekonomiczna podstawą przewagi żydowskiej – Administracja na pokaz i ,,tajni radcy” – Powodzenie kierunków destrukcyjnych (niszczycielskich) w nauce – Zdolność przystosowania się w polityce – Rola prasy – Wartość złota i cenność ofiar żydowskich

§ 1. Wojna ekonomiczna – podstawą przewagi żydowskiej

Jest rzeczą dla nas niezbędną, by wojny nie przyniosły korzyści terytorialnych, bowiem przenosiłoby to wojnę na grunt ekonomiczny, a w tej dziedzinie narody w pomocy naszej dostrzegą potęgę naszej przewagi, taki zaś stan rzeczy odda obydwie strony do dyspozycji naszej agentury międzynarodowej, posiadającej miliony oczu, dla których żadne granice nie istnieją. Wówczas nasze prawa międzynarodowe zniweczą właściwie prawa narodowe i będą rządziły narodami w ten sam sposób, w jaki prawo cywilne zarządza stosunkami wzajemnymi poddanych danego państwa.

§ 2. Administracja na pokaz i ,,tajni radcy”

Administratorzy, wybierani przez nas spośród tłumu, w zależności od ich zdolności niewolniczych, nie będą osobami przygotowywanymi do rządzenia, dlatego też z łatwością staną się w grze naszej pionkami, kierowanymi przez uczonych naszych i doradców genialnych, specjalistów, kształconych od dzieciństwa w sztuce zarządzania sprawami świata całego.

Jak wiadomo, specjaliści nasi wiadomości niezbędne dla rządzenia czerpali z naszych planów politycznych, z doświadczenia historii, z badań każdej chwili bieżącej. Goje nie rządzą się wiadomościami praktycznymi, zdobytymi w drodze obiektywnych badań historycznych, lecz rutyną teoretyczną, pozbawioną wszelkiego poglądu praktycznego na jej wyniki. Toteż nie warto się liczyć z nimi.

Niech się cieszą tymczasem lub niech żyją nadziejami nowych uciech, albo wspomnieniami już przeżytych. Niech dla nich gra rolę najwyższą to, co nakazaliśmy im uważać za wskazania nauki (teorii). By osiągnąć cel powyższy, wzbudzamy przy pomocy pracy naszej ślepe zaufanie dla wskazań tych. Inteligencja gojów będzie dumna z posiadanych umiejętności i bez sprawdzenia logicznego zastosuje w praktyce wszystkie zaczerpnięte z nauki wiadomości, zestawione odpowiednio przez agentów naszych, w celu kształtowania umysłów w kierunku dla nas pożytecznym.

§ 3. Powodzenie kierunków destrukcyjnych (niszczycielskich) w nauce

Nie myślcie, że twierdzenia nasze są bezpodstawne: zwróćcie uwagę na przygotowane przez nas powodzenie: darwinizmu, marksizmu i nietscheanizmu. Wpływ demoralizujący kierunków tych powinien być, dla nas przynajmniej, aż nadto widoczny.

§ 4. Zdolność przystosowania się w polityce

Musimy liczyć się ze współczesnym biegiem myśli, z charakterami i tendencjami narodów, żeby nie czynić omyłek w polityce i w zarządzaniu sprawami administracyjnymi. Triumf systemu naszego, którego części mechanizmu można zestawić rozmaicie, odpowiednio do charakteru narodów, spotykanych na naszej drodze – nie może mieć powiedzenia, o ile zastosowanie w praktyce systemu tego nie będzie oparte na wynikach przeszłości w związku z teraźniejszością.

§ 5. Rola prasy

Państwa współczesne posiadają w ręku swoim olbrzymią siłę, wytwarzającą ruch myśli w narodach – to prasa. Rola prasy polega na zaznaczeniu żądań niezbędnych, na komunikowaniu skarg narodu, na wyrażaniu, a nawet tworzeniu niezadowolenia. Prasa jest ucieleśnieniem wolności mówienia. Państwa nie umiały wykorzystać tej siły i oto znalazła się ona w naszym ręku. Przez nią zdobyliśmy wpływy, pozostając na uboczu i w cieniu dzięki niej zgromadziliśmy w posiadaniu naszym złoto, nie bacząc na to, że zmuszeni byliśmy wyławiać je ze strumienia krwi i łez…

§ 6. Wartość złota i cenność ofiar żydowskich

Wyrównaliśmy to, składając w ofierze wielu spośród narodu naszego. Każda ofiara z naszej strony w oczach Boga warta jest tysiąca gojów.

Wykład III

Żmija symboliczna i jej znaczenie – Chwiejność wagi konstytucyjnej – Władza i ambicja – ,,Gadanie” parlamentarne, pamflety (ulotne pisma o treści złośliwej, obelżywej), nadużycia władzy – Niewola ekonomiczna – „Prawa ludu” – Dorobkiewicze i arystokracja – Armia żydowsko-masońska – Wynaradzanie się gojów. Głód i prawa kapitału. Tłum i koronacja władcy wszechświata – Zasadnicza treść programu przyszłych szkół ludowych w państwie syjońskim – Tajemnica nauki ustroju społecznego – Ogólne przesilenie ekonomiczne – Nietykalność ,,naszych” – Despotyzm syjoński – Utrata przewodnika, jakim był król i ,,wielka rewolucja francuska” – Cesarz despota z krwi Syjońskiej – Przyczyny nietykalności żydostwa – Rola tajnych agentów syjońskich – Wolność

§ 1. Żmija symboliczna i jej znaczenie

Dziś mogę wam zakomunikować, że cel nasz jest już o kilka kroków od nas. Pozostaje niewielka przestrzeń, by cała droga, którą odbyliśmy, zwarła się w krąg Żmiji symbolicznej, wyobrażającej naród nasz. Kiedy krąg ów zamknie się, wszystkie państwa europejskie będą ujęte, jak gdyby w potężne obcęgi.

§ 2. Chwiejność wagi konstytucyjnej

Współczesna waga konstytucyjna wkrótce runie, bowiem ustawiliśmy ją niedokładnie, by nie przestała chwiać się, dopóki nie przetrze się jej podstawa. Goje myśleli, że wykuli ją dość mocno i oczekiwali wciąż, że waga odzyska równowagę. Lecz podstawa, a mianowicie – królujący, zasłonięci są przez swoich przedstawicieli, którzy szaleją, porwani urokiem władzy niekontrolowanej i nieodpowiedzialnej. Władzę tę zawdzięczają terrorowi, którego widmo krąży po pałacach. Nie mając dostępu do narodu własnego, królujący nie mogą już porozumieć się z nim i wzmóc swoich sił przeciwko żądnym władzy. Rozdzielone przez nas: siła władców, posiadająca zdolność widzenia, od ślepej siły narodu – utraciły wszelkie znaczenie, bowiem każda poszczególnie, jak ślepiąc pozbawiony kija, jest niedołężna.

§ 3. Władza i ambicja

Aby pobudzić żądnych władzy do nadużywania jej, przeciwstawiliśmy wzajemnie sobie wszystkie siły, rozwijając ich tendencje liberalne do niepodległości. W kierunku tym powołaliśmy do życia wszelką przedsiębiorczość, uzbroiliśmy wszystkie partie, umieściliśmy władze jako cel dla wszystkich ambicji. Z państw uczyniliśmy areny, na których rozgrywają się zamieszki. Niezadługo zamieszki i bankructwa rozpoczną się wszędzie.

§ 4. ,,Gadania” parlamentarne, pamflety (ulotne pisma o treści złośliwej, obelżywej), nadużycia władzy

Niewyczerpane gaduły zamieniły posiedzenia parlamentów i zgromadzeń administracyjnych na konkursy krasomówcze. Śmiali dziennikarze i bezceremonialni pamfleciści napadają codziennie na personel administracyjny. Nadużycia władzy przygotowują upadek ostateczny wszelkich instytucji i wszystko runie do góry nogami pod ciosami oszalałego tłumu.

§ 5. Niewola ekonomiczna

Nędza przykuła do pracy narody mocniej, niż przykuwała je niewola i prawo pańszczyźniane. Od ostatnich można było się uwolnić w ten lub inny sposób, od nędzy zaś oderwać się jest niemożliwe.

§ 6. ,,Prawo ludu”

W konstytucji zawarliśmy prawa, które są dla mas prawami fikcyjnymi, nie zaś rzeczywistymi. Wszystkie tak zwane ,,prawa ludu” mogą istnieć jedynie jako idea, niemożliwa do urzeczywistnienia w praktyce. Jaką wartość dla proletariusza pracującego, zgiętego w pałąk pod ciężarem pracy nad siły; zgnębionego przez los – posiada otrzymanie przez gadułów prawa gadania, przez dziennikarzy – prawa pisania różnych głupstw, współrzędnie z rzeczami cennymi – jeżeli proletariat nie ma z konstytucji innych korzyści ponad te marne okruchy, które rzucamy mu ze stołu naszego za oddanie głosów w myśl wskazań naszych kreatur i naszych agentów? Dla nędzarzy prawa republikańskie są ironią gorzką, bowiem potrzeba pracy omal że nie na dniówkę, nie pozwala im w rzeczywistości korzystać z tych praw, ale za to odbiera gwarancję zarobku stałego i pewnego, uzależniając go od porozumienia między pracobiorcami lub towarzyszami pracy.

§ 7. Dorobkiewicz i arystokracja

Pod kierunkiem naszym lud zniszczył arystokrację, która stanowiła jego obronę naturalną i karmicielkę, a to dla zysków własnych, związanych w sposób nierozerwalny z dobrobytem ludu. Obecnie wobec zniszczenia arystokracji lud popadł pod ucisk dorobkiewiczów sprytnych, wzbogaconych, którzy niby jarzmo bezlitośnie zwalili się na robotników.

§ 8. Armia żydowsko-masońska

Staniemy się niejako oswobodzicielami robotników spod tego jarzma, kiedy zaproponujemy im wstąpienie do szeregów armii naszej, czyli do socjalistów, anarchistów i komunistów, których stale popieramy, rzekomo na zasadzie prawa braterskiego solidarności ogólnoludzkiej naszego masoństwa społecznego.

§ 9. Wyradzanie się gojów

Arystokrację, korzystającą na podstawie prawa z pracy robotnika, obchodziło żywo to, by robotnicy byli syci, zdrowi i krzepcy. Interes nasz leży w zjawisku wręcz przeciwnym – w wyradzaniu się gojów. Źródło władzy naszej spoczywa w chronicznym niedojadaniu i braku sił u robotników, ponieważ wskutek tego popadają oni w niewolę naszą, w organach zaś władzy, opiekujących się robotnikami, nie znajdują oni ani sił, ani energii do przeciwdziałania temu.

§ 10. Głód i prawa kapitału

Głód wytwarza dla kapitału pewniejsze prawa do robotnika, niż te, którymi obdarzyła arystokrację prawna władza monarchiczna. Przy pomocy nędzy i wypływającej stąd zawistnej nienawiści rządzimy tłumem i dłońmi jego miażdżymy wszystkich, którzy stają, na drodze do celów naszych.

§ 11. Tłum i koronacja władcy wszechświata

Kiedy nadejdzie czas koronacji naszego władcy wszechświata, wówczas te same ręce zmiotą wszystko, co mogłoby stanowić przeszkodę.

§ 12. Zasadnicza treść programu przyszłych szkół ludowych w państwie syjońskim

Goje odzwyczaili się od myślenia bez pomocy naszych rad naukowych. Jako dowód, dlaczego nie pojmują konieczności tego, czego my z chwilą, kiedy nastanie nasze Królestwo, będziemy bezwzględnie przestrzegali, a mianowicie: w szkołach ludowych należy przede wszystkim wykładać jedyną naukę prawdziwą, najpierwszą ze wszystkich – naukę o układzie życia ludzkiego, o bycie społecznym, wymagającym podziału pracy, a więc podziału ludzi na stany. Niezbędne jest, by wszyscy wiedzieli, że równość istnieć nie może z powodu różnic w rodzajach działalności, że nie może być wobec prawa jednakowo odpowiedzialny ktoś, kto postępowaniem swoim kompromituje cały stan i ktoś inny, nie narażający na szwank nikogo, prócz honoru własnego.

§ 13. Tajemnica nauki ustroju społecznego

Nauka o prawidłowościach ustroju społecznego, do którego tajników nie dopuszczamy gojów, wykazałaby wszystkim, że miejsce i praca sama winny być zachowane dla określonych sfer jeżeli dążyć mamy do tego, by praca nie była źródłem męki ludzkiej, spowodowanej przez nieodpowiednie do danego rodzaju pracy wychowanie. Studiując tę naukę, narody zaczną dobrowolnie ulegać władzy oraz wprowadzonemu przez nią ustrojowi państwowemu. Przy obecnym stanie nauki i przy stworzonym przez nas jej kierunku, lud wierzy ślepo drukowanemu słowu, żywi, wskutek nieświadomości swej i podsuniętych mu pojęć błędnych, nienawiść do wszystkich stanów, które uważa za wyższe, bowiem nie rozumie znaczenia każdego stanu.

§ 14. Ogólne przesilenie ekonomiczne

Nienawiść powyższa wyrasta na gruncie przesilenia ekonomicznego, które wstrzyma wszelkie operacje giełdowe i ruch w przemyśle. Stworzywszy dostępnymi dla nas sposobami tajnymi przy pomocy złota, będącego wyłącznie we władaniu naszym ogólne przesilenie ekonomiczne, wyślemy na ulice jednocześnie we wszystkich krajach europejskich całe tłumy robotników. Tłumy te z rozkoszą będą przelewały krew tych, którym w prostocie ducha zazdroszczą od najmłodszych lat, a których dobytek będą mogły wówczas grabić.

§ 15. Nietykalność ,,naszych”

Naszych tłumy nie tkną, chwila bowiem napadów będzie nam wiadomą i będą przedsięwzięte środki zapewnienia bezpieczeństwa.

§ 16. Despotyzm syjoński

Przekonaliśmy już, że postęp zaprowadzi gojów do państwa rozumu. Takim właśnie będzie despotyzm nasz, będzie bowiem umiał w drodze rozsądnej surowości uspokoić wszelkie wzburzenia i wyszczuć wolnomyślność z wszystkich instytucji.

§ 17. Utrata przewodnika, jakim był król i ,,wielka rewolucja francuska”

Kiedy lud spostrzegł, że w imię wolności czynione są wszelkie ustępstwa i ulgi, wyobraził sobie, że jest władcą i rzucił się do władzy lecz rzecz prosta, jak każdy ślepiec, natrafił na masę przeszkód. Wówczas zaczął gorączkowo szukać przewodnika, nie domyśliwszy się, że należy powrócić do stanu poprzedniego i złożył pełnomocnictwa u naszych stóp. Przypomnijcie sobie rewolucję francuską, której nadaliśmy miano ,,wielkiej”. Tajniki jej przygotowania są nam dobrze znane, bowiem cała jest dziełem rąk naszych!

§ 18. Cesarz despota z krwi syjońskiej

Od tej chwili prowadzimy lud od jednego rozczarowania do drugiego, a to w celu, by wyrzekł się i nas również na rzecz Cesarza-despoty z krwi syjońskiej, którego przygotowujemy dla całego świata.

§ 19. Przyczyny nietykalności żydostwa

Obecnie, jako siła międzynarodowa, jesteśmy nietykalni, bowiem w razie napaści bronią nas państwa inne. Niewyczerpana podłość narodów gojów płaszczących się wobec siły, bezlitosnych w stosunku do słabszych, bezwzględnych dla błędów, pobłażliwych dla zbrodni, nie chcących znosić w przyszłości ustroju wolnego, cierpliwych aż do męczeństwa, wobec gwałtów i śmiałego despotyzmu – to wszystko współdziała naszej niepodległości. Goje znoszą takie nadużycia ze strony współczesnych premierów – dyktatorów, że za popełnianie najmniejszych z tych nadużyć ścięliby głowę dwudziestu królom.

§ 20. Rola tajnych agentów syjońskich

Czym można objaśnić taką niekonsekwencję ze strony mas ludowych w stosunku do faktów, jakby się zdawało, tej samej kategorii? Objaw ten znajduje uzasadnienie w tym, że dyktatorzy owi przez agitatorów swych podsuwają ludowi myśli, że dopuszczając się nadużyć, szkodzą państwom dla celów wyższych, a mianowicie dla osiągnięcia pomyślności ludów, dla ich braterstwa międzynarodowego, dla solidarności i równouprawnienia. Rzecz prosta, nie jest wzmiankowane przy tym, że połączenie podobne będzie dokonane jedynie pod władzą naszą. I oto lud gani niewinnych, usprawiedliwia winnych, stopniowo umacniając się w przekonaniu, że wolno mu robić, co tylko zechce. Wskutek takiego stanu rzeczy naród burzy wszystko, co ma cechy stałości i na każdym kroku doprowadza do zaburzeń.

§ 21. Wolność

Wyraz, ,,wolność” wystawia społeczeństwo na walkę przeciwko wszelkiej władzy, nawet Boskiej i przyrodzonej. Oto przyczyna dla której przy objęciu władzy będziemy zmuszeni wykreślić wyraz ten ze słownika, jako określenie zasady siły zwierzęcej, zamieniając tłum w stado zwierząt krwiożerczych. Prawda, że zwierzęta te, po opiciu się krwi, zasypiają i wówczas łatwo zakuć je w kajdany, ale jeśli nie dać im krwi, wówczas nie śpią i walczą.

Wykład IV

Stadia rzeczypospolitej – Masoństwo zewnętrzne – Wolność i wiara – Międzynarodowa konkurencja przemysłowo-handlowa – Rola spekulacji – Kult złota

§ 1. Stadia rzeczypospolitej

Każda rzeczpospolita przechodzi kilka stadiów; pierwsze z nich stanowią pierwsze dni szału ślepca, miotającego się na wszystkie strony, drugie – demagogia, rodząca anarchię, która bezwzględnie prowadzi do despotyzmu lecz nie do jasnego, uprawnionego, a więc tym samym odpowiedzialnego, ale do niewidzialnego i niewiadomego, niemniej jednak dotkliwego despotyzmu jakiejkolwiek organizacji tajnej, działającej tym bezwzględniej, bo z ukrycia, zza pleców różnych agentów, których zmienianie nie tylko nie szkodzi lecz nawet dopomaga do rozwoju siły tajemnej, pozbywającej się wskutek tego konieczności wypadków na zapłacenie agentów za długotrwałą pracę.

§ 2. Masoństwo zewnętrzne

Kto lub co, zdolne jest obalić siłę niewidzialną? A siła właśnie jest taka. Masoństwo zewnętrzne służy do ukrycia jej oraz jej celów, plan zaś działania tej siły, a nawet miejsce, gdzie się znajduje, nie będzie nigdy ludziom wiadome.

§ 3. Wolność i wiara

Wolność mogłaby być nieszkodliwą i istnieć w państwie bez uszczerbku dla pomyślności narodów, gdyby oparta była na zasadach wiary w Boga, na braterstwie ludzkości lecz poza obrębem myśli o równości, której przeczą podstawy tworzenia, jakie ustaliły podległość. Naród, posiadający wiarę podobną, byłby rządzony przez rady parafialne i kroczyłby naprzód spokojnie, kierowany dłonią swego pasterza duchowego, posłuszny Boskiemu podziałowi na ziemi. Oto przyczyna, dla której musimy podkopać wiarę, wyrwać z umysłu gojów zasady Bóstwa i ducha, zmieniwszy wszystko przez wyliczenia arytmetyczne i potrzeby materialne.

§ 4. Międzynarodowa konkurencja przemysłowo-handlowa

Chcąc, by umysły gojów nie zdążyły myśleć i spostrzegać, należy zwrócić je w kierunku przemysłu i handlu. Wówczas wszystkie narody dążyć będą do zysków i w walce o nie nie zauważą swojego wroga wspólnego.

§ 5. Rola spekulacji

Aby wolność doprowadziła społeczeństwa gojów do rozkładu i ruiny, należy przemysł wprowadzić na drogę spekulacji. W wyniku, to co przemysł odbierze ziemi, nie pozostanie przy właścicielach, lecz przejdzie do spekulacji, czyli do kas naszych.

§ 6. Kult złota

Natężona walka o supremację i wstrząśnięcia w życiu ekonomicznym wytworzą, a nawet już wytworzyły inny rodzaj społeczeństwa; zimnego, bez serca i pełnego rozczarowań. Społeczeństwa takie przejęte będą wstrętem do religii wyższej. Kierownikiem ich będzie jedynie wyrachowanie, czyli złoto, dla którego będą miały kult prawdziwy za uciechy materialne, jakie ono dać może. Wówczas nie dla służenia dobrej sprawie, nawet nie dla dostatku, lecz jedynie z nienawiści do klas uprzywilejowanych, niższe sfery gojów pójdą wraz z nimi przeciwko naszym konkurentom o władzę – gojom inteligentnym.

Wykład V

Wzmożona centralizacja rządu – Drogi wiodące mędrców syjonu do władzy – Przyczyny niemożności istnienia zgody między państwami – Żydzi jako naród wybrany – Złoto silnikiem mechanizmów państwowych – Monopole w handlu i przemyśle – Doniosłość krytyki – Instytucje na ,,pokaz” – Przemęczenie wskutek nadmiaru krasomówstwa – Jak owładnąć opinią społeczną? – Doniosłość inicjatywy osobistej – ,,Nadrząd”

§ 1. Wzmożona centralizacja rządu

Jaką formę zarządu administracyjnego można nadać społeczeństwom, w których sprzedajność wdarła się wszędzie, gdzie do bogactw dojść można tylko przy pomocy sprytnych afer, gdzie panuje rozpusta, gdzie moralność podtrzymywana jest tylko przez system kar i prawa surowe, nie zaś przez przyjęte dobrowolnie zasady, gdzie uczucia dla wiary i ojczyzny zaginęły wskutek rozwoju poglądów kosmopolitycznych? Jaką formę rządu nadać społeczeństwom podobnym, jeżeli nie despotyczną, którą określę następnie? Stworzymy wzmożoną centralizację władzy, by ująć w ręce wszelkie siły społeczne. Uregulujemy mechanicznie przy pomocy praw nowych wszystkie czynności naszych poddanych w życiu politycznym. Prawa te skasują po kolei wszelkie ulgi i swobody, tolerowane przez gojów, a królestwo nasze zaznaczy się takim wspaniałym despotyzmem, że będzie on w stanie zawsze i wszędzie zmiażdżyć przeciwdziałających, niezadowolonych gojów. Może kto nam zarzuci, że despotyzm o którym mowa, niezgodny jest z postępem współczesnym. Dowiodę, że jest wprost przeciwnie.

§ 2 Drogi wiodące mędrców syjonu do władzy

W nowych czasach, kiedy ludy uważały panujących za przejaw woli Boskiej, wówczas ulegały bez szemrania samowładztwu królów, lecz począwszy od chwili, kiedy podsunęliśmy ludom myśl o prawach własnych, zaczęły one uważać panujących za zwykłych śmiertelników. Cechy uświęcania przez wybór Boski znikły z czoła królów w oczach ludów, kiedy zaś pozbawiliśmy je wiary w Boga, wówczas władza wyrzuconą była na ulicę wraz z własnością publiczną i zagarnięta przez nas.

Prócz tego talent rządzenia masami i osobami przy pomocy zręcznie dobranej teorii i frazeologii, przepisów o współżyciu i wszelkich innych podstępów, o których goje nie mają pojęcia – należy do celów specyficznych naszej mądrości administracyjnej, wykształconej na analizie, na takich subtelnościach rozumowania, w dziedzinie których nie mamy konkurentów tak samo, jak nie mamy ich w sferze solidarności i układania planów politycznych. Jedynie ich jezuici mogliby pod tym względem równać się z nami lecz potrafiliśmy ich zdyskredytować w oczach tłumu bezmyślnego, jako organizację jawną, pozostając sami w ukryciu z naszą organizacją tajną. Zresztą, czyż to dla świata nie jest obojętne, kto będzie jego władcą i głową kościoła katolickiego – czy nasz despota z krwi syjońskiej? Dla nas, jako narodu wybranego, sprawa ta bynajmniej nie jest obojętna.

§ 3. Przyczyny niemożności istnienia zgody między państwami

Chwilowo mogłaby sobie dać radę z nami wszechświatowa koalicja gojów lecz przed zjawiskiem podobnym jesteśmy zabezpieczeni przez owe ziarna waśni międzypaństwowej, które już z gruntu wyrwać się nie dają. Przeciwstawiliśmy wzajemne wyrachowanie osobiste i narodowe gojów, nienawiści religijne i plemienne, hodowane przez nas w sercach gojów w ciągu 20-tu wieków. Dzięki temu wszystkiemu, żadne państwo, wyciągające dłoń nie spotka się z uściskiem życzliwym, bowiem każdy człowiek musi myśleć, że porozumienie się przeciwko nam jest dla niego niekorzystne. Jesteśmy zbyt silni, trzeba się liczyć z nami. Nawet nielicznego przymierza państwa stworzyć nie mogą bez tego żebyśmy nie brali udziału tajnego.

§ 4. Żydzi jako naród wybrany

Per Me regnant (przeze mnie panują królowie). Prorocy zaś zapowiedzieli nam, że wybrani jesteśmy przez samego Boga do panowania nad światem. Bóg dał nam genialność, byśmy mogli uskutecznić to zadanie. Gdyby obóz przeciwny był genialny, wówczas mógłby walczyć z nami, ale przybysz nie ma wartości dawnego obywatela. Walka byłaby bezlitosna, jakiej jeszcze świat nie widział. Zresztą genialność gojów byłaby spóźniona.

§ 5. Złoto silnikiem mechanizmów państwowych

Wszystkie koła mechanizmów państwowych poruszają się dzięki działaniu silnika, pozostającego w rękach naszych. Silnik ten – to złoto. Wymyślona przez mędrców naszych nauka ekonomii politycznej od dawna już wskazuje na królewską potęgę kapitału.

§ 6. Monopole w handlu i przemyśle

Aby kapitał mógł działać bez skrępowania, winien dążyć do swobody organizowania monopolów w przemyśle i handlu, o co już dobija się we wszystkich częściach świata dłoń niewidzialna. Swoboda ta daje wagę polityczną przemysłowcom, co posłuży do ucisku ludu. Obecnie rozbrajanie narodów jest sprawą ważniejszą, niż popychanie ich do wojny, donioślejsze jest wyzyskiwanie na korzyść naszą rozgorzałych namiętności, niż gaszenie ich. Ważniejsze przejąć i komentować po swojemu myśli cudze, niż wypełniać je.

§ 7. Doniosłość krytyki

Zadaniem naczelnego nadrządu jest osłabienie rozumu społecznego przez krytykę, oduczanie od rozważań, mogących wywołać opór, zwrócenie sił intelektualnych w kierunku beztreściowego krasomówstwa.

§ 8. Instytucje na pokaz

We wszystkich epokach ludy i osobistości poszczególne brały słowo za czyn, zadowalając się tym, co było na pokaz, nader rzadko zwracając uwagę, czy na gruncie społecznym po obietnicy następowało wykonanie. Toteż zorganizujemy instytucje na pokaz, które w sposób wymowny będą dowodziły swego dobroczynnego wpływu na postęp.

§ 9. Przemęczenie wskutek nadmiaru krasomówstwa

Przyswoimy sobie fizjognomię liberalną wszystkich partii, wszystkich kierunków i zaopatrzymy w nią również i mówców, których zadaniem będzie mówić tyle, by doprowadziło to ludzi do przemęczenia wskutek krasomówstwa, do wstrętu do mówców.

§ 10. Jak owładnąć opinią społeczną?

Aby owładnąć opinią społeczną, należy ją doprowadzić do dezorientacji, głosząc z różnych stron tyle poglądów społecznych i tak długo, dopóki goje nie zbłądzą w tym labiryncie i nie zrozumieją, że najlepiej jest nie mieć żadnych przekonań co do spraw politycznych, których społeczeństwo nie może być świadome, bowiem świadomy jest ich tylko ten, kto kieruje społeczeństwem. Oto tajemnica pierwsza.

Druga tajemnica, której posiadanie jest konieczne dla sprawowania z powodzeniem rządów, polega na tym, by o tyle rozplenić wady narodowe, przyzwyczajenia, namiętności, warunki współżycia, aby nikt nie mógł zrozumieć tego chaosu, oraz aby ludzie przestali pojmować się wzajemnie. Środek ten posłuży jeszcze do zasiania waśni wśród wszystkich partii, do rozczłonkowania sił zbiorowych, które nie chcą jeszcze ukorzyć się przed nami, do wyzucia z odwagi wszelkiej inicjatywy osobistej, zdolnej choć trochę szkodzić sprawie naszej.

§ 11. Doniosłość inicjatywy osobistej

Nie ma nic równie niebezpiecznego, jak inicjatywa osobista. Jeżeli jest genialna, wówczas może dokazać więcej, niż miliony ludzi, wśród których zasialiśmy waśń. Musimy tak pokierować wychowaniem społeczeństwa gojów, żeby wobec każdej sprawy wymagającej inicjatywy, opuszczali ręce w bezradnej czynności. Natężenie, wypływające ze swobody działania, w starciu ze swobodą inną, wyczerpuje siły. Jest to źródło poważnych wstrząśnień moralnych, rozczarowań, niepowodzeń.

§ 12. Nadrząd

Przy pomocy wszystkiego wymienionego o tyle zmęczymy gojów, że zmusimy ich do zaproponowania nam objęcia władzy międzynarodowej, która, dzięki swemu przysposobieniu, będzie w stanie połączyć wszystkie siły państwowe świata całego i utworzyć ,,Nadrząd”. Na miejscu władców współczesnych postawimy straszydło, które będzie nosiło miano Nadrządowej Administracji. Ręce jego będą wyciągnięte we wszystkie strony, jak kleszcze przy tak kolosalnej organizacji, że nie może ona nie zwyciężyć narodów.

Wykład VI

Monopole; zależność od nich majątków gojów – Rola syjońskiego nadrządu – Wyzucie arystokracji z ziemi – Obdłużenie ziemi – Przemysł, handel i spekulacja – Zbytek – Podniesienie płacy zarobkowej i podrożenie artykułów pierwszej potrzeby – Tajemny cel propagowania teorii ekonomicznych

§ 1. Monopole; zależność od nich majątków gojów

Wkrótce zaczniemy organizować olbrzymie monopole, zbiorniki kolosalnych bogactw, od których nawet znaczne majątki gojów będą zależne o tyle, że zatoną wraz z kredytem państw nazajutrz po katastrofie politycznej.

Niechaj ekonomiści rozważają doniosłość tej kombinacji.

§ 2. Rola syjońskiego nadrządu

Wszelkimi sposobami winniśmy podnieść znaczenie naszego nadrządu wystawiając go jako protektora, wynagradzającego wszystkich którzy poddadzą się nam dobrowolnie.

§ 3. Wyzucie arystokracji z ziemi

Arystokracja gojów, jako siła polityczna nie istnieje i nie mamy potrzeby liczenia się z nią, lecz jako posiadaczka terenów, szkodliwa jest dla nas z tego powodu, że może być samodzielna co do źródeł swego utrzymania. Wobec tego za wszelką cenę musimy wyzuć ją z ziemi.

§ 4. Obdłużenie ziemi

Najlepszym sposobem po temu jest powiększenie ciężarów, czyli obdłużenie ziemi. Sposób ten utrzyma własność ziemską w stanie bezwzględnego pognębienia. Arystokracja gojów, dziedzicznie nie umiejąca zadowolić się małym, szybko zbankrutuje.

§ 5. Przemysł, handel i spekulacja

Jednocześnie należy, w sposób wzmożony popierać handel, przemysł, a głównie spekulację, której rola polega na stanowieniu przeciwwagi dla przemysłu: bez spekulacji przemysł pomnoży kapitały prywatne, podniesie rolnictwo, uwolniwszy ziemie od obdłużenia wywołanego przez pożyczki, udzielane przez banki ziemskie. Należy, żeby przemysł wyssał z ziemi i pracę, i kapitały oraz żeby przez spekulację oddał w ręce nasze wszystkie pieniądze całego świata, a tym samym usunął wszystkich gojów, do szeregów proletariatu. Wówczas goje ukorzą się przed nami, byleby wyjednać dla siebie prawo istnienia.

§ 6. Zbytek

Aby zniszczyć przemysł gojów, damy spekulacji do pomocy zasianą przez nas wśród gojów potrzebę zysku pochłaniającego wszystko.

§ 7. Podniesienie płacy zarobkowej i podrożenie artykułów pierwszej potrzeby

Podniesiemy płacę zarobkową, co jednak nie przyniesie żadnej korzyści robotnikom, bowiem jednocześnie wywołamy drożyznę artykułów pierwszej potrzeby, spowodowaną rzekomo upadkiem rolnictwa i hodowli. Oprócz tego podkopiemy zręcznie i głęboko źródła wytwórczości, przyzwyczaiwszy robotników do anarchii i nadużywania napojów wyskokowych, jednocześnie zaś zarządzimy wszelkie środki do wyzucia z ziemi wszystkich gojów inteligentnych.

§ 8. Tajemny cel propagowania teorii ekonomicznych

Chcąc, aby goje nie spostrzegli przedwcześnie istotnego celu działań, zakryjemy go rzekomym dążeniem do służenia klasie robotniczej oraz wielkim zasadom ekonomicznym, propagowanym czynnie przez nasze teorie ekonomiczne.

Wykład VII

Cel wzmożonego zbrojenia – Ferment, waśnie i niezgoda na całym świecie – Ukrócenie przy pomocy wojen i wojny powszechnej przeciwdziałania ze strony gojów – Tajemnica jako czynnik powodzenia w polityce – Opinia publiczna i prasa – Armaty amerykańskie, chińskie i japońskie

§ 1. Cel wzmożonego zbrojenia

Wzmożone zbrojenia, zwiększanie składu osobistego policji są nieodzownymi do dopełniania planów poprzednio wymienionych. Niezbędne jest doprowadzenie do tego, żeby poza nami istniały we wszystkich państwach tylko masy proletariatu, garść oddanych nam milionerów, policjanci i żołnierze.

§ 2. Ferment, waśnie i niezgoda na całym świecie

W całej Europie, a przy jej stosunkach i na innych lądach również, winniśmy wywołać ferment, waśnie i niezgodę. Wypływa z tego zysk podwójny: po pierwsze utrzymujemy w respekcie wszystkie kraje świadome, że od woli naszej zależy wywołać zaburzenia lub zaprowadzić ład. Wszystkie te kraje przyzwyczaiły się do uważania nas z rządami wszystkich państw za pomocą polityki, traktatów ekonomicznych lub zobowiązań pieniężnych. Aby osiągnąć cel powyższy, musimy uzbroić się w wielki spryt w czasie układania i zawierania umów, lecz w dziedzinie tego, co się nazywa językiem urzędowym, będziemy zachowywali taktykę wręcz odmienną: będziemy udawali uczciwych i ustępliwych. W ten sposób narody i rządy gojów, które nauczyliśmy patrzenia tylko na stroną zewnętrzną tego, co im proponujemy, będą nas uważały za dobroczyńców i zbawców rodzaju ludzkiego.

§ 3. Ukrócenie przy pomocy wojen i wojny powszechnej przeciwdziałania ze strony gojów

Na każdy objaw przeciwdziałania musimy mieć możność wywołania wojny z sąsiadami w tym kraju, który ośmielił się sprzeciwić naszym planom. W wypadku, kiedy i sąsiedzi ci postanowią działać zbiorowo – przeciwko nam, musimy odeprzeć atak przy pomocy wojny powszechnej.

§ 4. Tajemnica jako czynnik powodzenia w polityce

Głównym czynnikiem powodzenia w polityce jest tajność jej zamierzeń: słowa nie powinny być zgodne z działaniami dyplomaty.

§ 5. Opinia publiczna i prasa

Do czynności pożytecznych dla naszego obszernego planu, bliskiego już upragnionego końca, winniśmy zmuszać rządy przy pomocy rzekomo opinii publicznej, urobionej w tajemnicy przez nas za pośrednictwem tak zwanego ,,wielkiego mocarstwa”, czyli prasy, pozostającej z małymi wyjątkami, z którymi liczyć się nie warto – całkowicie w naszych rękach.

§ 6. Armaty amerykańskie, chińskie i japońskie

Jednym słowem, aby streścić nasz system ukrócenia rządów w Europie, poszczególnym rządom pokażemy siłę naszą przy pomocy zamachów, czyli terroru, wszystkim zaś, jeżeli dopuścimy do powstania przeciwko nam, odpowiemy armatami amerykańskimi, chińskimi lub japońskimi.

Wykład VIII

Dwuznaczne korzystanie z kodeksu praw – Współpracownicy rządu żydowskiego – Szkoły specjalne i wychowanie ,,nadkształcące” – Ekonomiści i milionerzy – Komu powierzać stanowiska odpowiedzialne w rządzie?

§ 1. Dwuznaczne korzystanie z kodeksu praw

Musimy zapewniać sobie wszystkie środki, których przeciwnicy mogliby użyć przeciwko nam. Będziemy musieli w subtelności i kruczkach słownika prawnego wyszukiwać usprawiedliwienia w tych wypadkach, kiedy będziemy uważali za odpowiednie powziąć decyzje mogące wydać się zbyt śmiałymi lub niesprawiedliwymi, bowiem jest rzeczą ważną ujęcie decyzji tych w takie wyrażenia, które by miały pozór wyższych przepisów moralnych.

§ 2. Współpracownicy rządu żydowskiego

Rząd nasz winien otoczyć się wszelkimi siłami cywilizacji, wśród których będzie musiał działać, toteż otoczy się publicystami, prawnikami, praktycznymi administratorami, dyplomatami i wreszcie ludźmi, przygotowanymi przez specjalne wychowanie nadkształcące w naszych szkołach specjalnych.

§ 3. Szkoły specjalne i wychowanie ,,nadkształcące”

Ludzie wyżej wymienieni będą znali wszelkie tajemnice bytu społecznego, będą znali wszystkie języki złożone z politycznych zgłosek i wyrazów, będą znali podkład natury ludzkiej, jej struny najwrażliwsze, na których będą musieli umieć grać. Struny te – to strój umysłów gojów, ich tendencje, braki, wady i zalety, właściwości klas i stanów. Rzecz zrozumiała, że współpracownicy genialni naszej władzy, o których mowa, nie będą wzięci spośród gojów, którzy przywykli do wykonywania swej pracy administracyjnej, nie dbając o to, co należy przez nią osiągnąć, nie myśląc o tym, na co się ona zdała. Administratorzy gojów podpisują papiery, nie przeczytawszy ich, pracują zaś na urzędach dla zysku lub powodowani ambicją.

§ 4. Ekonomiści i milionerzy

Otoczymy rząd nasz całym sztabem ekonomistów. Oto dlaczego nauki ekonomiczne stanowią główny przedmiot wykładów dla żydów. Będzie nas okrążała cała plejada bankierów, przemysłowców i kapitalistów, a przede wszystkim milionerów, bowiem w istocie wszystko będą rozstrzygały cyfry.

§ 5. Komu powierzać stanowiska odpowiedzialne w rządzie?

Dopóki jeszcze nie jest bezpieczne powierzać stanowiska odpowiedzialne braciom naszym, żydom, dopóty będziemy obsadzali je przez ludzi, których przeszłość i charakter wykopały przepaść między nimi, a ludami i którzy w razie oporności naszym wskazaniom, będą musieli oczekiwać sądu albo zesłania. Wobec tego będą bronili spraw naszych do ostatniego tchu.

Wykład IX

Stosowanie zasad żydowskich w sprawie ponownego wychowania narodów – Hasło masońsko-żydowskie – Znaczenie antysemityzmu – Dyktatura Judy – Źródło terroru – Kto służy międzynarodowemu żydostwu? – Podział sił ,,widzących” i ,,ślepych” w państwach gojów – Łączność władzy z narodem – Liberalna samowola – Owładnięcie jurysdykcji, wykształcenia i wychowania – Fałszywe teorie – Komentowanie praw – Tunele podziemne

§ 1. Stosowanie zasad żydowskich w sprawie ponownego wychowania narodów

Stosując powyżej wyszczególnione zasady nasze, należy zwrócić uwagę na charakter narodu, w którego kraju ma się przebywać i działać. Ogólne, jednakowe wszędzie stosowanie zasad tych przed uskutecznieniem ponownego wychowania narodów na naszą modłę nie może mieć powodzenia. Działając ostrożnie w stosowaniu ich przekonacie się, że nie minie 10 lat, a charakter najodporniejszy zmieni się i wówczas nowy naród zaliczymy do już nam uległych.

§ 2. Hasło masońsko-żydowskie

Słowa liberalnego, w istocie zaś naszego, żydo-masońskiego hasła,,wolność, równość, braterstwo”, kiedy już obejmiemy panowanie, zastąpimy przez słowa już nie hasła, lecz ideologii ,,prawo wolności, obowiązek równości, ideał braterstwa”. Powiemy i… chwycimy kozła za rogi… De facto starliśmy już wszystkie rządy, prócz naszego, Choć de jure jest ich jeszcze wiele. Obecnie, jeżeli niektóre państwa zaczynają protestować przeciwko nam, czynią to tylko dla formy, według uznania naszego i w myśl poleceń naszych, antysemityzm bowiem jest nam potrzebny dla rządzenia naszymi braćmi młodszymi.

§ 3. Znaczenie antysemityzmu

Wyjaśniać tego nie będę, bowiem było to już niejednokrotnie tematem konferencji naszych.

§ 4. Dyktatura Judy

Przeszkody dla nas w rzeczywistości nie istnieją. Nadrząd nasz znajduje się w warunkach takiej ekstralegalności, którą zwykle określano przy pomocy mocnego i energicznego wyrazu – dyktatura. Z zupełną sumiennością mogę stwierdzić, że w danym momencie my jesteśmy prawodawcami, my rozsądzamy i decydujemy sprawy, my karzemy, lub uniewinniamy, my, jako dowódca wszystkich wojsk naszych, usadowiliśmy się na koniu wodza naczelnego. Rządzimy wolą niewzruszoną, bowiem w naszych rękach pozostają szczątki partii, ongi silnej, obecnie ujarzmionej przez nas. Władamy niepohamowanymi ambicjami, zaciekłymi zemstami, nienawiściami zajadłymi.

§ 5. Żródło terroru

My jesteśmy źródłem terroru wszechobejmującego.

§ 6. Kto służy międzynarodowemu żydostwu?

Na usługach swych mamy ludzi wszelkich poglądów, wszelkich zasad odnowicieli monarchii, demagogów, socjalistów. Wszystkich zaprzęgliśmy do pracy. Każdy z nich na swoją rękę toczy jak czerw resztki władzy, usiłuje obalić cały ustalony ład. Wszystkie państwa są przemęczone wskutek działań tych: wzywają pokoju, gotowe dla niego poświęcić wszystko, lecz my im pokoju nie udzielimy, dopóki jawnie i kornie nie uznają naszego nadrządu międzynarodowego.

Ludy wołają, że niezbędne jest rozstrzygnięcie kwestii socjalnej w drodze porozumienia międzynarodowego. Rozczłonkowanie na partie oddało je wszystkie do dyspozycji naszej, bowiem, chcąc prowadzić walkę konkurencyjną, należy mieć pieniądze, które całkowicie są w posiadaniu naszym.

§ 7. Podział sił ,,widzących i ,,ślepych”

Moglibyśmy się obawiać u gojów połączenia widzącej siły panujących ze ślepą siłą ludów, lecz zastosowaliśmy wszelkie środki przeciwko możliwości podobnej: między obiema siłami wznieśliśmy mur w postaci wzajemnego terroryzowania się. W ten sposób ślepa siła ludów stanowi dla nas punkt oparcia i my, wyłącznie my, będziemy kierowali nią, rzecz prosta, w myśl naszych celów.

§ 8. Łączność władzy z narodem

Chcąc, aby ślepiec nie był w stanie uwolnić się od kierownictwa naszego, musimy niekiedy wchodzić w ścisłą łączność z nim jeżeli nie osobiście, to przez najwierniejszych braci naszych. Kiedy staniemy się już władzą uznaną, wówczas będziemy porozumiewali się z narodem osobiście, na placach publicznych i kształcić go będziemy co do spraw politycznych w takim kierunku, jaki uznamy za potrzebny.

To, co powie przedstawiciel rządu lub sam panujący, nie może zaraz nie stać się wiadome całemu państwu, bowiem szybko będzie rozgłoszone przez lud.

§ 9. Liberalna samowola

Aby nie zniszczyć przedwcześnie instytucji gojów, dotknęliśmy instytucji tych dłonią umiejętną i zebraliśmy w niej końce sprężyn mechanizmu. Sprężyny były ułożone w ścisłym, lecz właściwym porządku, a my zamieniliśmy to na bezładną samowolę liberalną.

§ 10. Owładnięcia jurysdykcji wykształcenia i wychowania

Wtrąciliśmy się do jurysdykcji, do systemu wyborczego, do prasy, do wolności osobistej, a przede wszystkim do wykształcenia i wychowania, jako do kamieni węgielnych wolnego bytowania.

§ 11. Fałszywe teorie

Ogłupiliśmy, odurzyliśmy i zdemoralizowaliśmy młodzież gojów przy pomocy wychowania w zasadach, znanych nam, jako fałszywe lecz wpajanych przez nas.

§ 12. Komentowanie praw

Poza istniejącymi prawami, nie zmieniając ich istoty, lecz tylko zniekształcając je przez sprzeczne komentowanie, stworzyliśmy coś wspaniałego ze względu na wyniki. Znalazły one wyraz początkowo w tym, że komentowanie zamaskowało prawa, następnie zaś zupełnie zakryło je od oczu rządów, a to wskutek niemożności znania prawodawstwa tak skomplikowanego. Oto źródło teorii sądów sumienia.

§ 13. Tunele podziemne

Twierdzicie, że goje rzucą się na nas z bronią w ręku, jeżeli przedwcześnie zrozumieją, o co chodzi. Przeciwko temu posiadamy na zachodzie możność ukrycia takiego manewru, że zadrżą serca najdzielniejsze: są to tunele dla kolei podziemnych, które od tego czasu będą przeprowadzone we wszystkich stolicach. W chwili odpowiedniej będą one wysadzone w powietrze wraz ze wszystkimi organizacjami i dokumentami państwowymi.

Wykład X

Pozory w polityce – „Genialność” podłości – Co zapowiada żydo-masoński przewrót państwowy? – Głosowanie powszechne – Wartość osobista i agenci żydo-masońscy – Genialny kierownik Judy – Instytucje i ich funkcje – Trucizna liberalizmu – Konstytucja jako szkoła waśni partyjnych. Era republikańska. – Prezydenci jako kreatury żydowskie – Odpowiedzialność prezydentów – ,,Panama” – Rola izby deputowanych i prezydenta – Żydostwo jako siła prawodawcza – Nowa konstytucja republikańska i prawa według niej prezydenta – Przejście do judejskiego samowładztwa – Chwila proklamowania króla wszechświata – Szczepienie chorób oraz inne podstępy żydowskie

§ 1. Pozory w polityce

Dziś zaczynam od powtórzenia rzeczy już powiedzianej i proszę, byście pamiętali, że rządy i narody w polityce zadowalają się pozorami. Jakżeż mają wglądać w treść spraw, jeżeli dla ich przedstawicieli najważniejszą kwestią jest uciecha. Nader ważne jest, by nasza polityka była świadoma tego. Pomoże nam to przy przejściu do omawiania podziału władzy, swobody słowa, prasy, religii (wiary), prawa zrzeszenia się, równości przed prawem, nietykalności majątku, mieszkania, podatków (idea podatku ukrytego), odwrotnej siły praw. Wszystkie kwestie wymienione są tego rodzaju, że nie należy nigdy dotykać ich wprost i w sposób dla narodu widoczny. W wypadkach konieczności poruszania ich, nie powinno się ich wyliczać, lecz tylko oświadczyć, bez szczegółowego omawiania, że uznajemy zasady prawa współczesnego. Doniosłość przemilczenia podobnego polega na tym, że niewymienione zasady pozostawiają nam swobodę wykluczenia z niej niepostrzeżenie różnych szczegółów; o ile wymienilibyśmy je, wówczas staną się one niejako drobiazgami.

§ 2. ,,Genialność” podłości

Narody żywią specjalną miłość i szacunek dla geniuszy siły politycznej i na wszelkie z ich strony gwałty odpowiadają: podłe, bo podłe, ale jakie zręczne! Szwindel, ale jak wykonany, jak wspaniale i bezczelnie! Przewidujemy zaprzęgnięcie wszystkich narodów do pracy nad wzniesieniem projektowanego przez nas gmachu kapitalnego. Oto dlaczego musimy przede wszystkim zebrać zapas i zapewnić sobie tę zuchowatą dzielność i moc ducha, która wcielona w działaczy naszych, złamie wszystkie przeszkody na drodze naszej.

§ 3. Co zapowiada syjoński przewrót państwowy?

Skoro dokonamy przewrotu państwowego, wówczas powiemy narodom: ,,Wszystko szło nad wyraz źle, wszyscy są przemęczeni cierpieniami. Burzymy przyczyny mąk waszych: narodowości, granice, różnice jednostek monetarnych. Rzecz prosta, macie prawo wydać wyrok na nas, lecz czyż może on być sprawiedliwy, jeżeli go zatwierdzicie pierwej, nim zbadacie to, co my wam dajemy?” Wówczas wezmą nas na ręce i będą nieśli w porywie jednomyślnym zachwytu, nadziei i pragnień.

§ 4. Głosowanie powszechne

Głosowanie, uczynione środkiem zdobycia panowania przez nas dzięki przyuczeniu doń nawet najmniejszych jednostek z liczby członków ludności, a to przez stworzenie ugód i zebrań grup pewnych – przyda nam się wówczas i po raz ostatni odegra rolę jako jednomyślne, wywołane przez chęć poznania nas bliżej, zanim by nas potępiono. Toteż musimy dopuścić do głosowania wszystkich, bez różnicy klas i cenzusu, aby wprowadzić absolutyzm większości, czego nie można wymusić na klasach inteligentnych, posiadających cenzus.

§ 5. Wartość osobista i agenci syjońscy

Przyzwyczaiwszy wszystkich do pojęcia o wartości osobistej, zniszczymy wpływy rodziny u gojów oraz jej wartość wychowawczą, położymy kres wysuwaniu się rozumów indywidualnych, którym tłum, przez nas kierowany, nie da wysunąć się, ani nawet wypowiedzieć; tłum przyzwyczaił się do słuchania tylko nas, bowiem płacimy mu za posługę i uwagę. W ten sposób stworzymy potęgę ślepą, niezdolną poruszać się bez kierownictwa agentów naszych, którzy zajmują miejsca jej przywódców. Ludy poddadzą się temu rygorowi, widząc, że od przywódców tych zależą zarobki, wsparcia i otrzymanie wszelkiego dobra.

§ 6. Genialny kierownik Judy

Plan rządzenia powinien być przygotowany przez jedną głowę, bowiem nie można by go było scalić, gdybyśmy dopuścili do rozdrobnienia na kawałki w licznych umysłach. Dlatego też możemy znać plan działania lecz nie wolno nam potępiać go, aby nie naruszać jego genialności, związku jego części składowych, siły praktycznej, zawartej w utajonym znaczeniu każdego punktu. Jeżeli dyskutować nad pracą taką i zmieniać ją przez liczne głosowania, wówczas odcisną się na niej wszelkie nieporozumienia myślowe, które nie wniknęły w głębię i związek zamierzeń tej pracy. Niezbędne jest dla nas posiadanie pracy naszego kierownika genialnego na rozszarpanie przez tłum lub nawet przez ograniczone co do liczby członków stowarzyszenia.
Plany te tymczasem nie wywrócą do góry dnem instytucji współczesnych, zmieniając tylko ich ekonomię, czyli całą kombinację ich pochodu, który tym sposobem skieruje się drogą wskazaną w planach naszych.

§ 7. Instytucje i ich funkcje

Pod różnymi nazwami we wszystkich krajach istnieje mniej więcej to samo. Przedstawicielstwo narodowe, ministerstwa, senat, rada państwa, ciała prawodawcze i wykonawcze. Nie ma potrzeby wyjaśniania mechanizmu stosunków wzajemnych między powyższymi instytucjami, bowiem jest to powszechnie znane. Należy tylko zwrócić uwagę, że każda z wymienionych instytucji odpowiada pewnej doniosłej funkcji państwowej. Proszę zauważyć, że przymiotnik ,,doniosły” stosuje się nie do instytucji lecz do funkcji, a więc nie instytucje, lecz ich funkcje są doniosłe. Instytucje podzieliły między sobą wszelkie funkcje rządzenia – administracyjną, prawodawczą, wykonawczą, toteż zaczęły działać w organizmie państwowym, jak narządy w ciele ludzkim. Jeżeli uszkodzimy jedną część maszyny państwowej, niby człowiek zachoruje i… umrze.

§ 8. Trucizna liberalizmu

Kiedy wprowadziliśmy do organizmu państwowego truciznę liberalizmu, cała jego kompleksja polityczna uległa zmianie: państwa zapadły na chorobę śmiertelną – na zakażenia krwi. Nie pozostaje nic, jak oczekiwać końca ich agonii.

§ 9. Konstytucja jako szkoła waśni partyjnych

Z liberalizmu zrodziły się państwa konstytucyjne, które zastąpiły zbawcze dla gojów samowładztwo, konstytucja zaś, jak dobrze wiecie, nie jest niczym innym, jak tylko szkołą waśni, nieładu, sporów, niezgody, czczej agitacji partyjnej, tendencji partyjnej – słowem są to szkoły wszystkiego, co pozbawia indywidualności działalność państwową. Trybuna parlamentarna, nie mniej niż prasa, skazała panujących na bezczynność i bezsilność, a wskutek tego uczyniła ich niepotrzebnymi, zbytecznymi, co było powodem obalenia tronów w wielu państwach.

§ 10. Era republikańska i prezydenci jako kreatury żydowskie

Po obaleniu tronów dopiero stało się możliwe powstanie ery republikańskiej. Wówczas to właśnie zastąpiliśmy władcę przez karykaturę rządu – przez prezydenta, wziętego z tłumu, ze środowiska naszych kreatur i niewolników. To było podstawą miny, umieszczonej przez nas pod narodem gojów, a właściwie pod narodami gojów.

§ 11. Odpowiedzialność prezydentów

Wkrótce będzie przez nas wprowadzona odpowiedzialność prezydentów. Wtedy już bez ceremonii będziemy wprowadzali to, za co odpowiedzialność spadnie na naszą kreaturę. Co nas to obchodzi, że zrzedną szeregi osób, dążących do władzy, że powstaną zamieszki wskutek niemożliwości znalezienia prezydentów, które ostatecznie zdezorganizują wybory prezydenta.

§ 12. ,,Panama”

Aby plan nasz doprowadził do wyników powyższych, będziemy organizowali wybory takich prezydentów, w których przeszłości istnieje jakaś niewyjaśniona ciemna sprawa, jakaś ,,panama”. Wówczas będą oni wiernymi wykonawcami planów naszych, a na to w obawie rewelacji oraz z powodu wrodzonej każdemu, kto doszedł do władzy – dążności zachowania dla siebie przywilejów i zaszczytów, związanych z godnością prezydenta.

§ 13. Rola izby deputowanych i prezydenta

Izba deputowanych będzie osłaniała, broniła, wybierała prezydentów lecz odbierzemy jej atrybucję wnoszenia projektów praw i zmiany ich, bowiem atrybucję tę przekażemy prezydentowi odpowiedzialnemu – zabawce w naszych rękach. Rzecz prosta, iż wówczas władza prezydenta stanie się celem najróżniejszych napaści, toteż damy mu samoobronę w formie prawa odwoływania się do narodu, do jego decyzji, poza jego przedstawicielami, czyli do tego samego naszego popychadła ślepego – większości spośród tłumu. Niezależnie od tego nadamy prezydentowi prawo wprowadzania stanu wojennego. Umotywujemy to w taki sposób, że prezydent, jako szef armii całego kraju, winien mieć możność rozporządzania nią w wypadkach, kiedy zachodzi potrzeba obrony nowej konstytucji republikańskiej, do czego jest najzupełniej uprawniony jako przedstawiciel odpowiedzialny konstytucji tej.

§ 14. Żydostwo jako siła prawodawcza

Zrozumiałe jest, że w warunkach podobnych do powyższych klucz od świątyni będzie pozostawał w naszym ręku i że nikt, prócz nas, nie będzie kierował siłą prawodawczą.

§ 15. Nowa konstytucja republikańska i prawo według niej prezydenta

Z chwilą wprowadzenia nowej konstytucji republikańskiej odbierzemy Izbie prawo interpretacji co do zarządzeń rządowych, a to pod pretekstem zachowania tajemnicy państwowej. Prócz tego sprowadzimy do minimum liczbę przedstawicieli, a tym samym ograniczymy o tyleż namiętności polityczne i namiętności do polityki; jeżeli zaś one, wbrew oczekiwaniom wybuchną i w owym minimum, to zanulujemy je przez odwołania się do większości narodu całego.

Mianowanie prezydentów i wice-prezydentów Izby i Senatu będzie zależne od prezydenta. Nieustające sesje parlamentów zredukujemy do paru miesięcy. Poza tym prezydent jako naczelnik władzy wykonawczej, będzie miał prawo zwoływania parlamentu lub zarządzenia w sesjach przerw, które mogą trwać aż do naznaczenia terminu nowej sesji. Aby skutki tych działań bezprawnych w istocie swej nie spadły przedwcześnie dla naszych planów na wprowadzoną przez nas odpowiedzialność prezydenta, podsuniemy ministrom oraz innym przedstawicielom wyższej administracji, otaczającym prezydenta – myśl obchodzenia jego rozporządzeń własnymi środkami, za co oni, nie zaś prezydent, będą ponosili odpowiedzialność. Szczególnie zalecamy powierzanie wykonywania tej roli senatowi, radzie państwa lub radzie ministrów, nie zaś poszczególnym osobom.

Prezydent będzie według uznania naszego komentował treść tych spośród istniejących praw, które dadzą się tłumaczyć w sposób różnoraki. Będzie również kasował je, jeżeli wskażemy mu, że zachodzi tego potrzeba. Prócz tego prezydentowi będzie przysługiwał przywilej wnoszenia praw tymczasowych, a nawet wprowadzenie nowych zmian do pracy konstytucyjno-państwowej. Jako motyw w obydwu przypadkach będą podawane wymagania wyższe dobra państwowego.

§ 16. Przyjście do judejskiego samowładztwa

Stosowanie powyższych środków da nam możność niszczenia stopniowego, krok za krokiem, wszystkiego, co początkowo przy przyjęciu przez nas praw naszych musieliśmy wprowadzić do konstytucji państwowych, jako środki przejściowe do niepostrzeżonego zniesienia wszystkich konstytucji, kiedy nastanie czas zastąpienia wszelkiego rządu przez nasze samowładztwo.

§ 17. Chwila proklamowania króla wszechświata

Uznanie naszego samowładcy może nastąpić również przed zniesieniem konstytucji. Chwila ta nastanie wówczas, kiedy narody, zmęczone rozprzężeniem w państwach i bankructwami władców, zorganizowanymi przez nas, zawołają: ,,zabierzcie ich, a dajcie nam natomiast jednego władcę wszechświatowego, który by zjednoczył nas i zniósł przyczyny waśni, a mianowicie: granice narodowościowe, wyznaniowe, wyrachowania państwowe, który by dał nam spokojność i pokój, niemożliwe do osiągnięcia przy obecnych władcach i przedstawicielach”.

§ 18. Szczepienie chorób oraz inne podstępy żydowskie

Wiecie doskonale, że dla stworzenia możności wyrażenia pragnień podobnych przez wszystkie narody, niezbędne jest mącić we wszystkich krajach stosunki narodowe i rządy aby przemęczyć ogół nieładem, nienawiścią, walką, a nawet męczeństwem, głodem, szczepieniem chorób, nędzą. Wówczas goje nie będą widzieli innego wyjścia, jak tylko oddanie się zupełnie i ostateczne pod władzę naszą. Gdybyśmy dali narodom wytchnienie, wówczas nie wiadomo, czy kiedykolwiek nastąpiłaby chwila upragniona.

Wykład XI

Rada państwowa – Program nowej konstytucji – Niektóre szczegóły proponowanego przewrotu – Goje to barany – Masoneria tajna i jej ,,loże” na pokaz – Doniosłość żydowskiego rozproszenia

§ 1. Rada państwa

Rada państwa będzie służyła do zaznaczania i władzy osoby rządzącej. Rada ta, jako część ciała prawodawczego, istniejąca na pokaz, będzie stanowiła niejako komitet redagujący prawa i dekrety władzy.

§ 2. Program nowej konstytucji

Oto program przygotowywanej nowej konstytucji. My będziemy stwarzali i wykonywali prawa i rządy: 1. w formie projektów, składanych ciału prawodawczemu, 2. przy pomocy dekretów prezydenta w formie postanowień ogólnych, orzeczeń senatu, uchwał rady państwa, decyzji ministerialnych, 3. w chwili zaś odpowiedniej – w formie przewrotu państwowego.

§ 3. Niektóre szczegóły proponowanego przewrotu

Ustaliwszy mniej więcej taki modus agendi (sposób postępowania), zajmiemy się szczegółami tych kombinacji, przy których użyciu mamy dokonać zmiany działania maszyn państwowych w kierunku wymienionym. Kombinacje te są to: swoboda prasy, prawo zrzeszania się, wolność sumienia, zasady systemu wyborczego i wiele innych objawów, które muszą zniknąć z repertuaru ludzkości, by ulec zasadniczej zmianie nazajutrz po ogłoszeniu nowej konstytucji.

Dopiero w chwili tej będziemy mogli ogłosić wszystkie nasze postanowienia, bowiem później wszelkie zmiany będą niebezpieczne. A oto przyczyny: jeżeli zmiany te wprowadzone będą bezwzględnie oraz w kierunku rygoru i ograniczeń – może to spowodować wybuch rozpaczy, wywołany obawą nowych zmian w tym samym kierunku. Jeżeli zmiana ta będzie dokonana w kierunku nowych ulg, wówczas może być powiedziane, że przyznaliśmy się do słabości, co poderwie autorytet niezłomności nowej władzy lub też może wytworzyć przekonania, że przejął nas strach i zmuszeni jesteśmy do ustępstw, za które nikt nie będzie nam wdzięczny, bowiem będą uważane za należne…

Jedno i drugie byłoby szkodliwe dla powagi nowej konstytucji. Konieczne jest, żeby z chwilą jej ogłoszenia, oszołomione przez dokonanie przewrotu narody – będące jeszcze pod wpływem terroru i niepewności – zrozumiały, że jesteśmy o tyle silni, o tyle nietykalni, o tyle pełni potęgi, że w żadnym razie nie będziemy liczyli się z narodami i nie tylko nie zwrócimy uwagi na ich sąd i życzenia, lecz nawet gotowi jesteśmy i zdolni z niezwalczoną siłą zgnieść ich wyrażanie i przejawianie w każdej chwili i na każdym miejscu, że wzięliśmy od razu wszystko, co uważaliśmy za niezbędne i w każdym razie nie będziemy dzielili się naszą władzą. Wówczas ze strachu zamkną oczy na wszystko i będą oczekiwali, co z tego wyniknie.

§ 4. Goje to barany

Goje to stado baranów, my zaś jesteśmy wobec nich wilkami a wiecie wszak, co się staje z owcami, kiedy do owczarni wkradną się wilki. Zamkną oni oczy jeszcze i z tej przyczyny, że obiecamy im zwrot wszystkich odebranych swobód po zwyciężeniu wrogów pokoju i pokonaniu wszystkich partii. Czy warto wspominać o tym, jak długo będą oczekiwać tego zwrotu?

§ 5. Masoneria tajna i jej ,,loże” na pokaz

W jakimże innym celu wymienialiśmy i nakazaliśmy gojom całą tę politykę, nie dając im możności zbadania jej treści – jeżeli nie tym – żeby drogą okólną osiągnąć to, co jest prostą drogą niedosięgłe dla naszego plemienia rozsianego. Posłużyło to – jako fundament dla naszej organizacji masonerii tajnej, która nie jest znana oraz dla celów, których istnienia nawet nie podejrzewają te bydlęta – goje, znęceni przez nas do szeregów armii lóż masońskich ,,na pokaz”, istniejących dla zamydlania oczu gojom.

§ 6. Doniosłość żydowskiego rozproszenia

Bóg obdarzył nasz naród wybrany rozproszeniem. W tej pozornej słabości naszej znalazła wyraz cała potęga, która teraz doprowadziła nas do progu władzy wszechświatowej. Obecnie niewiele pozostaje już do nadbudowania na fundamencie założonym.

Wykład XII

Żydowskie pojmowanie wyrazu wolność – Przyszłość prasy w państwie syjońskim – Kontrola prasy – ,,Postęp” w pojęciu żydów – Dziennikarstwo i literatura w państwie syjońskim – Solidarność żydowsko-masońska w współczesnej prasie – Obudzenie żądań społecznych na prowincji – Nieomylność nowego ustroju

§ 1. Żydowskie pojmowanie wyrazu ,,wolność”

Wyraz wolność, który może być pojmowany różnorodnie, my określamy jak następuje: wolność jest prawem czynienia tego, na co kodeks pozwala. Podobne pojmowanie posłuży nam w chwili odpowiedniej do tego, aby cała wolność była w naszym ręku, bowiem prawa będą tworzyły lub niszczyły tylko to, co w myśl programu powyższego uznamy za właściwe.

§ 2. Przyszłość prasy w państwie syjońskim

Z prasą załatwimy się w taki sposób: jaką rolę gra obecnie prasa? Służy ona do podniecania potrzebnych nam namiętności lub też – egoizmom partyjnym. Bywa beztreściowa, niesprawiedliwa, kłamliwa i większość ludzi nie rozumie nawet czemu ona służy. Osiodłamy ją i weźmiemy mocno w cugle. Tak samo postąpimy z pozostałą prasą; bowiem nie mamy się co bronić od napaści prasy, jeżeli pozostaniemy jako cel tylko dla książek i broszur. Przekształcimy ów kosztowny obecnie z uwagi na konieczność cenzurowania – wytwór jawności w źródło dochodów naszego państwa, obciążymy wydawnictwa specjalnym podatkiem w markach stemplowych oraz składaniem kaucji przy organizowaniu organów prasy lub drukarń, co zabezpieczy nasz rząd od wszelkich napaści ze strony prasy. Za ewentualną napaść będziemy karali bezwzględnie. Środki takie, jak marki i kaucje, oraz zabezpieczone przez nie kary dadzą państwu olbrzymi dochód. Co prawda, gazety partyjne mogłyby nie żałować pieniędzy, toteż będziemy je zamykali już po drugiej napaści. Nikt bezkarnie nie będzie mógł zaćmić aureoli naszej nieomylności rządowej. Pretekstem do zamknięcia wydawnictwa będzie to, że dany organ prasy, podnieca umysły bez przyczyny i podstawy. Zwrócić uwagę na to, że między napadającymi na nas będą i przez nas stworzone organy, lecz nie będą występowały jedynie przeciwko punktom, których zmianę postanowimy.

§ 3. Kontrola prasy

Żadna wiadomość nie przedostanie się do społeczeństwa bez kontroli naszej. Cel ten osiągamy już obecnie w ten sposób, że wszelkie nowości wydawnicze otrzymywane są przez kilka agentur, które centralizują ruch wydawniczy świata całego. Agentury te będą wówczas wyłącznymi naszymi instytucjami i będą ogłaszały tylko to, co my im wskażemy. Jeżeli obecnie potrafiliśmy zawładnąć mózgami społeczeństw gojów do tego stopnia, że wszystkie prawie patrzą na zdarzenia światowe przez kolorowe szybki okularów, które my im zakładamy, jeżeli obecnie nie istnieją dla nas w żadnym państwie przeszkody tamujące drogę do tak zwanych przez głupotę gojów tajemnic państwowych – to także będzie wówczas, kiedy zostaniemy uznanymi władcami świata w osobie naszego władcy wszechświatowego. Powróćmy do przyszłości prasy: ktokolwiek będzie chciał zostać wydawcą, księgarzem, drukarzem, będzie zmuszony wyjednać sobie dyplom odpowiedni, który w razie wykroczenia będzie niezwłocznie odbierany.

§ 4. „Postęp” w pojęciu żydów

Wobec zastosowania sposobów powyższych narzędzie myśli stanie się środkiem wychowawczym w ręku rządu naszego, który nie pozwoli już masom ludowym błąkać się w ostępach; marzeniach o dobroczynnym wpływie postępu. Komu z nas nie jest wiadomo, że te dobrodziejstwa urojone stanowią drogę do marzeń bezsensownych, z których powstały stosunki anarchiczne między ludźmi i do rządu, bowiem postęp, a właściwie idea postępu naprowadziła na myśl wszelkiego rodzaju emancypacje, nie ustalając dla nich granic. Wszyscy tak zwani wolnomyślni są anarchistami, jeżeli nie czynu, to myśli. Każdy z nich ugania się za majakami wolności, wpadając przy tym w samowolę, czyli w anarchię protestu dla protestu.

§ 5. Dziennikarstwo i literatura w państwie syjońskim

Odnośnie do prasy – to obciążymy ją zarówno, jak i wszelkie druki, podatkiem, pobieranym w markach od arkusza oraz kaucjami. Książki, liczące mniej niż trzydzieści arkuszy, będą płaciły podatek zdwojony. Zaliczymy je do kategorii broszur żeby z jednaj strony zmniejszyć liczbę wydawnictw periodycznych stanowiących najskuteczniejszą truciznę drukowaną, z drugiej zaś – środek ten zmusi literatów do pisania książek tak obszernych, że nikt nie będzie ich czytał, zwłaszcza wobec ich drożyzny. Nasze wydawnictwa własne, mające zwrócić ruch umysłów w kierunku przez nas wybranym, będą tanie i zyskają wielką poczytność. Podatki położą kres lichym płodom literackim, system zaś kar wytworzy zależność literatów od nas. Gdyby nawet znaleźli się chętni do pisania przeciwko nam, to jednak nie znajdą wydawców, którzy by podjęli się drukowania. Przed przyjęciem do druku jakiegokolwiek dzieła wydawca albo drukarz będzie musiał wyjednywać od władz pozwolenie. W ten sposób zawczasu poznamy knowania, skierowane przeciwko nam i zanulujemy je, ogłaszając wcześniej wyjaśnienia na ten sam temat.

Literatura i dziennikarstwo są to dwa najważniejsze czynniki wychowawcze, dlatego też rząd nasz będzie właścicielem większości dzienników. Scentralizuje to wpływ szkodliwy prasy prywatnej, a zarazem stworzy olbrzymi wpływ na umysły. Jeżeli wydamy pozwolenie na 10 dzienników, to sami wytworzymy 30 i będziemy stale utrzymywać stosunek ten. Ogół nie powinien domyślać się tego, wydawane więc przez nas dzienniki będą z pozoru krańcowo przeciwnych kierunków i zdań, co wzbudzi do wydawnictw tych zaufanie i pociągnie do nich przeciwników naszych, nie domyślających się niczego. W ten sposób wpadną oni w nasze sidła i będą unieszkodliwieni.

Na planie pierwszym będą stały organy o charakterze ściśle urzędowym. Te będą pilnowały zawsze naszych interesów, toteż wpływ będą posiadały bardzo nikły. Na drugim planie umieścimy półurzędówki, których zadaniem będzie – nęcenie obojętnych. Trzeci plan zajmie nasza, rzekomo, opozycja, w której bodajby jeden z organów będzie stanowił antypody nasze. Przeciwnicy nasi będą uważali ową, rzekomą opozycję, za zwolenników swych i otworzą przed nami karty.

Dzienniki nasze będą przedstawiały kierunki najrozmaitsze: arystokratyczny, republikański, rewolucyjny, a nawet anarchistyczny, będą one posiadały sto rąk, z których każda będzie wyczuwała puls jakiegoś kierunku myśli społecznej. Kiedy puls zacznie bić w sposób przyspieszony, wówczas ręce te zwrócą opinię w kierunku celów naszych, bowiem osobnik podniecony traci rozsądek i łatwo poddaje się nakazom. Głupcy, którzy będą myśleli, że powtarzają zdanie dziennika, reprezentującego ich obóz powtarzać będą nasze myśli lub te, które będą dla nas pożądane. Wyobrażając sobie, że kroczą za organem partii swojej, będą szli za sztandarem, który my im wywiesimy.

Chcąc skierować odpowiednio do tego milicję gazetową, musimy całą sprawę zorganizować ze szczególną dbałością. Pod nazwą centralnego wydziału prasowego stworzymy zebrania literackie, na których agenci nasi będą niepostrzeżenie rzucali hasła i dawali sygnał. Sprzeciwiając się, zawsze powierzchownie, naszym poczynaniom, bez dotykania jednak ich istoty, organy nasze będą prowadziły polemikę bezwartościową z dziennikami urzędowymi jedynie w tym celu, aby dać nam przyczynę do wypowiedzenia się więcej szczegółowo, niż to mogliśmy uskutecznić w pierwiastkowych oświadczeniach urzędowych. Rzecz prosta, iż będzie to z pożytkiem dla nas.

Napaści na nas spowodują jeszcze i to, że poddani upewnią się co do zupełnej swobody gadania, nasi zaś agenci będą mieli podstawy do twierdzenia, że dzienniki występujące przeciwko nam, zajmują się czystą paplaniną, bowiem nie są zdolne znaleźć istotnych przyczyn do rzeczowego obalenia treści rozporządzeń naszych

Podobne, niedostrzegalne dla uwagi społecznej, niemniej jednak pewne, zarządzenia w sposób najpewniejszy skierują zaufanie w stronę rządu naszego.
Dzięki tym zarządzeniom będziemy w zakresie spraw politycznych, w miarę potrzeby pobudzali lub uspokajali umysły – przekonywali lub dezorientowali, przez drukowanie to prawdy, to znów kłamstw, to pewnych danych – to znów przeczenia im, odpowiednio do tego, czy przyjęto je dobrze, czy też źle. Zawsze jednak będziemy ostrożnie badali grunt, zanim uczynimy krok. Będziemy odnosili nad przeciwnikami naszymi pewne zwycięstwa, bowiem tamci nie będą rozporządzali organami prasy, w których mogliby wypowiedzieć się całkowicie, a to z powodu wymienionych wyżej zarządzeń przeciwko prasie.

Kamienie probiercze, użyte przez nas w prasie trzeciej kategorii, będą w razie potrzeby energicznie niszczone przez urzędówki nasze.

§ 6. Solidarność żydowsko-masońska we współczesnej prasie

Już obecnie, bodajby w formach przestrzeganych przez dziennikarstwo francuskie, istnieje solidarność masońska, wyrażona w haśle: wszystkie organy prasy związane są wzajemnie tajemnicą zawodową. Żaden z członków tej prasy, na kształt augurów starożytnych, nie wyda tajemnicy informacji swoich, jeżeli nie postanowiono ogłosić ich. Żaden z dziennikarzy nie zdecyduje się na zdradzenie tajemnicy tej, bowiem żaden z nich nie jest przyjmowany do świata literackiego, o ile nie miał w przeszłości jakiej haniebnej rany. Rany te ujawniono by zaraz dopóki zaś są ukryte, aureola dziennikarza przyciąga przekonania większości. Tłumy z zapałem kroczą za nim.

§ 7. Obudzenie żądań społecznych na prowincji

Wychowanie nasze dotyczy zwłaszcza prowincji. Konieczne jest, byśmy tam obudzili te pragnienia i dążności, przy pomocy których moglibyśmy w każdej chwili zaatakować stolicę, przedstawiając je za niezależne pragnienia i dążności prowincji. Rzecz prosta, iż źródłem my będziemy zawsze. Potrzebne nam to, bo niekiedy, dopóki nie posiadamy jeszcze pełni władzy – stolice bywały oplątane przez prowincjonalną opinię narodu, czyli większości, zorganizowanej sztucznie przez agentów naszych. Potrzebne nam to, by stolice w momencie psychologicznym nie potrzebowały nad faktem dokonanym debatować, bodaj już dlatego, że znalazł on uznanie większości prowincjonalnej.

§ 8. Nieomylność nowego ustroju

W okresie nowego ustroju, będącego przejściem do panowania naszego, nie można pozwolić na demaskowanie przez prasę nieuczciwości społecznej. Konieczne jest, by myślano, że nowy ustrój zadowolił wszystkich o tyle, że nawet znikła przestępczość. Przejawy przestępczości mogą być znane tylko ofiarom lub świadkom przypadkowym.

Wykład XIII

Potrzeba chleba powszedniego – Kwestie polityczne – Sprawy przemysłowe – Uciechy, Domy Ludowe, Konkursy i Sporty – ,,Prawda jest jedna” – Wielkie problemy (zagadnienia)

§ 1. Potrzeba chleba powszedniego

Potrzeba chleba powszedniego zmusza gojów do milczenia i do zostania naszymi uległymi sługami. Agenci spośród nich, przyjęci do naszej pracy, będą w myśl rozkazów naszych rozpisywali się o tym, co według nas będzie najodpowiedniejsze dla ogłaszania bezpośredniego w dokumentach urzędowych, my zaś tymczasem, korzystając z podjętej dyskusji, przeprowadzimy zarządzenia pożądane i ofiarujemy je ogółowi, jako fakt dokonany. Nikt nie ośmieli się domagać odwołania rzeczy już przesądzonej, tym więcej, że przedstawimy ją jako ulepszenie. Jednocześnie prasa zwróci umysły w kierunku nowych spraw.

§ 2. Kwestie polityczne

Nauczyliśmy wszak ludzi szukania wiecznie czegoś nowego. Do dyskusji nad tymi sprawami nowymi rzucają się bezmózgowi kierownicy losów niezdolni dotychczas pojąć, że nie mają wyobrażenia o tym, do czego się biorą. Kwestie polityki dostępne są wyłącznie dla twórców i kierowników jej w ciągu wielu wieków.

Ze wszystkiego tego staje się widoczne, że ubiegając się o zdanie tłumu, ułatwiamy bieg nowego mechanizmu. Możecie zauważyć, że szukamy niejako uznania nie dla czynów, lecz dla słów, wygłoszonych przez nas w danej kwestii. Głosimy stale, że myślą kierowniczą naszych poczynań jest nadzieja, a nawet pewność służenia dobru powszechnemu.

§ 3. Sprawy przemysłowe

Aby odciągnąć ludzi zbyt niespokojnych od debatowania nad kwestiami politycznymi, rzekomo przeprowadzamy obecnie nowe zagadnienia, a mianowicie – sprawy przemysłowe. Niech sobie szaleją na terenie tym. Masy zgadzają się na próżnowanie, na odpoczynek po rzekomej działalności politycznej (której nauczyliśmy ich, aby przy pomocy tego walczyć przeciwko rządom gojów) – jedynie pod warunkiem posiadania nowego zajęcia, zawierającego, jak im to wskazujemy, również treść polityczną.

§ 4. Uciechy, Domy Ludowe, Konkursy i Sporty

W obawie, że ludzie owi dojdą do jakichś wniosków, zwracamy ich uwagę przy pomocy uciech, zabaw, namiętności, Domów Ludowych. Niezadługo przy pośrednictwie prasy zaczniemy ogłaszać konkursy w dziedzinie sztuki, sportu wszelkiego rodzaju: sporty te odwrócą ostatecznie umysły od kwestii, w których zakresie musielibyśmy walczyć z nimi. Odzwyczaiwszy się stopniowo coraz więcej od myślenia samodzielnego, ludzie zaczną mówić unisono z nami, bowiem my jedynie zaczniemy propagować nowe kierunki myśli za pośrednictwem tych, rzecz prosta osób, z którymi o solidaryzowanie się nie możemy być pomawiani.

§ 5. ,,Prawda jest jedna”

Rola utopistów liberalnych będzie ostatecznie ukończona, kiedy władza nasza zyska uznanie. Do tej chwili przydadzą się nam bardzo. W myśl tego będziemy jeszcze zwracali umysły w kierunku wszelkich fantastycznych wymyślonych teorii, rzekomo nowych i postępowych. Wszak z zupełnym powodzeniem zawróciliśmy postępem bezmózgie głowy gojów i nie ma wśród nich ani jednego rozumiejącego, że wyraz ten, o ile nie dotyczy wynalazków materialnych, nie ma nic wspólnego z prawdą, bo ta jest jedna i nie ma w niej miejsca dla postępu. Postęp jako idea fałszywa, służy do zagmatwania prawdy, by nikt nie znał jej prócz nas, którzy ją strzeżemy.

§ 6. Wielkie problemy (zagadnienia)

Kiedy już obejmiemy władzę, mówcy nas będą głosili wielkie problematy, które by poruszały całą ludzkość w tym celu, by koniec końców uznała nasze dobroczynne rządy. Któż wówczas podejrzewać może, że wszystkie problemy (zagadnienia) owe były przez nas dobrane w myśl planu politycznego, którego nikt nie mógł odgadnąć w ciągu wielu wieków.

Wykład XIV

Religia przyszłości – Metody, przy pomocy których wykazywać będziemy gojom dobrodziejstwa naszych rządów – Niedostępność poznania naszych tajników religii przyszłości – Pornografia i przyszłość słowa drukowanego

§ 1. Religia przyszłości

Kiedy już zaczniemy królować, istnienie innej religii będzie dla nas niepożądane, poza naszym kultem jedynego Bóstwa, z którym losy nas łączą wskutek tego, że jesteśmy narodem wybranym i przez które losy nasze związane są z losami świata. Dlatego też powinniśmy zburzyć wszelkie wierzenia. Jeśli z tego powodu powstaną ateiści współcześni, to jako stopień przejściowy nie przeszkodzą naszym zamiarom, będą zaś przykładem dla tych pokoleń, które będą słuchały naszych kazań o religii mojżeszowej. Religia ta, będąca systemem trwałym i ściśle obmyślonym, doprowadziła do podboju przez nas wszystkich narodów. Podkreślać będziemy również jej prawdę mistyczną, na której jak to będziemy głosili, polega cała jej siła wychowawcza!

§ 2. Metody, przy pomocy których wykazywać będziemy gojom dobrodziejstwa naszych rządów

Przy każdej sposobności będziemy drukowali artykuły, w których przeprowadzimy porównanie między poprzednimi, a naszymi dobroczynnymi rządami. Łaska pokoju, bodajby wymuszonego uwydatni jeszcze więcej dodatnie strony rządu naszego. Omyłki administracji gojów będziemy opisywali w barwach najjaskrawszych wszczepiwszy taki wstręt do nich, że narody będą wolały pokój w stanie niewoli pańszczyźnianej, niż prawa owej znamienitej wolności, które tak ją zmęczyły, że wyczerpały źródła ludzkiego istnienia, będące eksploatowane przez tłum awanturników, nie wiedzących, co czynią…

Bezużyteczne zmiany rządów, do czego my podbechtywaliśmy gojów, podkopując gmachy ich państw – do takiego stopnia uprzykrzą się narodom, że będą one wolały znosić od nas wszystko, byle tylko nie były narażone na powtórne przeżycie tych samych zaburzeń i przeciwności. My zaś będziemy ze szczególnym naciskiem uwydatniali błędy historyczne rządów gojów, które w ciągu tylu wieków męczyły ludzkość, wskutek braku przenikliwości we wszystkim, co dotyczy istotnego dobra. W pogoni za fantastycznymi projektami dobra społecznego rządy gojów nie spostrzegły się, że projekty coraz więcej się psuły, a nie poprawiały stanu stosunków powszechnych, na których gruntuje się życie ludzkie. Cała siła naszych zasad i środków będzie zawarta w tym, że będą przez nas głoszone i komentowane jako kontrast jaskrawy zgangrenowanego dawnego ustroju społecznego.

§ 3. Niedostępność poznania religii przyszłości

Filozofowie nasi będą omawiali wszelkie braki wierzeń gojów, lecz nikt nigdy nie będzie krytykował wiary naszej z jej istotnego punktu widzenia, bowiem nikt nie pozna jej gruntownie, prócz ludzi naszych, którzy nigdy nie ośmielą się zdradzić jej tajników.

§ 4. Pornografia i przyszłość słowa drukowanego

W krajach uważanych za stojące na czele, stworzyliśmy literaturę szaloną, brudną, wstrętliwą. Przez czas pewien po objęciu władzy będziemy popierali rozwój tej literatury, by uwypuklić kontrast programów i głosów, które zbiegną z wyżyn naszych. Mędrcy nasi wychowani do kierowania gojami, będą układali nowe projekty, artykuły, przy których pomocy będziemy wpływali na umysły, kierując je w stron wybranych przez nas pojęć i nauk.

Wykład XV

Równoczesny przewrót wszechświatowy i bezwzględne tępienie spisków i tajnych stowarzyszeń – Przyszłe losy gojów-masonów – Mistyczność władzy – Rozmnażanie lóż wolnomularskich – Loże masońskie pod zarządem mędrców syjońskich – Masoneria kierownikiem wszystkich tajnych stowarzyszeń – Po co goje zapisują się do lóż masońskich? – Psychologia gojów – Celowość ofiar – Egzekucje nad masonami – Upadek powagi praw i władzy – Naród wybrany – Zwięzłość i jasność praw w państwie syjońskim – Środki przeciwko nadużyciom władz – Surowość kar w państwie syjońskim – Wiek prekluzyjny (ostateczny) sędziów – Sędziowie w państwie syjońskim – Następstwa liberalizmu sędziów i władz gojów – Bezwzględna walka z wolnomyślnością – Absolutyzm Judy – Prawo kasacji – Patriarchalny rodzaj władzy syjońskiego władcy – Prawo silniejszego jedynym prawem w państwie syjońskim – Król izraelski patriarchą świata.

§ 1. Równoczesny przewrót wszechświatowy i bezwzględne tępienie spisków i tajnych stowarzyszeń

Kiedy nareszcie zapanujemy niepodzielnie przy pomocy przewrotów państwowych, przygotowanych wszędzie na ten sam dzień po ostatecznym uznaniu nieużyteczności wszystkich rządów istniejących (do tej chwili być może – wiek cały), wówczas postaramy się, by przeciwko nam nie było spisków. W tym celu bez miłosierdzia będziemy skazywali na śmierć wszystkich, którzy z bronią w ręku sprzeciwiać się będą objęciu przez nas panowania.

Utworzenie jakiegokolwiek stowarzyszenia tajnego również będzie karane śmiercią. Istniejące obecnie znamy, bowiem służyły i służą nam. Skasujemy je, członków zaś wyślemy do lądów odległych od Europy.

§ 2. Przyszłe losy gojów-masonów

Podobnie, jak powyżej, postąpimy z tymi gojami, masonami, którzy wiedzą zbyt wiele. Ci, którzy dla jakichkolwiek przyczyn ułaskawimy, będą wiecznie lękali się zesłania. Wydamy prawo, w myśl którego wszyscy byli członkowie stowarzyszeń tajnych będą wysłani z Europy, jako środowiska władzy naszej. Decyzje rządu naszego będą ostateczne i bezapelacyjne.

§ 3. Mistyczność władzy

W stowarzyszeniach gojów, gdzie zasialiśmy ziarna nieładu i ciągłych protestów, można przywrócić porządek tylko przy użyciu środków bezwzględnych, dowodzących istnienia niezłomnej władzy. Nie warto zwracać uwagi na ofiary, składane na ołtarzu pomyślności przyszłej. Na osiągnięciu pomyślności, chociażby kosztem ofiar, polega obowiązek władzy, świadomej że istnienie jej polega nie na przywilejach, lecz na obowiązkach.

Głównym czynnikiem niewzruszalności władzy jest utrwalenie nimbu potęgi, który można zdobyć jedynie przez wspaniałą nieomylność władzy, która posiadałaby nietykalność, wypływającą z przyczyn mistycznych – z wyboru Boskiego. Takim było właśnie do ostatnich czasów samowładztwo rosyjskie, jedyny poza papiestwem, poważny wróg nasz. Przypomnijcie sobie, że zalana krwią Italia nie tknęła włosa z głowy Sulli, który krew tę wytoczył. Sulla dzięki swojej odwadze stał się bóstwem w oczach narodu, choć znęcał się nad nim. Dzielny powrót Sulli do Rzymu uczynił go nietykalnym. Naród nie tyka człowieka, który zahipnotyzuje go swoim męstwem i siłą ducha.

§ 4. Rozmnażanie lóż wolnomularskich

Do chwili, kiedy obejmiemy władzę, będziemy stwarzali i rozmnażali loże wolnomularskie we wszystkich państwach świata. Wciągniemy do lóż tych wszystkich przyszłych i obecnych działaczy wybitnych, bowiem loże te będą centralnym punktem informacyjnym i ośrodkiem wpływów.

§ 5. Loże masońskie pod zarządem mędrców syjońskich

Wszystkie loże poddamy jednemu, znanemu tylko przez nas zarządowi, złożonemu z mędrców naszych. Loże będą posiadały przedstawiciela, maskującego ów centralny zarząd masonerii oraz ogłaszającego hasła i programy. W lożach tych zadzierzgniemy węzeł ze wszystkimi czynnikami rewolucyjnymi i wolnomyślnymi. Będą one się składały z przedstawicieli wszystkich klas społecznych. Najtajniejsze projekty polityczne będą znane i podległe naszemu kierownictwu od chwili powstania. W liczbie członków lóż będą prawie wszyscy agenci policji narodowej i międzynarodowej, bowiem ich współpraca jest dla nas niezbędna. Policja ma możność nie tylko załatwiania się po swojemu z opornymi lecz również i ukrywania dzieł naszych, stwarzania przyczyn do niezadowoleń itd.

§ 6. Masoneria kierownikiem wszystkich tajnych stowarzyszeń

Do stowarzyszeń tajnych zapisują się zwykle najchętniej aferzyści, karierowicze i w ogóle ludzie po większej części lekkomyślni, z którymi prowadzenie interesów nie będzie dla nas trudne. Oni będą wprowadzali w ruch mechanizm maszyny, wymyślonej przez nas. Jeżeli w świecie tym powstanie zamęt, będzie to znaczyło, że potrzebowaliśmy go zmącić, a zbyt wielka solidarność jego rozprzęgła się. Jeżeli zaś w łonie świata tego powstanie spisek, na czele nie będzie stał nikt inny, jak tylko najprawowierniejszy ze sług naszych. Jest to naturalne, że my, nie zaś ktoś inny, będziemy kierowali sprawami i czynnościami masonerii, ponieważ wiemy, dokąd prowadzimy, znamy cel ostateczny każdego działania; goje zaś nie wiedzą, nawet nie znają wyników bezpośrednich, obchodzi, ich zwykle tylko chwilowe zadowolenie ambicji przy wykonywaniu projektów. Nie wiedzą o tym, że sam projekt nie powstał z ich inicjatywy lecz dzięki poddaniu przez nas myśli odpowiedniej.

§ 7. Po co goje zapisuję się do lóż masońskich?

Goje zapisują się do lóż, jedni – powodowani ciekawością lub też nadzieją dobrania się tą drogą do pieroga społecznego, inni zaś, aby uzyskać możność wypowiedzenia publicznego swoich nieziszczalnych i bezpodstawnych marzeń; ci pragną oklasków i emocji, która daje powodzenie, a której im nie szczędzimy. Nie wzbraniamy im tego powodzenia, by korzyści z powstałej na tle tym zarozumiałości i przekonania o wartości własnej dla nas, żydów, jak najlepiej wyzyskać. Przy pomocy tych czynników ludzie niepostrzeżenie przejmą się nakazami naszymi, nie strzegąc się w ich przekonaniu, że nieomylność wytwarza myśli własne, ale cudzych nie przejmuje.

§ 8. Psychologia gojów

Nie wyobrażacie sobie nawet, jak łatwo najrozumniejszych gojów doprowadzić do naiwności nieświadomej, o ile przekonani są o wartości własnej, a jednocześnie, jak łatwo przy pomocy najmniejszego niepowodzenia, bodajby braku oklasków, pozbawić ich pewności siebie i doprowadzić do zupełnej uległości, byle tylko zapewnić im nowe powodzenie. O ile nasi lekceważą powodzenie, byle przeprowadzić plan dany, o tyle goje gotowi są zaniedbać wszelkie plany dla chwilowego powodzenia.

Psychologia powyższa gojów ułatwia nam znacznie zadanie kierowania nimi. Dzięki nam wsiedli na konika marzeń o pochłonięciu, indywidualności ludzkiej przez jednostkę kolektywizmu, nie pojęli jeszcze i nie pojmą nigdy myśli że ,,kolektywizm” stanowi jawne pogwałcenie praw najważniejszych natury, która od początku świata tworzyła jednostki nie podobne do innych mając na celu właśnie indywidualność. Jeżeli byliśmy zdolni doprowadzić ich do takiego szalonego zaślepienia, czyż nie dowodzi to z zadziwiającą wyrazistością, do jakiego stopnia umysł gojów nie jest po ludzku rozwinięty, w porównaniu z umysłem naszym! Okoliczność ta jest dla nas główną gwarancją powodzenia.

§ 9. Celowość ofiar

Do jakiego stopnia sięgała przenikliwość naszych mędrców w starożytności! Twierdzili oni, że dla dopięcia celu poważnego nie należy cofać się przed użyciem pewnych środków lub liczyć ofiar składanych, aby osiągnąć cel. My nie liczymy ofiar spośród nasienia bydlęcego – gojów, choć złożyliśmy ofiarę i z wielu naszych, lecz w zamian stworzyliśmy dla naszych taką sytuację w świecie, o jakiej nie mogli marzyć. Stosunkowo nieliczne ofiary spośród nas ochroniły od zguby narodowość naszą.

§ 10. Egzekucje nad masonami

Śmierć jest nieuniknionym końcem każdego życia. Lepiej jest przyśpieszyć koniec tych, którzy przeszkadzają naszej sprawie niż nas, którzy jesteśmy jej twórcami.

Masonów będziemy tracili w taki sposób, że nikt prócz braci nie będzie mógł się domyśleć, nawet same ofiary; wszystkie one umierają w chwili, kiedy zachodzi potrzeba tego, na pozór wskutek chorób normalnych. Wiedząc o tym, nawet bracia nie ośmielą się protestować. Stosując środki podobne, wyrwaliśmy z masoństwa wszelki zarodek protestu przeciwko zarządzeniom naszym. Głosząc gojom liberalizm, jednocześnie trzymamy naród nasz i agentów w ryzach bezwzględnego posłuszeństwa.

§ 11. Upadek powagi praw i władzy

Pod wpływem naszym wykonanie praw gojów spadło do minimum. Powaga jest zachwiana przez komentowanie wolnomyślne, wprowadzone przez nas do tej sfery. W najważniejszych sprawach politycznych i zasadniczych, sądy wydają wyroki w myśl wskazań naszych, widzą sprawy w takim świetle, jakim je zabarwiamy dla administracji gojów, rzecz prosta, przez osoby podstawione, z którymi na pozór nie mamy nic wspólnego oraz przy pomocy opinii gazet i innych środków. Nawet senatorowie i przedstawiciele wyższej administracji korzystają z rad naszych. Zwierzęcy par excellence umysł gojów niezdolny jest do analizy i obserwacji, tym więcej zaś nie może przewidzieć, co ma na celu odpowiednie postawienie danej sprawy.

§ 12. Naród wybrany

W tej różnicy co do zdolności myślenia dają się łatwo upatrzeć cechy człowieczeństwa, oraz tego, że jesteśmy narodem wybranym. To odróżnia nasz umysł od instynktownego zwierzęcego umysłu gojów, którzy widzą, lecz niezdolni przewidzieć lub dokonać wynalazku (z wyjątkiem wynalazków materialnych). Z powyższego jasne się staje, że natura sama przeznaczyła dla nas kierownictwo i rządy świata.

§ 13. Zwięzłość i jasność praw w państwie syjońskim

Kiedy przyjdzie okres naszych rządów jawnych oraz zaznaczenia ich dobroczynnego wpływu, wtedy przerobimy wszystkie prawodawstwa. Prawa przez nas utworzone będą zwięzłe, jasne niewzruszone i bez żadnych komentarzy, toteż każdy będzie w stanie poznać je gruntownie. Zasadniczym rysem będzie posłuszeństwo dla zwierzchności, doprowadzone do stopnia najwyższego. Wówczas znikną wszelkie nadużycia wskutek odpowiedzialności wszystkich bez wyjątku wobec władz przedstawiciela wyższych sfer rządzących.

§ 14. Środki przeciwko nadużyciom władzy

Nadużycia władz, stojących niżej od tej instancji ostatniej będą karane z taką bezwzględnością; że każdy straci chęć do eksperymentów w tym rodzaju. Będziemy skrzętnie badali każde działanie do administracji, od której zależny jest bieg maszyny państwowej, bowiem demoralizacja administracji powoduje demoralizację ogólną. Ani jeden fakt pogwałcenia prawa, ani nadużycia władzy nie pozostanie bez przykładnej kary.

§ 15. Surowość kar w państwie syjońskim

Ukrywanie wykroczeń, solidarna pobłażliwość między osobami, pracującymi w administracji – wszystko to zniknie wobec pierwszych przykładów wymierzania surowych kar celowych za najmniejsze zachwianie jej powagi dla zysku osobistego. Delikwent ukarany nawet nieproporcjonalnie w stosunku do winy będzie niejako żołnierzem, ginącym na posterunku administracyjnym, w imię pożytku dla władzy, zasad i prawa, które nie dopuszczają przejścia z drogi społecznej na osobistą ludzi, kierujących rydwanem społecznym. Na przykład sędziowie nasi będą wiedzieli, że pragnąc pochwalić się nierozsądnym miłosierdziem, gwałcą przepisy sprawiedliwości, stworzone w celu naprawy ludzi przy pomocy kar za przestępstwa, nie zaś dla manifestowania zalet duchowych sędziego. Przejawienie zalet tych jest zupełnie odpowiednie w życiu prywatnym, lecz nie na gruncie społecznym, stanowiącym podstawę wychowawczą dla ludzi.

§ 16. Wiek prekluzyjny (ostateczny) sędziów

Nasz personel sądowy będzie pracował nie dłużej, jak do lat 55, po pierwsze dlatego, że starcy z większym uporem obstają przy powziętym z góry zdaniu, trudniej poddając się rozporządzeniom nowym, po drugie zaś dlatego, że da nam to możność osiągnięcia łatwości w przenoszeniu personelu, który z tym mniejszą trudnością ugnie się pod naciskiem naszym. Kto chce pozostać na zajmowanym stanowisku, będzie musiał być ślepo posłuszny, żeby zasłużyć na to.

§ 17. Sędziowie w państwie syjońskim

Sędziowie nasi wybierani będą spośród takich ludzi, którzy będą dobrze wiedzieli, że zadaniem ich jest karanie i stosowanie prawa, nie zaś marzenie o przejawianiu liberalizmu kosztem państwowego planu wychowawczego, jak to sobie obecnie wyobrażają goje. Przenoszenie sędziów powoduje prócz tego zmniejszenie solidarności zbiorowej kolegów i przykuje wszystkich do interesów państwa, od którego będzie los ich zależał. Młode pokolenie sędziów będzie wychowywane w poglądach, że niedopuszczalne są nadużycia podobne, które by mogły zepsuć porządek ustalony we wzajemnych stosunkach poddanych.

§ 18. Następstwa liberalizmu sędziów i władzy gojów

Obecni sędziowie gojów pobłażliwi są dla wszystkich przestępstw, nie mają bowiem właściwego poglądu na obowiązki swoje, a to dlatego, że władcy obecni, mianując sędziów, nie troszczą się o wpojenie w nich poczucia obowiązku i zrozumienia zadań. Podobnie jak zwierzęta wypuszczają potomstwo swe po zdobycz – goje rozdają podanym swoim stanowiska zyskownie, nie myśląc nawet wyjaśnić im, po co utworzono dane stanowisko. Z tej przyczyny rządy gojów burzone są przez ich własne siły, przez działania ich własnej administracji.

Niechże dla rządu naszego będzie jeszcze jedną lekcją ten przykład, do jakich wyników doprowadzają działania podobne.

§ 19. Bezwzględna walka z wolnomyślnością

Wykorzenimy wolnomyślność ze wszystkich ważnych stanowisk strategicznych w rządzie naszym, od którego zależy wychowanie ludzi, podległych naszemu ustrojowi społecznemu. Stanowiska takie zajmowane będą jedynie przez osoby, wykształcone przez nas w kierunku zarządzania administracyjnego. Na ewentualny zarzut, że dymisje starych urzędników obciążą znacznie skarb, można odpowiedzieć, że po pierwsze w zamian utraconej posady, będą otrzymywali inną, prywatną, przygotowaną dla nich wcześniej, po drugie zaś przypomnę, że w naszym posiadaniu będą pieniądze całego świata, a więc rząd nie ma przyczyn liczenia się z kosztami

§ 20. Absolutyzm Judy

Absolutyzm nasz będzie pod każdym względem konsekwentny, to też wola nasza w każdej decyzji będzie szanowana i wykonywana bezwzględnie. Wola ta będzie ignorowała wszelkie szemranie, wszelkie niezadowolenie, tępiąc każdy ich przejaw czynny przy pomocy przykładnych kar.

§ 21. Prawo kasacji

Zniesiemy prawo kasacji, pozostawiając w wyłącznym naszym rozporządzeniu, a właściwie przekazując je władcy, bowiem nie powinniśmy pozwolić na to, by w umysłach mogło powstać przypuszczenie, że mianowani przez nas sędziowie mogli wydać wyrok błędny. Gdyby coś podobnego zaszło, wówczas sami skasujemy wyrok, ukarawszy jednocześnie sędziego za niepojmowanie obowiązków – tak przykładnie, że wypadek podobny nie powtórzy się więcej. Powtarzam, że będziemy przecież wiedzieli o każdym kroku naszej administracji, którą trzeba tylko pilnować, żeby naród był z nas zadowolony, ma on bowiem prawo wymagania od dobrego rzędu również dobrego urzędnika.

§ 22. Patriarchalny rodzaj władzy syjońskiego władcy

Rząd nasz będzie miał charakter patriarchalnej opieki ojcowskiej ze strony naszego władcy. Naród nasz i poddani będą go uważali za ojca, dbałego o każdą czynność, o każdy przejaw stosunku wzajemnego poddanych, oraz ich stosunku do władcy. Wówczas w takim stopniu przejmą się myślą, że niemożliwe jest obejść się bez takiego kierownictwa i opieki, o ile się chce żyć w spokoju, iż uznają samowładztwo naszego władcy z czcią, zbliżoną do ubóstwiania, zwłaszcza kiedy się przekonają, że władza funkcjonariuszy naszych nie zastępuje jego władzy, bowiem jest tylko ślepym jej wykonaniem. Będą zadowoleni, że uregulowaliśmy wszystko w ich życiu, jak to robią rodzice rozsądni, pragnący wychować dzieci w zasadach posłuszeństwa i obowiązku. Wszak narody w stosunku do tajników polityki naszej są wiecznie dziećmi. To samo i ich rządy.

§ 23. Prawo silniejszego jedynym prawem w państwie syjońskim

Widzicie z powyższego, że despotyzm nasz ugruntowany będzie na prawie i obowiązku: zmuszanie się do spełnienia obowiązku jest atrybucją rządu, będącego ojcem dla poddanych. Rząd ma po swojej stronie prawo silniejszego, aby korzystać z tego prawa do skierowania ludzkości w stronę ustroju określonego i naturalnego, czyli w stronę posłuszeństwa. Wszystko na świecie jest posłuszne, jeżeli nie ludziom, to okolicznościom, albo naturze własnej lecz w każdym razie czemuś silniejszemu. Bądźmy zatem tym czymś silniejszym w imię dobra. Obowiązani jesteśmy bez wahania poświęcać jednostki, gwałcące porządek ustalony, bowiem w przykładnym karaniu zła spoczywa doniosłe zadanie wychowawcze.

§ 24. Król izraelski – patriarchą świata

Kiedy król izraelski wdzieje na swoje święte czoło koronę, zaofiarowaną mu przez Europę, z tą chwilą stanie się patriarchą świata. Ofiary niezbędne, złożone dla niego, z powodu swej celowości nigdy nie dorównają liczbie ofiar, złożonych w ciągu wieków przez manię wielkości, zawartą w konkurencji rządów gojów. Król nasz będzie nieustannie obcował z narodem. wygłaszając dla niego z trybuny przemówienia, które fama rozniesie natychmiast po całym świecie.

Wykład XVI

Całkowite zniesienie autonomii (samorządu) uniwersytetów – Nauka prawa państwowego i spraw politycznych dla grona wybranych! – Zastąpienie klasycyzmu – Wychowanie stanów – Sławienie panującego władcy syjońskiego – Kasacja wolnego nauczania – Zamach na niepodległość myśli gojów – Nauka poglądowa

§ 1. Całkowite zniesienie autonomii (samorządu) uniwersytetów

Aby zniszczyć wszelkie siły zbiorowe, oprócz naszej, unieszkodliwimy pierwszy stopień zbiorowości, czyli uniwersytety, przekształciwszy je w kierunku nowym. Dyrekcja ich i profesorowie będą przygotowani do zawodu swego przy pomocy tajnych szczegółowych programów działania, od których nie będą mogli odstępować bezkarnie. Profesorowie będą mianowani ze szczególną oględnością i w zupełności zależni od rządu.

§ 2. Nauka prawa państwowego i spraw politycznych dla grona wybranych!

Z programów wykładów uniwersyteckich wykluczymy prawo państwowe, zarówno jak i wszystko, co dotyczy spraw politycznych. Nauki te będą wykładana niewielu dziesiątkom osób, wybranych z liczby wtajemniczonych, dzięki wybitnym zdolnościom. Uniwersytety nie powinny wypuszczać ze swoich murów młokosów, smażących plany konstytucji, o których nawet ojcowie ich nie mieli nigdy najmniejszego pojęcia.

Niewłaściwe skierowane wtajemniczenie znacznej liczby osób w sprawy polityczne wytwarza utopistów i złych poddanych, jak to sami możecie sprawdzić na przykładzie ogólnego wychowania gojów w tym kierunku. Dla nas było konieczne wprowadzenie do ich wychowania tych wszystkich zasad, które tak świetnie poderwały ich ustrój. Kiedy obejmiemy władzę, wówczas usuniemy z wychowania wszelkie przedmioty wywołujące zamęt i uczynimy z młodzieży posłuszne dzieci władzy.

§ 3. Zastąpienie klasycyzmu

Klasycyzm oraz wszelkie studia nad historią starożytną, zawierającą więcej złych, niż dobrych przykładów, zastąpimy przez studia nad programem przyszłości. Wykreślimy z pamięci ludzi wszystkie fakty z wieków minionych, niepożądane dla nas, pozostawiając tylko te, które uwydatniają wszelkie omyłki rządów gojów. Nauka życia praktycznego, ustroju obowiązującego stosunków wzajemnych między ludźmi, unikania złych przykładów egoistycznych, siejących zarazę zła oraz wszelkie podobne kwestie o charakterze wychowawczym, będą stały na czele programu wykładów, ułożone według specjalnego planu dla stanu każdego. Nauczanie w każdym razie nie będzie uogólniane. Podobne postanowienie sprawy jest szczególnie ważne.

§ 4. Wychowanie stanów

Każdy stan społeczny winien być wychowany w ścisłym rozgraniczeniu odpowiednio do pracy i przeznaczenia. Geniusze przypadkowi zawsze umieli i będą umieli wślizgnąć się do innych stanów. Zupełnym szaleństwem byłoby dla tych wypadków nielicznych pozwalać wchodzić do szeregów cudzym ludziom bez zdolności, odbierając stanowiska osobom odpowiednim z pochodzenia i zajęcia. Wiecie sami, jakie to dało wyniki gojom, którzy dopuszczali do podobnie jaskrawego nonsensu.

§ 5. Sławienie panującego władcy syjońskiego

Chcąc, żeby władca zajął pewne miejsce w sercach i umysłach poddanych, należy w czasie działalności jego prowadzić w szkołach i na placach publicznych wykłady z nauczaniem o pożytkach działalności, jego znaczeniu i wszystkich dobroczynnych zapoczątkowaniach.

§ 6. Kasacja wolnego nauczania

Skasujemy wszelkie nauczanie wolne. Młodzież ucząca się będzie miała prawo zbierania się wraz z rodzicami w zakładach naukowych niby w klubach. W czasie zebrań tych w dni świąteczne profesorowie będą miewali odczyty, rzekomo wolne, na temat stosunków ludzkich, o zasadach.

§ 7. Zamach na niepodległość myśli gojów

Wiedząc, dzięki doświadczeniu wielu wieków, że ludzie żyją i powodują się ideami, że idee te są wchłaniane za pośrednictwem wychowania dawanego z jednakowym powodzeniem ludziom wszelkiego wieku, przy użyciu, rzecz prosta, odmiennych systemów – połkniemy i skonfiskujemy na korzyść naszą ostatnie przejawy niepodległości myśli, które już od dawna zwracamy w kierunku potrzebnych nam spraw i idei.

§ 8. Nauka poglądowa

System ukrócenia myśli jest już czynny w formie tak zwanego systemu nauki poglądowej, mającej zamienić gojów w bezmyślne, uległe zwierzęta, potrzebujące metody poglądowej, by nauczyć się czegoś. Jeden z najlepszych agentów naszych we Francji, mianowicie Bourgeois, ogłosił już nowy program wychowania poglądowego.

Wykład XVII

Adwokatura – Dyskredytowanie (psucie opinii) kleru gojów – Wolność sumienia – Plany syjońskie odnośnie dworu papieskiego – Król żydowski papieżem, patriarchą świata – Sposoby walki z istniejącym Kościołem – Zadania syjońskiej prasy współczesnej – Policja w państwie syjońskim – Szpiegostwo na wzór szpiegostwa kahalnego – Nadużycia władzy

§ 1. Adwokatura

Adwokatura wytwarza ludzi zimnych, okrutnych, upartych. pozbawionych zasad, zajmujących zawsze stanowisko bezosobowe, czysto legalne. Przyzwyczajeni do traktowania wszystkiego z punktu widzenia korzyści dla obrony, nie zaś z punktu dobra społecznego jej wyników – zwykle nie odmawiają podjęcia się żadnej obrony, domagają się za wszelką cenę uniewinnienia, czepiając się drobnych kruczków jurysprudencji i w ten sposób demoralizują sąd. Dlatego ten zawód ściśniemy w wąskich ramkach, które sprowadzą go do sfery urzędniczo-wykonawczej. Adwokaci zarówno jak i sędziowie, będą pozbawieni prawa porozumiewania się ze stronami, otrzymując sprawy jedynie od władz sądowych, badając je tylko na zasadzie podań i dowodów, broniąc klientów swoich na zasadzie faktów, ustalonych przez badanie sądowe.

Honorarium otrzymywać będą ze względu na zalety obrony. Będą to zwykli referenci praw na rzecz sprawiedliwości, stanowiący przeciwwagę dla prokuratorów, którzy będą referentami na rzecz oskarżenia. Skróci to procedurę sądową. W ten sposób wprowadzona będzie obrona uczciwa, bezstronna, nie dla zysków lecz z przekonania. Położy to kres praktykowanemu obecnie przekupywaniu kolegów obrońców oraz ich porozumieniu się, by tylko ten, kto zapłaci, wygrywał sprawę.

§ 2. Dyskredytowanie (psucie opinii) kleru gojów

Postaraliśmy się już zdyskredytować duchowieństwo gojów i w ten sposób uniemożliwić posłannictwo jego, które obecnie mogłoby nam bardzo przeszkadzać. Wpływy duchowieństwa maleją z dniem każdym.

§ 3. Wolność sumienia

Wolność sumienia jest teraz głoszona wszędzie, a więc lata jedynie dzielą nas od chwili zupełnego upadku chrześcijaństwa. Z innymi wyznaniami damy sobie radę jeszcze łatwiej lecz mówić o tym byłoby przedwcześnie. Klerykalizm i klerykałów ujmiemy w takie karby, żeby ich wpływy zwróciły się w kierunku odwrotnym do ich ruchu poprzedniego.

§ 4. Plany syjońskie odnośnie dworu papieskiego

Kiedy nadejdzie chwila ostatecznego zniszczenia dworu papieskiego, wówczas palec niewidzialnej ręki wskaże narodom w stronę dworu tego, kiedy zaś narody rzucą się tam, wystąpimy w charakterze obrońców jego, by nie dopuścić do znacznego upuszczenia krwi. Przy pomocy dywersji tej wedrzemy się do wnętrza tego dworu, którego nie opuścimy, nie zniszczywszy uprzednio całej jego siły.

§ 5. Król żydowski – papieżem, patriarchą świata

Król żydowski będzie rzeczywistym papieżem całego świata, patriarchą kościoła międzynarodowego.

§ 6. Sposoby walki z istniejącym Kościołem

Dopóki nie wychowamy młodzieży w zasadach nowych wiar przejściowych, a następnie – naszej, nie zaczepimy jawnie Kościoła istniejącego, który będziemy zwalczali przez krytykę, wywołującą schizmy.

§ 7. Zadania syjońskiej prasy współczesnej

Nasza prasa współczesna w ogóle będzie piętnowała sprawy państwowe, religijne, brak zdolności gojów, wszystko to w wyrażeniach pogardliwych, żeby na wszelki sposób poniżyć ich tak, jak to umie zrobić tylko nasze genialne plemię.

§ 8. Policja w państwie syjońskim

Państwo nasze będzie apologią bożka Winszu, stanowiącego wcielenie tego państwa: w stu dłoniach naszych dzierżyć będziemy sprężyny maszyny społecznej. Będziemy wiedzieli o wszystkim bez pomocy policji urzędowej, która w formie, opracowanej przez nas dla gojów, przeszkadza rządom widzieć wiele rzeczy. Zgodnie z programem naszym trzecia część poddanych naszych będzie śledziła pozostałe części w poczuciu obowiązku w myśl zasady służenia dobrowolnego państwu. W czasie tych zajęć szpiega i denuncjanta nic nie będzie hańbiło. Przeciwnie nawet – będzie chwalebne lecz denuncjacje bezpodstawne będą surowo karane, by zapobiec szerzeniu się nadużyć w tym kierunku. Agenci nasi będą należeć zarówno do wyższych, jak i do niższych klas społecznych.

Będą tu również wydawcy, drukarze, księgarze, subiekci, robotnicy, stangreci, lokaje itd. Policja podobna nieprawna, nieupoważniona do jakiejkolwiek samowoli, a więc pozbawiona władzy, będzie tylko świadczyła i denuncjowała. Kontrola jej doniesień oraz ewentualne areszty będą zależne od grupy odpowiedzialnej kontrolerów do spraw policji. Aresztowań będzie dokonywał korpus żandarmerii oraz policja miejska. Osoba, która nie zawiadomi o czymś widzianym lub słyszanym z zakresu kwestii politycznych, będzie pociągana do odpowiedzialności za ukrywanie przestępstwa, o ile da się to udowodnić.

§ 9. Szpiegostwo na wzór szpiegostwa kahalnego

Podobnie jak dziś bracia nasi pod odpowiedzialnością osobistą obowiązani się denuncjować przed kahałem odstępców lub osoby działające przeciwko niemu – tak samo w naszym państwie wszechświatowym wszystkich naszych poddanych obowiązywać będzie przestrzeganie służenia państwu w tym kierunku.

§ 10. Nadużycie władzy

Organizacja taka wypleni nadużycie władzy, dokonywane przy pomocy siły, przekupstwa, słowem to, co poprzednio wprowadziliśmy do obyczajów gojów przy pomocy rad i teorii praw nadczłowieczeństwa. Lecz czyż inaczej moglibyśmy osiągnąć zwiększenie przyczyn nieładu w ich administracji?

W liczbie środków odnośnych, jednym z najważniejszych są agenci, służący do przywrócenia porządku, a posiadający możność przejawiania i rozwijania w tej działalności samowoli, przede wszystkim zaś łapownictwa.

Wykład XVIII

Środki ochronne dla władzy syjońskiej – Nadzór nad spiskowcami – Jawność środków obrony władzy zgubą dla tejże władzy – Ochrona króla żydowskiego – Mistyczna powaga władzy – Aresztowania za najmniejszym podejrzenia

§ 1. Środki ochronne dla władzy syjońskiej

Jeżeli będziemy potrzebowali zastosować wzmocnione środki ochronne (najstraszniejsza trucizna dla powagi władzy), urządzimy wówczas symulowane zaburzenia lub wybuch niezadowolenia, wyrażanego przez mówców uzdolnionych, do których przyłączą się zaraz współmyślący. Da nam to powód do rewizji ze strony sług, pracujących w policji gojów.

§ 2. Nadzór nas spiskowcami

Ponieważ większość spiskowców działa z miłości dla sztuki, z zamiłowania do gadulstwa, nie będziemy niepokoili ich przed rozpoczęciem działań z ich strony, lecz tylko wprowadzimy do ich sfery elementy obserwacyjne. Należy pamiętać, że powaga władzy maleje przez wykrywanie częstych spisków: jest niejako przyznaniem się do bezsilności lub, co jeszcze gorsze, do niesłuszności własnej.

§ 3. Jawność środków obrony władzy – zgubą dla tejże władzy

Wiadomo wam, że zniszczyliśmy powagę panujących przez ciągłe zamachy, dokonywane przez agentów naszych, będących ślepymi baranami w naszym stadzie. Wystarczy kilka zdań liberalnych, by skłonić ich do popełnienia zbrodni, byle tylko posiadała ona zabarwienie polityczne. Zmusimy panujących do przyznania się do bezsilności przez ogłaszanie jawnych środków ochrony i w ten sposób zniszczymy powagę władzy.

§ 4. Ochrona króla żydowskiego

Władca nasz będzie strzeżony przez niewidoczną straż, bowiem nie dopuścimy do tego, by powstało przypuszczenie, że istnieje przeciwko niemu spisek, z którym nie będąc zdolny walczyć, musi się przed nim chować. Gdybyśmy dopuścili do istnienia takiego przypuszczenia, jak to robili i robią goje – tym samym podpisalibyśmy wyrok, jeżeli nie na niego samego, to na dynastię jego w przyszłości niedalekiej.

Wedle ściśle zachowywanych pozorów władca nasz będzie używał władzy swej tylko dla dobra narodu, nigdy zaś dla celów własnych lub dynastycznych. Toteż dzięki zachowaniu podobnego decorum, władza jego będzie strzeżona przez samych poddanych, którzy będą ją ubóstwiali, świadomi, że z nią związana jest pomyślność każdego obywatela państwa, bowiem od władzy tej zależy porządek ustroju społecznego. Strzec władcę jawnie, to znaczy uznać słabość organizacji jego siły.

Władca nasz w czasie wystąpień publicznych będzie zawsze otoczony tłumem jakby ciekawych mężczyzn i kobiet, którzy zajmą pierwsze szeregi koło niego na pozór wypadkowo i będą rzekomo przez poszanowanie ładu wstrzymywali szeregi następne. Będzie to przykładem powściągliwości i dla innych. Jeżeli w tłumie znajdzie się petent, usiłujący podać prośbę, przedzierając się przez szeregi, wówczas pierwsze z nich winny przyjąć prośbę i w oczach petenta podać ją władcy, aby wszyscy widzieli, że prośba dosięgła celu, a więc istnieje kontrola ze strony samego władcy. Aureola władzy wymaga dla swego istnienia by naród mógł mówić ,,gdyby o tym król wiedział!” albo: ,,król o tym wie”.

§ 5. Mistyczna powaga władz

Z chwilą utworzenia ochrony urzędowej znika powaga władzy. Każdy, kto posiada pewną dozę śmiałości, uważa się za jej gospodarza. Wywrotowiec zyskuje świadomość swojej siły i czeka momentu odpowiedniego do wykonania zamachu na władzę. Gojom głosiliśmy coś wręcz przeciwnego, ale widzimy też przykłady, do czego doprowadziły środki ochrony jawnej.

§ 6. Aresztowania za najmniejszym podejrzeniem

Przestępcy będą u nas aresztowani przy pierwszym, o tyle o ile, uzasadnionym podejrzeniu: nie należy w obawie popełnienia ewentualnej pomyłki dawać możność ucieczki osobom podejrzanym o przestępstwo polityczne, za które karać będziemy istotnie bez litości. Jeżeli do pewnego stopnia dopuszczalne jest badanie pobudek w wykroczeniach zwykłych, to nie będzie uniewinnienia dla osób zajmujących się kwestiami których nikt, prócz rządu, nie rozumie. Zresztą nawet nie wszystkie rządy znają się na prawdziwej polityce.

Wykład XIX

Prawo składania próśb i projektów – Intrygi – Sposób sądzenia przestępstw politycznych – Cel sławienia przestępstw politycznych

§ 1. Prawo składania próśb i projektów

Nie pozwalając na samodzielne zajmowanie się polityką, będziemy natomiast popierali wszelkie podania i petycje, podające do uznania rządu różne projekty polepszenia bytu narodu: ujawni nam to braki lub kaprysy naszych poddanych, na które będziemy odpowiadali wykonaniem lub uzasadnionym odrzuceniem, które uwidoczni krótkowzroczność osoby mylnie rozumującej.

§ 2. Intrygi

Intrygi nie są czymś innym, jak szczekaniem pieska na słonia. W oczach rządu dobrze zorganizowanego pod względem społecznym, nie zaś policyjnym, piesek szczeka na słonia, nie uświadamiając sobie jego siły i powagi. Wystarcza na przykładzie wybitnym okazać doniosłość tych dwu czynników – a wkrótce pieski przestaną szczekać. Będą nawet kręciły ogonami na widok słonia.

§ 3. Sposób sądzenia przestępstw politycznych

Chcąc przestępców politycznych pozbawić nimbu dzielności, będziemy ich sadzali na ławie oskarżonych obok złodziejów, zabójców oraz innych brudnych i wstrętnych przestępców. Wówczas w umysłach ogółu zjednoczy się pojęcie takich przestępstw politycznych.

§ 4. Cel sławienia przestępstw politycznych

Usiłowaliśmy i, o ile mi się zdaje, osiągnęliśmy to, że goje nie odgadli takiego sposobu walki z intrygami. W tym celu w prasie i przemówieniach, a pośrednio nawet w rozsądnie ułożonych podręcznikach historii, reklamowaliśmy męczeństwo przestępców politycznych, poniesione za ideę pomyślności powszechnej. Reklama ta powiększyła szeregi wolnomyślnych i znęciła gojów do szeregów naszego inwentarza żywego.

Wykład XX

Program finansowy – Podatek postępowy – Pobory postępowe w markach – Kasa funduszów państwa – Papiery procentowe i zastój w obrocie – Sprawozdanie finansowe i kontrola kas państwowych – Zniesienia reprezentacji – Zastój kapitałów – Emisja pieniędzy – Waluta złota – Waluta oparta na wartości siły roboczej – Budżet w państwie syjońskim – Pożyczki państwowe – Serie papierów jednoprocentowych – Papiery przemysłowe w państwie syjońskim – Władcy gojów, faworyci i agenci syjońscy.

§ 1. Program finansowy

Dziś zajmujemy się programem finansowym, który umieściłem na końcu referatu mego jako najtrudniejszy, ostateczny i zdecydowany punkt planów naszych. Zaczynając referat, przypominam wam to, co wzmiankowałem wcześniej, że o wyniku ogólnym działań naszych decyduje sprawa cyfr.

Z chwilą objęcia władzy rząd nasz samowładczy będzie unikał, w myśl zasady samozachowawczej, zbyt wielkiego obciążenia nas podatkami, nie zapominając swej roli ojca i opiekuna, ponieważ jak organizacja państwa pociąga znaczne koszty, niezbędne jest posiadać odpowiednie fundusze. Dlatego też należy ze szczególną skrupulatnością opracować sprawę równowagi pod tym względem.

§ 2. Podatek postępowy

Rząd nasz, przy którym król będzie miał fikcję legalną posiadania wszystkiego, znajdującego się w państwie (łatwo to wprowadzić w czyn) – ma prawo uciekania się do uprawnionego wycofania wszelkich sum, a to w celu regulowania ich obrotu w państwie. Wynika stąd, że pobieranie podatków najlepiej zacząć od podatku postępowego od własności. W ten sposób podatki będą spłacane bez zbytniego obciążenia lub rujnowania, jako procent odpowiedni od majątku.

Bogacze winni rozumieć, że obowiązkiem ich jest oddawać część swego nadmiaru na użytek państwa, bowiem państwo to gwarantuje im pewność władania majątkiem pozostałym oraz zyski uczciwe. Mówię – uczciwe, gdyż kontrola nad majątkami uniemożliwia grabieże uprawnione. Powyższa reforma społeczna musi iść z góry, przyszedł już bowiem na nią czas i niezbędna jest, jako gwarancja pokoju.

Podatek, pobierany od nędzarza, jest nasieniem rewolucji i szkodzi państwu, tracącemu wielkie w pogoni za małym.

Niezależnie od tego podatki, obciążające kapitalistów, zmniejszają wprost bogactwa w rękach prywatnych, w których obecnie skoncentrowaliśmy je, jako przeciwwagę rządowej siły gojów – finansów państwa.

Podatek, zwiększany procentowo w stosunku do kapitału, da znacznie większy dochód, niż obecnie podatki osobiste lub cenzusowe. Są one obecnie z korzyścią dla nas jedynie z tego powodu, że wzniecają wzburzenie umysłów i niezadowolenie między gojami.

Siła, o którą oprze się król nasz, polega na równowadze i gwarancji pokoju: dla utrzymania ich kapitaliści muszą ustąpić coś ze swoich dochodów, aby zapewnić bezpieczeństwo działania maszynie państwowej. Potrzeby państwa winni pokrywać ci, dla których nie jest to ciężarem i ci którzy mają co dać. Środek ten wypleni nienawiść biedaka do bogacza, w którym biedak będzie widział niezbędna podporę finansową państwa, budowniczego pomyślności i pokoju, bowiem zrozumie, że bogacze dostarczą środków niezbędnych dla osiągnięcia tego.

Żeby płatnicy inteligentni nie czuli się zbyt pokrzywdzeni przez opłaty nowe, będą otrzymywali dokładne sprawozdania co do dysponowania nimi. Wyjątek w tym względzie będą stanowiły sumy, przeznaczone na pokrycie potrzeb tronu i administracji.

Panujący nie będzie posiadał majątku własnego, bowiem wszystko, co jest w państwie, stanowi jego własność. W przeciwnym razie powstałaby sprzeczność, posiadanie funduszów osobistych pociągnęłoby za sobą skasowanie prawa do własności powszechnej.

Krewni panującego, prócz następców, utrzymywanych kosztem państwa, będą zajmowali stanowiska urzędników państwowych lub pracowali, aby zyskać prawo własności; przywileje krwi królewskiej nie powinny służyć do rozkradania skarbu państwa.

§ 3. Pobory postępowe w markach

Akty kupna i sprzedaży, otrzymywanie pieniędzy, spadków, będą obciążone postępowym poborem w markach. Nieujawnione przez pobór ten, bezwarunkowo imienne cedowanie własności pieniężnej lub wszelkiej innej, obciąży poprzedniego posiadacza opłatą części odpowiedniej podatku za czas od dokonania transakcji do chwili wykrycia, że nie była zameldowana. Dokumenty cedujące winny być co tydzień składane w miejscowej kasie rządowej ze wskazaniem imienia, nazwiska, miejsca stałego zamieszkania byłego i nowego posiadacza. System cedowania imiennego winien być stosowany począwszy od określonej sumy poborów, wyższej niż zwykłe koszty aktów kupna i sprzedaży rzeczy niezbędnych. Akty te będą opłacały tylko podatek w markach, wynoszący określony procent od jednostki.

A teraz policzcie, ilukrotnie podatki takie pokryją dochody państwa gojów?

§ 4. Kasa funduszów państwa

Kasa funduszów państwa będzie zawierała określony zapas gotowizny, sumy zaś przewyższające tan zapas, winny być zwracane do obiegu. Z sum tych będą organizowane roboty publiczne. Inicjatywa robót takich, wypływająca ze źródeł urzędowych, przywiąże klasą pracującą do interesów państwa i do władców. Część sum tych obracana będzie również na nagrody za wynalazki i produkcję.

W żadnym razie nie należy zatrzymywać gotówki w kasach ponad ową ilość określoną, obliczoną hojnie, bowiem pieniądz powinien być w obrocie, wszelki zaś zastój w tym kierunku odbija się zgubnie na biegu spraw mechanizmu państwowego, dla którego pieniądz stanowi rodzaj smaru; przerwa w stosowaniu smaru może zatrzymać bieg prawidłowy mechanizmu.

§ 5. Papiery procentowe i zastój w obrocie

Zamiana części znaków obiegowych przez papiery procentowe wywołała właśnie zastój w obrocie. Skutki tego są już dostatecznie widoczne.

§ 6. Sprawozdania finansowe i kontrola kas państwowych

Biuro sprawozdawcze będzie również przez nas zorganizowane. Władca nasz będzie mógł znaleźć tam w każdej chwili sprawozdanie szczegółowe z przychodu i rozchodu państwa z wyjątkiem sprawozdania za miesiąc, bieżący, jeszcze nie zastawionego.

Jedyną osobą, która nie będzie miała przyczyn do grabienia kas państwowych, będzie właściciel ich, a nasz władca, dlatego też jego kontrola usunie możliwość marnowania, lub roztrwonienia funduszów.

§ 7. Zniesienie reprezentacji

Wszelka reprezentacja dla etykiety będzie skasowana, jako odbierająca władcy czas cenny, potrzebny do kontrolowania i obmyślania. Wówczas potęga władcy nie będzie się rozdrabniała na faworytów, otaczających tron dla dodania mu blasku wspaniałości i przywiązujących wagę jedynie do spraw własnych, nie zaś do interesów państwowych

§ 8. Zastój kapitałów

Przesilenia ekonomiczne wywołaliśmy u gojów przez wycofanie pieniędzy z obiegu. Wielkie kapitały pozostawały w zastoju i wypompowywały pieniądze z państw, które zmuszone bywały do zwrócenia się o pożyczkę dla tychże kapitałów. Pożyczki te obciążyły procentami finanse państwa, oddały je kapitałom we władanie pańszczyźniane. Koncentracja przemysłu w rękach kapitalistów, którzy zagarnęli cały przemysł ludowy, wyssała z ludu, a tym samym i z państwa, wszelkie soki.

§ 9. Emisja pieniędzy

Obecne emitowanie znaków pieniężnych nie odpowiada zapotrzebowaniu, toteż nie może zaspokoić wszystkich potrzeb. Emisje pieniędzy powinny być zastosowane do przyrostu ludności, przy czym dzieci powinny być wliczane również. Skontrolowanie emisji tej jest sprawą zasadniczą dla całego świata.

§ 10. Waluta złota

Wiecie o tym, że waluta złota była zgubą dla państw, które ją wprowadziły, bowiem nie mogła zaspokoić popytu na pieniądze, tym więcej, że wycofaliśmy, o ile było to możliwe, złoto z obiegu.

§ 11. Waluta oparta na wartości siły roboczej

U nas powinna być wprowadzona waluta, oparta na wartości siły roboczej. Może być na przykład papierowa albo drewniana. Dokonamy emisji według potrzeb normalnych każdego, poddanego, powiększając emisję w stosunku do ilości urodzeń, zmniejszając zaś odpowiednio do śmiertelności. Obliczeniami będziemy zarządzał każdy departament (jednostka administracyjna francuska), każdy okręg.

§ 12. Budżet w państwie syjońskim

Aby uniknąć opóźnienia w asygnowaniu pieniędzy na potrzeby państwa, dekret władcy będzie określał wysokość sum i terminy wypłaty; sposób ten usunie protektorat rządu nad jednymi instytucjami ze szkodą dla innych.

Budżety dochodów i wydatków będą prowadzone równolegle, by jeden nie zaciemniał drugiego.

Projektowane przez nas reformy zasad instytucji finansowych gojów, przyobleczemy w takie kształty, że nie zatrwożą one nikogo. Wykażemy niezbędność reform z powodu tego homerycznego nieporządku, do którego doszedł nieład finansowy u gojów. Nieład ten, jak wskażemy, polega na tym, że po pierwsze goje zaczynają od naznaczania budżetu zwykłego, który z roku na rok wzrasta. Przyczyna jest ta, że budżet ten zachowany jest przez pół roku, po czym żądany jest budżet uzupełniający, którym szafują przez trzy miesiące, następnie – budżet dodatkowy, wszystko zaś kończy się budżetem likwidacyjnym. Ponieważ zaś budżet na rok następny obliczany bywa odpowiednio do sumy ogólnej, budżet roczny potraja się w ciągu 10 lat. Okres pożyczek, który nastąpił bezpośrednio potem, dokonał reszty i doprowadził wszystkie państwa gojów do bankructwa. Rozumiecie dobrze, że gospodarka podobna, której nauczyliśmy gojów, nie może być zastosowana u nas.

§ 13. Pożyczki państwowe

Każda pożyczka dowodzi niemocy państwa oraz niezrozumienia praw państwowych. Pożyczki, niby miecz Damoklesa, wiszą nad głowami władców, którzy zamiast czerpać z kieszeni podanych przy pomocy podatków chwilowych, idą prosić naszych bankierów o jałmużnę. Pożyczki zewnętrzne, są to pijawki których nie ma możności odjęcia od ciała państwowego, dopóki same nie odpadną lub też państwo nie odrzuci ich. Państwa gojów nie tylko nie zrzucają ich lecz nawet przystawiają ciągle, toteż muszą zginąć wskutek dobrowolnej utraty krwi. Czyż pożyczka, zwłaszcza zewnętrzna, jest właściwie czym innym? Pożyczka jest to wystawianie przez państwo weksli, stanowiących zobowiązanie procentowe, odpowiednie do sumy kapitału pożyczanego. Jeżeli pożyczka jest na 5 procent, to w ciągu 20 lat państwo wypłaci sumę procentową równą sumie pożyczki, w ciągu 40 lat podwójną, w ciągu 60 potrójną, a dług pozostanie długiem.

Z obrachunku powyższego staje się widoczne, że przy formie podatki pogłównego państwo odbiera biedakom ostatnie grosze, by móc zaspokoić bogaczy cudzoziemskich, od których pożyczyło pieniędzy, zamiast zebrać te grosze na potrzeby swoje bez płacenia procentów.

Dopóki pożyczki były wewnętrzne, goje przenosili pieniądze z kieszeni biedaków do kas kapitalistów. Z chwilą, kiedy przepłaciliśmy osobę odpowiednią, żeby przenieść pożyczki na grunt zewnętrzny, wówczas zasoby wszystkich państw popłynęły do kas naszych i wszyscy goje zaczęli nam płacić haracz poddańczy.

Lekkomyślność gojów panujących w stosunku do spraw państwa, sprzedajność ministrów lub ignorancja w zakresie spraw finansowych innych osób, stojących u steru, spowodowały zadłużenie państw w kasach naszych zobowiązaniami, niemożliwymi do spłacenia. Ale ileż pracy i pieniędzy kosztowało nas to!

§ 14. Serie papierów jednoprocentowych

Do zastoju gotówki nie dopuścimy; nie będzie też państwowych papierów procentowych, prócz serii jednoprocentowych. Nie chcemy, żeby opłacanie procentów oddawało potęgę państwa do wyssania pijawkom. Prawo emisji papierów procentowych będzie przysługiwało jedynie towarzystwom przemysłowym, którym nietrudno będzie z zysków pokrywać procenty. Państwo z pieniędzy pożyczonych nie ma dochodów, bowiem zużywa pożyczki na wydatki, nie zaś na operacje.

§ 15. Papiery przemysłowe w państwie syjońskim

Papiery przemysłowe będą kupowane również i przez państwo, które zamiast płacić jak obecnie, daninę od pożyczek, stanie się z wyrachowania wierzycielem. Sposób ten usunie zastój pieniędzy, pasożytnictwo i lenistwo, pożyteczne dla nas u gojów niezależnych, lecz niepożądane w sferze, objętej rządami naszymi.

Jakaż to jaskrawa niedomyślność ze strony zwierzęcych umysłów gojów, która znajduje wyraz w tym, że pożyczając od nas na procent, nie rozumieli, iż tę samą sumę z dodatkiem procentów czerpali z własnych kieszeni państwowych, by uregulować wierzytelności nasze. Cóż było prostszego, nad wzięcie potrzebnych sum wprost od własnych poddanych. Jednocześnie dowodzi to genialności naszego umysłu wybranego, bowiem umieliśmy przedstawić sprawę pożyczek w sposób taki. że goje upatrzyli w nich nawet korzyść własną.

Obliczenia nasze, które przedstawimy w odpowiednim czasie i w oświetleniu doświadczeń wielowiekowych, dokonanych przez nas i na państwach gojów – będą odznaczały się jasnością, ścisłością i udowodnią wszystkim pożytek, płynący z reform naszych. Jednocześnie położy to kres nadużyciom, które pozwoliły nam owładnąć gojami, lecz które nie będą tolerowane w naszym państwie.

System obrachunków zorganizujemy w sposób taki, że ani władca, ani najniższy z urzędników nie będzie w stanie wydać nawet najmniejszej kwoty bez naruszenia równowagi tego, na co była przeznaczona lub użyć ją inaczej, niż to wskaże określony plan działania. Rządzić bez planu określonego jest rzeczą niemożliwą. Krocząc drogą określoną, lecz z zasobami nieokreślonymi, giną bohaterowie.

§ 16. Władcy gojów, faworyci i agenci syjońscy

Władcy gojów, usunięci zgodnie z radami naszymi od prac państwowych dla zajęcia się przyjęciami, etykietą, uciechami – służyli za parawan rządom naszym. Sprawozdania faworytów, zstępujących swych w dziedzinie spraw, układane były przez agentów naszych i zaspokajały za każdym razem umysły krótkowzroczne obietnicami, że przewidywane są w przyszłości oszczędności i ulepszenia. Z jakiego źródła oszczędności? Z podatków nowych? – mogli zapytać, lecz nie zapytali czytając nasze sprawozdania i projekty. Wiecie, do czego doprowadziła ich podobna obojętność, do jakiego rozstroju finansowego, pomimo bezwzględnej zadziwiającej pracowitości ich ludów?!

Wykład XXI

Pożyczki wewnętrzne – Pasywa (niedobory, długi) i podatki – Konwersje (zamiany długów państwowych na inne) i bankructwa – Kasy oszczędności i renta – Kasacja giełd – Taksowanie walorów przemysłowych

§ 1. Pożyczki wewnętrzne

Do tego, co powiedziałem na poprzednim zebraniu, dodam jeszcze wyjaśnienie odnośnie pożyczek wewnętrznych. O zewnętrznych nie będę już mówił, bowiem one zasilały nas pieniędzmi narodowymi gojów, dla naszego zaś państwa cudzoziemcy nie będą istnieli, jak w ogóle cośkolwiek zewnętrznego.
Korzystaliśmy ze sprzedajności administratorów oraz z niedbalstwa władców, aby otrzymywać kwoty podwójne, potrójne itd., pożyczając rządom gojów pieniądze zupełnie ich państwom niepotrzebne. Czyżby kto mógł czynić coś podobnego w stosunku do nas? Toteż wyjaśnię szczegółowo jedynie sprawę pożyczek wewnętrznych. Ogłaszając zawarcie pożyczki podobnej, państwa otwierają zapisy na weksle swoje, czyli na papiery procentowe. By uczynić je dostępnymi dla wszystkich, cena naznaczona bywa od setek tysięcy, przy czym pierwsi odbiorcy otrzymują rodzaj rabatu. Nazajutrz cena bywa podniesiona, rzekomo dlatego, że wszyscy rzucili się do kupowania pożyczki. Po kilkunastu dniach kasy są tak przepełnione, że nie wiadomo co robić z pieniędzmi (po cóż było je brać?). Zapasy pokrywają rzekomą pożyczkę kilkakrotnie: na tym polega cały efekt! Oto jakim zaufaniem cieszą się weksle państwa!

§ 2. Pasywa (niedobory, długi) i podatki

Kiedy już odegrano powyższą komedię, powstaje fakt wytworzonych pasywów, przy czym bardzo ciężkich. Dla pokrycia procentów trzeba zaciągnąć nowe pożyczki, nie umarzające, lecz powiększające dług zasadniczy. Po wyczerpaniu kredytu, trzeba przy podatkach opłacać procenty od długu, lecz nie sam dług. Podatki te są to pasywa, używane na pokrycie pasywów…

§ 3. Konwersje (zamiany długów państwowych na inne) i bankructwa

Z kolei następuje czas konwersji, które zmniejszają sumę procentów lecz nie sam dług i nie mogą być dokonane bez zgody wierzycieli: przy ogłaszaniu konwersji proponowany jest zwrot pieniędzy osobom, które nie chcą konwertować swych walorów. Gdyby wszyscy posiadacze nie zgodzili się na nią, wówczas państwa złapałyby się na własną wędkę, bowiem okazałoby się dłużnikami niewypłacalnymi. Na szczęście nie znający się na sprawach finansowych wierzyciele rządów gojów zawsze woleli straty na kursie i zmniejszenie procentu, niż ryzyko nowej lokaty, co niejednokrotnie pozwalało państwom pozbyć się wielomilionowych pasywów. Obecnie przy pożyczkach zewnętrznych, goje nie mogą urządzać takich figielków, wiedzą bowiem, że zażądamy zwrotu pieniędzy.

W ten sposób wykazanie niewypłacalności najlepiej dowiedzie krajom braku związku między interesami narodów i ich rządów.

§ 4. Kasy oszczędności i renta

Zwracam pilną uwagę waszą na tę okoliczność oraz na następującą: obecnie wszystkie pożyczki wewnętrzne skonsolidowane są przez tzw. długi lotne tj. o mniej więcej bliskich terminach. Długi te są to pieniądze czerpane z kas oszczędnościowych i zapasowych. Pozostając przez czas dłuższy w dysponowaniu państwa, fundusze te ulatniają się na pokrycie procentów od pożyczek zagranicznych. Fundusze kas zamieniane są przez rentę na taką samą. Owa renta zatyka wielkie dziury w skarbie państw gojów.

5. Kasacja giełd

Wstąpiwszy na tron wszechświatowy, skasujemy bezwzględnie wszelkie podobne wykręty finansowe, jako nie odpowiadające interesom naszym. Zniesione będą również giełdy pieniężne, bowiem nie pozwolimy, by powaga władzy naszej chwiała się wskutek fluktuacji cen walorów naszych. Cena ich będzie określona przez prawo w stosunku do wartości istotnej bez możności zwyżki lub też zniżki. Od tego zaczęliśmy nasze operacje z walorami gojów.

§ 6. Taksowanie walorów przemysłowych

Giełdy zastąpimy przez olbrzymie instytucje rządowe do taksowania walorów przemysłowych w myśl względów państwowych. Instytucje te będą w możności rzucenia w jednym dniu na rynek papierów za 500 milionów lub nabycia ich za taką sumę. W ten sposób wszystkie przedsiębiorstwa przemysłowe będą zależne od nas. Możecie wyobrazić sobie, jaką przez to zyskamy potęgę.

Wykład XXII

Tajemnica przyszłości – Wielowiekowe zło fundamentem przyszłego dobra – Aureola władzy i mistyczna cześć dla niej.

§ 1. Tajemnica przyszłości

We wszystkim, o czym wam dotychczas mówiłem, starałem się szczegółowo zarysować przed wami tajemnicę faktów obecnych i minionych, doniosłych zdarzeń w niedalekiej już przyszłości oraz tajniki zasad nowych stosunków z gojami i operacji finansowych. Na ten temat muszę jeszcze wiele dorzucić.
W naszych rękach powstanie największa siła współczesna – złoto: w ciągu dwóch dni możemy z kas naszych wydostać dowolną ilość złota.

§ 2. Wielowiekowe zło fundamentem przyszłego dobra

Czyż trzeba jeszcze dodawać, że królowanie nasze dane jest od Boga?! Czyż posiadanie takich bogactw nie jest dowodem, że całe zło, którego musieliśmy się dopuszczać w ciągu tylu wieków, w wyniku doprowadziło do dobra, do wprowadzenia ładu we wszystkim! Ład będzie zaprowadzony, chociaż przy użyciu pewnej przemocy. Będziemy musieli dowieść, że jesteśmy dobroczyńcami, przywracającymi dobro istotne i wolność osobistą. Wyjaśnimy wszystkim, że wolność nie polega na samowoli i wyuzdaniu, zarówno jak siła i godność nie stanowią prawa do głoszenia zasad wywrotowych w rodzaju swobody sumienia, równości itd., że wolność osobista w każdym razie nie daje prawa podniecania siebie i innych przez wygłaszanie wstrętnych przemówień na zebraniach bezładnych; lecz wolność istotna to nietykalność obywateli, stosujących się dokładnie i uczciwie do praw współżycia, że godność ludzka zawarta jest w poczuciu prawa, oraz w zrozumieniu bezprawia, nie zaś tylko w fantazjowaniu na temat własnego Ja.

§ 3. Aureola władzy i mistyczna cześć dla niej

Władza nasz będzie wsławiona, bowiem będzie potężna oraz będzie rządziła i kierowała zamiast wlec się za przywódcami i mówcami, rzucającymi wyrazy bezsensowne, nazywane wielkimi zasadami, a będące ściśle mówiąc, niczym innym, jak utopią. Władza nasza będzie twórczynią porządku, w którym zawarte jest całe szczęście ludzkie. Aureola tej władzy wzbudzi dla niej mistyczną cześć narodów, które przed nią ukorzą się. Prawdziwa siła nie zrzeka się żadnych praw, nawet Boskich; nikt nie śmie zbliżyć się do niej z zamiarem odebrania choć źdźbła jej potęgi.

Wykład XXIII

Zmniejszenie wyrobu przedmiotów zbytku – Strajki w państwie syjońskim – Zakaz pijaństwa w państwie syjońskim – Zabicie dotychczasowego zdemoralizowanego społeczeństwa i wskrzeszenie go w nowej postaci – Zadania wybrańca Bożego

§ 1. Zmniejszenie wyrobu przedmiotów zbytku

Chcąc przyzwyczaić narody do posłuszeństwa, należy nauczyć je skromności, trzeba więc będzie zmniejszyć wyrabianie przedmiotów zbytku. Przywrócimy przemysł ludowy, co poderwie kapitały prywatne fabrykantów. Jest to niezbędne, bowiem wielcy fabrykanci podniecają, choć nie zawsze świadomie, masy robotnicze przeciwko rządowi.

§ 2. Strajki w państwie syjońskim

Przemysł ludowy nie zna strajków, okoliczność ta jednoczy go z ustalonym ustrojem, a więc i z solidarnością władzy. Strajki jest to sprawa najniebezpieczniejsza dla rządu. Skończą się one z chwilą, kiedy my posiądziemy władzę.

§ 3. Zakaz pijaństwa w państwie syjońskim

Pijaństwo będzie również zakazane przez prawo i karane, jako występek przeciw człowieczeństwu ludzi, zmieniających się pod wpływem alkoholu w zwierzęta.

Poddani, powiadam, ulegają ślepo tylko silniej, niezależnej od nich władzy, w której znajdują obronę i poparcie przeciwko razom biczów socjalnych. Nic im z anielskiej duszy władcy. Muszą w nim widzieć uosobienie siły i potęgi.

§ 4. Zabicie dotychczasowego zdemoralizowanego społeczeństwa i wskrzeszenie go w nowej postaci

Władca, który zastąpi istniejące obecnie rządy, wegetujące wśród społeczeństw zdemoralizowanych przez nas, burzących się nawet przeciwko władzy Boskiej, dotkniętych pożarem anarchii – winien przede wszystkim zająć się gaszeniem tego ognia, trawiącego wszystko. Dlatego też powinien zabić takie społeczeństwa, chociażby zatopiwszy je w ich krwi własnej, aby je wskrzesić pod postacią prawidłowo zorganizowanego wojska, walczącego świadomie z wszelką zarazą, mogącą dotknąć organizm państwowy.

§ 5. Zadanie wybrańca Bożego

Ten wybraniec Boży przeznaczony jest do złamania sił rządzonych przez instynkt, nie zaś przez rozum, przez zwierzęcość, lecz nie przez człowieczeństwo. Siły te triumfują obecnie w przejawach grabieży i wszelkich gwałtów pod maską wolności i prawa. Zburzyły one cały porządek społeczny, by na nim wznieść tron króla żydowskiego, lecz rola ich się skończy z chwilą, kiedy on obejmie władzę. Wówczas trzeba będzie je znieść z jego drogi na której nawet pyłek nie powinien pozostać.

Wówczas będziemy mogli powiedzieć do narodów: dziękujcie Bogu i padnijcie na twarz przed tym, który ma na czole pieczęć przeznaczenia. Gwiazdą jego kierował sam Bóg, bo nikt inny, tylko ów wybraniec mógł uwolnić was od wszystkich rzeczy zgubnych i od wszelkiego zła.

Wykład XXIV

Umocnienie podstaw dynastii króla Dawida – Przysposobienie króla – Usuwanie bezpośrednich następców królewskich – Kto godny będzie tronu w państwie syjońskim? – Król i trzej wtajemniczający go – Król-los – Królami syjońskimi – tylko ludzie wybitnie inteligentni – Król i naród – Nieskazitelność powierzchowności moralnej króla żydowskiego

§ 1. Umocnienie podstaw dynastii króla Dawida

Przejdę obecnie do sprawy omówienia podstaw dynastii króla Dawida, które będzie polegało na tym przede wszystkim, co zawierało w sobie siłę niezbędną do utrzymania przez mędrców naszych kierownictwa spraw wszechświatowych, do kierowania kształceniem myśli ludzkości całej.

§ 2. Przysposabianie króla

Kilku członków rodu dawidowego będzie przysposabiało królów oraz ich następców, kierując się nie prawem dziedzictwa, lecz zdolnościami wybitnymi. Ci będą wtajemniczali króla w najtajniejsze szczegóły polityki, w plany rządu, tak jednak, by nikt tajemnic tych nie poznał.

Postępowanie podobne będzie miało na celu zaznaczenie wobec wszystkich, że rządy nie mogą być powierzane nikomu nie wtajemniczonemu w arkana sztuki rządzenia.

Tylko osobom takim będzie wykładane zastosowanie praktyczne planów wymienionych przez porównywanie doświadczeń wielowiekowych, wszelkie obserwacje drogami ekonomiczno-politycznymi oraz naukami społecznymi, słowem – całkowity duch spraw i ustalony sposób rządów.

§ 3. Usuwanie bezpośrednich następców królewskich

Następcy bezpośredni często będą usuwani od tronu, o ile w okresie nauki ujawnią lekkomyślność, słabość charakteru lub inne zgubne dla władzy właściwości, wytwarzające niezdolność rządzenia, a same przez się zgubne dla celów królowania.

§ 4. Kto godny będzie tronu w państwie syjońskim?

Jedynie osoby bezwzględnie odpowiednie do stanowczego, bodajby okrutnego, lecz niezachwianego sprawowania rządów, otrzymają ich ster od mędrców naszych. W razie przejawienia upadku woli lub innych cech ujemnych, królowie winni będą, w myśl prawa, oddawać rządy do innych rąk odpowiednich.

§ 5. Król i trzej wtajemniczający go

Plany działań królewskich w chwili bieżącej, a tym bardziej plany przyszłe, nie będą znane nawet tym, którzy będą nazywani najbliższymi doradcami króla. Jedynie król i trzej wtajemniczający go będą znali przyszłość.

§ 6. Król-los

W osobie króla, rządzącego z niewzruszoną siłą dobą i ludzkością, wszyscy będą widzieli niejako los i jego drogi niewidome. Nikt nie będzie wiedział, co chce osiągnąć król przez rozporządzenia swoje, a więc też nikt nie będzie śmiał zagrodzić drogi do niewiadomego.

§ 7. Królami syjońskimi – tylko ludzie wybitnie inteligentni

Rzecz prosta, konieczne jest, żeby rezerwuar umysłowy królów odpowiadał zawartemu w nim planowi rządzenia. Oto dlaczego król będzie mógł objąć rządy nie inaczej, jak po zbadaniu umysłowości przez wymienionych mędrców.

§ 8. Król i naród

Żeby naród znał i kochał swego króla konieczne jest, by władca prowadził na placach publicznych rozmowy z narodem. Doprowadzi to do niezbędnego połączenia dwóch sił, rozdzielonych obecnie przez nas przy pomocy terroru.

Terror ten był od czasu pewnego niezbędny dla nas, by te siły rozdzielone podpadły pod władzę naszą.

§ 9. Nieskazitelność powierzchowności moralnej króla żydowskiego

Król żydowski nie może ulegać władzy swych namiętności, a zwłaszcza – lubieżności. Żadna z właściwości jego charakteru nie może pozwolić na panowanie instynktów zwierzęcych nad umysłem. Lubieżność najwięcej osłabia zdolności umysłowe i zaciemnia jasność poglądów, zwracając myśli w kierunku najgorszej, zwierzęcej strony działań ludzkich.

Punkt oparcia ludzkości, jakim będzie władca wszechświata ze świętego nasienia dawidowego, winien złożyć ludowi w ofierze wszelkie skłonności osobiste.
Władca musi być pod każdym względem bez zarzutu.

ZAKOŃCZENIE

Uważne przeczytanie niniejszej książeczki i głębokie zastanowienie się nad jej treścią wyjaśnia nam niejedną tajemniczą zagadkę współczesnego świata. Dzięki niej rozumiemy przyczyny i cele niesłychanie krwawej wojny, ostatniej wojny; jasne stają się nam cele i dążenia bolszewizmu oraz mętne klauzule wszystkich powojennych traktatów pokojowych wraz ze sławetną Ligą Narodów, tym widzialnym instrumentem polityki i dążeń żydowskich odnośnie wszystkich narodów świata.

Wprawdzie żydzi za wszelką cenę usiłują dowieść, że dokument, tak wspaniale i przekonywująco demaskujący ich istotne cele i dążenia jest falsyfikatem, lecz wysiłki ich są daremne. ,,Wykłady Mędrca Syjonu” są bowiem dziełem tak typowo żydowskiego ducha, który objawia się niemal w każdym ich zwrocie, w każdym wyrażeniu, że doprawdy przypisać je komuś innemu w żaden sposób nie można. Byłoby to, doprawdy krzyczącą niesprawiedliwością, gdyż wszystkie ich cechy są niepodzielną własnością żydów, ich charakterystycznej ciasnoty umysłowej, będącej następstwem prawie dwutysiącletniego wchłaniania mądrości talmudycznych. A takich cech żaden nieżyd, nawet najgenialniejszy, nie posiada, ani nie jest w stanie podrobić. Dla przykładu weźmy program finansowy zawarty w ,,Wykładzie XX-ym”. Z jaką on precyzyjnością, mądrością i trafnością genialnego bankiera jest odtworzony i to bankiera wychowanego na Talmudzie przynajmniej od stu pokoleń. A inne sprawy, poruszane i omawiane w ,,Wykładach”, zarówno polityczne, jak społeczne, gospodarcze, kulturalne i duchowe, z jaką znajomością rzeczy, z jaką przenikliwością i głębią umysłu są potraktowane, mimo, że i w nich tu i ówdzie uwidocznia się pewnego rodzaju ciasnota, fantastyczność, a nawet apokaliptyczność, które czynią je ciemnymi, trudno zrozumiałymi dla prostych, jasnych i mało skomplikowanych umysłów ,,gojów” i które jednocześnie wykazują wyraźnie talmudyczność umysłu obrazującego je. Dlatego też, zważywszy na to wszystko, trudno nie uznać w omawianym dokumencie programu podboju całego świata przez żydów od tysięcy lat, a potem już stale przystosowywanego do zmieniających się warunków.

W programie tym widać zadziwiającą rozległość zainteresowań i genialność jego twórcy. Zna on bowiem doskonale nie tylko sprawy finansowo-gospodarcze, ale również polityczno-społeczne. Gruntownie przemyślał kwestie szkolne, wychowawcze, nastrojowe, religijne, sprawy organizacji społecznego sądownictwa, adwokatury, kolektywizmu, indywidualizmu, a nawet zagadnienie psychologii tłumu i metod rządzenia państwem. O tym wszystkim mówi swobodnie i z godnym podziwu znawstwem.

Ale i twórca ,,Wykładów” nie jest wolny od luk i błędów tak charakterystycznych dla umysłowości żydowskiej. Błędy te i luki uwydatniają się najlepiej w zakresie takiej dziedziny, jaką jest wojskowość, o której talmudyści i rabini mają jak najsłabsze pojęcie. Dla przykładu weźmy część 13 rozdziału XX-go:

,,Twierdzicie, że goje rzucą się na nas z bronią w ręku, jeśli przedwcześnie zrozumieją, o co chodzi. Przeciwko temu posiadamy na Zachodzie możliwość użycia takiego manewru, że zadrżą serca najdzielniejsze: są to tunele dla kolei podziemnych, które do tego czasu będą przeprowadzane we wszystkich stolicach. W chwili odpowiedniej będą one wysadzone w powietrze razem ze wszystkimi organizacjami i dokumentami państwowymi”.

Powyższe jest najjaskrawszym dowodem rabiniczno-talmudycznego umysłu twórcy ,,Wykładów”. Żaden bowiem umysł nieżydowski czegoś podobnego, tak bezgranicznie naiwnego by nie powiedział. Mógł to uczynić tylko zakuty w okowy Talmudu umysł żydowski.

A jeśli do tego wszystkiego dodamy jeszcze głosy i wynurzenia najwybitniejszych żydów współczesnych, zbierane skrzętnie przez różnych żydologów i gdy je porównamy z treścią zawartą w ,,Wykładach Mędrca Syjonu”, wówczas przekonywujemy się niezbicie, że ,,Wykłady Mędrca Syjonu” są bezprzykładnym tworem żydowskiego ducha i za takie też uważane być muszą.

 

TheProtocols_by_Nilus 402px-1920_the_jewish_peril_-_eyre__spottiswoode_ltd_-_1st_ed 1424 20130406_Protokoly_1000_pvcbdw ourbalfour_pppa protocoles-sion protokoly-medrcow-syjonu-348x540

Kto jest autorem protokołów ?

Odsłanianie ciemności

Po wyjściu z przepastnej tajności, pewne części „Protokołów” ujrzały światło dzienne we Francji w późnych latach XIX wieku. Jest to fascynująca historia przedstawiona tutaj w sposób unikalny, bezprecedensowy i dokładnie udokumentowany. Praca ta wymagała miesięcy intensywnych badań.

W 1884 roku panna Justine Glinka, córka rosyjskiego generała, zaangażowana była w zbieranie informacji politycznych dla dworu cara Aleksandra III.

Glinka zatrudniała żydowskiego agenta Jozefa Schoersta alias Szapiro, który podawał się za masona i członka loży Mizraim, żydowskiego zakonu masońskiego o własnych rytuałach i protokołach. Wybitnym członkiem francuskiej masonerii był Salomon Rotszyld, potomek żydowskiej dynastii bankierskiej.

Schoerst zaoferował Glince za kwotę 2.500 franków pewien dokument, który, jak powiedział, z pewnością ją zainteresuje. Dokument ten składał się z niezwykłych dyktowanych pism pochodzących z różnych przemówień, później włączonych do końcowego zbioru „Protokołów Syjonu”.

Glinka niezwłocznie przekazała dokument jej zwierzchnikowi w Paryżu, gen. Orgiejewskiemu, który z kolei przesłał je gen. Szerewinowi, ministrowi spraw wewnętrznych, bezpośrednio na dwór w Petersburgu.

Szerewin po swojej śmierci w 1896 roku pozostawił w testamencie carowi Mikołajowi II pamiętniki zawierające Protokoły. Informacja Glinki ostatecznie dotarła do Siergieja Nilusa, wykształconego rosyjskiego mistyka związanego z dworem Mikołaja II, na stanowisku ministra stosunków zagranicznych.

W 1902 roku Nilus opublikował książkę Rządy szatana na ziemi – notatki prawosławnego wyznawcy, w której zacytował fragmenty materiałów zakupionych przez Glinkę.

Następne wydarzenie związane z Protokołami miało miejsce w 1903 roku, kiedy wybitny wydawca Ravel Kruszewa zacytował fragmenty Protokołów w swoim dzienniku „Znarnva”. Po ich opublikowaniu Kruszewa przeżył zamach na swoje życie i od tej chwili żył w ciągłym strachu i musiał nosić przy sobie broń w celu obrony własnej. Podjął również kroki by uniknąć otrucia zatrudniając własnego kucharza.

W 1905 roku Nilus opublikował nowe wydanie „Rządów szatana”, włączając weń jako ostatni rozdział pełną wersję „Protokołów”. Był to pierwszy raz kiedy opublikowano pełną wersję „Protokołów” udostępniony opinii publicznej w formie książki.

W 1917 roku (końcowym rewolucji bolszewickiej) Nilus przygotował finałowe wydanie – w pełni udokumentowane – ale zanim zdążył je rozprowadzić, Kerenski, pół-Żyd, który doszedł do władzy po rewolucji, nakazał zniszczenie wszystkich egzemplarzy. Każdy złapany przez bolszewików w posiadaniu „Protokołów” był rozstrzelany na miejscu.

W 1918 roku „Protokoły” ukazały się ponownie w moskiewskim czasopiśmie „The Sentinel” opublikowane przez bolszewików pod wodzą Żydów w opozycji wobec rewolucji. W lutym 1919 roku bolszewicy nakazali zamknięcie gazety.

W 1924 roku zdominowana przez żydów Czeka aresztowała prof. Filusa, uwięziła i poddała torturom. Prezydent sądu (żyd) powiedział mu, że to traktowanie go wynikało z tego że „publikując ‘Protokoły’ uczynił im (żydowskim bolszewikom) nieobliczalną krzywdę”.

Protokoły Ginsberga i Pinskera

W rosnącym ruchu syjonistycznym dominującą osobowością w późnych latach 1800 został żyd Aszer Ginsberg, który przyjął pseudonim „Zasad Ha’am” co znaczyło „jeden z ludu”. Był synem żydowskiego poborcy podatkowego, urodził się w Kijowie i później osiedlił się w Odessie, ośrodku agitacji aktywistów. To tu w 1889 roku założył grupę syjonistyczną „Synowie Mojżesza”.

Pogrążony w dziełach Nietzschego, Ginsberg powierzył „Protokoły” „Synom Mojżesza w celu zagłady kultury chrześcijańskiej i panowania żydowskiego nacjonalizmu w oparciu o nacjonalistyczną wizję Niemiec Nietzschego.

Spotkania tego tajnego stowarzyszenia odbywały się w domu Ginsberga. Wśród pierwszych jego członków byli: Ben Avigdor, Zalman Epstein, Louis Epstein i Jacob Eisenstaat.

Na początku roku 1889 Ginsberg zerwał z bardziej konserwatywnymi siłami syjonizmu i zajął radykalne stanowisko przekazane w broszurze „This Is Not The Way” (Nie tędy droga). Celem broszury był jego sprzeciw wobec ” politycznie oportunistycznych ” poglądów swojego byłego mentora Leona Pinskera, przywódcy ruchu „Kochanków Syjonu”. Ginsberg chciał ukształtować „świadomość narodową” w żydowskiej diasporze i przywrócić konwersacyjny hebrajski zanim możliwe będzie wykorzystanie wpływów politycznych, co promował Pinsker, w celu ustanowienia państwa żydowskiego.

Bez względu na różnice w odniesieniu do czasu, Pinsker nie różnił się od Ginsberga w wykorzystaniu władzy dla osiągnięcia wspólnych syjonistycznych celów. W swojej książce „Auto-Emancipation” Pinsker opisał mistrzowską metodę doprowadzenia do „samo-wyzwolenia” i „odbudowy żydowskiego narodu”.

Leon Pinsker: „Walka o osiągnięcie naszych celów musi się rozpocząć w takim duchu by wywrzeć nie do odparcia nacisk na politykę międzynarodową”.

Uderzające podobieństwo do programu politycznego Pinskera zawarty jest w protokole nr 1:

„W sprawach polityki odnosi się zwycięstwa tylko przez siłę i przebiegłość. Dlatego dla realizacji naszych celów nie wolno nam zatrzymać się na korupcji, oszustwie i zdradzie. W polityce konieczna jest wiedza jak przechwycić władzę od innych, jeśli ma to nam zapewnić posłuszeństwo i niezależność”.

Idąc w ślady swojego mentora, siłowa retoryka Ginsberga z nowym i bezpośrednim wezwaniem do fanatyzmu, również przypomina styl „Protokołów” kiedy upierał się:

Ginsberg: „Żydzi muszą najpierw stać się świadomie i agresywnie narodowi”.

Wezwanie Ginsberga do agresywnego nacjonalizmu żydowskiego jest pokazane w protokole nr 5:

„Będziemy tak wykorzystywać gojów, że będą zmuszeni zaproponować nam międzynarodową władzę, która umożliwi nam przejąć wszystkie siły rządzące świata by w końcu stworzyć super-rząd”.

Informacja o tym, że rękopis „Protokołów” w języku hebrajskim krąży wśród żydów, wyszła od mieszkańców Odessy.

W późniejszym czasie żyd Herman Bernstein, wydawca „Free Press” w Detroit, twierdząc że „Protokoły” są fałszywką, przyznał w obecności Williama Camerona, sekretarza Henry’ego Forda, że osobiście czytał „Protokoły” w hebrajskiej formie w Odessie.

Podczas rewolucji bolszewickiej pod przywództwem żydów, niewiele miast było tak zniszczonych jak Odessa, gdzie Ginsberg nauczał o zniszczeniu społeczeństwa chrześcijańskiego, głównej zasady „Protokołów”.

Oprócz okropności takich jak gwałty na chrześcijańskich kobietach i dziewczynach, zniszczono chrześcijański sierociniec i rozstrzelano wszystkie dzieci. Rasizm i kpiny z nie-żydowskiego życia już były ustanowioną praktyką w światowym syjonizmie.

Mądra starszyzna

W sierpniu 1919 roku zebrano tajne dokumenty amerykańskiego wywiadu w celu przeprowadzenia dochodzenia ws. międzynarodowych finansów zaangażowanych w I wojnie światowej. Te wrażliwe dokumenty utajniono do 1973 roku.

Kopię tych dokumentów można uzyskać w Państwowym Archiwum w Waszyngtonie – jego numer katalogowy to 245-1.

Na str. 5 są publiczne pisma Teodora Herzla, uznawanego za ojca światowego syjonizmu politycznego, cytowane jako mające „tożsamość myśli zawartych w ‘Protokołach’”. Ten długo ukrywany i ostatecznie odtajniony dokument wykazuje uderzające podobieństwo między pracą Herzla opublikowaną w 1897 roku pt. „The Jewish State” (Państwo żydowskie) i prawdziwymi protokołami nr 1 i 20:

Herzl: „Każda kwestia powstająca w relacjach między narodami jest sprawą siły. Kiedy składam to oświadczenie, nie oddaję żadnej części naszego nakazowego prawa. W świecie jaki jest i prawdopodobnie będzie, siła wyprzedza rację. Dla nas bezcelowe jest bycie lojalnymi patriotami, tak jak w przypadku Hugenotów, których zmuszono do emigracji. Żydzi muszą uzyskać tak dużą potęgę ekonomiczną, by pokonać uprzedzenia wobec nich. Kiedy toniemy, stajemy się proletariatem rewolucyjnym, a kiedy przeżywamy rozkwit, rośnie nasza potęga finansowa”.

„Protokoły”: Zgodnie z prawem istnienia, siła ma rację. Nasza racja leży w sile. Poprzez dominację finansową będziemy manipulować kapitałem, stwarzać kryzysy i doprowadzać do bankructwa państwa gojowskie. W naszych rękach jest największa siła wszechczasów – złoto. Z takim bogactwem uda nam się udowodnić, że zło które musieliśmy dokonać przysłużyło się do uporządkowania wszystkiego. Będziemy nadal udowadniać, że to my jesteśmy dobroczyńcami, którzy pokaleczonej ziemi przywróciliśmy prawdziwe dobro człowieka, oczywiście pod warunkiem ścisłego przestrzegania ustanowionego przez nas prawa”.

Bliskim współpracownikiem Teodora Herzla był Max Nordau, który przekonał go do zorganizowania Pierwszego Kongresu Syjonistycznego w 1897 roku.

 

Nordau (ur. Simcha Sudfeld) w Budapeszcie w 1849 roku, później zmienił nazwisko by wykreować „gojowską” twarz. Na Pierwszym Kongresie w Bazylei, Szwajcaria, Nordau został wybrany na vice-prezydenta. Na Szóstym Kongresie w 1903 roku Nordau ogłosiłm że został opracowany plan syjonistyczny na następne dwie dekady:

Nordau: „Szczeble naszej drabiny prowadzą w górę i w górę: Pierwszy kongres Syjonistyczny – angielska propozycja państwa żydowskiego – przyszła wojna swiatowa – konferencja pokojowa, na której dojdzie do utworzenia żydowskiej Palestyny”.

W niniejszym dokumencie pokazane są „szczeble” drabiny zarówno „Protokołów” jak i syjonistów… z góry określony plan, który ma być wprowadzony do realizacji przez kontrolowanie dźwigni międzynarodowej polityki. Historia nie kłamie. Ani nie kłamią słowa żydów, którzy sto lat wcześniej przepowiedzieli to co nas czeka.

I te właśnie słowa dokładnie spisano dla nas, być może w najbardziej śmiertelnym i dominującym dokumencie w dziejach, obecnie znanym jako „Protokoły mędrców Syjonu”.

Protokoły:

http://nowy-porzadek-swiata.blogspot.com/2013/05/protokoy-medrcow-syjonu.html

 

 

Polska znajduje się w stanie ciężkiego kryzysu, ogarniającego wszystkie dziedziny działalności państwa. Praźródłem naszych nieszczęść był „okrągły stół”, popełnione tam oszustwo oraz ludzie, którzy zadecydowali o jego ustaleniach. Przedstawiamy listę czołowych osobistości „okrągłego stołu”, opartą na podstawie książki: „Okrągły stół. Kto jest kim?”, wydanej z inicjatywy komitetu organizacyjnego ds okrągłego stołu przy Lechu Wałęsie oraz na ogólnie dostępnych lub innych, później wychodzących na jaw, informacjach.

 

Wyliczmy czołowe osobistości, kierując się rolą, jaką odegrały w Magdalence lub też w okresie, który po niej nastąpił. Pominiemy natomiast te osoby, które żadnej znaczącej roli nie odegrały, o których później „słuch zaginął”, będące nic nie znaczącym elementem dekoracyjnym.

 

Przy nazwisku podajemy: narodowość, stanowisko lub stanowiska, funkcje, członkostwo partii dawne i obecne oraz inne dane dotyczące działalności. Lista nie zawiera pełnych danych o działalności po 1980 roku. KIK oznacza Klub Inteligencji Katolickiej, KO oznacza Komitet Obywatelski.

 

1. Jacek AMBROZIAK, Żyd, dyrektor urzędu Rady Ministrów u Mazowieckiego, radca prawny w „Tygodniku Solidarność”.

ambroziak archiwaipn

2. Stefan AMSTERDAMSKI, Żyd, były członek PZPR, prof. filozofii UW, w roku 1968 usunięty z uczelni.

amsterdamski liga archiwaipn

3. Artur BALAZS, Żyd, właściciel ogromnego latyfundium rolnego nabytego za bardzo małą kwotę na Wolinie. AWS, PO, ostatnio utworzył SKL-Ruch Nowej Polski, będący kolejnym wcieleniem żydokomunistycznej UW, niedawny minister rolnictwa.

balazs archiwa ipn

4. Ryszard BENDER, Żyd, profesor Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, w latach 1981-83 wiceprezes Polskiego Związku Katolicko-Społecznego, przybudówki PRON, KIK, PRL-owski poseł kilku kadencji, sędzia Trybunału Stanu z ramienia Ligi Polskich Rodzin, głosi się katolikiem.

bender archiwa ipn

5. Stefan BRATKOWSKI, Żyd, były członek ZMS i PZPR, honorowy prezes SDP, KO.

bratkowski archiwaipn

6. Ryszard BUGAJ, Żyd, ZMS, uczestnik wydarzeń marcowych, KOR, KO.

bugaj archiwa ipn

7. Zbigniew BUJAK, Żyd, w stanie wojennym aresztowany w piwnicy Żyda Mieczysława Rakowskiego ostatniego I-go sekretarza KC PZPR, KO.

bujak archiwa ipn

8. Andrzej CELIŃSKI, Żyd, aktywny uczestnik wydarzeń marcowych, KOR, KO, naprzód AWS teraz w SLD, niedawny minister kultury.

celiński archiwa ipn

9. Jerzy CIEMNIEWSKI, Żyd, b. poseł z ramienia UW, zażarty przeciwnik lustracji.

ciemniewski archiwa ipn

10. Marek EDELMAN, Żyd, żona i dzieci w Izraelu. Głosiciel tezy o antysemityzmie Polaków i o prześladowaniu Żydów w przedwojennej Polsce równym hitlerowskiemu. KO, UW.

edelman archiwa ipn

11. Lech FALANDYSZ, Żyd, doradca Wałęsy, twórca tzw. „falandyzacji prawa”.

falandysz archiwa ipn

12. Dariusz FIKUS, Żyd, były agent SB, KOR, sekretarz generalny SDP, zmarły redaktor naczelny „Rzeczpospolitej”.

fikus archiwa ipn

13. Władysław FINDEISEN, Żyd, agent SB, były przewodniczący Rady Prymasowskiej przy Glempie, KO, zmarł.

findeisen archiwa ipn

14. Władysław FRASYNIUK, Żyd, KO, obecny szef UW.

frasyniuk archiwa ipn

15. Bronisław GEREMEK, recte Borys Lewartow, syn rabina z Nalewek, Żyd, uratowany przez Polaków, członek i były sekretarz PZPR na Uniwersytecie Warszawskim, b. poseł UW, b. minister spraw zagranicznych, przewodniczący zespołu reform politycznych przy Lechu Wałęsie, KO, autor słynnej wypowiedzi, iż „nienawidzi Polaków”.

geremek archiwa ipn

16. Mieczysław GIL, Polak, organizator strajku w Nowej Hucie, KO, były poseł.

gil archiwa ipn

17. Andrzej GLAPIŃSKI, Żyd, głoszący się katolikiem, były minister u Olszewskiego, były poseł PC.

glapinski archiwa ipn

18. Aleksander HALL, Żyd, KO, były członek Prymasowskiej Rady Społecznej, UW, były poseł UW, były minister kultury, głosi się katolikiem, konserwatystą i politykiem prawicy.

hall archiwa ipn

19. Maciej IŁOWIECKI, Żyd, dziennikarz „Polityki”, wiceprezes SDP, tropiciel antysemityzmu.

iłowiecki archiwa ipn

20. Gabriel JANOWSKI,Żyd, uczestnik marca 1968, KO, były poseł i minister w rządzie Suchockiej, były poseł Ligi Polskich Rodzin.

janowski archiwa ipn

21. Jarosław KACZYŃSKI, Żyd, KOR, KO, prezes PC, głoszący się prawicowcem.

kaczynski j archiwa ipn

22. Lech KACZYŃSKI, Żyd, brat poprzedzającego, KOR, KO, były prezes NIK-u, minister sprawiedliwości u Buzka, prezes „Prawo i Sprawiedliwość”, głosi się prawicowcem.

kaczynski l archiwa ipn

23. Krzysztof KOZŁOWSKI, Żyd, wieloletni członek redakcji „Tygodnika Powszechnego”, KO, UW, były minister spraw wewnętrznych u Mazowieckiego, zezwolił Michnikowi i jego „komisji” na dostęp do tajnych akt SB, w których buszowała 2 miesiące.

kozłowski archiwa ipn

24. Stefan Kozłowski, Żyd, brat poprzedzającego, KO.

kozłowski s archiwa ipn

25. Marcin KRÓL, Żyd, KO, UW, niegdyś w redakcji „Tygodnika Powszechnego”.

król archiwa ipn

26. Władysław KUNICKI-GOLDFINGER, Żyd, KO, zmarł.

goldfinger archiwa ipn

27. Zofia KURATOWSKA, Żydówka, mąż Grzegorz Jaszuński, Żyd, propagandzista PZPR, KO, UW, wicemarszałek senatu, ambasador w RPA, zmarła.

kuratowska archiwa ipn

28. Jacek KUROŃ, Żyd, zwany towarzysz TERMOS, były członek PZPR, twórca czerwonego harcerstwa, współtwórca KOR-u, KO, UW, b. poseł, autor wypowiedzi iż „jest szczęśliwy, że Lwów należy do Ukrainy”, znany z wysypiania się w sejmie.

kuroń archiwa ipn

29. Bogdan LIS, Polak, były członek PZPR, KO.

lis archiwa ipn

30. Jan LITYŃSKI, Żyd, KOR, KO, uczestnik wydarzeń marcowych, były poseł UW.

lityński archiwa ipn

31. Helena ŁUCZYWO, Żydówka, cała rodzina w KPP lub w PZPR, uczestniczka wydarzeń marcowych.

łuczywo archiwa ipn

32. Tadeusz MAZOWIECKI, Żyd, autor łajdackiego ataku prasowego na bpa Kaczmarka, współpracownik „Tygodnika Powszechnego”, poseł PRL, UW, poseł przewodniczący i premier UW, KO, twórca grubej kreski, zażarty przeciwnik lustracji.

mazowiecki archiwa ipn

33. Jacek MERKEL, Polak (?), KO.

merkel archiwa ipn

34. Adam MICHNIK, Żyd, dawne nazwisko Aron Szechter, ojciec skazany przed wojną na 10 lat więzienia za szpiegostwo na rzecz ZSRR, brat Stefan sądowy morderca z czasów PRL. Członek PZPR, KOR, KO, obecnie naczelny redaktor „Gazety Wyborczej”.

michnik archiwa ipn

35. Andrzej MILCZANOWSKI, Żyd, KOR, KO, UW, były minister spraw wewnętrznych u Mazowieckiego, zażarty przeciwnik lustracji.

milczanowski archiwa ipn

36. Jan OLSZEWSKI, Żyd, niegdyś Jan Oxner, pracownik ministerstwa sprawiedliwości w czasach stalinowskich, członek redakcji „Po Prostu”, gdzie pisywał artykuły o polskim antysemityzmie, członek Klubu Krzywego Koła, KOR, były poseł i premier PRL-bis, szef i twórca licznych partii głoszących się prawicowymi, np. ROP, obecnie poseł, wystąpił z klubu Ligi Polskich Rodzin.

olechowski archiwa ipn

37. Janusz ONYSZKIEWICZ, Żyd, KO, UW, były poseł i minister obrony.

onyszkiewicz archiwa ipn

38. Edmund OSMAŃCZYK, Polak, dziennikarz i członek oraz działacz przedwojennego Związku Polaków w Niemczech, KO, zmarł.

osmańczyk archiwa ipn

39. Janusz PAŁUBICKI, Żyd, KO, UW, minister ds służb specjalnych u Buzka, zażarty przeciwnik lustracji.

pałbicki archiwa ipn

40. Walerian PAŃKO, Polak, szef NIK-u, prowadził śledztwo w sprawie FOZZ, zginął w niewyjaśnionym wypadku samochodowym.

pańko archiwa ipn

41. Aleksander PASZYŃSKI, Żyd, absolwent komunistycznej Akademii Nauk Politycznych, były członek PZPR, dziennikarz „Polityki”, KO, UW.

paszyński archiwa ipn

42. Leszek PIOTROWSKI, Polak, były minister sprawiedliwości u Buzka.

piotrowski archiwa upn

43. Anna RADZIWIŁŁ, Żydówka, były wiceminister oświaty w rządzie Mazowieckiego, twórca krytykowanych programów szkolnych.

radziwi archiwa ipn

44. Ryszard REIFF, Polak, były szef PAX-u, KO.

reiff archiwa ipn

45. Jan Maria ROKITA, Żyd, KO, UW, AWS, SKL, obecnie Platforma Obywatelska.

rokita archiwa ipn

46. Zbigniew ROMASZEWSKI, Żyd, KOR, KO, UW, obecnie senator.

romaszewski archiwa ipn

47. Henryk SAMSONOWICZ, syjonista, były członek ZMP i PZPR, minister nauki w rządzie Mazowieckiego.

samsonowicz archiwa ipn

48. Grażyna STANISZEWSKA, Żydówka, były poseł UW.

staniszewska archiwa ipn

49. Andrzej STELMACHOWSKI, KIK, były minister nauki, obecnie prezes Wspólnoty Polskiej. Ostatnio poparł szefa IPN Kieresa podpisując pochwalający go list.

stelmachowski archiwa ipn

50. Stanisław STOMMA, Żyd, wieloletni członek redakcji „Tygodnika Powszechnego”, wieloletni poseł na sejm PRL-bis, gdzie w ciągu 3 kadencji zgłaszał wnioski o udzielenie peerelowskiemu wymiarowi sprawiedliwości wotum zaufania.

stomma archiwa ipn

51. Adam STRZEMBOSZ, Żyd, długoletni sędzia PRL, profesor prawa KUL, autor poprawki do kodeksu karnego znoszącej karę konfiskaty mienia wielkich przestępców gospodarczych, były prezes Sądu Najwyższego.

strzembosz archiwa ipn

52. Klemens SZANIAWSKI, Żyd, były pracownik KC PZPR, były agent SB, KO, przewodniczący Komitetu Porozumiewawczego Stowarzyszeń Twórczych i Naukowych, zmarł.

szaniawski archiwa ipn

53. Jan Józef SZCZEPAŃSKI, Polak, były prezes ZLP, KO, zdeklarowany sojusznik UW.

szczepanski archiwa ipn

54. Józef ŚLlSZ, Polak, rolnik, współtwórca Solidarności RI, KO, zmarł.

Ślisz archiwa ipm

55. Jacek TAYLOR, Polak, syjonista, prawnik, były doradca i obrońca Wałęsy, obecnie adwokat, bezkrytyczny wielbiciel Żydów.

taylor archiwa ipn

56. Witold TRZECIAKOWSKI, Żyd, KO, członek Prymasowskiej Rady Społecznej.

trzeciakowski archiwa ipn

57. Jerzy TUROWICZ, Żyd, wieloletni redaktor naczelny „Tygodnika Powszechnego”, KO, UW, jeden z głównych sprawców usunięcia Klasztoru Karmelitanek z Oświęcimia, zażarty przeciwnik kardynała Wyszyńskiego, przeciw któremu spiskował na II Soborze Watykańskim. Zmarł.

turowicz archiwa ipn

58. Lech WAŁĘSA, żyd, syjonista, choć są tacy co mówią że… Twórca polityki lewej nogi. Będąc prezydentem ukradł w UOP-ie akta „Bolka”.

wałęsa archiwa ipn

59 Andrzej WIELOWIEJSKI, Polak, zażarty filosemita, doradca Wałęsy, UW, KO, redaktor „Więzi”.

wielowiejski archiwa ipn

60. Jacek WOŹNIAKOWSKI, Polak, profesor KUL, redaktor naczelny „Znaku”, od 1945 roku współpracujący z „Tygodnikiem Powszechnym”, KO, działacz KIK-ów, zażarty filosemita.

woźniakowski archiwa ipn

61. Henryk WUJEC, Żyd, uczestnik wydarzeń marcowych, KIK, sekretarz KO, UW.

wujec archiwa ipn

62. Jerzy ZDRADA, Żyd, b. poseł UW, wiceminister edukacji w rządzie Buzka.

zdrada archiwa ipn

63. Tadeusz ZIELIŃSKI, Żyd, KO, były rzecznik praw obywatelskich. Zmarł.

zieliński archiwa ipn

64. Andrzej ZOLL, Żyd, były przewodniczący Trybunału Konstytucyjnego, UW, obecnie rzecznik praw obywatelskich.

zoll archiwa ipn

 

Analiza listy osobistości prawej strony okrągłego stołu daje obraz bardzo przygnębiający. Było tam ok. 51 Żydów i ok. 13 Polaków, co oznacza że Żydzi kontrolowali sytuację i zadecydowali o treści układu. Poszło im to tym łatwiej, że kolaborowali z nimi tacy Polacy jak Wałęsa, Woźniakowski i Wielowiejski, całkowicie podporządkowani ich interesom. Żydzi kontrolowali też Kluby Inteligencji Katolickiej, oraz Komitet Obywatelski przy Lechu Wałęsie.

O takim składzie okrągłego stołu zadecydował sekretarz episkopatu Polski arcybiskup Bronisław Dąbrowski, Żyd. Dlatego właśnie nie było tam przedstawicieli prawdziwej opozycji prawicowej akowskiego podziemia niepodległościowego zesłańców i emigracji z Zachodu.

 

Syjoniści wygrali okrągły stół i zaczęli rządzić Polską na spółkę z postkomuną. Zaczęła się w żydowski sposób rozumiana transformacja, której rezultatem jest dzisiejszy kryzys, wysprzedaż prawie całego majątku narodowego w obce ręce, ataki na Polskę i Polaków i wielka próba pozbawienia nas niepodległości przez zawleczenie nas do Unii Europejskiej.

dr Andrzej Reymann

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Każdy kto zapoznał się z KREDYTEM SPOŁECZNYM z łatwością zorientuje się, że Konstytucja Polskiej Rzeczpospolitej z 1997 roku zawiera zapis sprzeczny z interesem polskich obywateli.

Dotyczy to artykułu 220 konstytucji, który brzmi:

Art. 220:  Ustawa budżetowa nie może przewidywać pokrywania deficytu
budżetowego przez zaciąganie zobowiązania w centralnym banku państwa.

Zapis ten jest nie zrozumiały dla kogoś kto nie poznał i nie zrozumiał mechanizmu tworzenia pieniądza. Po przeczytaniu książki  „Dlaczego wciąż brak nam pieniędzy” Colin Barclay-Smith’a czytelnik z łatwością zorientuje się na czym polega wada wyżej przytoczonego artykułu konstytucji.

Skutkiem obowiązywania tego zapisu będą niekończące się długi Polaków. W długach pogrążą się: rząd, władze lokalne, przedsiębiorstwa, szpitale, uczelnie itd. W konsekwencji będziemy za wykonywaną prace otrzymywali mniej i będziemy płacić coraz większe podatki. Prowadzone przez nas firmy i przedsiębiorstwa nie rozwiną się w pełni.

Wszyscy, bezpośrednio lub pośrednio będziemy niewolnikami nielicznej grupki bankierów. Podsumujmy krótko najważniejsze informacje dotyczące kredytu społecznego związane jednocześnie z przytoczonym zapisem konstytucji:

1. W obecnym systemie ekonomicznym, obowiązującym prawie na całym świecie, ponad 90% wszystkich pieniędzy to długi wobec jakiegoś banku. To prywatne banki wytwarzają nasze pieniądze w momencie, gdy ktoś zaciągnął w nich pożyczkę. Największym pożyczkobiorcą jest rząd. (Pieniądze te nie mają postaci fizycznej, są zapisem w rejestrach bankowych. Pieniądze wytworzone przez banki pełnią taką samą
funkcje jak pieniądz papierowy.)

2. Deficyt budżetowy jest różnicą pomiędzy wydatkami a przychodami państwa.

3. Deficyt budżetowy jest jedynym sposobem w jaki rząd może zwiększyć ilość pieniądza w obiegu (nowy pieniądz pozwala na wydatki przekraczające przychód, czyli tworzy deficyt).

4. Istnieją co najmniej dwa powody dla których konieczne jest czasami zwiększenie ilości pieniądza w obiegu. Po pierwsze w rozwijającej się gospodarce, aby zachować równowagę popytu efektywnego i podaży, ilość pieniądza musi się zwiększać. Po drugie inflacja powoduje zmniejszenie mocy nabywczej pieniądza a więc zmniejszenie popytu efektywnego. Jeżeli przyczyną inflacji nie jest nadmiar pieniądza w obiegu,
tylko inne czynniki, konieczne jest zwiększanie ilości pieniądza, aby popyt efektywny nie malał. Tak więc deficyt budżetowy nie jest zły sam w sobie.

5. Tylko niektóre sposoby finansowania deficytu są  źródłem nowego pieniądza w gospodarce. Sprzedaż obligacji lub majątku narodowego na rynku wewnętrznym nie zwiększa ilości pieniądza w obiegu. Sprzedaż obligacji na rynki zewnętrzne zwiększa
ilość pieniądza w obiegu, ale powoduje takie same długi jak pożyczka w banku.

Sprzedaż majątku narodowego na rynku zewnętrznym nie może być ciągłym sposobem zwiększania pieniądza ze względu na wyczerpanie się majątku oraz nieopłacalność wymiany realnych dóbr na symbole jakimi są pieniądze. Natomiast pożyczka w banku …

6. Jeżeli rząd finansuje deficyt z pożyczki w banku, wtedy bank wytwarza dla rządu nowy pieniądz. Powstaje dług publiczny. Dług ten jest niespłacalny, gdyż spłacanie długu lub odsetek powoduje ponowne zmniejszenie ilości pieniądza w obiegu i recesje. Aby temu zapobiec rząd musi zaciągnąć inne porzeczki, jeszcze większe ze względu na odsetki. Dochodzi do wykładniczego wzrostu długów. Państwo powoli uzależnia się od woli banków.

7. Gdyby rząd polski chciał wytworzyć dodatkowe pieniądze to nie robiłby tego osobiście. Zadanie to realizuje Bank Narodowy, który jest wyspecjalizowaną instytucją państwową do prowadzenia działalności bankowej.

8.  Konsekwencja obowiązywania artykułu 220 jest następująca: państwo polskie, czyli rząd, nie może zwiększać ilości pieniędzy w gospodarce, gdyż konstytucja zabrania tego Bankowi Narodowemu. Rząd, aby zwiększyć ilość pieniądza w obiegu musi zaciągnąć pożyczkę w banku komercyjnym  (prywatnym). Bank prywatny stworzy wtedy dla rządu pieniądz i odstąpi go do Użytku. Taki pieniądz jest bardzo drogi, gdyż jest obciążony oprocentowaniem. W ten sposób Polska uzależnia się od bankierów-lichwiarzy. Wprowadzenie tego zapisu zabezpiecza interesy bankierów i trudno jest nie podejrzewać, że było przez nich inspirowane.
Bankierzy dzięki prawu do tworzenia pieniędzy czerpią nieuzasadnione zyski kosztem całego społeczeństwa.

9. Obecnie funkcjonujący system bez wątpienia można nazwać systemem niewolnictwa gdyż skutkiem jego funkcjonowania jest powstawanie  niespłacalnych długów, nieefektywne funkcjonowanie gospodarek, ciągle rosnące podatki i bezrobocie a także inflacja. Z jego przyczyny nie ma równowagi popytu realnego i podaży (ludzie nie mogą korzystać z produktów które wytwarzają). Powoduje on powstawanie zjawiska
przewagi kapitału nad wiedzą i technologią. Utrudnia wymianę towarową pomiędzy państwami. Jest przyczyną pojawiania się okresowo recesji (największą był wieloletni kryzys międzywojenny). W okresie recesji silniejsze państwa rujnują gospodarki państw słabszych gdyż, walcząc o ograniczone zasoby pieniądza, zalewają je towarami o zaniżonych cenach. Pieniądz zadłużony powoduje powstanie zjawiska, zupełnie niedorzecznego, które powoduje że, wojny i kataklizmy nakręcają koniunkturę.

10. Aby w system gospodarczy nie posiadał omówionej wady, prawo tworzenia nowego pieniądza powinno należeć wyłącznie do rządu. Banki powinny móc pożyczać tylko zdeponowane w nich pieniądze na rachunkach terminowych. Niedopuszczalne jest więc żeby banki pożyczać pieniądze zdeponowane w nich na rachunkach bieżących, gdyż w wyniku takiej pożyczki jest właśnie tworzony nowy pieniądz (pieniądz dług).
Proszę bowiem  zauważyć, że w wyniku takiej pożyczki nie następuje zmniejszenie niczyjego rachunku. Pierwszy podmiot, który złożył pieniądze na rachunku bieżącym cały czas się nimi posługuje. Drugi podmiot, który  pożyczył te pieniądze tak że je wykorzystuje (te same pieniądze) tak jakby były one wyłączne jego własnością. W konsekwencji w obiegu funkcjonują środki płatnicze  dwa razy większe niż na początku.

PMS Konstytucja Szkołą Waśni PMS Konstytucja Chwiejność PMS Konstytucja Nowa PMS Konstytucja Nowa2

LIGA ŚWIATA: Nie bądź użytecznym idiotą